Zdjęcie: Marcin Możdżonek/Facebook

– Chylę czoła przed działaczami Resovii za wielkie zrozumienie i uszanowanie mojej osoby w tak trudnym dla sportowca momencie – mówi serwisowi Zagranie.com Marcin Możdżonek, wielokrotny reprezentant Polski w siatkówce, reprezentujący w ostatnim czasie barwy Asseco Resovii.

Kamil Piłaszewicz: Dzień dobry. Spisując się w tym czasie, ciężko zacząć wywiad od innego pytania, niż to jak się Pan czuje?

Marcin Możdżonek: – Dzień dobry. Czuję się dobrze, dziękuję. Jestem w rodzinnych stronach wśród bliskich i niczego mi nie brakuje.

A jak wygląda sytuacja z dochodzeniem do siebie po kontuzji?

– Niestety przez zaistniałą sytuację z koronawirusem moja operacja została odłożona na do końca nie wiadomo kiedy. Jest to frustrujące, ale na to nikt i nic nie poradzi. Trzeba cierpliwie czekać.

W jakim stopniu na decyzję o zakończeniu kariery sportowej wpłynęła ostatnia kontuzja?

– Decyzji o zakończeniu kariery sportowej jeszcze definitywnie nie podjąłem, chociaż muszę przyznać, że obecna sytuacja nie działa na moją korzyść i z każdym dniem opóźnienia zabiegu moje szanse na powrót na parkiet maleją.

Marcin Możdżonek siedzący na ławce

Zdjęcie: Marcin Możdżonek/Facebook

Gdy tylko będzie to możliwe, będziemy mogli jeszcze ujrzeć popularnego „Możdżona” na parkiecie, np. w jakimś meczu pokazowym?

– Niewykluczone. Na razie trudno jest mi cokolwiek określić ze względu na panującą pandemię, która stawia pod znakiem zapytania wiele dziedzin naszego życia.

Rozwiązanie kontraktu z Asseco Resovią było jedyną możliwą opcją?

– Było najrozsądniejszą i tu chylę czoła przed działaczami Resovii za wielkie zrozumienie i uszanowanie mojej osoby w tak trudnym dla sportowca momencie.

Jeszcze w lutym wydawało się, że traci Pan lwią część sezonu. Teraz, gdy przyszła pandemia, pojawiają się myśli, że sprawę kontraktu z Asseco Resovią można było zorganizować w inny sposób?

– Nie. Pandemia nie zmieniłaby mojego położenia.

Jak wyglądały rozmowy z osobami decyzyjnymi w klubie od momentu, gdy oznajmił im Pan swoją decyzję?

–  Konkretne i zdecydowane, ale też pełne zrozumienia z obu stron. Wszystko zostało „załatwione” profesjonalnie.

Jakie plany były u Marcina Możdżonka, gdyby nie wybuch pandemii na całym świecie?

– Rehabilitacja, operacja i rehabilitacja. Tylko tyle i aż tyle.

A jakie są teraz?

– Teraz, chyba jak każdy czekam na dalszy rozwój wypadków i trzymam kciuki abyśmy, jak najszybciej poradzili sobie z wirusem.

Kamil Glik wspominał niejednokrotnie, że gdyby zakończył karierę piłkarza nożnego, byłby chętny spróbować swych sił w MMA. Odnosząc jego słowa do Pana, zapytam czy w innej dyscyplinie sportowej jest szansa, że możemy Pana ujrzeć?

– Po skończeniu zawodowej kariery sportowej zapewne oddam się – jako czynny amator – koszykówce. Wyłącznie jako amator. Parę razy zagrałem już w turniejach 3×3 i mam zamiar dla zdrowia i przyjemności pograć od czasu do czasu w takowych. Choć jeśli zdrowie mi pozwoli to może pokuszę się o coś więcej. Z koszykówką zawsze byłem za pan brat. Przygodę ze sportem zacząłem właśnie od niej i do niej chcę wrócić na sam koniec.

Marcin Możdżonek na treninguZdjęcie: Marcin Możdżonek/Facebook

Pana imiennik – Marcin Lijewski po rozbracie z grą w piłkę ręczną został trenerem jednego z klubów. Ma Pan podobne plany, gdy pandemia pozwoli wrócić do uczestniczenia w rozgrywkach sportowych?

– Szanse na ujrzenie mnie na ławce trenerskiej są małe, ale nie zerowe. Praca trenera to dużo wyrzeczeń i czasu spędzonego poza domem, a ja po dwudziestu latach życia na walizkach chciałbym choć trochę odpocząć od pędu życia sportowego.

I tak na sam koniec nie zadam żadnego pytania, a oddam Panu głos, prosząc, by powiedział Pan to chce dla czytelników tego wywiadu.

– Drodzy czytelnicy: dbajcie o siebie i swoich bliskich w tych trudnych czasach. To wszystko minie, a my wyjdziemy z tego silniejsi. Życzę również dużo zdrowia!