Cris Cyborg od wielu lat jest uważana przez hardkorowych fanów MMA za najlepiej walczącą kobietę na świecie. Dotychczas nie miała okazji udowodnić tego reszcie świata, ponieważ brakowało jej najważniejszego trofeum – pasa UFC. W miniony weekend to się zmieniło i Brazylijka potwierdza, że jest najbrutalniejszą kobietą na świecie. Nie oceniajcie po okładce, ponieważ jest również jedną z najmilszych osób jakie spotkacie w świecie MMA.

Cristiane Justino, znana przez większość jako Cyborg w swojej karierze stoczyła 19 walk, z czego przegrała tylko jedną. Porażka przydarzyła się przy okazji debiutu, więc są to zamierzchłe czasy, których nikt nie pamięta. To co rysuje się w mojej głowie, to jedynie pojedynki w których rywalki Cyborg były jedynie tłem dla jej pięknej destrukcji. Jak bardzo trzeba być dominującym, żeby skończenie walki dopiero w trzeciej rundzie uważać za małą niespodziankę? Tak właśnie było w minioną sobotę. Brazylijka od wielu lat jest postrachem innych dziewczyn. Od 2009 roku wygrywa swoje pojedynki wyłącznie przed czasem. Warto zaznaczyć, że nie są to takie skończenia po których przeciwniczka pójdzie sobie na after party. To jest czysta destrukcja. Tak jak długi czas zajęło UFC wprowadzenie do siebie dywizji kobiet, tak długi czas zajęło przedstawienie kibicom Cris Cyborg. Brazylijka była za duża na kategorię kogucią. Jej dwa pierwsze pojedynki w organizacji Dana White’a odbyły się w limicie o 5 funtów mniejszym od kategorii piórkowej. Cięcie wagi było strasznym przeżyciem. Catch weight był zdecydowanie za niski dla Cyborg. Cierpiała dużo, a wszystko po to, żeby w końcu dać przedstawić się szerszej publiczności. Jej debiut na brazylijskiej ziemi wypadł okazale lub po prostu jak to bywa w walkach Cyborg – demolująco.

https://www.youtube.com/watch?v=Z3Jg6UzYpkA

Mimo możliwości walczenia w UFC, nadal czegoś brakowało karierze Cyborg. Tego najważniejszego trofeum – pasa największej organizacji MMA na świecie. Specjalnie dla Brazylijki stworzono dywizję kobiet do 66 kilogramów. Chociaż pisząc o stworzeniu całej dywizji jest dużym wyolbrzymieniem, ponieważ nie ma tam żadnej drabinki. To zdarzenie bez precedensu. Na tą chwilę nie wygląda na to, żeby skład tej kategorii miał się powiększać. Chociaż widząc Justino na topie, pewnie nie byłoby za wiele chętnych. Jako kibice niekoniecznie musimy być z tego powodu zasmuceni – w końcu dywizja specjalnie dla Cyborg. Co ciekawe, to nie Brazylijka dzierżyła ten pas jako pierwsza. Organizacja UFC oferowała jej walkę o to trofeum, jednak jeszcze parę miesięcy temu Cris Justino odrzucała tą propozycję. Powód? Po brutalnym cięciu wagi do poprzedniej walki musiała dać sobie trochę odpoczynku. Dana White się wkurzył i stwierdził, że nie będzie czekał. W ten sposób mieliśmy pojedynek dwóch dziewczyn kategorii koguciej o pas dywizji piórkowej. Holly Holm kontra Germaine de Randamie. W kontrowersyjnych okolicznościach zwyciężyła Holenderka. Wiadomo było, że następną pretendentką będzie właśnie bohaterka tekstu. Gdy nowa mistrzyni miała szansę powiedzieć parę słów do mikrofonu i budować starcie z Brazylijką… nagle się okazało, że ma kontuzje. Zaczęło się. Germaine de Randamie nie miała problemu walczyć z Holm, a zaraz po pojedynku mówi, że ma kontuzje, która nie pozwala jej… na walkę z Cristine Justino? Śmiało trzeba to napisać, ale sama mistrzyni bała się walki z Cyborg. Co ciekawe, Holenderka odwołała się do urazu z walki z Larissą Pacheco, która odbyła się… w marcu 2015 roku. Z resztą wywiad po walce nie był jedyną wymówką, ponieważ w późniejszych wypowiedziach Garmaine de Randamie mówiła, że nie chce walczyć z oszustką odwołując się do dopingu.

Na szczęście w tym przypadku organizacja UFC zachowała się rozsądniej niż w innych podobnych kwestiach i nie zdecydowała się rozdawać kolejnego pasa tymczasowego, tylko po prostu odebrać tytuł Holenderce, skoro ta nie chce go bronić. W ten sposób dotarliśmy do weekendu z UFC 214 i pierwszej walki Cris Cyborg o pas największej organizacji MMA na świecie. W końcu. Już wiemy, że De Randamie uciekła spod ręki Brazylijki. Poszukiwania kandydatek chętnych na… zniszczenie było ciężkie. Tak muszę napisać, bo skoro panuje taki strach, to zawodniczki muszą wychodzić z założenia, że nie mają szans w starciu z Justino. Był pomysł na Holly Holm, jednak ona sama mimo chęci walki w dywizji piórkowej, walki z Cyborg odrzuca. Efekt? Amerykanka postanowiła wrócić do niższej kategorii wagowej, żeby nie kusić losu.

View this post on Instagram

Aleluia! Deem graças ao Senhor porque ele é bom; o seu amor dura para sempre. Salmos 106:1 1 Praise the Lord.[a] Give thanks to the Lord, for He is good; His love endures forever. #criscyborg #ufc214 #blessed #cyborgnation

A post shared by ®️Cristiane Justino (@criscyborg) on

Już wydawało się, że znaleziono przeciwniczkę. Megan Anderson, mistrzyni wagi piórkowej Invicty. Rywalka dobra, ponieważ również dysponuje znakomitymi warunkami fizycznymi, a nawet była wyższa od Cyborg. Nagle ogłoszona przeciwniczka twierdzi, że z powodów osobistych nie może wystąpić w walce. Kibice sami już sobie dopowiedzieli historię – kolejna, która się boi. W pewnym momencie UFC mogło być zaniepokojone, bo czy Cristine Justino ma wyjść walczyć z cieniem? Nikt nie chciał szansy zdobycia pasa mistrzowskiego. Jednak udało znaleźć się kobietę, która dumnie stawi czoło Brazylijce. Tonya Evinger mimo, że mniejsza, to podjęła rękawice. Dzielnie trzymała się w walce o tytuł, bo wytrwała aż do trzeciej rundy. Jednak „wytrwała” to idealne określenie, bo tak naprawdę od samego początku było jedynie kwestią czasu kiedy skończy się starcie, a nie kto i jak wygra.

https://www.youtube.com/watch?v=pe7juV2_-Zg

No i w końcu, Cris Cyborg została mistrzynią UFC. Coś co należało się jej od dłuższego czasu. Brazylijka ma wielki potencjał na bycie gwiazdą, ponieważ deklasuje swoje rywalki w wielkim stylu. Może zaprzeczyć faktowi, że kobiece MMA sprzedają piękne dziewczyny. To subiektywna opinia, ale każdy zgodzi się, że Paige Van Zant czy Miesha Tate są o wiele ładniejsze od Cristine Justino. Nie można oceniać książki po okładce. Brazylijka mimo swojego destrukcyjnego stylu walki i umięśnionego ciała jest uznawana za jedną z najmilszych osób w środowisku MMA. Większość spotykając ją mogłaby się zdziwić. Jednak to też czyni z niej wielki fenomen, bo każdy kto ją kojarzy, darzy ją sympatią, co słychać po aplauzie gdziekolwiek się pojawi. Zdobywała tytuł Strikeforce, Invicty i teraz UFC. Wygrała wszystkie najważniejsze pasy, jakie kobiety mogą zdobyć. W jaki sposób? W dominujący bez żadnego zagrożenia. Można teraz stwierdzić, że Cris Cyborg jest supergwiazdą MMA.