Od kilku lat pula pretendentów do zwycięstwa w Lidze Mistrzów jest dosyć ograniczona, a do końcowego etapu fazy pucharowej kwalifikują się wciąż te same drużyny. Do tegorocznego grona faworytów z racji spektakularnych transferów możemy dopisać także dwa kluby z Manchesteru oraz PSG. Fani futbolu kochają jednak niespodzianki i a wielu z nich liczy, że w Champions League zamiesza ktoś spoza ugruntowanej w ostatnich sezonach czołówki.

Poniżej prezentujemy kluby, które w startującej edycji europejskiego czempionatu mogą wystąpić w roli czarnych koni bądź przeciwnie – papierowych tygrysów, groźnych jedynie w teorii.

1. Liverpool

Drużyna z Anfield Road jest absolutnie nieobliczalna, co potwierdzają jej ostatnie wyniki. Po olśniewającym zwycięstwie nad Arsenalem przyszedł pogrom w meczu z Manchesterem City, do którego jednak walnie przyczyniła się czerwona kartka Sadio Mane. Bilans liverpoolczyków z silnymi zespołami, a przecież takie staną na ich drodze w Lidze Mistrzów, mimo wszystko robi duże wrażenie, gdyż podopieczni Jurgena Kloppa w ubiegłym sezonie Premier League mogli pochwalić się najlepszym rekordem bezpośrednich starć z całej „big six”, czyli szóstki czołowych klubów ligi angielskiej. Klucz do sukcesu The Reds tkwi w pełnej dynamiki ofensywie oraz wysokiej intensywności gry. Trio Salah-Mane-Firmino spisuje się wybornie, a w odwodzie pozostaje przecież jeszcze Phelippe Coutinho, którego udało się zatrzymać w klubie mimo astronomicznych ofert Barcelony. Największy deficyt Liverpoolu to z pewnością formacja obronna – kiepsko prezentuje się zwłaszcza obsada pozycji stoperów, której nie udało się wzmocnić Virgilem van Dijkiem. Mimo wszystko czwarta drużyna Premier League bez najmniejszych problemów powinna zagwarantować sobie kwalifikację do fazy pucharowej Champions League, gdzie z pewnością będzie groźnym przeciwnikiem nawet dla największych potentatów europejskiej piłki.

2. Tottenham

Koguty zapłaciły w zeszłym sezonie frycowe, odpadając z Ligi Mistrzów już w fazie grupowej. Dla młodej i bardzo perspektywicznej kadry Mauricio Pochettino poprzedni rok był jednak udany, gdyż wicemistrzostwo Anglii to dla klubu pokroju Tottenhamu spore osiągnięcie. Młodzi gracze, tacy jak np. Dele Alli czy Eric Dier mieli okazję okrzepnąć i nabrać bezcennego doświadczenia, którego wyraźnie brakowało w ubiegłej edycji Champions League. Piłkarze z północnego Londynu po roku wspólnych występów rozumieją się na boisku bez słów, a ich gra wygląda bardzo płynnie. Z klubu odszedł bowiem tylko Kyle Walker, a do silnej i zrównoważonej kadry dołączyło paru graczy o ogromnym potencjale (m.in. Serge Aurier i Davinson Sanchez). Tottenham prezentuje bardzo widowiskowy, ale jednocześnie zorganizowany futbol, czyli dokładnie taki, jaki zapewnia sukcesy w Lidze Mistrzów. Wydaje się, że największym wyzwaniem dla Kogutów będzie… wyjście z grupy, którą bez wielkiej przesady można nazwać grupą śmierci. Jeśli podołają temu arcytrudnemu wyzwaniu, w fazie pucharowej mogą zapisać piękną kartę klubowej historii.

3. RB Lipsk

Sensacyjni wicemistrzowie Niemiec będą absolutnymi debiutantami w Champions League, co jednak w żadnym wypadku nie wyklucza ich dobrego występu. Zespół spod szyldu Red Bulla dysponuje szerokim, pełnym walecznych piłkarzy składem, który predysponuje ich do sprawienia niespodzianki. Podstawą wiary kibiców RB Lipsk jest pozostanie na Red Bull Arenie Naby’ego Keity, stanowiącego zdecydowanie najważniejszą postać w środku pola. Innym graczem, od którego będzie zależało bardzo wiele jest młody napastnik Timo Werner, znajdujący się na celowniku Realu Madryt. Niemiec strzela w tym sezonie gola za golem zarówno w klubie (cztery bramki w czterech meczach), jak i w reprezentacji (trzy trafienia w dwóch spotkaniach). Problemem drużyny z Lipska może być brak doświadczenia większości piłkarzy w meczach na najwyższym poziomie. Na szczęście dla Byków, grupowi rywale, którzy przypadli im w udziale są stosunkowo mało wymagający i zapewne pozostawią wicemistrzom Niemiec pewien margines błędu. Jeśli podopieczni Ralpha Hasenhuttla nie ugną się pod presją i zagrają na miarę swoich możliwości, przygoda RB w Lidze Mistrzów może potrwać dłużej niż spodziewa się wielu ekspertów.

4. Bayern Monachium

Od początku sezonu Bawarczycy prezentują się wręcz koszmarnie – ich gra jest ślamazarna, pozbawiona koncepcji i błysku. Słabości Bayernu niedawno obnażyło Hoffenheim udowadniając, że dobrze poukładana i solidna w defensywie drużyna może zrobić mistrzom Niemiec sporą krzywdę. Oprócz kwestii czysto sportowych, na Allianz Arenie w grę wchodzą także problemy innej natury. Atmosfera w zespole po niedawnych wypowiedziach Roberta Lewandowskiego jest więcej niż napięta, a spekulacje o zimowym odejściu Carlo Ancelottiego raczej nie poprawiają sytuacji. Chociaż monachijczycy dysponują praktycznie dwiema jedenastkami zdolnymi do rywalizacji na poziomie Ligi Mistrzów, to trudno wyróżnić choćby jednego zawodnika FCB po dotychczasowych występach na krajowym podwórku. O ile kwalifikacja do 1/8 finału z grupy złożonej z PSG, Anderlechtu i Celtiku nie powinna sprawić Bayernowi większych kłopotów, o tyle rywalizacja z czołowymi zespołami Europy może zakończyć się dla mistrzów Niemiec prawdziwą katastrofą. O ile oczywiście w międzyczasie nie odzyskają formy i nie poprawią grobowej atmosfery, panującej w drużynie.

5. Real Madryt

Tak, to nie jest żadna pomyłka – klub, który po raz pierwszy w historii zwyciężył w Champions League dwa razy z rzędu, w tym sezonie może boleśnie rozczarować swoich kibiców. Kiepski początek sezonu w LaLiga (zwycięstwo i dwa remisy) nie jest, rzecz jasna, powodem by Królewscy rozdzierali szaty, ale na pewno nie można stwierdzić, że kiepski start Los Merengues jest dziełem przypadku. Wydaje się, że w letnim okienku transferowym prawdopodobnie najmocniejsza kadra na świecie uległa znacznemu osłabieniu. Szczególnie niekorzystne zmiany dotknęły ataku Królewskich, gdzie pozostał jedynie słabiutki Karim Benzema, który na domiar złego w ostatnim meczu ligowym doznał kontuzji, wykluczającej go z gry na niemal miesiąc. Dublerem Benzemy ma być Borja Mayoral, czyli wychowanek Realu, w zeszłym sezonie zbyt słaby na regularną grę w trzecim od końca w tabeli Bundesligi Wolfsburgu. Na „dziewiątce” mogą wprawdzie występować Bale i Ronaldo, ale żaden z nich nie jest naturalnym napastnikiem, a CR7 otwarcie przyznał, że nie lubi grać na tej pozycji. Zinedine Zidane ma również spory kłopot z linią defensywy. Po odejściu Pepe i w obliczu kontuzji Raphaele’a Varane’a oraz Jesusa Vallejo (którego sportowy poziom również budzi pewne wątpliwości), a także zawieszenia Ramosa, Francuz był nawet zmuszony do gry z Casemiro i Nacho na pozycji stopera, co w realiach Ligi Mistrzów jest istnym samobójstwem. Real to klub, który w siedmiu poprzednich edycjach Champions League dochodził do półfinału, 3-krotnie sięgając po puchar. Wydaje się, że w tym sezonie mistrzowska seria jest poważnie zagrożona.

Autor: Bartosz Goluch