Piątek, piąteczek, piątunio – czekaliście, prawda? Nareszcie weekend! Chcesz spędzić ten dzień z obstawianiem NBA? To sprawdź moją analizę. Wczoraj znowu byliśmy blisko (przy dwóch niecelnych typach zabrakło łącznie czterech punktów) i na dzisiaj po raz kolejny mam dla Was trzy propozycje. Wszystko złożyłem w kupon i w ten oto sposób do wyjęcia mamy 515 PLN. Oj, taka okrągła sumka byłaby idealna na weekend. Gotowi? To jedziemy.  

Do analizy użyłem Skarb Typera NBA, czyli darmowy PDF zawierający ponad 120 stron statystyk, aktualnych składów, analiz, ciekawostek i wszystkich niezbędnych informacji o NBA.

Odbierz bonusy powitalne przygotowane specjalnie dla czytelników Zagranie!

Kod rejestracyjny: 1250

Zdarzenie: Houston Rockets – Los Angeles Clippers: zwycięzca

Typ: Los Angeles Clippers

Kurs: 2.20

Golden State Warriors są lata świetlne przed wszystkimi. No, może prawie wszystkimi, bo przez ostatnie dwa sezony nikt nie zbliżył się do Warriors tak blisko, jak zrobili to Houston Rockets. 65 zwycięstw w sezonie regularnym, najlepszy bilans w fazie zasadniczej i prowadzenie 3-2 w Finałach Konferencji Zachodniej. 

Tylko że to już przeszłość. Nie ma czasu na rozpamiętywanie tego, co było. Skupmy się na tym, co jest. 

W Skarbie Typera NBA (kto jeszcze nie pobrał, zachęcam – warto) typowałem Houston na drugim miejscu na Zachodzie. Jak dzisiaj czuję się z tym typem? Mogło być lepiej.  

Bilans 1-3 po czterech meczach pozostawia wiele do życzenia. Rockets wygrali tylko z LA Lakers, w pozostałych spotkaniach ulegając New Orleans Pelicans, LA Clippers (o tym trochę później) i Utah Jazz. Rywale są mocni, jednak taka jest już Konferencja Zachodnia – poza nielicznymi wyjątkami na co dzień mierzysz się z dobrymi do bardzo dobrymi do świetnymi drużynami. Każde zwycięstwo jest na wagę złota. 

Czerwona lampka zaczęła lekko mrugać, kiedy Jeff Bzdelik, defensywny koordynator Houston Rockets, odszedł na emeryturę. Jeżeli ktoś miał wkomponować Carmelo Anthony’ego do schematu obronnego, to był właśnie. Ale Bzdelika już nie ma i odbija się to na efektywności (21. w obronie). Próbka jest mała, ale nie wierzę, że Rakiety mogą powtórzyć świetną postawę po tej stronie parkietu z poprzednich rozgrywek. 

A do tego jeszcze absencje i kontuzje. Szpital w Houston – mówi Ci to coś? Poza grą są Brandon Knight, Marquese Chriss, Nene, James Ennis i James Harden. Nie muszę mówić, że brak tego ostatniego jest zdecydowanie najważniejszy. Harden, kiedy nie było Chrisa Paula, ciągnął Rockets w pojedynkę. Dzisiaj Paul już wystąpi. Czy to wystarczy na głębokich Clippers? Nie sądzę. 

Los Angeles Clippers nie mają gwiazdy jako takiej. Ale mają graczy, którzy w lidze coś znaczą i mogą spokojnie grać w pierwszej piątce swoich ekip. W tym przypadku siła tkwi w kolektywie.  

Bilans 2-2 jest niezły, jeżeli spojrzymy na rywali: Denver, OKC, Houston i New Orleans.  

To będzie drugi pojedynek Rockets i Clippers w tym tygodniu. Za pierwszym razem górą była drużyna z LA, wygrywając 115-112. Bardzo dobrze spisali się rezerwowi, którzy zdobyli 56 punktów. Dla porównania zmiennicy z Houston złożyli się na 28 punktów. Widzisz różnicę? Dzisiaj z zawodników, którzy wtedy grali (poza Hardenem i Paulem) nie wystąpi też James Ennis, co jeszcze bardziej skraca rotację Mike’a D’Antoniego. Najprawdopodobniej do wyjściowego składu wskoczy Michael Carter Williams i wtedy z ławki wyjdą Anthony, Gerald Green i… Isaiah Hartenstein (???) oraz Gary Clark (???).  

Proszę Cię.  

Głębia składu będzie miała znaczenie. Rockets są rozbici i w takiej sytuacji trzeba ich pokonać. Clippers celują w playoffy i chcąc to zrobić, takie mecze muszą kończyć się ich zwycięstwem. Wybieram szeroki skład gości w rywalizacji z Paulem, Capelą i Gordonem. Jednym z czynników jest też kurs. Gdyby to LA Clippers byli faworytem, nie tykałbym tego. Ale w takiej sytuacji? Widzę value w tym zdarzeniu i moim zdaniem aż grzech z tego nie skorzystać.  

Zdarzenie: wynik 3. kwarty w meczu New York Knicks – Golden State Warriors (remis nie ma zakładu)

Typ: Golden State Warriors

Kurs: 1.40

Golden State Warriors są lata świetlne przed wszystkimi (wiem, że powtarzam zdanie z poprzedniej analizy – robię to celowo). Wszyscy to wiedzą. Przez ostatnie lata Warriors udowodnili swoją wyższość nad resztą klubów, robiąc rzeczy, które potrafią zrobić tylko najlepsi (patrz 73 zwycięstwa w fazie zasadniczej, wygranie serii z OKC Thunder w 2016 roku czy wyjście z 2-3 przeciwko Rockets mimo przegrywania dwucyfrową różnicą do połowy w obu spotkaniach). 

Ale to ma też swoje minusy – im się po prostu nie chce. 

Wiesz, że jesteś lepszy, to po co masz się starać, skoro i tak w każdej chwili jesteś w stanie odrobić każdą przewagę? Chyba z takiego założenia wychodzą mistrzowie NBA, bo to do nich należały trzecie kwarty meczów w sezonie 2017/18.  

Pierwsze 24 minuty były zazwyczaj przesypianie. Gra była taka niemrawa, wszystko tam jakoś szło, jednak bez żadnego błysku. Wtedy następowała przerwa między połowami i Steve Kerr chyba nie szczędził gorzkich słów swoim podopiecznych, którzy na kolejną część gry wychodzili zupełnie odmienieni.  

Warriors byli zdecydowanie najlepszym zespołem poprzedniego sezonu w trzecich kwartach, do tego stopnia, że te stały się swego rodzaju symbolem ich dominacji. Oni w każdej chwili mogą wrzucić wyższy bieg, co pokazał choćby ostatni pojedynek z Washington Wizards, w którym Stephen Curry ot tak rzucił 51 punktów w 36 minut. 

W tym sezonie dominacja jeszcze nie jest tak widoczna, ale na wszystko przyjdzie czas. Mistrzowie NBA zwyciężyli w trzech z pięciu trzecich ćwiartek. Chcę jednak zwrócić Twoją uwagę na pewną zależność. Dwie przegrane trzecie kwarty były z Thunder i Nuggets. Wygrane? Przeciwko Suns, Wizards i Jazz. Wojownicy mają problemy z koncentracją głównie przeciwko słabszym ekipom i dopiero po przerwie wchodzą na wyższy level. 

Idealny przykład znajdziemy w rywalizacji Warriors i New York Knicks w sezonie 2017/18. 

Dwa spotkania skończyły się pewnym triumfem Curry’ego i spółki. Zauważ jednak, że po pierwszej połowie w obu przypadkach to Knicks byli na prowadzeniu. Sytuacja zmieniała się o 180 stopni w trzeciej kwarcie i wtedy już nie było wątpliwości, kto jest lepszą drużyną: 37-26 w Oracle Arena i 39-18 w Madison Square Garden. 

Nie bez powodu Golden State Warriors są nazywani teamem trzecich kwart. Kurs na to, że mistrzowie NBA wygrają trzecią ćwiartkę, jest niski i zazwyczaj omijam szerokim łukiem granie takich pozycji. Zrobię mały wyjątek, bo to, co do tej pory mogliśmy zobaczyć, wskazuje tylko na jedno.   

Zdarzenie: handicap w meczu Charlotte Hornets – Chicago Bulls -9.5/+9.5

Typ: Charlotte Hornets

Kurs: 1.90

Szukasz drużyny do kibicowania, ale nie chcesz iść za trendami i próbujesz się wyróżnić? Nie chcesz być taki jak inni? Jesteś hipsterem? Charlotte Hornets to zespół właśnie dla Ciebie! 

Szybka koszykówka, duża liczba rzutów za trzy, niekonwencjonalne rozwiązanie – to wszystko znajdziesz w Północnej Karolinie! 

A tak serio to Hornets nieźle zaczęli sezon, od bilansu 2-3, chociaż zamiast tego, mogło być spokojnie 4-1. Szerszenie przegrały z Milwaukee Bucks jednym, a z Bulls dwoma punktami. Skupmy się na tej ostatniej porażce.  

Chicago Bulls przechylili szalę zwycięstwa na swoją korzyść po dwóch celnych rzutach wolnych Zacha Lavine. Lavine jest świetny na początku sezonu, w każdym z czterech meczów rzucając co najmniej 30 punktów. Poprzedni ,,Byk”, który tego dokonał? Michael Jordan. 

W spotkaniu z Hornets Lavine dwukrotny triumfator Konkursu Wsadów zdobył 32 punkty, a 21 dołożył Cameron Payne. Czy to jest coś, co może się utrzymać? Oczywiście, że nie.  

W barwach Bulls nie zagrają Bobby Portis, Kris Dunn, Lauri Markkanen i Denzel Valentine.

Hornets dali ciała, że przegrali na wyjeździe w Chicago. Takie rzeczy nie mogą zdarzyć się dwa razy. Szerszenie grają teraz na własnym parkiecie i na pewno będą chciały odbić sobie wpadkę ze środy.  

Obrona Chicago Bulls jest straszna i kto ma to wykorzystać, jak nie odmienieni Charlotte Hornets. Linia punktowa jest dość wysoka, więc zagram handicap w stronę gospodarzy.  

Gotowy kupon wygląda następująco. Dajcie znać w komentarzach, co sądzicie.

Powodzenia!