Wczoraj niestety spotkanie w dole tabeli nie przyniosło oczekiwanej liczby kornerów. Zapominamy więc o spotkaniach cieniasów i zaglądamy do meczów o naprawdę najwyższą stawkę. Miłej lektury!
tylko na
200 zł od depozytu + 35 zł darmowy zakład + 20 zł aplikacja + 350 zł w promocji
OD DEPOZYTU: 100% do 200 zł, DARMOWY ZAKŁAD: 35 zł APLIKACJA MOBILNA: 20 zł PROMOCJA 350 zł
pokaż szczegóły
ukryj szczegóły
Reklama. Tylko dla osób pełnoletnich (18+). Hazard wiąże się z ryzykiem uzależnienia.
Newcastle – Brighton | 16:00
Nie będę ukrywał, jeśli ktoś czyta moje zapowiedzi regularnie, to dobrze wie, że o Newcastle w ostatnich tygodniach pisałem już sporo i raczej nie były to laurki. Wielokrotnie opisywałem mój zawód ich formą na przestrzeni różnych analiz, więc nie zamierzam się nad nimi pastwić. Fakty są jednak takie, że sytuacja „Srok” jest po prostu słaba.
Cztery porażki z rzędu w Premier League nie są przypadkiem. Owszem, w ostatnim meczu z Arsenalem były momenty naprawdę dobre, momenty, w których można było zobaczyć zarys tego zespołu sprzed kilku miesięcy. Problem w tym, że to już tylko przebłyski. Na przestrzeni 90 minut brakuje jakości, konsekwencji i, co chyba najbardziej rzuca się w oczy, zaangażowania.
Czternaste miejsce, 42 punkty po 34 kolejkach i poczucie, że sezon po prostu się rozjechał. Spadek im nie grozi, ale to żadne pocieszenie. Coraz częściej mówi się, że Eddie Howe może nie przetrwać tego lata na ławce trenerskiej. I trudno się temu dziwić, skoro zespół wygląda jakby grał na pół gwizdka, a niektórzy zawodnicy zaczynają przebąkiwać o odejściu, z Sandro Tonalim na czele.
Do tego dochodzi fatalne zarządzanie środkami. Pieniądze po sprzedaży Alexandra Isaka zostały wydane prawie że na marne. Woltemade miał świetny start, ale szybko przygasł. Wissa po sezonie spędzonym głównie w szpitalu wygląda jak cień samego siebie. Jego fatalne pudło przeciwko Arsenalowi tylko podsumowało ten obraz nędzy i rozpaczy.
Z drugiej strony mamy Brighton, które jest w zupełnie innym miejscu mentalnym i sportowym. Fabian Hürzeler zaczyna naprawdę przypominać, że projekt tej drużyny nie skończył się wraz z odejściem Roberto De Zerbiego. Mewy złapały wiatr w żagle i lecą naprawdę wysoko.
Pięć meczów bez porażki, cztery zwycięstwa, w tym efektowne 3:0 z Chelsea pokazują, że jest to drużyna, która wie czego chce i konsekwentnie po to sięga. Dzięki tej serii Brighton wskoczyło na miejsce gwarantujące grę w Lidze Europy i wszystko wskazuje na to, że nie zamierzają go oddać bez walki.
Na szczególną uwagę zasługuje forma Danny’ego Welbecka. Weteran Premier League przeżywa drugą młodość i jeśli utrzyma ten poziom, to naprawdę nie jest wykluczone, że jeszcze raz zapuka do drzwi reprezentacji przed mundialem. Jego doświadczenie idealnie balansuje młodzieżową energię, która od lat definiuje ten klub.
Co obstawiać?
Postawię na Obie drużyny strzelą. Newcastle gra cieniznę, ale u siebie strzela dosyć regularnie i udawało im się pakować piłkę do siatki w pięciu kolejnych meczach domowych. Brighton ma natomiast dosyć radosny styl futbolu, a będą chcieli naciskać, bo przecież bardzo niewiele dzieli ich od Europy. Taki typ znajdziecie oczywiście w Superbet. Jeśli nie macie tam jeszcze konta, możecie założyć je z naszym kodem promocyjnym Superbet.
Arsenal w ostatnich tygodniach przypomina boksera, który przez kilka rund dostawał po głowie, ale w końcu złapał drugi oddech i wrócił do walki. Przerwana została nieszczęśliwa passa, a dwa ostatnie wyniki: zwycięstwo z Newcastle i remis 1:1 na Metropolitano mogą mieć ogromne znaczenie mentalne.
Bo to nie były mecze piękne. To nie były występy, które zapierały dech w piersiach. Ale było w nich coś, czego brakowała przed laty, a więc determinacja. Widać, że zawodnicy Mikela Artety są gotowi zostawić na boisku wszystko, żeby do końca powalczyć o swoje cele.
A te są ogromne. Liga Mistrzów byłaby świetnym trofeum, ale gdzieś w tle cały czas majaczy marzenie o mistrzostwie. Do końca sezonu zostały cztery mecze – jeden formalny obowiązek z Burnley i trzy prawdziwe bitwy. Wszystkie… w Londynie. Dzisiaj pierwsza z nich.
Derby zawsze rządzą się swoimi prawami, ale Arsenal musi podejść do tego meczu jak do finału. Każda strata punktów może kosztować ich wszystko. Szczególnie że styl gry, choć coraz bardziej pragmatyczny, nadal nie daje pełnego komfortu.
Z drugiej strony Fulham, które, trochę po cichu, wciąż liczy się w walce o europejskie puchary. Spadek formy innych zespołów sprawił, że drzwi do Ligi Konferencji, a nawet Ligi Europy, wciąż są uchylone. Marco Silva teoretycznie mógł już wysłać swoich zawodników na mentalny urlop, ale nic na to nie wskazuje. „The Cottagers” grają w kratkę, to prawda, ale potrafią zaskoczyć, jak chociażby w ostatnim meczu, kiedy ograli Aston Villę.
To drużyna, która nie ma już nic do stracenia, a to czyni ją niezwykle niewygodnym rywalem. Potrafią grać ofensywnie, nie boją się ryzyka, a w meczach z mocniejszymi rywalami często pokazują swoją najlepszą wersję.
Co obstawiać?
Typuję powyżej 9.5 rzutu rożnego. Arsenal grając u siebie, w meczu o taką stawkę, będzie naciskał od pierwszej minuty. Fulham natomiast potrafi odpowiadać i również generować sytuacje podbramkowe. Taki układ bardzo często kończy się sporą liczbą kornerów, szczególnie w derbowym starciu, gdzie intensywność jest na najwyższym poziomie.