fot. Marcin Snopkowski

– Mam nadzieję, że kiedyś będziemy mogli wystartować w WRC. To byłoby spełnienie marzeń, ale pieniądze, które są potrzebne do startów odpowiednim autem, są trudne do wyobrażenia, a co dopiero do zdobycia – mówi serwisowi Zagranie.com Kajetan Kajetanowicz. Popularny „Kajto” w zeszłym sezonie zdobył drugie z rzędu podium w Rajdowych Mistrzostwach Świata.

Kamil Piłaszewicz: Zanim rozpocznę przepytywanie laureata czwartego miejsca 86. Plebiscytu Przeglądu Sportowego na Najlepszego Sportowca Roku 2020, serdecznie gratuluję i kłaniam się za nie tylko wspaniałe sobotnie osiągnięcie, ale również za niesamowity ostatni rok w Pana wykonaniu.

Kajetan Kajetanowicz: To dość długi przydomek… Może się nie przyjąć, jako mój nowy pseudonim. (śmiech) Ale dziękuję! Rok 2020 dla każdego sportowca był trudny. Musieliśmy zmierzyć się z wyzwaniami, których wcześniej nie znaliśmy. Mimo to osiągnęliśmy z całym zespołem świetne rezultaty. To właśnie te sukcesy zdobywane w trudnych czasach smakują najlepiej.

Przez chwilę pozwolę sobie jeszcze na odrobinę prywaty i powiem, że oglądając od dziecka transmisje z Gali Mistrzów Sportu, marzyłem o tym, by móc kiedyś porozmawiać z choć jednym laureatem. Dzięki Panu marzenie stało się faktem, czyli chyba możemy powiedzieć, że nie ma rzeczy niemożliwych?

– Z kolei ja myślałem, że fajnie byłoby znaleźć się wśród dziesięciu finalistów! No i się udało. W czasie odbierania czempiona powiedziałem na scenie, że jeszcze niedawno z trudem zbierałem na paliwo do mojego rajdowego malucha, którym startowałem w okolicach rodzinnego miasta. Teraz ścigamy się na różnych kontynentach z najlepszymi kierowcami świata i potrafimy z nimi wygrywać. To nie są rzeczy niemożliwe do osiągnięcia, ale tylko ten, kto je osiąga, wie, jak cholernie trudno jest dojść do takiego miejsca. I nigdy nie można tego osiągnąć samemu. Potrzebujesz wokół siebie fantastycznych ludzi i mam to szczęście, że oni przy mnie są. Mówię o moich Partnerach, zespole i kibicach. To wszystko właśnie dzięki nim.

tło

fot. Marcin Snopkowski

Legendarne powiedzenie kierowców mówi, że: „Nie sztuką jest dodać gazu do dechy. Sztuką jest umiejętność planowania hamowania w określonych miejscach na drodze”. Rzeczywiście te dwa zdania najpełniej obrazują piękno świata motosportu?

– To bardzo prawdziwie zdanie i szczególnie „w punkt”, kiedy rozmawiamy o rajdach. Gaz do dechy – jeśli tylko ktoś ma wystarczająco odwagi – może wcisnąć każdy. Ale wyhamować tę prędkość na oblodzonym odcinku specjalnym, kiedy z jednej strony masz kamienną ścianę, a z drugiej przepaść; potem złożyć się w ten zakręt tak, by przejechać go z maksymalną trakcją i by jak najszybciej móc nacisnąć gaz, to już zadanie dla profesjonalistów. Pamiętajmy też, że czynników, które wpływają na końcowy wynik na mecie, jest znacznie więcej niż tych, które wpływają na odpowiednie pokonanie pojedynczego zakrętu. Ta złożoność też jest pięknem tego sportu.

Może Kajetan Kajetanowicz ma pomysł na powiedzenie, które można by nazwać imieniem laureata czwartego miejsca w 86. Plebiscycie na Najlepszego Sportowca Polski minionego roku?

– „Never give up, Panie!” (śmiech) Co sądzisz? (śmiech)

Mnie się bardzo podoba! A skoro już jesteśmy przy temacie snucia idei, to trzecie miejsce w WRC 3, to dopiero przedsmak tego, co zafunduje kibicom Pan wraz ze swym pilotem w nadchodzącym sezonie?

– Nie złożyłem jeszcze broni i nie zamierzam kończyć kariery, ale nie wszystko zależy tylko ode mnie. WRC 3 to najliczniej obsadzona kategoria w Rajdowych Mistrzostwach Świata i nie jest łatwo tutaj wygrywać, a nam się to udaje. Co więcej, potrafimy być szybsi od załóg fabrycznych WRC 2. W Rajdzie Turcji zajęliśmy siódme miejsce w klasyfikacji generalnej całego WRC, a to miejsce, na którym zazwyczaj jest auto królewskiej klasy – o 100 koni mocniejsze od naszego i z dużo bardziej zaawansowanym pakietem aerodynamicznym. Uważam, że osiągamy naprawdę dużo i to na najwyższym poziomie. To daje mi niesamowitą satysfakcję, ale oczywiście, apetyt jest zawsze ogromny i zawsze chcemy dawać z siebie więcej. Mam nadzieję, że będziemy mogli pokazać to w tym sezonie i w następnych.

Wiadomo, że chwilę po przekroczeniu linii mety trzecie miejsce często jest odbierane przez sportowców jako zostawiające po sobie lekki niedosyt. Ale ciekaw jestem, jak zmieniło się Pana spojrzenie na wspomnianą lokatę dzięki upływowi czasu od ostatniego startu?

– Nie zmieniło się. Jesteśmy dumni, że drugi rok z rzędu zdobywamy podium w mistrzostwach świata. Nie jest tajemnicą, że chcieliśmy osiągnąć jeszcze więcej, więc jeśli mówimy o upływie czasu, to mogę tylko powiedzieć, że z każdym kolejnym dniem od zakończenia sezonu, mój głód jazdy jest coraz większy.

Jeszcze inni już zaczynają o to pytać w sieci, więc dopytując w ich imieniu: kiedy ujrzymy wspomniany duet w najwyższej serii WRC?

– Mam nadzieję, że kiedyś będę mógł odpowiedzieć: „Tak, jedziemy w WRC”. To byłoby spełnienie marzeń, ale pieniądze, które są potrzebne do startów autem WRC, są trudne do wyobrażenia, a co dopiero do zdobycia. Same starty w WRC 3 są już niebotycznie drogie. Jeśli chodzi o koszty WRC, to koszty z WRC 3 musielibyśmy znacząco pomnożyć.

tło

fot. Marcin Snopkowski

W czasie sobotniego Plebiscytu Bartosz Zmarzlik w czasie przemówienia rzekł, że: „Generalnie dobrze się czuję, jeżdżąc wszystkim, co ma kierownicę i koła”. Mnie zawsze fascynował odgłos wynikający z pracy silnika, ale może to właśnie te elementy świata motoryzacyjnego, potrafią wciągnąć na tyle, że nie idzie się bez nich obyć, również poza startami?

– Tak, dla nas to pewien nałóg. Mnie do samochodów ciągnęło już od dziecka i wątpię, że kiedykolwiek mi się to znudzi. Niektórzy się śmieją, że nawet jak prowadzę wózek sklepowy w supermarkecie, to szukam idealnego toru jazdy. I nie tylko ja tak mam. Dla nas każdy aspekt motoryzacji jest po prostu piękny. To coś, co kochamy. Życzę każdemu, żeby miał coś takiego w swoim życiu!

Nawiązuję do uzależnienia się od adrenaliny wywołanej dzięki światowi motoryzacji, gdyż chyba tylko tego typu hasłami można wytłumaczyć, dlaczego młody mężczyzna marzący o paliwie do swojego malucha startowego, nieustannie dążył do celu i z roku na rok osiąga coraz większe sukcesy?

– Zaczynając rajdową przygodę, na pewno nie byłem przykładnym młodzieńcem! (śmiech) Dopiero ta pasja i idąca za nią adrenalina, dały mi kopa do działania. Nadały temu wszystkiemu jakiś sens. Dzisiaj jestem już zupełnie innym człowiekiem i osiągnąłem to właśnie dzięki rajdom. Dlatego tak ważne jest, żeby młodzi ludzie rozwijali swoje pasje. To najlepsza szkoła charakteru, jaką można dostać.

Odnośnie osiągania szczytów, to na koniec zapytam nieco podchwytliwie o to, co chciałby Pan, by wydarzyło się jako pierwsze: sięgnięcie po to, co Pan Sobiesław Zasada w 1967 r. na Gali Mistrzów Sportu, czy zdobycie tytułu najlepszego kierowcy w najwyżej klasie WRC?

– Mistrzostwo świata! Wygranie plebiscytu będzie jednak miłą wisienką na torcie, ale na to chcemy sobie jeszcze zapracować.

Najpierw Pan Sobiesław, później Krzysztof Hołowczyc, a kolejno Robert Kubica i Kajetan Kajetanowicz. Patrząc na wspomniane nazwiska, to polski świat motosportu nie ma się czego wstydzić, prawda?

– Mamy wiele nazwisk, którymi warto się chwalić, i które zasługują na wsparcie sponsorów, by mogły się dalej rozwijać. Jeśli tylko im pomożemy, w kolejnych Plebiscytach będziemy mieli jeszcze więcej przedstawicieli motosportu! Bardzo na to liczę.

I już tak naprawdę na sam koniec dodam, że kłaniam się nisko i serdecznie gratuluję zarówno sukcesów w poprzednim sezonie, jak i rewelacyjnego wyniku w 86. Plebiscycie na Najlepszego Sportowca Roku organizowanego przez Przegląd Sportowy. I kończąc jednym zdaniem: Jako jeden z fanów sportów motorowych, proszę o więcej.

– Dzięki! Zrobimy wszystko, co w naszej mocy!

tło

fot. Marcin Snopkowski