Cleveland Cavaliers nie dokonali cudu. Nie będziemy świadkami największego comebacku w historii NBA. Golden State Warriors pokonali byłych już mistrzów NBA 129-120, zdobywając piąte mistrzostwo w historii organizacji. Do wygranej gospodarzy poprowadził Kevin Durant, dla którego jest to pierwszy tytuł mistrzowski. Na nic zdał się kolejny fantastyczny występ Lebrona Jamesa. Dla Króla Były to już piąte przegrane Finały w karierze. Sezon NBA dobiegł końca i z niecierpliwością możemy czekać na kolejny!

Cavaliers od początku wyszli zmotywowani i objęli szybkie prowadzenie. Mistrzowie nie planowali zejść z tronu. Gospodarze wyglądali na zagubionych, sprawiali wrażenie spiętych i przytłoczonych stawką tego spotkania. Warriors nie mogli praktycznie nic trafić- ich skuteczność oscylowała w okolicach 30%. Cavs nie mieli problemów z celnością- w pierwszej kwarcie trafił 55% rzutów z gry. Nie obyło się bez problemów z faulami w obu drużynach. Durant, Klay Thompson i Love złapali po dwa przewinienia w pierwszej kwarcie. Po pierwszych 12 minutach to goście prowadzili 37-33, z których po 12 punktów rzucili James i Irving.

https://www.youtube.com/watch?v=AnRYkAWtUbw

Na niespełna 11 minut przed końcem drugiej kwarty miała miejsce dość kontrowersyjna sytuacja, która mogła zmienić i prawdopodobnie zmieniła przebieg spotkania.

https://www.youtube.com/watch?v=pPi_zPopD_M

Widać na powtórce, że James był ewidentnie trafiony w twarz przez Duranta. Brak gwizdka, gramy dalej. Trzeba pamiętać, że KD w tamtym momencie miał już 2 faule. Gdyby odgwizdano trzecie przewinienie, musiałby usiąść na ławce.

I wtedy wszystko się zaczęło.

Warriors przez cały sezon potrafili zmienić losy meczu w dosłownie parę minut. Mając tylu elitarnych strzelców, którzy do tego potrafią dobrze bronić to nic prostszego. Serię 10,12 punktów bez odpowiedzi rywala to norma.

Nie inaczej było dzisiaj.

Po wsadzie Jamesa, przy którym nie odgwizdano faulu na Durancie, był wynik 41-33. Warriors niespodziewanie zaczęli grać wyjątkowo wysokim ustawieniem: Curry-Iguodala-Durant-West- Green. Gospodarze zaczęli agresywnie bronić, a rzuty zaczęły w końcu wpadać. Później Westa zastąpił Thompson i mogliśmy podziwiać line-up śmierci. W ciągu niecałych 7 minut Warriors rzucili 27 punktów, oddając rywalom tylko 4. A trzeba pamiętać, że w ekipie Cavaliers Lebron James był cały czas na parkiecie.

Wojownicy zaczęli grać na swoim, kosmicznym poziomie po obu stronach parkietu. Gospodarze obrócili mecz o 180 stopni w ciągu niespełna kilku minut. 8-punktową stratę zamienili w 15 punktów przewagi. Na niespełna 3 minuty do końca drugiej kwarty było już 60-45 dla Cavaliers i znowu sytuacja znajdowała się pod kontrolą Wojowników.

Podopieczni Tyronn’a Lue nie zamierzali się poddawać. Niesamowicie gorący zza łuku był Smith, który trafiał rzuty praktycznie niemożliwe do trafienia. James cały czas dominował, a Kyrie zdobywał punkty na najróżniejsze sposoby. Na początku czwartej kwarty goście zdołali się zbliżyć nawet na 3 punkty.

https://www.youtube.com/watch?v=OeF-tRrYttk

Jednak na więcej zabrakło im sił, a przede wszystkim talentu.

Durant zaczął seryjnie punktować, a James w pojedynkę nie potrafił odrobić straty. Gwóźdź do trumny Cavaliers wbił Stephen Curry i w ten sposób, Warriors zdobyli drugi tytuł w ciągu trzech lat. Rewanż za zeszłoroczne Finały stał się faktem! Nie obyło się łez wzruszenia, uścisków i radości. Nic nie smakuje tak dobrze, jak rewanż.

W ekipie gości jak zwykle najlepszy był Lebron James, który pod koniec próbował już w pojedynkę wygrać to spotkanie. Król skończył z 41 punktami, 13 zbiórkami i 8 asystami w prawie 47 minut. Jamesowi zabrakło wsparcia reszty drużyny. Kyrie Irving w pierwszej połowie był on fire, będąc nie do zatrzymania. Jednak w drugiej połowie, a zwłaszcza w czwartej kwarcie zniknął. W ostatniej części gry Irving nie trafił żadnego z pięciu rzutów z gry, dając się ograć Stepowi Curry’emu. Kevin Love zagrał bardzo słabe spotkanie, rzucając tylko 6 punktów i mając najgorszy wskaźnik +/- w drużynie (-23).

Król nie był w stanie wygrać tego meczu, bez pomocy pozostałych dwóch gwiazd.

Na wyróżnienie zasługują pozostali gracze pierwszej piątki. Tristan Thompson zaliczył 15 punktów i 8 zbiórek, grając na poziomie, do którego nas przyzwyczaił w poprzednich seriach. Aż szkoda, że tak kozacki występ Jr’a Smitha nie skończył się wygraną Cavs. Smith był piekielnie skuteczny zza linii 7.24 metra. Ten, były zawodnik New York Knicks, trafił aż 7 z 8 trójek na 25 punktów, z których większość teoretycznie nie powinna wpaść. Nikt o zdrowych zmysłach nie podjąłby się takich rzutów. Ale każdy wie, do czego zdolny zdolny jest ten gracz. Szkoda, że Cavaliers nie próbowali bardziej go zaangażować  w grę w ataku. Może gdyby oddał więcej niż 11 rzutów z gry, to mecz skończyłby się innym wynikiem.

Durant, który otrzymał statuetkę MVP Finałów, zanotował 39 punktów (w tym 5 trójek), 7 zbiórek i 5 asyst. W każdym z pięciu spotkań tej serii miał minimum 30 oczek. Od początku tej serii był gotowy do tego, żeby sięgnąć po upragniony tytuł mistrzowski. W całym meczu trafił aż 14 z 20 rzutów, z których większość była bardzo dobrze kontestowana. The real MVP.

https://www.youtube.com/watch?v=k44kDsQ4SWs

Stephen Curry nie mógł wstrzelić się zza łuku (2/9), ale po poprzednim kiepskim występie, tym razem nie zniknął. Dwukrotny MVP zdobył 34 punkty, dostając się 15 razy na linię rzutów osobistych. Do tego po raz czwarty w tych Finałach miał więcej niż 10 asyst, do których dołożył 6 zbiórek i 3 przechwyty. Curry po cichu (w cieniu Duranta) zagrał świetnie playoffy.

https://www.youtube.com/watch?v=yueVqVggfd8

Cała uwaga skupia się na Durancie i jego fantastycznym występie, ale moim zdaniem to Andre Iguodala powinien być uznawany za bohatera tego meczu. Iggy zagrał aż 38 minut, w ciągu których zdobył aż 20 punktów, a drużyna z nim na parkiecie była o 18 punktów lepsza od rywala. Iguodala przypomniał Finały 2015, kiedy to ,,zatrzymał” Lebrona i został wybrany MVP tamtej serii. W dzisiejszym spotkaniu ławka gospodarzy wygrała aż 34-7 z rezerwowymi Cavaliers.

https://www.youtube.com/watch?v=-5BbAsJvLM0

Mimo porażki trzeba oddać Królowi, że zagrał fenomenalną serię. Jako pierwszy zawodnik w historii Finałów zaliczał przeciętne na poziomie triple double. W pięciu meczach tej serii James miał średnio 33.6 punktu, 12 zbiórek, 10 asyst, do których dokładał przeciętnie jeden blok i 1.4 przechwytu, a wszystko ze skutecznością na poziomie 56.4%. Warto pamiętać, że James grał przeciwko najlepszej defensywnie drużynie w lidze, a naprzeciw siebie miał takich obrońców jak Iguodala, Green i Durant.

Lebron przyznał, że zrobił, co mógł:

,,Zostawiłem na parkiecie wszystko, co miałem w każdym z pięciu spotkań. Nie mam powodu, żeby siedzieć z opuszczoną głową.” 

Sezon skończył się tak, jak wszyscy przewidywali. Praktycznie już 4 lipca, kiedy Durant dołączył do Warriors, przyznano im tytuł mistrzowski. Dzisiejsze spotkanie zakończyło można uznać za zwieńczenie kapitalnego sezonu Warriors. 67-15 w sezonie regularnym, 16-1 w trakcie playoffów i pokonanie 4-1 Lebrona Jamesa. Prawdopodobnie byliśmy świadkami najbardziej utalentowanego teamu w dziejach NBA. Stali się tym, czym mieli się stać: najlepszym zespołem ofensywnie, który kiedykolwiek grał w NBA, a do tego zdołali stworzyć świetną defensywę.

Mimo porażki trzeba docenić Cavaliers. Zagrali naprawdę świetną serię. Tegoroczny zespół był jeszcze mocniejszy niż ten, który rok temu odrobił stratę 1-3. Tylko przeciwnik był za mocny.

Może nie byliśmy świadkami najbardziej ekscytujących i wyrównanych playoffów, ale Finały nie zawiodły przeciętnego kibica. Seria pomiędzy Warriors i Cavaliers przyniosła nam pojedynek zdecydowanie najlepszych drużyn w lidze, a przede wszystkim czołowych graczy świata, z których każdy zagrał fenomenalną serię. Transformacja, którą przeszła koszykówka, jest dobrą wiadomością dla nas, kibiców. W końcu Finały, w których widzimy popisy ofensywne gwiazd, są bardziej ekscytujące niż spotkania oscylujące w granicach 80-90 punktów, prawda?

https://www.youtube.com/watch?v=PS9t0hJqoeA