Manchester City i Liverpool przed kolejnymi próbami. Czy angielskie zespoły podtrzymają dobrą passę na salonach Ligi Mistrzów?

Poza hitowym spotkaniem w Dortmundzie, czekają na nas jeszcze inne mecze. Z tych ciekawszych wybrałem rywalizacje z udziałem klubów Premier League. Na pierwszy ogień pójdzie starcie liderów grupy F. Rozpędzony Manchester City będzie gościł Szachtar, który sprawił niemałą niespodziankę pokonując w meczu otwarcia Napoli. Drugi pojedynek odbędzie się w grupie E, gdzie na ten moment wszystkie zespoły mają tyle samo punktów. Liverpool jedzie na ciężki teren do Moskwy, żeby sprawdzić formę Spartaka.

ForBET

Zarejestruj się u bukmachera forBET i odbierz bonus powitalny aż do 650 PLN! Oferta dostępna tylko dla czytelników Zagranie z kodem promocyjnym: 650.

Manchester City

Ekipa Guardioli jest w potwornym gazie. Po drodze masakrują kolejnych rywali nie tracąc przy tym zbyt dużej ilości sił. Rywalizacja z Szachtarem odbędzie się dla nich w cieniu weekendu, gdzie spotkają się z Chelsea. Być może Pep zdecyduje się na spore roszady w składzie, żeby mieć świeżych piłkarzy na The Blues. Chociaż Hiszpański trener lubi zaskakiwać to nie ma co folgować wyroków. Forma w ostatnich tygodniach jest wręcz kosmiczna. Jedynie Bournemouth sprawiło im problemy po przerwie na kadrę. Mam wrażenie, że Szachtar również przyjedzie odebrać wyrok, ale Ukraincy już raz udowodnili, że nie są chłopcami do bicia. Mimo wszystko nie mają już tak mocnego składu jak przed laty.  City we wrześniu wygląda następująco wymęczone 2:1 z WBA, ale w pucharze ligi, gdzie wystawia się rezerwowy garnitur. Gdy grali pierwszym składem to wyglądało to w ten sposób: Liverpool (5:0), Feyenoord (4:0), Watford (6:0) oraz Crystal Palace (5:0). Wątpię, że da się lepiej. Maszyna Guardioli zmieniła się w prawdziwego demona, jednak to właśnie mecze z Szachtarem i Chelsea odpowiedzą nam na pytanie, czy rzeczywiście są tak mocni.

 

Szachtar Donieck

W związku z napiętą sytuacją na Ukrainie z Szachtara odeszło kilku bardzo ważnych zawodników. Zespół opuścił także długoletni architekt sukcesów – Mircea Lucescu. Co więcej nie mogą grać na swoim stadionie, gdyż Donbass Arena w wyniku wojny została zniszczona. W poprzednim sezonie nie przeszkodziło im to w zdobyciu Mistrzostwa Ukrainy. Przez całą kampanię ligową sezonu zasadniczego nie przegrali meczu. Forma budowania drużyny nie zmienia się od lat. Znowu do klubu dołączył Brazylijski zaciąg. Główne postacie to Fred, Marlos, Bernard i Taison. Jednak trzeba podkreślić, że postawiono też na graczy z Argentyny i dwóch snajperów z tego kraju w poprzednich rozgrywkach stanowiło o sile ognia. W pierwszej kolejce Ligi Mistrzów zaskoczyli wszystkich. Do Charkowa przyjechało rozpędzone Napoli, ale wróciło do domu bez punktów. To spotkanie było show, w wykonaniu Facundo Fereyry, który zanotował gola i asystę. Spełnia podobną funkcję do tej, jaką miał przed laty Luiz Adriano, a w rolę Williana wcielił się Taison, który również zagrał kapitalny mecz. Mimo wszystko City to jeszcze półka wyżej.

 

Przewidywane składy:

City (1-4-1-3-2): Ederson – Danilo, Otamendi, Stones, Walker – Fernandinho – Sterling, Silva, De Bruyne – Aguero, G. Jesus

Szachtar (1-4-2-3-1): Pyatov – Ismaily, Rakitskiy, Ordets, Butko – Stepanenko, Fred – Bernard, Taison, Marlos – Ferreyra

Nie zagrają:

City: Kompany, Gundogan, Mendy (występy niepewne)

Szachtar: Srna, Malyshev, Krivtsov (kontuzje)

 

Statystyki:

  • W każdym z ostatnich 3 meczów, które rozegrał zespół Manchesteru City strzelono powyżej 2.5 bramki.
  • W ostatnich 10 meczach Szachtar odniósł 9 zwycięstw.
  • Manchester City wygrał w tym sezonie wszystkie mecze, prócz rywalizacji z Evertonem.
  • Po przerwie na kadrę ich bilans bramkowy wynosi 22:1.
  • Oba zespoły do tej pory nigdy na siebie nie trafiły.
  • City wygrało sześć meczów z rzędu.
  • Szachtar jest niepokonany od 9 starć.
  • The Citizens nie przegrali u siebie w ostatnich dziewięciu europejskich bitwach.

 

Spartak Moskwa

W ubiegłym sezonie piłkarze Massimo Carrery zdobyli mistrzostwo Rosji. W oparciu o ten sukces włoski trener starał się budować drużynę latem. Najważniejszym zadaniem było zatrzymanie  Quincy’ego Promesa. Misja się udała, jednak start jaki zaliczają w obecne rozgrywki to blamaż. Po 11 kolejkach zajmują 8 miejsce, mając tylko 14 punktów na koncie. Mistrzowi tak grać nie wypada. W Lidze Mistrzów też nie rozpoczęli zbyt dobrze. Mieli Maribor jak na tacy przez całe spotkanie. Bawili się, a jak wiadomo niewykorzystane sytuacje lubią się mścić. Szybka kontra 1:1 i do widzenia. W taki właśnie sposób stracili być może kluczowe punkty. Mimo wszystko u siebie wyglądają zdecydowanie lepiej. Pięć meczów, trzy zwycięstwa, remis i porażka. Dramatu nie ma, więc z pewnością kibice liczą na trzy oczka w starciu z LFC. The Reds są do pokonania, co pokazują ich ostatnie wyniki. Co prawda pokonali Leicester, ale forma zjechała mocno w dół. Jak nie teraz to kiedy?

Liverpool FC

Ostatnie tygodnie dla The Reds to bolesny powrót do szeregu. Wielu kibiców tego klubu jak co rok przewidywało spektakularny sezon wielkiego Liverpoolu. Na ten moment chyba zgubili drogę, albo wjechali w ślepą uliczkę, bo nigdzie nie widać tej potęgi, która miała straszyć czołówkę. Wymęczone trzy punkty z Leicester, przy sporej dozie szczęścia to jedyny pozytyw ostatnich dni. Rywalizacja z Lisami to było typowe spotkanie na remis. Trochę geniuszu Coutinho, obroniony karny i udało się zrealizować misję, jednak Klopp widzi, że nie jest najlepiej.  Załamali się od momentu porażki z City, gdzie bardzo dobrze weszli w mecz, ale głupota Mane pozbawiła ich jakichkolwiek szans. Po remisie w pierwszej kolejce Ligi Mistrzów przeciwko Sevilli liczy się dla nich tylko zwycięstwo w Moskwie. Nie będzie to łatwy mecz. Gospodarze są bardzo dobrze zorganizowani pod okiem włoskiego taktyka. Jednak ofensywa złożona z Salaha, Mane, Cou czy Firmino jest w stanie otworzyć większość zamków, oczywiście prócz  tego, który daje Mistrzostwo Anglii.

Przewidywane składy:

Spartak: Rebrov – Eshchenko, Tasci, Bocchetti, D. Kombarov – Popov, Pasalic, Fernando – Samedov, Adriano, Promes

Liverpool: Karius – Alexander-Arnold, Matip, Lovren, Moreno – Henderson, Can – Mane, Coutinho, Salah – Firmino

Nie zagrają:

Spartak: Zobnin, Timofeev, Glushakov, Ze Luis, Tigiev, Ananidze (kontuzje)

Liverpool: Lallana, Bogdan (kontuzje), Gomez (kartki), Clyne

Statystyki:

  • Liverpool był niepokonany w swoich ostatnich 5 meczach
  • Spartak Moskwa w każdym z ostatnich 13 meczów Ligi Mistrzów tracił przynajmniej jedną bramkę.
  • Do tej pory obie drużyny mierzyły się dwa razy. Oba mecze wygrał Liverpool.
  • LFC wygrał tylko jedno z pięciu ostatnich spotkań.
  • Poprzednie pojedynki obu zespołów wyglądały następująco: 3:1 Liverpool i 5:0 Liverpool.
  • Spartak nie przegrał od sześciu meczów.

 

ForBET

Co obstawiać?

Przechodząc do typów na te spotkania, w pierwszej rywalizacji stawiam na wygraną City i powyżej 3,5 gola. The Citizens są w  takim gazie, że nie wierzę w inny scenariusz niż ich zwycięstwo. Analizując liczbę zdobywanych goli, takie zdarzenie wygląda naprawdę solidnie. Szachtar też jest w stanie dołożyć bramkę, więc jest to z pewnością bezpieczniejsze niż handicap 0:2. Kurs ForBET wynosi 1.80.

W drugiej parze stawiam na triumf The Reds. Piłkarze Kloppa muszą wygrać ten mecz. Spartak wygląda słabo w tym sezonie i mam wrażenie, że nie będą w stanie przeciwstawić się mocnej linii ataku LFC. Kurs ForBET na wygraną Liverpoolu wynosi 1.60.

Spotkanie pod wysokim napięciem w Dortmundzie. Real w końcu odczaruje Signal Iduna Park?

Drugą kolejkę Ligi Mistrzów rozpoczynamy od klasyku. W Dortmundzie Borussia podejmie Real Madryt. W ostatnim czasie forma podopiecznych Petera Bosza jest bardzo wysoka, ale rysą na wizerunku pozostaje przegrany mecz z Tottenhamem, który bardzo skomplikował ich sytuację w grupie. Przeciwko Królewskim muszą odnieść zwycięstwo. Jeszcze miesiąc temu wyglądałoby to na misję niemożliwą do zrealizowania, ale ostatnio Real cieniuje, a w dodatku Królewscy jeszcze nigdy nie wywieźli z Dortmundu trzech punktów.

ForBET

Zarejestruj się u bukmachera forBET i odbierz bonus powitalny aż do 650 PLN! Oferta dostępna tylko dla czytelników Zagranie z kodem promocyjnym: 650.

Real Madryt

Królewscy imponowali formą w meczu o Superpuchar przeciwko Barcelonie, jednak od tego czasu mają tendencję spadkową. Początek sezonu to kosmiczna forma Isco. Można powiedzieć, że ciągnie za uszy swoją drużynę. Zawodzi przede wszystkim Karim Benzema, który naładował swój karabin ślepakami. Real dołuje u siebie, gdzie w starciach ze zdecydowanie słabszymi ekipami mają ogromne problemy. W środku ubiegłego tygodnia ponieśli porażkę z Betisem Sevilla. Goście mieli co prawda w tej rywalizacji sporo szczęścia, ale solidna obrona wystarczyła, żeby wytrwać do końca i wyczekać na odpowiedni moment do kontry. Na tą chwilę nie obudził się jeszcze Ronaldo, Portugalczyk nie zdobył bramki w lidze, co z pewnością miało wpływ na słabsze wyniki. Mimo wszystko, trzeba pamiętać, że w Lidze Mistrzów czuje się jak ryba w wodzie. Rok w rok zostaje królem strzelców tych rozgrywek. Podopieczni Zizou dobrze wyglądają na wyjazdach, dlatego w tym aspekcie są widoczne spore szanse w tej rywalizacji. Co prawda w pierwszej kolejce Champions League, odnieśli zwycięstwo z Apoelem u siebie, jednak z tym rywalem punkty można sobie przypisać z automatu. W ostatnim czasie Królewscy na wielkie mecze się mocno mobilizują, więc mam wrażenie, że tym razem będzie podobnie. Dwa lata z rzędu wygrali te rozgrywki, dlatego nawet pomimo słabszej dyspozycji w lidze, nie można ich skreślać, to w końcu Real. Maszynka do zabijania Zizou jest w stanie zniszczyć każdy zespół, ale w ostatnim czasie mają sporo pecha. Bramkarze rywali często zostają graczami meczu.  Najbardziej charyzmatyczna byłą sytuacja, w której Benzema w rywalizacji z Valencią zmarnował sześć! znakomitych okazji. W zespole widać brak Moraty, który szaleje na Wyspach, a przed rokiem dawał ważne bramki Realowi. Los Blancos muszą uważać na ofensywę BVB, bo u siebie jest piekielnie mocna. Już kiedyś na tym stadionie poczuli moc tej drużyny, gdy cztery bramki strzelił im Lewandowski. Od tego momentu upłynęło sporo czasu, jednak oba zespoły nadal są w topie europejskiej piłki.

Borussia Dortmund

Forma piłkarzy Petera Bosza rośnie z każdym meczem. W ostatniej kolejce ligowej przejechali się po ekipie Borussii Moenchengladbach. Na Signal Iduna Park pokonali gości 6:1. W imponującej formie znajduje się przede wszystkim Aubameyang, Philipp czy Pulisic. Ofensywa jest w gazie, ale na obronę także nie narzekają. Do tej pory stracili w lidze jedną bramkę, właśnie z tym rywalem. Być może był to efekt rozluźnienia wynikiem, jednak mimo wszystko szkoda, bo seria Burkiego była imponująca. Co ciekawe piłkarze Borussii stawiają w tym sezonie na inny styl niż przed rokiem. Można powiedzieć, że Bosz pragnie nawiązać do futbolu, który prezentował Guardiola i jego Bayern. Rozgrywanie piłki od tyłu, utrzymywanie posiadania i pewne zwycięstwa. Tottenham dobrze odrobił pracę domową i mimo tego, że zazwyczaj są drużyną nastawioną na ofensywę, postanowili wycofać się na własną połowę i czekać na błędy rywala. Jak sie okazało była to taktyka idealna, bo przy użyciu szybkich skrzydeł i Kane’a udało się pokonać Burkiego i to trzy razy. Spotkanie mogło się skończyć w dwie strony, jednak arbiter nie uznał prawidłowo zdobytej bramki Aubameyanga na 2:2. Kto wie jak od tego momentu potoczyłby się ten mecz. Decyzja sędziego była kluczowa, ale trzeba o niej zapomnieć. Nikt im punktów nie odda. Przede wszystkim muszą punktować u siebie, jeśli zwyciężą trzy spotkania na Signal Iduna Park to ich sytuacja będzie dobra, pomimo porażki z głównym rywalem do awansu. Do tej pory BVB miała dwa poważne testy w obecnej kampanii. Dwa oblali, ponieważ przegrali właśnie ze Spurs i Bayernem w bitwie o Superpuchar. W trzecim nie mają już marginesu błędu, w przypadku klęski ich sytuacja się znacząco skomplikuje.

Statystyki:

  • Królewscy mają pozytywny bilans rywalizacji z klubami Bundesligi 31 wygranych, 12 remisów, 23 porażki
  • Borussia ma niekorzystny stan meczów z klubami La Liga 8 wygranych, 9 remisów i 10 porażek.
  • Bilans bramkowy BVB w lidze to na ten moment 19:1.
  • Real Madryt jeszcze nigdy nie wygrał wyjazdowego spotkania o punkty w Dortmundzie – w sześciu spotkaniach trzykrotnie mecz kończył się zwycięstwem gospodarzy, a trzy razy kończyło się remisem.
  • W ostatnich 14 meczach Realu było powyżej 2,5 gola na mecz w Lidze Mistrzów.
  • Real Madryt jest niepokonany w 25 z 28 meczów LM.
  • Borussia Dormund straciła przynajmniej trzy gole w ostatnich trzech meczach Champions League.
  • Dortmund nie wygrał w swoich ostatnich 3 meczach Ligi Mistrzów.
  • W każdym z ostatnich czterech meczów, które rozegrał zespół BVB strzelono powyżej 2.5 bramki.
  • Dortmund strzelił przynajmniej jedną bramkę w swoich ostatnich czterech meczach, a zespół Real Madryt w ostatnich 16 meczach.
  • W poprzednim sezonie oba mecze tych zespołów w grupie kończyły się wynikami 2:2.
  • Real ostatni raz przegrał na wyjeździe w Lidze Mistrzów z Atletico 2:1.

Przewidywane składy:

Dortmund (1-4-2-3-1): Burki – Piszczek, Sokratis, Toprak, Toljan – Dahoud, Weigl, Gotze – Pulisic, Aubameyang, Philipp

Real (1-4-3-3): Navas – Carvajal, Varane, Ramos, Nacho – Modrić, Casemiro, Kroos – Cristiano Ronaldo, Asensio, Bale

Nie zagrają:

Dortmund: Guerreiro, Schmelzer, Reus, Rode, Sancho, Durm (kontuzje)

Real: Benzema, Theo Hernandez, Kovacić, Vallejo (kontuzje), Marcelo (występ niepewny)

ForBET

Co obstawiać?

Przechodząc do typu na ten mecz, stawiam na bramkę z obu stron. Rywalizacja odbędzie się na Signal Iduna Park, co daje lekkie wskazanie na Borussię, jednak Realu nie wolno lekceważyć, w końcu jest to najlepsza drużyna w Europie ostatnich dwóch lat. Bitwa takich ofensyw będzie spektaklem dla fanów, ale przy obecnych formach ciężko wytypować bezpośrednie zwycięstwo którejś z drużyn. Równie kuszącym typem jest dla mnie obstawienie bramki Cristiano Ronaldo. Portugalczyk jest głodny goli, a w wielkich meczach potrafi o sobie przypomnieć. Kurs ForBET na BTTS wynosi 1.30, a na gola CR7 1.65. Osobiście bardziej zachęca mnie druga opcja, ponieważ ma zdecydowanie lepszy kurs, a prawdopodobieństwo szacuje na podobne.

Plusy, minusy i zaskoczenia VI kolejki Fantasy Premier League

Klasycznie, jak co tydzień czas na podsumowanie weekendowych występów pod kątem Fantasy Premier League. Siadamy głęboko w fotelach, zapinamy pasy i analizujemy szóstą serię gier.

Top kolejki: Bramkarz

Mathew Ryan – 9 pkt

Na tej pozycji jesteśmy świadkami roszad w każdej kolejce, ani razu nie doświadczyliśmy powtórnego znalezienia się w Dream Teamie jednego bramkarza. Tym razem między słupkami zaimponował Mathew Ryan. Australijczyk z pewnością wziął sobie do serca zakup Toma Krula i mocno popracował na linii, żeby obronić swoją pozycję. Czyste konto i kilka niezłych parad dały jego zespołowi trzy punkty, a on sam zasłużył na miejsce w drużynie tygodnia.

Top kolejki: Obrona

Cesar Azpilicueta 14 pkt

Jeden z najbardziej niedocenianych i równocześnie najlepszych piłkarzy Premier League miał imponujący występ w Stoke-on-Trent. Od początku tego sezonu widać jego bardzo dobre zgranie z Moratą. Ten duet przy użyciu wspólnych sił zdobył już 4 bramki. W tej kolejce Azpi dwukrotnie asystował Alvaro, czym znacząco pomógł mu zdobyć hat-tricka, ale także był pewny w defensywie, a obrona z nim w składzie zagrała na zero z tyłu.

Christopher Schindler – 9pkt

Ten obrońca trafia do rankingu po raz drugi. Warto wspomnieć, że było to już czwarte czyste konto Huddersfield na sześć kolejek. Całkiem niezły wynik jak na defensora beniaminka. Na początku gry miało go w składzie niewiele osób, jednak z każdym dniem ta liczba stale rośnie, ponieważ za taką cenę gwarantuje solidną liczbę punktów.

Phil Jones – 9 pkt

Anglik jest jednym ze zwycięzców okresu przygotowawczego. Wygryzł ze składu Lindelofa i z każdym występem tylko cementuje swoje miejsce. Dla graczy Fantasty jest to wspaniała wiadomość, gdyż obrońca United za 5.0 mln to mega promocja. Czerwone Diabły w tej kolejce miały ciężki mecz, ale solidna defensywna prowadzona przez De Geę dowiozła pozytywny rezultat.

Top kolejki: Pomoc

Leroy Sane – 16 pkt

Niemiec w ostatnim czasie jest w prawdziwym gazie. Można było wątpić, czy uda mu się wywalczyć pierwszy skład, jednak ostatnie dwie kolejki domowe to czysta perfekcja. Guardiola lubi rotować, dlatego nawet nie spoglądam w stronę tego gracza, ale kręci bardzo dobre liczby w obliczu kapitalnej formy The Citizens.

Sterling – 13 pkt

W tym sezonie staje się jedną z ważniejszych postaci Manchesteru City. Mam wrażenie, że stał się również ulubieńcem Guardioli. Strzela ważne bramki, asystuje. Jednym słowem podobnie jak Sane jest w gazie. Wydawało się, że przy zmianie formacji jego rola będzie ograniczona, jednak nic z tych rzeczy. Być może będzie to przełomowy sezon dla chimerycznego Anglika, bo w ostatnich latach nie zrealizował swojego potencjału

Philippe Coutinho – 13 pkt

Brazylijczyk wrócił do grania z wysokiego C. Był kluczowym punktem drużyny w rywalizacji z Leicester, a jego dogranie do Salaha i gol z rzutu wolnego można oglądać godzinami. W końcu zamiast wołania o transfer było widać jakość na boisku. Jeśli będzie grał tak dalej, to o przebaczenie fanów może być spokojny.

David Silva – 11 pkt

Hiszpan w tym sezonie to nadal El Magico. Pomimo tego, że gra głębiej i ma więcej zadań defensywnych to nadal daje olbrzymią jakość w ofensywie. Sześć asyst w sześciu meczach z pewnością robi wrażenie i być może rekord ligi pod względem ostatnich podań w końcu zostanie pobity.

Top kolejki: Atak

 

Alexandre Lacazette – 13 pkt

Francuz z pewnością zobaczył, że czołówka snajperów ucieka mu w mgnieniu oka, więc wziął się ostro do pracy. W tej kolejce nadrobił dwie bramki i zbliżył się do liderów. Na ten moment ma na koncie cztery trafienia. W sześciu meczach nie jest to najgorszy wynik, ale można było oczekiwać czegoś więcej. Mimo wszystko mam wrażenie, że z każdym meczem coraz lepiej czuje się w nowym miejscu.

Alvaro Morata – 17 pkt

Przed tygodniem Hiszpan znalazł się rubryce Kto zawiódł? Tym razem wziął się za siebie i zaczął pracować na boisku, a nie tylko się przewracać. Zajął się graniem i wyszło mu to na dobre. Na ciężkim terenie w Stoke niszczył defensywę rywali, raz po raz rozrywając jej szeregi. Po 90 minutach zgromadził na swoim koncie hat-tricka. Szczególnie ładny był gol na 3:0, gdzie po solowej akcji trafił do siatki Butlanda. Wydaje mi się, że warto rozważyć zakup tego piłkarza.

Harry Kane – 13 pkt

Anglik, podobnie jak Morata zasłużył na wyróżnienie, ale przed tygodniem był w rubryce Kto zawiódł? W sumie tak samo ma się sprawa z Dele Allim. Być może jest w tym reguła i warto kupować piłkarzy, których dam do rubryki minusów, bo w kolejnych kolejkach biorą sprawy w swoje ręce. Kane swoimi dwoma bramkami dał drużynie zwycięstwo w Derbach Londynu przeciwko WHU.

Zaskoczenie kolejki:

Oumar Niasse – 11 pkt

Senegalczyk przez pewien okres czasu był w Evertonie piątym kołem u wozu. Jak mówi znane przysłowie „Jak trwoga to do Pana Boga” Tak też było tym razem. Piłkarze Koemana przegrywali, więc szkoleniowiec wyciągnął koło ratunkowe, a Niasse zdobywając dwie bramki dał zwycięstwo 2:1 nad Bournemouth. Pozycja tego piłkarza powinna się poprawić, zwłaszcza że Everton ewidentnie cierpi na brak silnego napastnika. Warto śledzić rozwój tej sytuacji, gdyż kosztuje jedynie 5.0 mln wirtualnych monet.

Kto zawiódł?

Marcos Alonso

Hiszpański obrońca Chelsea powinien zdobyć w tej kolejce kilka punktów, bo jego drużyna zagrała na czyste konto, ale tak się nie stało. W okolicach 50 minuty meczu odcięło mu mózg i mógł wylecieć z boiska. W obliczu takich kłopotów, Conte zdecydował się posadzić go na ławkę, ale niestety dla wszystkich jego posiadaczy, zrobił to w 58 minucie. Gdyby wstrzymał się o dwie minuty, mielibyśmy fajne wyniki u tego gracza, ale nie ma też co winić trenera. Nie jego wina, że jego gracz ewidentnie się zagrzał i był bliżej czerwonej niż wytrzymania kolejnych chwil na placu gry.

Roberto Firmino

Brazylijczyk do meczu z Leicester strzelał lub asystował w praktycznie każdej rywalizacji, w której rozpoczynał spotkanie od pierwszych minut. Niestety tym razem nie miał żadnego udziału przy golach dla swojej drużyny, pomimo tego, że koledzy aż trzykrotnie trafiali do siatki. Jego występ był na tyle bezbarwny, że Jurgen Klopp mając w perspektywie kolejne mecze zdecydował się go zdjąć w 64 minucie.

Gabriel Jesus (Pep Guardiola)

Brazylijczyk w ostatnim czasie jest w kapitalnej dyspozycji. Wielu graczy zakupiło tego piłkarza, ale niestety nie otrzymał szansy występu. Jestem pewien, że przy takim maratonie strzeleckim po raz kolejny zrobiłby dobre statystyki, ale nie było mu dane. Inwestycja w tego gracza bardzo boli, jednak mam nadzieję, że zwróci się w przyszłych kolejkach.

Podsumowując tę serię gier, najlepszym zawodnikiem został bezapelacyjnie Alvaro Morata, który zdobył hat tricka i tym samym dał pewne zwycięstwo Chelsea na ciężkim terenie w Stoke. Warto dodać, że już po raz drugi zgarnia tytuł piłkarza kolejki. Zapraszamy do chwalenia się w komentarzach, ilu waszych graczy trafiło do tego podsumowania oraz jakie wyniki osiągnęliście w szóstej kolejce.

 

 

Wade wolnym agentem! Ekipa Lebrona faworytem do pozyskania trzykrotnego mistrza NBA

Dwyane Wade dogadał się z Chicago Bulls w sprawie wykupienia kontraktu, tym samym stając się wolnym agentem. Faworytami do pozyskania Wade’a są Cleveland Cavaliers. Pozostałe drużyny, które mają szansę na pozyskanie byłego gracza Chicago Bulls to Miami Heat, Oklahoma City Thunder i San Antonio Spurs.

O tym, że Wade i Chicago Bulls rozmawiają o potencjalnym wykupieniu kontraktu, było wiadomo od dawna. Wydawało się, że nastąpi to w trakcie trwania sezonu. Jednak niespodziewanie dzisiejszej nocy obie strony doszły do porozumienia. Tym samym 35-letni zawodnik został wolnym zawodnikiem i może dołączyć do każdego zespołu w lidze. Wojnarowski donosi, że Wade zrezygnował z 8 z 23 milionów pozostałych w kontrakcie. Warto zauważyć, że Flash był w Chicago tylko trochę ponad rok, a zainkasował za to 39 milionów dolarów. To się nazywa interes życia.

Flash mimo swoich lat jest nadal bardzo dobrym graczem w ofensywie. Dwyane rzucał średnio 18.3 punktu na mecz. Ale Wade to przede wszystkim doświadczony gracz, który ma trzy tytuły na koncie. Taki zawodnik to skarb, bo wie, co trzeba, żeby walczyć o najwyższe laury. 35-letni zawodnik może wnieść kulturę mistrzowską do nowego zespołu. Pokazać, co zrobić, żeby sięgnąć po pierścień. Zrobienie z niego zawodnika o mniejszej roli, który grałby z ławki, to bardzo dobry pomysł. Jednak według doniesień bycie rezerwowym go nie interesuje. Podobno Flash szuka zespołu, w którym będzie występował w pierwszej piątce.

Od razu pojawiły się doniesienia o zespołach, które są faworytami do pozyskania Wade’a.

Na pierwszy szereg wysuwają się oczywiście Cleveland Cavaliers. Powód jest jeden: Lebron James. Doskonale pamiętamy, że Dwyane i Lebron grali razem w barwach Miami Heat i zdobyli razem 2 tytuły mistrzowskie, grając łącznie w 4 finałach. To właśnie z Wade’em James zdobył swój pierwszy pierścień, na który czekał tak długo. Obaj gracze są także przyjaciółmi poza parkietem.

Według źródeł Cavs zaoferowali już miejsce w wyjściowym składzie 35-letniemu zawodnikowi. Ale czy to ma w ogóle sens? Wade to jeden z gorszych obrońców na swojej pozycji. I tu nie chodzi o to, że nie ma do tego warunków – w czasach świetności był naprawdę świetnym defensorem. Dwyane zwyczajnie ma problemy z utrzymaniem koncentracji i po prostu zasypia w obronie. Obejrzyj serię z Celtics z tegorocznych playoffów, to zobaczysz, jak kiepski jest w obronie. Nie można też zapominać, że na pozycji numer jeden gra Isaiah Thomas i Derrick Rose, którzy są bardzo słabymi defensorami. Zestawienie tych graczy nie ma kompletnie racji bytu po bronionej stronie parkietu. A ktoś musi kryć Walla i Beala, Irvinga, a o Currym i Thomasie nie wspominając.

Cavaliers wydają się naturalnym wyborem, ale moim zdaniem Wade to nie jest najlepszy fit boiskowy. 35-letni zawodnik jest słabym strzelcem i w zestawieniu z Rose’em będzie brakować drużynie strzelców za trzy. Idealnym rozwiązaniem byłoby zrobienie z Dwyane’a rezerwowego, który dostarczałby punkty w rezerwowych ustawieniach. Pytanie, czy zawodnik ma podobne zdanie na ten temat, czy jednak chce być centralną postacią w zespole.

Thunder, Spurs i Heat mają z pewnością wiele do zaoferowania i każdy z tych zespołów kusi czymś innym.

Thunder to zdecydowany wygrany tego ­off-season. Sam Presti pozyskał Paula George’a i Carmelo Anthony’ego, nie oddając nic wartościowego w zamian. Pozyskanie Wade’a byłoby tylko wisienką na torcie. Według doniesień obaj nowi zawodnicy aktywnie rekrutują 35-letniego gracza. Wydaje się, że Dwyane byłby bardzo dobrym uzupełnieniem dla tego zespołu.

Gra w Spurs to coś wyjątkowego. Każdy zawodnik to potwierdza. Drużyna z San Antonio to organizacja, która kojarzy się z wygrywaniem i Flash z pewnością by tam pasował. Jestem niesamowicie ciekaw, jak Wade odnalazłby się w Spurs, grając razem z Kawhi’em Leonardem.

Heat to teoretycznie naturalny wybór, ale podobno dwa razy się to tej samej rzeki nie wchodzi. Dwyane grał w Miami przez 13 lat i to z tą drużyną zdobył trzy pierścienie mistrzowskie. Wydaje się jednak, że to, co miał zrobić, już wykonał i nie będzie wracał na Florydę. Poza tym warto pamiętać, że 35-letni rzucający obrońca rozstał się w nienajlepszych nastrojach z organizacją i trudno sobie wyobrazić, żeby chciał znowu grać w barwach Heat.

Osobiście chciałbym zobaczyć Wade’a dołączającego do Golden State Warriors. Wyobraź sobie sytuację, w której Wade zdobywa tytuł przeciwko Jamesowi i patrzy na smutną minę byłego kolegi z drużyny. Wiem, że jest to praktycznie niemożliwe, ale ten off-season zrobił już tyle psikusów, że nawet takich abstrakcyjnych rzeczy nie można wykluczyć.

Nie ma co się oszukiwać: najbardziej prawdopodobnym rozwiązaniem jest dołączenie Wade’a do Cleveland Cavaliers. W końcu James i Wade zdobyli razem 2 tytuły mistrzowskie i gdzie Dwyane będzie miał tak dobrze, jak u starego przyjaciela. Thunder są też dobrym miejscem do gry. W końcu gra w jednym zespole z Westbrookiem, Melo i George’em to kozacka perspektywa. Problem jest taki, że zarówno Spurs, jak i Thunder grają w Konferencji Zachodniej i mają dużo mniejsze szanse na awans do finału niż Cavaliers. W końcu rywalem Cavs na Wschodzie są Celtics i Wizards, a na Zachodzie trzeba pokonać Warriors, co samo w sobie wydaje się zadaniem niemożliwym. Heat to kiepski fit na boisku i po prostu nie wydaję mi się, żeby Wade chciał wracać do drużyny, w której jego szanse na  kolejne mistrzostwo są niewielkie.

Mój typ: Wade w Cavaliers.

Tak było kiedyś. 

Grzegorz Krychowiak i spółka vs łapiący wiatr w żagle Arsenal. Czy WBA może sprawić niespodziankę?

Na zakończenie szóstej kolejki Premier League przenosimy się do Londynu, gdzie Arsenal podejmie na własnym boisku West Bromwich Albion. Spotkaniu smaczek dodaje obecność Grzegorza Krychowiaka w barwach zespołu gościu. Od momentu transferu Polak prezentuje się bardzo dobrze, jednak spotkanie z The Gunners to będzie kolejny ważny test, który ma przed sobą. W ostatnim czasie chłopcy Pulisa spuścili z tonu po bardzo dobrym starcie, czy Kanonierzy wykorzystają ich gorszą dyspozycję?

ForBET Premier League

Zarejestruj się u bukmachera forBET i odbierz bonus powitalny aż do 650 PLN! Oferta dostępna tylko dla czytelników Zagranie z kodem promocyjnym: 650.

Arsenal

Kanonierzy podejdą do tego spotkania w całkiem niezłych nastrojach. Po klęsce, którą ponieśli na Anfield przyszło kilka lepszych spotkań. Najlepszym z nich był pojedynek z Chelsea, gdzie nie dali się pokonać na Stamford Bridge, a co więcej nie stracili nawet bramki. We wcześniejszych latach na tym obiekcie zbierali regularne baty, więc trzeba docenić taki rezultat. Przed meczem wzięli by go w ciemno. Arsene Wenger kopiując formację Conte mocno zachodzi Włochowi za skórę. Chelsea w ostatnich meczach z Arsenalem wyglądała na dobrze przeanalizowaną. Licząc tą rywalizację rozegrali w ostatnim czasie cztery mecze, trzy z nich wygrali i jeden zremisowali. Forma ewidentnie zwyżkuje, do gry wraca małymi kroczkami Alexis Sanchez i różnicę w jakości widać gołym okiem. Z każdym kolejnym spotkaniem rośnie również dyspozycja Lacazette’a, który uczy się piłki na Wyspach. Jego rywale do korony króla strzelców wystrzelili jak z procy, więc musi brać się szybko do roboty. Kanonierzy w tym sezonie będą chcieli wrócić do Ligi Mistrzów i to powinien być ich realny cel. Nie wierze by mieli jakiekolwiek szanse na zdobycie mistrzostwa, a tym bardziej przy tak dobrej formie innych drużyn. Rywalizacja o czwórkę będzie bardzo ciężka, więc na tym muszą się skupić i wykonywać swoją pracę. W ostatnim czasie drużyna Wengera zyskała spokój w tyłach. Przełomowym wydarzeniem było posadzenie na ławkę konia trojańskiego, którym jest Rob Holding. Ten młody piłkarz prezentuje umiejętności, co najwyżej na Championship, a mimo to Wenger dawał mu szansę. Wybił to sobie z głowy w momencie, gdy Liverpool wykorzystał braki tego piłkarza. Odkąd go posadził obrona wygląda spokojnie. Mustafi wraca do wysokiej formy, a przecież był bardzo blisko odejścia. Koscielny to klasa światowa i nie ma co z tym dyskutować. Kolasinać na lewym wahadle to może być jeden z najważniejszych transferów, tym bardziej, że przyszedł za darmo. Bośniak imponuje walorami fizycznymi, ale także umiejętnościami w ofensywnie, gdzie znakomicie uzupełnia Alexisa. Jeśli Hector Bellerin wróci do formy z przed poprzedniego sezonu to będą to kapitalne atuty na wahadłach.

WBA

Podopieczni Tony’ego Pulisa rozpoczęli sezon z wysokiego C. Trzy mecze, trzy zwycięstwa. Po okresie euforii przyszedł czas gorszych wyników. Co ciekawe słaba passa nadeszła od momentu Deadline Day, gdzie kupili dwóch bardzo dobrych piłkarzy: Gibbsa i Krychowiaka. Irracjonalnie po tych wzmocnieniach zaczęli grać gorzej. Reprezentant Polski będzie miał w tej rywalizacji spore pole do popisu. Spotka dawnego rywala, a więc Granita Xhakę, z którym prowadził wyrównany pojedynek o centralną strefę boiska na Euro 2016. Odkąd przyszedł do drużyny to zbiera dobre noty. Otrzymał też powrotne powołanie do kadry, dlatego ten mecz będzie dobrym wyznacznikiem jego dyspozycji. Drużyna WBA słynie przede wszystkim z uprzykrzania gry faworytom. Murarka, kontra i przeciąganie czas. To trzy kluczowe czynniki w układance Pulisa, bez których nie może się obejść ich styl. Wcześniej podobny model wprowadzał w Stoke, teraz przyszedł czas na The Baggies. Jak widać właścicielom taki model się podoba, gdyż wyniki są całkiem niezłe. Rok w rok regularnie unikają spadku i robią to w przekonywujący sposób. Defensywa jest zbudowana w bardzo ciekawy sposób, gdyż kluczowym jej punktem jest wzrost. Na prawej i lewej obronie grają bardzo wysocy gracze, żeby dodawać drużynie atut przy stałych fragmentach. W meczach z wielkimi tej ligi to ich jedyna szansa na zdobycie bramki, więc nie zostawiają nic przypadkowi. W ostatnim czasie  WBA ma spore problemy na stadionie Arsenalu. Nie wygrali tutaj od sześciu meczów, a w pięciu nie zdobyli nawet gola. Scenariusz, który się przed nimi maluje nie jest zbyt optymistyczny, ale już nie raz pokazywali, że potrafią zaskoczyć. Między innymi pokonali Kanonierów w ubiegłej kampanii, z tym że na własnym boisku, a to spora różnica. Jeśli wejdzie im jakiś stały fragment na początku meczu to będzie to idealna  sytuacja. Później tylko faulować, murować i przeciągać czas. W takiej grze czują się najlepiej, więc Arsenal nie może dopuścić do straty bramki jako pierwszy.
Przewidywane składy:

Arsenal: Cech – Mustafi, Koscielny, Monreal – Bellerin, Xhaka, Ramsey, Kolasinac – Iwobi, Sanchez – Lacazette

WBA: Foster – Dawson, McAuley, Evans, Gibbs – Krychowiak, Barry – Phillips, Livermore, Rodriguez, Rondon

Nie zagrają:

Arsenal: Cazorla, Coquelin, Welbeck (kontuzje)

WBA: brak

Statystyki:

  • Bilans dotychczasowych spotkań: 17 wygranych Arsenalu, 4 remisy i 4 porażki.
  • Arsenal jest niepokonana od czterech spotkań.
  • W ostatnich sześciu rywalizacjach z WBA u siebie Kanonierzy wygrali wszystkie mecze.
  • WBA od czterech pojedynków nie odnieśli zwycięstwa.
  • Siedem ostatnich meczów u siebie Arsenal wygrał.
  • W poprzednich trzech meczach u siebie Kanonierzy zdobywali minimum trzy gole w Premier League.
  • Arsenal zagrał na zero z tyłu w pięciu z sześciu przypadków meczów z WBA na własnym obiekcie.
  • Arsenal wywalczył siedem punktów do tej pory, z których sześć to punkty zdobyte u siebie.
  • Podopieczni Arsene’e Wengera pokonali przed rokiem u siebie WBA 1:0, by w rewanżu ulec The Baggies 3:1.
  • Ostatni raz West Brom wygrał z Arsenalem na wyjeździe w 2010 roku, kiedy to triumfowali 3:2. Było to do tej pory jedyne zwycięstwo przeciwko The Gunners w delegacji.
  • Ostania porażka Arsenalu u siebie miała miejsce w marcu, kiedy to pokonał ich Bayern 1:5.

ForBET Premier League

Co obstawiać?

Przechodząc do typu na to spotkanie, stawiam na zwycięstwo gospodarzy, jednak po ciężkim meczu, w którym nie padnie więcej niż 2,5 bramki. Uważam, że będzie to bicie głową w mur przez 90 minut, ale ostatecznie uda się wcisnąć jednego, a może max dwie gole. WBA stawia na pewną grę w tyłach i będzie to murowanie, a tym bardziej, dlatego że mecz odbędzie się na Emirates. Arsenal u siebie punktów nie traci i mam wrażenie, że i tym razem pokonają przeciwności losu i zwyciężą nad The Baggies. Kurs ForBET wynosi 3.35.

Przed półfinałowymi rewanżami w lidze angielskiej żużla. Kogo obstawiać na zwycięzców?

O 20:30 rozpoczną się półfinały w żużlowej lidze angielskiej, aczkolwiek praktycznie tylko jedno spotkanie będzie dokończeniem dwumeczu. Bell Vue i Wolerhampton nie zdołali rozegrać pierwszego starcia ze względu na pogodę. Z kolei druga para zapowiada wielkie emocje do końca, bowiem Swindon Robins wygrali dwoma punktami w Poole. Pirates nie są faworytami, jednak z pewnością będą walczyć. Obstawiając mecze z teoretycznego punktu widzenia rzucimy okiem na gospodarzy tych spotkań. Łączoną transmisję z obu spotkań przeprowadzi Eleven Sports.

Swindon Robins – Poole Pirates 20:30

Swindon jest nie tylko faworytem do wygrania tego dwumeczu, ale także daje im się największe szansę na zdobycie najważniejszego drużynowego trofeum w żużlu na Wyspach. Pokonali już Poole na ich terenie. 2-punktowa przewaga przed rewanżem na własnym stadionie właściwie nie daje szans drużynie Piratów. Swindon przystąpiło do play-off zajmując w rundzie zasadniczej pierwsze miejsce. Ich niezaprzeczalnym liderem jest Jason Doyle. W czasach, kiedy większość czołowych żużlowców odpuszcza sobie starty w Wielkiej Brytanii posiadanie lidera klasyfikacji generalnej SGP robi przeogromną różnicę. Nawet pasywna jazda Australijczyka w rozgrywkach ligowych sprawia, że przed dwoma tygodniami zdobył 10 punktów. Z pewnością Robins oczekują po nim jeszcze więcej. W barwach Rudzików świetnie odnajduje się Polak, Tobiasz Musielak. To on był bohaterem pierwszego spotkania play-off, gdzie zdobył 10 punktów z bonusem, a w piątym starcie w zgarnięciu oczek przeszkodził mu defekt. Na swoim torze Swindon powinno pokazać jeszcze większą przewagę. Ich główną siłą są trzej liderzy. Dwaj prędzej wspomniani żużlowcy i Nick Morris, który na angielskich owalach czuje się świetnie notując trzecią średnią biegopunktową w całej lidze.

Po drugiej stronie znajduje się drużyna Poole Pirates, która stoi przed bardzo trudnym zadaniem. Piraci mają ciekawy skład, który zawsze może zaskoczyć, jednak w tej fazie rozgrywek wydaje się, że Swindon na własnym torze na to nie pozwoli. Ciekawą parą przyjezdnych jest dwóch młodych Australijczyków – Jack Holder i Brady Kurtz. Obaj byli w tym roku objawieniami w Polsce. Jednak w lidze angielskiej jeżdżą w kratkę. Widać, ze są jeszcze młodymi żużlowcami. Z drugiej strony może to wróżyć też duże, pozytywne zaskoczenie. Liderem gości jest Hans Andersen. Doświadczony Duńczyk powinien dzisiaj pojechać pod komplet, jeżeli Piraci myślą o finale.

Co ciekawe, w rundzie zasadniczej Poole potrafiło zremisować w Swindon. Miejmy nadzieję, że zapowiada nam się ciekawe widowisko, tym bardziej, że dużym znakiem zapytania będzie dyspozycja Jasona Doyle’a. Ja jednak obstawiając mecz kierowałbym się w stronę faworytów do wygrania całej ligi, czyli Rudzików.

Wolverhampton Wolves – Belle Vue Aces 20:30

Drugie spotkanie rewanżowe będzie tak naprawdę pierwszym starciem tych drużyn. Przed tygodniem był planowany pierwszy mecz, lecz ze względu na opady w Manchesterze, to starcie zakończy się w środę, kiedy to praktycznie dojdzie do rewanżowego spotkania. Oba zespoły zakończyły sezon zasadniczy mając na swoich kontach po 10 porażek. Jednak to Wilki spisywały się w swoich spotkaniach lepiej i uplasowały się w tabeli na drugim miejscu. Jednak w dwumeczu rundy zasadniczej lepsi okazali się żużlowcy z Manchesteru. Szansę na awans można rozdzielić pomiędzy obie drużyny 50-50.

Praktycznie pierwsze spotkanie odbędzie się w Wolverhampton, więc naturalnie to Wilki są faworytami dzisiejszego starcia. W rundzie zasadniczej wygrali u siebie z Asami 48:42. Wtedy komplet punktów zdobył Fredrik Lindgren. Szwed ma drugą średnią bieg punktową w całej lidze i to on ma zaprowadzić swój zespół do finału. Drugim najlepszym zawodnikiem dzisiejszych gospodarzy jest Jacob Thorssel, którego można uznać za objawieniem we wszystkich europejskich rozgrywkach. W Anglii jeździ równo przez cały sezon. Już sama ta dwójka zawodników może pociągnąć wynik swojej ekipy.

Patrząc na skład drugiej drużyny, możemy pomyśleć, że Asy mają szanse już na wygraną na terenie w Wolverhampton.  Kennethe Bjerre i Max Fricke to zawodnicy, którzy dali już się poznać z dobrej strony podczas występów w Polsce, natomiast Craig Cook jest jednym z lepszych brytyjskich żużlowców, co pokazał w DPŚ. Oba zespoły są oparte na silnych liderach. Można podejrzewać, że o rozstrzygnięciu zadecyduje zawodnik z drugiej linii, który zostanie bohaterem. Kto może mieć takie zadatki w obu drużynach? Kyle Howarth, a może po drugiej stronie Steve Worral? Zapowiadają się ciekawe zawody, jednak obstawiając mecz skłaniałbym się dzisiaj w stronę Wilków.


oferta na lige angielską żużlaforbet baner żużel
W forBet można obstawiać, która drużyna zostanie mistrzem Anglii. Największy faworytem jest, jak już wspomniałem, Swindon Robins. Następnie mniej więcej równe szanse daje się Wolverhampton i Belle Vue. Na straconej pozycji stawiani są Poole Pirates.

Jagiellonia odczarowała własny stadion przeciwko Legii, ale hit kolejki rozczarował

Jagiellonia Białystok pokonała Legię Warszawa 1:0 w hicie 10 kolejki LOTTO Ekstraklasy. Białostocczanie przełamali złą passę, jaką mieli z tym rywalem u siebie po kapitalnym trafieniu Fedora Cernycha. Całe spotkanie nie porwało. Pomimo tego, że zmierzył się mistrz z wicemistrzem to nie było boiskowych fajerwerków, a raczej nudne flaki z olejem. Gdyby nie fantastyczne trafienie z końcówki to nie znalazłbym ani jednego powodu, dla którego warto było oglądać ten mecz.

Legioniści przystępowali do tego pojedynku, żeby podtrzymać dobrą passę na stadionie w Białymstoku. Nie przegrali na tym ciężkim terenie od sześciu spotkań. Już w drugiej minucie gospodarze mogli rozpocząć tę rywalizację z wysokiego C, ale znakomitą kontrę 3 vs 2 zmarnował Łukasz Sekulski, który zastępował Cyliana Sheridana. Autorem straty był Thiabult Moulin, Francuz z pewnością nie zaliczy ostatniego czasu do udanych, pomimo tego, że zdobył zwycięską bramkę z Cracovią. Pierwsze minuty stały pod znakiem niedokładności, gdzie oba zespoły gubiły się przy wysokim pressingu rywala. Zagrożenie numer jeden w tym spotkaniu stworzyli piłkarze Irenusza Mamrota, którzy po rzucie wolnym mieli dobrą okazję z główki, ale przenieśli piłkę ponad poprzeczką bramki Malarza. Na ripostę ze strony Legii nie trzeba było długo czekać. Michał Kucharczyk ustawiony w tym spotkaniu na lewym skrzydle, by schodzić do środka i próbować uderzeń z dystansu, zgubił krycie i oddał groźne uderzenie, ale Węglarz sparował piłkę na rzut rożny. Od tego momentu zaczęła się zarysowywać przewaga piłkarzy Romeo Jozaka, którzy przesuwali grę coraz bliżej pola karnego rywala. Efektem tego była próba z 16 minuty, kiedy Dominik Nagy strzałem nożycami spróbował pokonać bramkarza gospodarzy, ale zabrakło celności. Jagiellonia miała spore problemy z przenoszeniem gry na skrzydła, a przecież dysponowali tam ogromną szybkością w osobach Cernycha czy Frankowskiego. Niebezpieczny strzał oddał kilka chwil później Pospisil, który był jednym z jaśniejszych ogniw Jagi. Praktycznie wszystkie akcje przechodziły przez tego gracza, ale trzeba przyznać, że po okresie przewagi gości, to właśnie gospodarze starali się przejąć inicjatywę. Po pierwszych 25 minutach to spotkanie wyglądało na rywalizację dwóch, dobrze znających się bokserów, którzy czekają na błąd rywala, by wykonać uderzenie. Najlepszą okazję z kontry stworzyli sobie Legioniści. Po znakomitej wymianie piłek na jeden kontakt, Hlousek dośrodkował, a Hamalainen mając ogromną ilość miejsca i czasu oddał słaby strzał, z którym nie miał najmniejszych problemów Węglarz.

Legia stawiała na grę lewą stroną, gdzie bardzo dobrze prezentowali się Kucharczyk i Hlousek. Druga flanka w osobach Jędrzejczyka i Nagy’ego była wygaszona w pierwszej części meczu. Oba zespoły bały się otworzyć przez co cierpiało widowisko, jednak takiego scenariusza można było się spodziewać. Pomysł na grę piłkarzy Jozaka był klarowny, eksponować lewą flankę i dziwi mnie, że Irenusz Mamrot nie postawił na szybkie przenoszenie gry na prawe skrzydło, a gdy już do tego dochodziło było groźnie pod bramką Wojskowych. Łukasz Sekulski nie spełniał pokładanych w nim nadziei. Sheridan często służył zespołowi jako Target Man, do którego można było śmiało zagrywać piłki i być pewnym ,że ich nie straci. Niestety Polak nie dawał tyle jakości, więc ta zmiana trenera musi być oceniona negatywnie. Obie drużyny obdarzyły się zbyt dużym szacunkiem, w myśl zasady na zero z tyłu, a z przodu coś wpadnie. Z dużej chmury mały deszcz, tymi słowami można najlepiej podsumować pierwszą część tej rywalizacji.

Po zmianie stron znowu rozpoczęło się od chaosu i sporej walki w środku. Serca kibiców Jagi stanęły, gdy Węglarz postanowił rozegrać grę od tyłu, zagrywając piłkę pomiędzy dwóch zawodników Legii, gdyby byli sekundę szybsi to z dostaliby bramkę w prezencie. W drugiej części zdecydowanie zniknęła dziesiątka w układance Mamrota. Pospisil był pod grą przez pierwsze 45 minut, a później całkowicie wyłączył się z tego meczu. W 65 minucie Legia rozegrała fatalnie stały fragment, po czym kolejną kontrę 2 na 1 mieli gospodarze. Niestety dla Ireneusza Mamrota, Cernych zagrał do Sekulskiego za plecy, co nie pozwoliło napastnikowi, by otworzyć to spotkanie. Mówiąc krótko, zabrakło truskawki na torcie. Aż do 87 minuty byliśmy świadkami szachów z jednej i drugiej strony. Kluczowym momentem byłą solowa akcja Fedora Cernycha, który zdjął pajęczynę w bramce Malarza. Skrzydłowy Jagi zszedł do środka i oddał strzał, dla którego warto było oglądać te szachy przez 90 minut.

Spotkanie, które było zapowiadane jako rywalizacja mistrza kraju z wicemistrzem rozczarowało. Oba zespoły bały się zaryzykować. Tabela determinowała taki obraz meczu, co jest bardzo dziwne, bo na takim etapie sezonu nie powinno się kalkulować tylko grać o pełną pulę. Jagiellonia może zamknąć książkę pod tytułem „Nie możemy pokonać Legii u siebie”. Po sześciu latach udało im się w końcu przełamać złą serię. Gra może nie porywała, ale liczy się zwycięstwo. Mam wrażenie, że pierwszą kwestią, którą zajął się Romeo Jozak po objęciu sterów, to ogarnięcie gry defensywnej. W tej formacji piłkarze ze Stolicy wyglądali na naprawdę solidnych, dopóki nie dostali bramki od Cernycha. Jednak takie strzały wychodzą zazwyczaj raz, może dwa w sezonie. Uderzenie nie do obrony, na które nie ma ratunku. Jedyne co może trener zarzucić w takiej sytuacji swojej obronie to brak sfaulowania przeciwnika przed strzałem. Mimo wszystko, na grę ofensywną ciężko było patrzeć. Poza lewą stroną, która szalała w pierwszej połowie, nie było ani jednego argumentu, który przemawiałby za tezą, że wszystko idzie w dobrym kierunku.

Konferencja prasowa:

Romeo Jozak: Gratuluję Jagiellonii zdobycia trzech punktów. Rywale pokazali dobrą organizację gry oraz byli dobrze prowadzeni na trenera. Mieliśmy plan, by wygrać w Białymstoku, a zasługiwaliśmy przynajmniej na punkt. Przed nami sporo pracy. Ten mecz to dla nas dobra lekcja. Pierwszą rzeczą, którą powiedziałem w szatni w trakcie przerwy, to ta, że widziałem drużyny lepsze na boisku, a traciły bramki w końcówce. Obawiałem się tego i tak się stało. Jestem pewny, że będzie lepiej. Chcemy zdobyć mistrzostwo Polski i… zdobędziemy je. 

Ireneusz Mamrot: Wydaję mi się, że pod względem taktycznym rozegraliśmy chyba najlepszy mecz w sezonie. To spotkanie, w którym nie było czystych sytuacji do strzelenia goli, ale jednocześnie kibice zobaczyli niezłe tempo rozgrywania akcji. Fani stworzyli fantastyczną atmosferę i mogę im podziękować, a warto było dla nich przyjść choćby po to, by zobaczyć fantastyczną bramkę Fedora Czernycha.

 

Carmelo Anthony w Thunder! Czy nowa wielka trójka zagrozi mistrzom NBA?

Melo w Oklahoma City Thunder! Wymiana Carmelo Anthony’ego od dawna wisiała w powietrzu i w końcu stała się faktem. Czy Thunder są w tym w stanie pokonać Golden State Warriors?

Wow. Przyznam, że nie spodziewałem się, że Melo tak szybko zmieni klub. Ostatnio doszły do nas doniesienia o tym, że Cavaliers i Thunder zostali dodani do listy Anthony’ego, ale nie wierzyłem, że coś może z tego wyjść.

O wymianie doniósł niezawodny Adrian Wojnarowski z ESPN:

„New York Knicks uzgodnili warunki wymiany Carmelo Anthony’ego do Oklahoma City Thunder. Thunder wyślą w zamian Enesa Kantera, Douga McDermotta i drugorundowy wybór w Drafcie 2018. Westbrook i George przekonywali w ostatnich godzinach Anthony’ego, żeby zrezygnował z klauzuli no-trade. Wymiana ma stać się oficjalna w poniedziałek.”

Dodatkowego smaczku tej wymianie do dodaje fakt, że w meczu otwarcia Thunder zagrają przeciwko Knicks w Madison Square Garden. Ciekawe, w jaki sposób nowojorski zespół przywita swoją, już byłą, gwiazdę.

Niesamowite jest to, że Thunder zamienili Victora Oladipo, Enesa Kantera, Douga McDermota i Domantasa Sabonisa na Carmelo Anthony’ego i Paula George’a. Sam Presti po raz kolejny pokazał, że jest geniuszem.

Melo to kolejna gwiazda ze Wschodu, która dołącza do Konferencji Zachodniej. Tegoroczny Mecz Gwiazd może być naprawdę jednostronny i na Zachodzie będzie bardzo dużo graczy, którzy nie załapią się do All Star Game.

Ta wymiana to z pewnością duży cios dla Houston Rockets. Tym bardziej patrząc na to, co dostali Knick w zamian za niego. To oni mieli być na czele walki o Anthony’ego, ale najwidoczniej Enes Kanter był bardziej atrakcyjnym assetem niż Ryan Anderson.

Myślę, że cały ten bałagan, którym byli Knicks, przysłania to, że Anthony to nadal plusowy gracz w NBA. Melo nie jest już pierwszą, a może nawet dugą opcją dobrego zespołu, ale posiadanie takiego zawodnika to jako Twój trzeci najlepszy graczy świadczy o tym, że team jest naprawdę silny.

Transfer do Oklahomy to szansa, żebyśmy zobaczyli najlepszą wersję Melo; Melo, który nie jest zawodnikiem dominującym piłkę, a graczem, który czeka na okazję i karze rywali za zostawianie go na wolnych pozycjach. Pamiętamy, jak dobrze grał Anthony w barwach kadry USA. 33-letni skrzydłowy mimo gry ze słabym rozgrywającym, jakim jest Derrick Rose, trafiał aż 40% rzutów za trzy po chwycie piłki. Grając z Westbrookiem, będzie mógł liczyć na bardzo dużą ilość otwartych pozycji, a w takich sytuacjach Anthony myli się rzadko.

Zeszły sezon Thunder to był teatr jednego aktora. Wyglądało to tak, że Russell Westbrook robił dosłownie wszystko i w najważniejszych momentach wyszło to, że zabrakło mu wsparcia. Mimo świetnej dyspozycji rozgrywającego w serii przeciwko Rockets nie było po prostu nikogo, kto odciążyłby Russella w kreowaniu ataku i zdobywaniu punktów. Teraz rzucanie koszy ma nie być już problemem.

Sam Presti po raz kolejny pokazał, że jest jednym z najlepszych fachowców na stanowisku generalnego menedżera. Fakt, że umowy zaoferowanie tak dużych pieniędzy dla Oladipo i Kantera było błędem, ale spójrzmy, jak Presti potrafił wymienić tych dwóch graczy za dwie, jakby nie patrzeć, gwiazdy.

I to nie ma znaczenia, że Westbrook, Anthony i George mogą za rok odejść. Każdy z tych graczy może stać się wolnym agentem i mieć wolną drogę do zmiany klubu. W obliczu pozbycia się umów Kantera i Oladipo, to nawet jednoroczne wypożyczenie George’a i Anthony’ego jest świetnym ruchem. Jeśli Thunder zaliczą jakiś sukces w tym roku, to dlaczego któryś z nich miałby odejść? Oklahoma City to według wielu graczy świetne miejsce do grania. W takim małym mieście traktuje się ich jak bogów i atmosfera w hali Cheesepeake Arena jest naprawdę świetna.

Tym ruchem Sam Presti daje kolejny argument Russellowi Westbrookowi, żeby ten podpisał przedłużenie kontraktu z Thunder. Russell nie raz podkreślał, że jego serce jest w Oklahomie. W obliczu tego, jak skrytykowany za swoją decyzję został Durant, trudno sobie wyobrazić, żeby Westbrook opuścił swój zespół. Oczywiście można budować narrację, że będzie chciał dołączyć do Los Angeles Lakers, ale ja osobiście tego nie kupuję. Nie widzę tego, żeby rozgrywający miał zrobić to, co jego były kolega.

Piątka Westbrook – Roberson – George- Anthony – Adams wydaje się bardzo dobrą odpowiedzią na Warriors. Oczywiście, ten ruch to nie stawia Thunder na równi z Warriors, ale daje im nadzieję na to, że mogą walczyć z nimi jak równy z równym. Klucz do sukcesu zespołu z Oakland tkwi w ich fantastycznej obronie. To jest rzecz, o której się nie mówi tak głośno, ale Wojownicy poza tym, że są świetni elitarni w ataku, to ich obrona jest też jedną z najlepszych w historii. Oklahoma ma za dużo graczy, którzy są lub mogą być słabymi obrońcami. Westbrook i Anthony są minusowymi graczami po bronionej stronie parkietu. Jednak Adams, George i Roberson to zawodnicy, którzy mogą kryć podstawowe pozycje rywali: rozgrywającego, czołowego skrzydłowego i podkoszowego.

Thunder z pewnością zbliżyli się do Warriors i wydaje się, że w tym momencie są na poziomie Rockets i Spurs. Ten team jest skonstruowany idealnie pod playoffy.

Knicks tym ruchem jasno pokazali, że wchodzą w etap przebudowy. Teraz to nie będzie już zespół Anthony’ego – to Kristaps Porzingis został wybrany na króla Nowego Jorku. Biorąc pod uwagę potencjał młodego Łotysza (Zingis ma dopiero 22 lata), wydaje się, że to dobra decyzja. Porzingis bez Rose’a i Melo wokół będzie miał w końcu szansę pokazać, czy jest w stanie być fundamentem zespołu.

Eksperyment budowania zespołu wokół Carmelo nie wypalił. Knicks wygrali zaledwie jedną serię playoffową w ciągu tych 6 lat. I to przeciwko starzejącym się wówczas Boston Celtics. Z pewnością nie takie były oczekiwania. Pamiętamy przecież, że zespół z Nowego Jorku miał momenty, w których wyglądał jak kandydat do walki o finał. Choćby pamiętna drużyna z Melo, Chandlerem i Amare Stoudemire’m, która zajęła drugie miejsce w Konferencji Wschodniej w sezonie regularnym. Niestety (lub stety) to było wszystko, co Anthony wywalczył dla swojego rodzinnego miasta.

Jeżeli zbliżający się sezon NBA będzie tak emocjonujący, jak ten off-season, to ja już nie mogę się doczekać pierwszego spotkania.

Niepokonana Valencia sprawdzi formę nierównego Sociedad. Która drużyna potwierdzi swoje pucharowe aspiracje?

Gospodarzy czeka dziś druga konfrontacja z drużyną z Walencji w ciągu niespełna tygodnia. Mecz z Levante zakończył się dla Sociedad kompromitującym 3:0, co stanowi niezbyt optymistyczny prognostyk przed spotkaniem z Valencią, która w swoim ostatnim występie rozbiła Malagę. Pięciobramkowe zwycięstwo Nietoperzy stanowi doskonały dowód na to, że podopieczni trenera Marcelino dysponują dużym potencjałem i coraz lepiej rozumieją się na boisku.

 

ForBET odbierz bonus

Zarejestruj się u bukmachera forBET i odbierz bonus powitalny aż do 650 PLN! Oferta dostępna tylko dla czytelników Zagranie z kodem promocyjnym: 650.

Real Sociedad

Po obfitujących w masę goli i sporo punktów pierwszych występach Sociedad, baskijskiej drużynie przydarzyły się dwa słabsze mecze. O ile nikt w San Sebastian nie powinien rozdzierać szat po porażce 1:3 z Realem Madryt, o tyle klęska z Levante świadczy o tym, że dyspozycja podopiecznych Eusebio Sacristana jest daleka od ideału. Sociedad ma problemy zwłaszcza pod własną bramką, o czym świadczy aż 10 goli straconych w pięciu dotychczasowych meczach LaLiga. Gorszą średnią mają tylko znajdujące się w strefie spadkowej Deportivo La Coruna i Malaga. Sytuacji w obronie zespołu z Estadio Anoeta nie poprawiają kontuzje etatowych defensorów Sociedad, czyli Carlosa Martineza oraz Raula Navasa, którzy w meczu z Valencią ponownie pozostaną poza składem Biało-Niebieskich. Pewnym pocieszeniem dla kibiców Sociedad jest fakt, że ich ulubieńcy dzisiejszy mecz rozegrają u siebie, gdzie w zeszłym sezonie przegrali tylko czterokrotnie. Należy również dodać, że Valencia była jednym z ulubionych rywali Basków, gdyż w sześciu ostatnich wizytach zdołała wywieźć zaledwie jeden remis, 5-krotnie przegrywając. Forma i styl gry gości są jednak nieporównywalnie lepsze niż w minionych latach, a zdobycie kompletu punktów przeciwko tak dobrze dysponowanej Valencii nie będzie łatwe. Zespół trenera Sacristana powinien zagrać wyjątkowo rozważnie, ponieważ ich dzisiejsi rywale doskonale bronią i w obydwu przypadkach, gdy to oni otwierali wynik meczu, Los Ches sięgali po trzy punkty.

Valencia

Po serii trzech remisów, z których dwa zostały jednak wywalczone z bardzo silnymi rywalami (Real i Atletico Madryt), Nietoperze przełamali się w meczu z Malagą. W tamtym spotkaniu szczególnie zaimponował Simone Zaza, który zaliczył hattricka w zaledwie osiem minut! Oprócz włoskiego napastnika w coraz lepszej formie znajdują się także inni ofensywni zawodnicy Los Ches – Santi Mina, Rodrigo czy Carlos Soler. Nowy trener i preferowana przez niego formacja 1-4-4-2 oraz letnie wzmocnienia wzniosły zespół Nietoperzy na zupełnie inny poziom niż w poprzednich dwóch sezonach, gdy Valencia zajmowała 12 pozycję w LaLiga. Kompletnie odmieniona została także defensywa drużyny z Estadio Mestalla, która w pięciu meczach tego sezonu straciła zaledwie trzy gole – mniej bramek przed szóstą kolejką pozwoliły sobie strzelić tylko Barcelona i Sevilla. Valencia pozostaje także jedną z czterech niepokonanych drużyn w lidze hiszpańskiej, co, biorąc pod uwagę jej dotychczasowych rywali, budzi spory szacunek. Dorobek klubu z Walencji mógłby być jeszcze bardziej okazały, gdyby Nietoperze wykazały się większą skutecznością w starciu z Levante, w którym były zdecydowanie lepsze od swoich rywali. Chociaż mało kto mówi na Mestalla otwarcie o powrocie do europejskich pucharów, to działacze i sympatycy Los Ches z pewnością liczą na miejsce w pierwszej szóstce Primera Division. Zwycięstwa w spotkaniach takich jak dzisiejsza konfrontacja z mającym podobne ambicje Sociedad są niezbędne do osiągnięcia tego celu.

Statystyki

  • Bilans meczów bezpośrednich: 49 wygranych Sociedad, 64 wygrane Valencii, 35 remisów, bilans bramkowy: 207-242
  • W każdym z ostatnich siedmiu meczów, które rozegrał Real Sociedad padło powyżej 2.5 bramki
  • Valencia jest niepokonana w LaLiga od pięciu spotkań
  • W meczach Realu Sociedad padło 21 goli, czyli najwięcej w całej Primera Division
  • W ostatnich sześciu wizytach na Estadio Anoeta Valencia zdobyła tylko jeden punkt
  • Cztery ostatnie konfrontacje obu drużyn kończyły się wygranymi Sociedad
  • W 19 wyjazdowych meczach Valencii w ubiegłym sezonie tylko sześciokrotnie padało mniej niż 2.5 gola – to piąty najniższy wynik w lidze hiszpańskiej 

     ForBET odbierz bonus

    Co obstawiać?

    Mimo, że bukmacherzy jako nieznacznego faworyta wieczornego spotkania wskazują Real Sociedad, wydaje się, że rosnąca forma Valencii jest doskonałą okazją na to, by wyciągnąć od nich całkiem przyjemną sumę. Nietoperze jak dotąd w obydwu swoich meczach wyjazdowych zremisowały, dlatego typ na X2 w omawianej konfrontacji wydaje się najlepszym wyjściem. ForBET ustalił na to zdarzenie kurs w wysokości 1.55.

Mistrz i wicemistrz z ubiegłego sezonu skrzyżują rękawice. Czy Jagiellonia w końcu odczaruje swój stadion przeciwko Legii?

W niedzielne popołudnie czeka nas hit tej kolejki LOTTO Ekstraklasy. Jagiellonia Białystok o 18:00 na własnym stadionie podejmie Legię Warszawa. W ubiegłym sezonie oba zespoły do samego końca biły się o tytuł mistrzowski, jednak górą byli piłkarze ze stolicy. W obu drużynach od tego czasu zaszły spore zmiany, między innymi odeszło dwóch architektów w osobach Vadisa i Vassiljeva, poza nimi zmienili się też trenerzy, więc będzie to zupełnie nowa kartka w historii pojedynków tych ekip.

Baner Ekstraklasa

Zarejestruj się u bukmachera forBET i odbierz bonus powitalny aż do 650 PLN! Oferta dostępna tylko dla czytelników Zagranie z kodem promocyjnym: 650.

Legia

Sytuacja w klubie ze stolicy nie jest w ostatnim czasie najlepsza. Po odejściu z klubu Jacka Magiery i Michała Żewłakowa nadszedł czas na zmiany. Miejsce na ławce trenerskiej zaoferowano Romeo Jozakowi, który ma być strażakiem i ugasić powstały pożar. Misja, którą otrzymał nie należy do najłatwiejszych. Rozpoczął od dwóch zwycięstw, nie trącać przy tym ani jednego gola. Początek jest obiecujący, jednak w tym miejscu trzeba sobie zadać pytanie, co się stało, że pod ręką Magiery nie umieli tak grać? Zapewne wniosek, który wysunąłby się na pierwsze miejsce byłby oczywisty. Piłkarze pod jego rządami byli zbyt rozluźnienie i relacja na sam koniec mogła się wypalić. Moim zdaniem główny powód to słabe okienko letnie i jedno wstecz, czyli zimowe. Z drużyny odeszli tacy gracze jak: Vadis, Nikolić czy Prijović. Jakby nie patrzeć było to trzech kluczowych piłkarzy i pomimo sporego budżetu nie załatano w klubie z Łazienkowskiej powstałej dziury w odpowiedni sposób. Zdecydowano się na użycie półśrodków, a efekty tego widzimy właśnie w tym momencie. W kadrze  na niedzielny mecz zabraknie kilku zawodników, m.in. Hildeberto, Miroslava Radovicia oraz Guilherme. Takie osłabienia z pewnością nie ułatwiają trenerowi sprawy. Przede wszystkim musi opanować szatnię drużyny, jeśli mu się uda to będzie już 50% sukcesu. Nie ma co się oszukiwać pomimo blamażu w Europie to nadal jest Legia. Warszawiacy mają indywidualnie najmocniejszy skład w lidze i nie ma co z tym polemizować. Równie istotną kwestia będzie przywrócenie do formy kręgosłupa reprezentacji Polski. Michał Pazdan, Krzysztof Mączyński i Artur Jędrzejczyk to piłkarze, którzy przyzwyczaili nas do dobrych występów. Niestety po raz ostatni widzieliśmy ich w takiej dyspozycji na koniec zeszłego sezonu. Kolejnym istotnym problemem jest zgranie nowych członków zespołu z aktualnym trzonem. Pasquato, Hildeberto czy Saidku potrzebują czasu na aklimatyzacją. Najrówniej wygląda forma tego ostatniego i z nim wiązane są największe nadzieje. Nikt z przypadku nie zdobywa bramek na Euro, a w przypadku napastnika reprezentacji Albanii odzyskanie dobrej formy strzeleckiej to tylko kwestia czasu.

Jagiellonia

W ostatnim czasie piłkarze Ireneusza Mamrota nie mają najlepszej passy. Już od czterech spotkań nie potrafią zwyciężyć. W ostatniej kolejce byli tego bardzo blisko, jednak po kapitalnym spotkaniu i prowadzeniu 3:1 zremisowali na bardzo ciężkim dla siebie terenie w Gdańsku 3:3. Mimo wszystko taki wynik musi boleć, bo mieli wszystkie karty w dłoniach i mogli rozegrać tę partię jak tylko chcieli. Rywal w tej serii gier znowu nie będzie łatwy. Legia w ostatnich latach ma patent na Jagę w Białymstoku. Ostatni raz przegrali tutaj w 2009, kiedy dwie bramki dla gospodarzy zdobywał Kamil Grosicki. To wszystko pokazuje jak wiele czasu upłynęło. w Gdańsku z bardzo dobrej strony pokazali się Przemysław Frankowski i Fedor Cernych i to za pewne na nich będzie skoncentrowana gra drużyny z Białegostoku. Młody skrzydłowy ma za sobą bardzo udane Euro, ale tylko pod kątem indywidualnym. Latem sporo mówiło się o jego zagranicznym transferze, ale temat upadł, a sam zawodnik stawia sobie coraz ambitniejsze cele. Tym razem walczy o dwucyfrowy dorobek bramkowy, do tej nie przekroczył tej granicy. Głównym minusem gry Jagiellonii jest skuteczność, jednak w tym trener może doszukać się także pozytywów. Marnowanie okazji to oczywiście zła wiadomość, ale już spora liczba wykreowanych sytuacji to plus. Wystarczy tylko poprawić celność pod bramką, a wyniki pójdą do góry. Wszystko się tak łatwo pisze, ale Sheridan już nie przypomina tego piłkarza, który przed rokiem prawie zaprowadził Jagiellonię do mistrzostwa. Sporo sytuacji marnuje, ale także nie jest już tak istotny dla swojego zespołu. W poprzednim sezonie cała gra była oparta na nim i Vassiljevie, teraz inni dochodzą do głosu, co odbija się na jego statystykach. Jaga celując w tym spotkaniu w zwycięstwo musi przywrócić swoją bestię do trybu killera, w innym przypadku będzie ciężko o trzy punkty.

 

Statystyki:

  • Do tej pory Jaga i Legia mierzyły się 30 razy. Bilans jest lepszy dla piłkarzy ze stolicy, którzy wygrali 14 razy, 9 razy padł remis, a siedem razy górą byli gracze z Podlasia.
  • Jagiellonia nie wygrała od czterech spotkań.
  • Legia Warszawa przegrała tylko jedno z ostatnich dziewięciu spotkań.
  • Legia jest niepokonana w poprzednich ośmiu rywalizacjach wyjazdowych z Jagiellonią.
  • W ubiegłym sezonie w ich starciach dwukrotnie padł remis i raz wygrała Legia.
  • Ostatni raz Jagiellonia pokonała u siebie Legię w 2009 roku.
  • W tym sezonie na wyjeździe Legia wygrała tylko raz i przegrała trzy mecze.
  • Jagiellonia gra zdecydowanie lepiej na wyjazdach, gdzie jest liderem tabeli, natomiast u siebie odnieśli tylko jeden triumf.

Przewidywane składy:

JAGIELLONIA (4-2-3-1): Kelemen – Burliga, Guti, Mitrović, Tomasik, Wlazło, Romanczuk, Frankowski, Pospisil, Cernych, Sheridan

LEGIA (4-2-3-1): Malarz – Jędrzejczyk, Pazdan, Astiz, Hlousek, Mączyński, Moulin, Kucharczyk Hamalainen, Nagy, Sadiku.

Nie zagrają:

JAGIELLONIA: Runje, Wasiluk (kontuzje)

LEGIA: Radović, Czerwiński, Guilherme, Hildeberto (kontuzje)

 

Konferencja prasowa:

Romeo Jozak:

Mamy jeden cel – zdobyć mistrzostwo Polski. Ktokolwiek wygra w niedzielę, nie dostanie z automatu tytułu mistrza kraju. Przed nami interesujące dla opinii publicznej spotkanie w Białymstoku. Drużyna wykonuje postęp każdego dnia i to istotna kwestia. Kiedy pojawiłem się w Legii, skupiłem się na czterech pierwszych spotkaniach i mam w głowie cel, byśmy zwyciężyli we wszystkich. Wyścig o mistrzostwo jest długim biegiem. W jego trakcie musimy zdawać się lepsi i lepsi. Może czasem upadniemy, ale spróbujemy pokazywać się kibicom z jak najlepszej strony.

Ireneusz Mamrot:

W Białymstoku atmosfera wokół meczu z Legią zawsze wygląda tak samo, bez względu na miejsca w tabeli obu drużyn. Bardzo szybko zorientowałem się, jak ważny jest to mecz dla kibiców. Praktycznie każdy z nich żyje tym spotkaniem. Wiadomo, że „pojedynek mistrza z wicemistrzem” się bardzo dobrze sprzedaje w mediach, natomiast dla nas najważniejsze jest, by zagrać dobre spotkanie.

Baner Ekstraklasa

Co obstawiać?

Przechodząc do typu na to spotkanie, ciężko wskazać zdecydowanego faworyta. Legia w ostatnim czasie zawodzi, jednak na wyjazdach radzi sobie dobrze. Jagiellonia z kolei u siebie gra bardzo słabo i lepiej idzie im poza domem. Być może w obliczu takich zdarzeń wskazania kierują się w stronę zespołu gości, jednak wybieram bezpieczniejszą opcję i Zagranie na gola z obu stron po kursie ForBET 1.65.