Koronawirus dotarł do NBA i spowodował, że liga zawiesiła rozgrywki na okres co najmniej 30 dni. W ślad za ligą koszykarską poszły już m.in. hokejowa NHL, która także wstrzymała sezon, jak i bejsbolowa MLB, która to na razie opóźnia start nowego sezonu o co najmniej dwa tygodnie. Sytuacja jest więc bardzo dynamiczna – w czwartek okazało się, że kolejny gracz NBA pozytywnie przeszedł test na obecność koronawirusa w organizmie.

Pierwszym zarażonym jest Rudy Gobert, a drugim – jego kolega z zespołu Utah Jazz, obrońca Donovan Mitchell. Obaj zawodnicy czują się dobrze i zostali objęci odpowiednią opieką. Nie potwierdziło się natomiast, że koronawirusem zaraził się Emmanuel Mudiay, choć jeszcze w środę wieczorem takie informacje się pojawiały. Mimo wszystko dwóch zawodników z zakażaniem to bardzo poważna sytuacja, dlatego też NBA podjęła bardzo szybką i stanowczą reakcję. Początkowo zawieszono sezon na czas nieokreślony, a w czwartek po naradzie z przedstawicielami klubów i zawodników komisarz Adam Silver zadecydowało, że przerwa potrwa co najmniej 30 dni. Nie wszystkie kluby chciały się na to zgodzić, natomiast według Silvera ta przerwa tak czy siak może potrwać nawet dłużej. Jak jednak podkreślił w liście wystosowanym do kibiców, sezonu nie należy uznawać zakończonego i NBA chce wznowić rozgrywki tak szybko, jak tylko będzie to możliwe.

Na ten moment trudno jednak przewidywać, ile tak w zasadzie może potrwać ta przymusowa przerwa. Nie są to jednak wakacje dla graczy, którzy już teraz otrzymali odpowiednie zalecenia od władz ligi – mają m.in. pozostawać w sowich domach i nie mogą zbierać się na wspólnych treningach.  W czwartek po południu pierwszy komentarz do całej sytuacji wystosował Gobert, czyli pierwszy zarażony w NBA zawodnik, który podziękował za słowa wsparcia i przeprosił za swoje nieodpowiedzialne zachowanie, wyrażając nadzieje, że jego przypadek będzie mógł służyć jako przestroga dla innych. Chodzi tutaj oczywiście o sytuację sprzed kilku dni, kiedy to  Gobert chciał pokazać, że wirusa się nie boi i po zakończeniu konferencji prasowej dotknął każdego mikrofonu oraz dyktafonu, które to zostawili przy nim dziennikarze, stosując zalecenia ligi, aby zachować dystans wobec zawodników.

Przymusowa przerwa to spory problem nie tylko dla zawodników czy właścicieli (którzy chcą wznowić rozgrywki, nawet jeśli miałoby to oznaczać granie w lipcu czy sierpniu), ale też pracowników, którzy na co dzień zajmują się organizacją meczów. Spotkania NBA to przecież sporych rozmiarów przedsięwzięcia, a zaangażowanych w ich organizację jest codziennie setki osób. W związku z tym tracą oni w tej chwili swoje źródło dochodu. Pomoc dla pracowników zapowiedział więc już m.in. Marc Cuban, czyli właściciel Dallas Mavericks. Z kolei Kevin Love, skrzydłowy Cleveland Cavaliers, przeznaczył na pomoc dla pracowników 100 tys. dolarów – kilka godzin później Cavs ogłosili zresztą, że będą płacić wszystkim swoim pracownikom tak, jak gdyby mecze odbywały się zgodnie z planem. Podobne programy ochrony są ponoć przygotowywane przez inne kluby.