Drużyny Premier League rozpoczęły tegoroczne rozgrywki z wysokiego C. Na starcie tego sezonu znalazło się pięć angielskich ekip. Krajobraz po bitwie wygląda następująco, cztery zwycięstwa, remis i 18:3 w bramkach. Najbardziej dumni mogą być fani Tottenhamu, którzy pokonali najtrudniejszego rywala Borussię, jednak kibice Chelsea, Manchesteru United i City nie mogą na nic narzekać, gdyż ich piłkarze zmasakrowali teoretycznie słabszych rywali. Plamę dał jedynie Liverpool, który miał wygrany mecz, a ostatecznie go zremisował, nie wykorzystane sytuację się mszczą.

Manchester United vs FC Basel 3:0

Podopieczni Jose Mourinho wrócili do Ligi Mistrzów i zrobili to w wielkim stylu. Na Old Trafford przyjechała Bazylea, ale piłkarze ze Szwajcarii pełnili jedynie rolę statystów. Można powiedzieć, że mieli najlepsze miejsca do oglądania tego spotkania. Po raz pierwsze w Champions League zagrali snajperzy United, mowa o Lukaku i Rashfordzie. Obaj ukoronowali swój występ golami. Jedynym minusem tego meczu dla kibiców i trenera jest kontuzja Paula Pogby. Wydaje się, że Mou mógł tego uniknąć poprzez zastosowanie większej rotacji w składzie. Francuza zmienił Fellaini i od razu zdobył bramkę. Kudłaty Belg jest pupilem Jose i teraz będzie miał więcej okazji do grania. Jeśli będzie się prezentował tak jak do tej pory to nikt nie będzie narzekał. Kibice, którzy przyszli na ten mecz z pewnością są zadowoleni pooglądali sobie jak Czerwone Diabły bawią się z przeciwnikiem, w niektórych momentach gra wyglądała jak z Playstation. Kolejne rywalizacje w grupie mogą wyglądać podobnie, więc zawodnicy United nie będą zmęczeni w Premier League, jeśli Mourinho będzie odpowiednio rotował składem. W czerwonej części Manchesteru było miło, gładko i przyjemnie, a 3:0 to najniższy wymiar kary.

Feyenoord vs Manchester City 0:4

Przed tym spotkaniem mogło się wydawać, że Holendrzy powinni się postawić piłkarzom Guardioli. Rok temu pokonali u siebie ekipę Jose Mourinho, jednak tym razem zostali zniszczeni. Już od drugiej minuty City prowadziło i z upływem czasu dokładali kolejne bramki. Feyenoord nie był równorzędnym rywalem dla The Citizens. Ofensywne zestawienie Obywateli wygląda naprawdę imponująco, a duet Aguero – Jesus niszczy do tej pory wszystko co stanie im na drodze. Zagrali razem w siedmiu spotkaniach i obaj zdobyli w nich po sześć goli. Wydaje się, że Guardiola znalazł złoty środek. Za ich plecami linia pomocy złożona jest z bardzo kreatywnych piłkarzy. W tym meczu byli to David Silva, Bernardo Silva i Kevin de Bruyne. Niesamowita jakość i nic dziwnego, że Feyenoord był całkowicie zdominowany. Holendrom nie pomogła nawet żywiołowo dopingująca publiczność. Wygląda na to, że będą skazani na walkę o trzecie miejsce, jednak ich sytuacja znacząco się skomplikowała po tym, jak Szachtar pokonał Napoli. Wracając jeszcze do tego spotkania na wyróżnienie zasługuje John Stones, który w tym sezonie zaczyna prezentować się tak, jak od niego oczekiwano. Po raz pierwszy w karierze zdobył dwie bramki w jednym meczu i dołożył sporą cegiełkę do tego rezultatu.

Chelsea vs Qarabag 6:0

To spotkanie było zapowiadane jako rywalizacja Moraty z Rzeźniczakiem. Okazało się, że Hiszpańskie snajper usiadł na ławce rezerwowych i były stoper Legii nie mógł stanąć z nim twarzą w twarz. Kuba rozpoczął ten mecz na lewej obronie, gdzie miał za zadanie odcinać z gry Williana, po piętnastu minutach trener Qarabagu zdecydował się na zmianę ustawienia. Azerowie postawili na lustrzane odbicie formacji Chelsea, w związku z czym Polak przeniósł się na środek obrony. Ta zmiana nic nie dała, bowiem zostali jeszcze bardziej rozniesieni w pył. Mam wrażenie, że obecność piłkarzy Gurbanova w tych rozgrywkach jest całkowicie skazana na pożarcie. Ciężko określić czy jest to drużyna na poziom Ligi Europy, a co dopiero półkę wyżej. Jedyna szansa jaką mają na zdobycz punktową to pojedynki na własnym stadionie, gdzie przyjadą zespoły po dalekiej podróży. Być może u siebie urwą punkty mocniejszym, jedna wczoraj wyglądali jak kelnerzy, a Chelsea? The Blues sukcesywnie dokonywali egzekucji z upływającymi minutami. Piłkarze Conte bawili się grą, czasem aż za bardzo. Truskawką na torcie w tym pojedynku była bramka Davide Zappacosty, który dostał piłkę pod własnym polem karnym od Thibauta Courtoisa. Włoch ruszył prawym skrzydłem i nikt go nie powstrzymał, gol który zdobył był piękny, ale także przypadkowy, co sam przyznał po meczu. Na pochwalę po tym meczu z pewnością zasługują dwaj gracze The Blues, mowa tu o Fabregasie, który zalicza genialny start w tym sezonie. W poprzednich rozgrywkach pełnił rolę rezerwowego, jednak teraz siedzi za kierownicą w nowym aucie Conte. Drugim zawodnikiem, którego trzeba docenić jest Andreas Christensen, Duńczyk zagrał w tym sezonie kapitalny mecz przeciwko Tottenhamowi i miał 100 % celność podań, tym razem znowu występ na bardzo wysokim poziomie i tylko dwa chybione dogrania. Pojedynek bez historii, Chelsea niczym walec rozjechała asfalt z nazwą Qarabag.

Liverpool vs Sevilla 2:2

Pewne było, że jak ktoś z angielskich drużyn ma się wysypać w pierwszej kolejce to zrobi to Liverpool. The Reds zagrali bardzo dobry mecz, jednak ich gra w defensywie po raz kolejny woła o pomstę do nieba. Niby dominowali, niby byli lepsi, niby mieli rzut karny, a i tak nie udało się zwyciężyć. Był to bardzo ważny pojedynek dla losów tabeli, bowiem może się okazać tak, że na Estadio Ramon Sanchez Pizjuan będą musieli wygrać, żeby wyjść z pierwszego miejsca. W składzie The Reds widać ogromną dysproporcją, z przodu biegają tacy gracze, jak Mane, Coutinho, Firmno czy Salah, a w obronie Gomez, Lovren czy Moreno. Ten ostatnio znalazł się w tym zestawieniu za całokształt, gdyż w tym meczu wyglądał bardzo dobrze, jednak prawdopodobnie  to tylko jednorazowy wystrzał formy. U Lovrena po staremu, zawsze musi coś odwalić, bo nie byłby sobą. Piłkarz na poziomie Premier League powinien umieć trafiać w piłkę, ale jak widać on ma z tym spory problem i przez takie coś Liverpool stracił dziś trzy punkty. Sevilla w tym spotkaniu miała trzy okazje do strzelenia bramki. Pierwsza, o której wyżej wspomniałem po błędzie Chorwata, druga  to gol zdobyty przez Joaquina Correę, który miał masę szczęścia przy przyjęciu piłki, czym zgubił defensorów, a trzecia to sytuacja z 93 minuty, gdzie sam na sam znalazł się Luis Muriel. The Reds mieli sporo okazji, a prawdę mówiąc w końcowym rozrachunku mogli to przegrać 2:3. To byłby dopiero typowy mecz rodem z FIFY. Klopp może być wściekły, jednak miał czas na zakup nowych obrońców i go nie wykorzystał.

Tottenham vs Borussia Dortmund 3:1

Podsumowanie tego spotkania znajdziecie na naszej stronie -> tutaj

Angielskie zespoły bardzo dobrze zaprezentowały się w pierwszej kolejce Champions League. W ostatnich latach często zarzucano Premier League, że jej przedstawiciele nie osiągają odpowiednich wyników w Europie. Tym razem wygląda na to, że w końcu nadchodzą lepsze czasy i nie pisze tego tylko na podstawie zwycięstw City, United czy Chelsea z kelnerami, ale na bazie tego jak rozwijają się te zespoły i jakimi składami dysponują. Ostatnim angielskim zespołem na poziomie finału i półfinału Ligi Mistrzów byli The Blues, mam wrażenie, że w tym sezonie, któryś z przedstawicieli angielskiej piłki wróci do czołowej czwórki w Europie.