Słoweńcy pokonują po fantastycznym meczu Serbię i sięgają po złoto! Dla podopiecznych Igora Kokoskova jest to pierwszy medal w historii mistrzostw Europy. Najlepszym graczem turnieju został uznany Goran Dragić, na co dzień zawodnik Miami Heat. W meczu o brąz lepsi okazali się Hiszpanie, którzy dopiero w końcówce przypieczętowali zwycięstwo nad Rosją.

Mecz o pierwsze miejsce: Słowenia vs Serbia 93:85

Mecz o trzecie miejsce: Hiszpania vs Rosja 93:85

Sen na jawie – Słowenia mistrzem Europy

Czyż nie jest to piękna historia? Zespół z kraju, który ma zaledwie 2 miliony ludzi, pokonuje koszykarskie potęgi i sięga po złoto. Historia, którą my, jako ludzie, najbardziej chyba lubimy. Nie ma nic piękniejszego niż triumf kopciuszka z góry skazywanego na porażkę. Oczywiście, Słoweńcy mieli w swoim składzie Dragicia, Doncicia i Randolpha, ale z pewnością nie byli stawiani w gronie głównych pretendentów do tytułu. Spójrzmy tylko na kursy. Za sam awans do 1/2 tych mistrzostw legalni bukmacherzy proponowali przelicznik w okolicach 4. Przed turniejem to właśnie Słoweńcy byli moim czarnym koniem i jak się okazało, nie zawiedli mnie:

,, Słowenia według bukmacherów nie powinna włączyć się do walki o medale. ForBet ma ich dopiero na dziewiątym miejscu i za zwycięstwo Gorana Dragica i spółki oferuje przelicznik aż 24.

Faworytami na pewno nie są. Widzę jednak, że mogą walczyć o medale, a przy odrobinie szczęścia, nawet o złoto.”

Jak się okazało, trochę szczęścia im dopisało.

Najlepszym graczem turnieju został uznany Goran Dragić i co do tego nie mogło być wątpliwości. Słoweniec zdobywał średnio 22.6 punktu, a co najważniejsze doprowadził swoją drużynę do perfekcyjnego bilansu i triumfu w całym turnieju. 35 punktów w finale, w tym 26 w pierwszej kwarcie, jest tylko wisienką na torcie.

Złoto na mistrzostwach Europy to doskonałe zwieńczenie kariery reprezentacyjnej Gorana. Zawodnik Miami Heat przed turniejem zapowiadał, że to jego ostatni turniej w barwach drużyny narodowej. Co by nie mówić, to pożegnał się w najlepszym, możliwym stylu. Statuetka MVP to jedno, ale jestem przekonany, że ta druga nagroda, czyli złoty medal, ma największą wartość dla 31-letniego rozgrywającego.

Jak się żegnać to z rozmachem. Prawda, Goran?

Tegoroczny EuroBasket pokazał, że Słoweńcy nie muszą się martwić o to, kto zastąpi Dragicia w roli lidera reprezentacji Słowenii. Mam na myśli oczywiście postać Luki Doncicia. Do tej pory 18-letni gracz był bardziej legendą. Każdy z nas coś o nim słyszał, ale myślę, że niewielu widziało tego zawodnika w akcji. Nie mówię tutaj, że ktoś zobaczył jego akcje na Youtube, tylko o tym, żeby zobaczyć tego zawodnika w pełnym meczu. Nie od dzisiaj wiadomo, że highlighty lubią przekłamywać. Po obejrzeniu mistrzostw Europy mogę śmiało powiedzieć: Luka Doncić jest naprawdę kozacki.

I nie chodzi tutaj o suche statystyki. Zawodnik Realu Madryt zaliczał średnio 14.3 punktu, 8.1 zbiórki i 3.6 asyst i to wszystko w wieku 18 lat. Jednak to nie cyferki, a jego postawa na boisku to coś, co wyróżnia go spośród innych zawodników. To nie był turniej juniorski, tylko rozgrywki seniorskie. Doncić musiał mierzyć się z prawdziwymi mężczyznami i widać było, że fizycznie w ogóle nie odstaje. Najbardziej zaimponowała mi jego dojrzałość na boisku i wyrachowanie. Luka po prostu nie popełnia złych decyzji. Ten chłopak ma szansę zawojować w przyszłości NBA i stać się jednym z najlepszych koszykarzy w Europie. Sky is the limit.

Spodziewałem się, że Słoweńcy mogą zajść daleko na tym turnieju. W końcu duet Dragić to lider Miami Heat, Doncic jest jednym z największych talentów w historii europejskiej koszykówki, a Igor Kokoskov (trener) to główny asystent w Utah Jazz. Te trzy elementy to teoretycznie gwarancja sukcesu. Ale w koszykówkę gra się pięciu na pięciu i ten sport to coś więcej niż suma talentów poszczególnych graczy. Problemem miała być słaba ławka rezerwowych i nieumiejętność wygrywania Słoweńców w fazie pucharowej turniejów międzynarodowych.

Jednak ten turniej pokazał, że Igor Kokoskov stworzył coś wyjątkowego. Wszystkie niedociągnięcia zostały zamaskowane, a triumf w finale był doskonałym potwierdzeniem tego, że Słoweńcy byli najlepszą drużyną tego turnieju.

Serbia – do trzech razy sztuka? Niekoniecznie

Dla Serbii ten finał to w pewnym sensie smutne zwieńczenie trzyletniej drogi. W 2014 roku Serbowie zajęli drugie miejsce na mistrzostwach świata, w 2016 roku zdobyli wicemistrzostwo Olimpijskie, a wczoraj w finale okazali się gorsi od Słoweńców. Przysłowie- do trzech razy sztuka – nie znajduje odzwierciedlenia w poczynaniach podopiecznych Aleksandara Djordjevicia. Przy czym wydaje się, że wczorajsze spotkanie było najlepszą okazją na sięgnięcie po złoto na dużej imprezie międzynarodowej. Dwa pierwsze srebra to starcia przeciwko niezwykle silnym Amerykanom, którzy w swoich szeregach mają zawsze zawodników z NBA. Tutaj drugie miejsce może być traktowane jako zwycięstwo. Słowenia to teoretycznie przeciwnik do ogarnia, ale jak pokazał ten turniej, nie było mocnych na podopiecznych Igora Kokoskova. Kto wie, czy gdyby Milos Teodosic zagrał na tym turnieju, to czy Serbowie nie sięgnęliby po długo wyczekiwany złoty medal?

Jednak brak Teodosicia w pewnym sensie wyszedł na dobre drużynie, jak i nam, kibicom. Dzięki nieobecności największej gwiazdy serbskiej koszykówki zobaczyliśmy, jak dobrym graczem jest Bogdan Bogdanović. Nowy nabytek Sacramento Kings zdobywał średnio 20.4 punktu na mecz, dokładając do nich 5 asyst. Bogdan pokazał, że ma niesamowite umiejętności techniczne, a do tego jest bardzo dobrym obrońcą. W półfinale wyłączając z gry Aleksieja Shveda, pokazał, że potrafi zatrzymać najgroźniejszych zawodników w szeregach rywali. Bogdanović wydaje się idealnie pasować do NBA, jako zawodnik na obie strony parkietu.

Hiszpania – wielki przegrany

Podopieczni Sergio Scariolo byli murowanym faworytem do triumfu na tym turnieju. Nieobecności w barwach Francji, Grecji i Serbii miały sprawić, że ten turniej miał być spacerkiem dla Hiszpanów. Wszystko szło zgodnie z planem: pierwsze 7 meczów zakończyło się wygranymi zespołu z Półwyspu Iberyjskiego. Było cudownie, aż do półfinału. Wtedy wydarzyło się coś, czego tak naprawdę nikt się nie spodziewał – wielcy Hiszpanie zostali dosłownie zniszczeni przez reprezentację Słowenii i prysły marzenia o złotym medalu; złocie, które miało być pięknym zwieńczeniem kariery Paua Gasola w reprezentacji narodowej.

Ostatecznie Espana zajęła trzecie miejsce, pokonując w meczu o brąz Rosję. Z pewnością nie takie były oczekiwania, ale biorąc pod uwagę dyspozycję Słoweńców, trzeba jasno powiedzieć, że tak dysponowani Hiszpanie nie byli w składzie pokonać nowych mistrzów Europy. W ekipie Sergio Scariolo wyszedł brak dominujących graczy na obwodzie, a bracia Gasol nie zrobili aż takiej różnicy, jak się spodziewano. Reprezentacja Hiszpanii nie znalazła odpowiedzi na szybką grę Słoweńców i ostatecznie musiała zadowolić się brązowym medalem.