Nigdy nie lekceważ serca mistrzów. Cleveland Cavaliers zagrali kapitalny mecz w ataku, pokonując Golden State Warriors aż 137-116. Podopieczni Steve’a Kerra nie wykorzystali okazji, żeby zaliczyć perfekcyjne playoffy. Do wygranej gospodarzy doprowadził niezawodny duet Lebron James i Kyrie Irving, którzy złożyli się na 71 punktów, a Król zaliczył swoje 9. triple double w historii występów w Finałach NBA.

77 punktów od duetu James-Irving w meczu nr 3 to było za mało, żeby pokonać Warriors. Dopiero 24 trójki i niemal perfekcyjny mecz pozwoliły odnieść pierwsze zwycięstwo Cavs w tegorocznych Finalach.

Cavaliers ustanowili rekord NBA w ilości celnych trójek, trafiając 24 z 45 rzutów. W w pierwszych trzech meczach było to zaledwie 31 na 104 .

Dzisiejszy mecz można był rekordowy pod wieloma względami.

Oba zespoły były agresywnie nastawione, a gracze ewidentnie dali się porwać atmosferze playoffowej. Mieliśmy wymianę zdań między Durantem i Jamesem, cios Zazy w okolice nóg Shumperta, 2 faule techniczne Greena, z których pierwsze zaliczono jednak Steve’owi Kerr’owi. Sędziowanie w tym meczu było naprawdę kiepskie. Skończyło się na 7 przewinieniach technicznych dla obu zespołów. Arbitrzy za wszelką cenę próbowali być bohaterami tego spotkania, co zepsuło to widowisko. Przez ciągłe przerwy mecz trwał bardzo długo.

Gospodarze od początku wyglądali jak zupełnie inny, odrodzony zespół. Cavaliers już w pierwszej kwarcie rzucili 49, co jest nowym rekordem Finałów NBA, a mogli nawet przekroczyć 50, gdyby nie pomylili się przy 8 rzutach osobistych. Mistrzowie NBA byli totalnie on fire. To znowu była drużyna, która przeszła się po całej Konferencji Wschodniej. Niesieni fantastycznym dopingiem we własnej hali, Cavaliers rzucili w pierwszej połowie aż 86 punktów, przy 13 celnych trójkach.

Warriors przez cały mecz nie mogli złapać swojego rytmu. Podopieczni Steve’a Kerra zdobyli tylko 7 punktów w kontrataku, a do tego nie mogli wstrzelić się z dystansu, trafiając jedynie 11 z 39 trójek.

James dzisiejszym triple double wyprzedził Magica Johnsona w ilości takich występów w Finałach NBA.

Król ostatecznie zaliczył 31 punktów, 10 zbiórek i 11 asyst, a do tego zespół z nim na parkiecie był +32. Do tego po czterech meczach Lebron ma średnie na poziomie triple double i z nim na parkiecie Cavs są na dużym plusie na przełomie całej serii. Tak grający James, musiał popisać się najefektowniejszą akcją w meczu.

https://www.youtube.com/watch?v=H_2lLpHONj0

Jednak to nie James miał najwięcej punktów w tym spotkaniu. Kyrie Irving wygrał pojedynek ze Stephenem Currym i zdobył 40 punktów. Po ostatnim meczu, kiedy rozgrywający Cavs nie trafił żadnej z 6 trójek, nareszcie niemoc z dystansu została przełamana. Irving był skuteczny przy 7 z 12 prób za trzy punkty, a do tego byliśmy świadkami jego niesamowitych wejść pod obręcz. Kyrie zdobywał punkty w dowolny sposób. Znowu wyglądał, jakby wyjęto go właśnie z gry video .

Do tego Love był gorący zza łuku, trafiając 6 z 8 trójek. Big 3 Cavaliers zdobyli razem 94 punkty.

Gracze drugiego planu nareszcie stanęli na wysokości zadania.

Tristan Thompson przypomniał, jakim potrafi być zagrożeniem na atakowanej desce i w końcu robił realną różnicę w meczu. Kanadyjski podkoszowy miał 10 zbiórek (w tym 4 w ataku), a do tego dołożył 5 asyst. Jr Smith trafił 5 trójek, a nawet Deron Williams rzucił swoje pierwsze punkty w Finałach NBA.

Warriors wyglądali, jakby już mieli otwierać szampana mistrzowskiego i myśleli, że mecz się sam wygra, a Cavaliers się przed nimi położą. Z drugiej strony, co możesz zrobić, kiedy przeciwnik trafia praktycznie wszystko? Z tak dysponowanym Lebronem Jamesem i kolegami praktycznie żaden zespół w historii nie miałby szans. Tak dobry był to mecz w wykonaniu Cleveland.

Podopieczni Steve’a Kerra mogą swoją porażkę usprawiedliwiać przez sędziowanie. Jednak to nie sędziowie są winni, że drużyna przegrywa -21, a do tego nie trafia 26 trójek.

W ekipie gości po raz kolejny najwięcej punktów zdobył Kevin Durant (35), ale trafił tylko 9 z 22 rzutów. Kompletnie niewidoczny w meczu był Stephen Curry, który nie mógł się wstrzelić i zdobył tylko 14 punktów. Curry, Thompson i Green zdobyli tylko o 3 punkty więcej niż sam Kyrie Irving. W ten sposób nie da się wygrać z tak dobrze dysponowanymi podopiecznymi Tyrrona Lue.

Fani pod koniec meczu zaczęli skandować ,,Cavs in 7”. Na ten moment brzmi to abstrakcyjnie. Jednak jeśli Cavaliers będą gra tak, jak dzisiaj, to wszystko może się wydarzyć. Cleveland przegrywają teraz 1-3. Brzmi znajomo?

Mecz nr 5 w nocy z poniedziałku na wtorek o godzinie 3:00 polskiego czasu.