Dzisiejszej nocy rozpocznie się seria Dawida z Goliatem: niekwestionowany faworyt, czyli Golden State Warriors podejmą na własnym parkiecie Utah Jazz. Wydaje się, że to będzie najmniej zacięta para, ale czy na pewno? Trzy rzeczy, dla których nie możesz przeoczyć tego starcia:

#1 Line-up Super Śmierci

Każdy z nas ma jakąś ulubioną potrawę- dla jednych jest to kotlet schabowy z ziemniakami, dla innych pizza z podwójnym serem, a inni gustują w słodkich ciastach. Do rzeczy. Wyobraź sobie, że do Twojego najsmaczniejszego dania dodano coś, co wynosi je na jeszcze wyższy poziom. Kubki smakowe eksplodują, fala rozkoszy Cię zalewa, wiesz o co chodzi. To jest właśnie line-up Super Śmierci.

Przed rokiem wydawało się, że trudno stworzyć bardziej zabójczą piątkę. Przez cały poprzedni sezon niskie ustawienie: Curry, Thompson, Barnes, Iguodala, Green siało postrach w całej lidze. W ataku każdy zawodnik mógł zdobywać seryjnie punkty, więc praktycznie niemożliwe było bronić tę piątkę; obrona była oparta na zmianach krycia, które wytrącały rywali z rytmu.

Gdyby nie niemoc Barnesa w meczach nr 5 i 6 Finałów NBA, można stwierdzić, że skład zostałby utrzymany i nigdy nie bylibyśmy świadkami narodzin nowej broni masowego rażenia. Wymiana Barnesa na Duranta to niczym Niebo a Ziemia. Dodajesz top 3 gracza ligi do tak dobrze funkcjonujący organizmu. To musi się udać.

Piątka Curry, Thompson, Durant, Iguodala, Green to potwór, który może Cię zaatakować z każdej strony. Wydaje się, że to jedno z najbardziej zabójczych ustawień w historii koszykówki (?):

Stephen Curry- MVP z 2015 i 2016 roku, w tym raz wybrany jednogłośnie (po raz pierwszy) w historii; mimo 29 lat uznawany przez wielu jest za najlepszego strzelca w historii NBA. Wydawało się, że po zeszłorocznej kontuzji kolana, nigdy nie wróci do dyspozycji z zeszłego sezonu, jednak w marcu i kwietniu mogliśmy oglądać TEGO Stepha Curry’ego, który sezon wcześniej porywał publiczność. Połączenie rzutu za trzy, panowania nad piłką i umiejętności kończenia przy obręczy- niesamowity gracz do oglądania.
Klay Thompson- tworzy z Currym duet o nazwie Splash Brothers (rzucający bracia); zawodnik, który w każdym momencie może rzucić 60 punktów, posiada jedną z najładniej wyglądających form rzutowych w lidze, a do tego bardzo dobry obrońca przeciwko kluczowym graczom obwodowym rywali. Thompson praktycznie w pojedynkę wygrał mecz nr 6 przeciwko Oklahoma City Thunder, wtedy jeszcze z Kevinem Durantem w składzie, a dzięki temu Warriors odrobili stratę 1-3. Gdyby nie jego heroiczna postawa, Thunder weszliby do Finałów NBA, a Durant nie dołączyłby do Warriors. Czasami warto przegrać, żeby w szerszej perspektywie zrobić krok do przodu.
Kevin Durant- MVP z 2014 roku, według mnie to nadal jeden z dwóch najlepszych graczy ligi, który potrafi zdobywać punkty jak nikt inny; po przejściu do Warriors jego obrona weszła na wyższy poziom- fantastyczne połączenie wzrostu (ok. 210 centymetrów wzrostu+ bardzo długie ręce) i instynktów w obronie, z ogromną łatwością zdobywania punktów daje jednego z najlepszych graczy na obie strony parkietu.
Andre Iguodala- typowy glue guy, który jest w stanie odebrać chęć do gry najlepszym przeciwnikom; Iguodala to niesamowity atleta, który mimo swojego wieku (32 lata) nadal pozostaje elitarnym obrońcą. Przez lata rozwinął bardzo dobry rzut za trzy, a do tego od dawna nie wyglądał tak świeżo i młodo, jak w tym sezonie.
Draymond Green- kluczowy element tej piątki; prawdopodobnie tegoroczny zdobywca nagrody dla najlepszego obrońcy sezonu. Green mimo niskiego wzrostu (ok. 2 metry) jest w stanie bronić tak naprawdę każdą pozycję- od centrów po rozgrywających- może ustać na nogach przed niższymi graczami, przepychać się z wyższymi i blokować rzuty przy obręczy. Jego umiejętności rozgrywającego pozwalają skupić się partnerom na zdobywaniu punktów. Gracz, którego się kocha albo nienawidzi, ale nie możesz zostać obojętny patrząc na wychowanka Michigan State.
Zwróć uwagę na to ustawienie- jak funkcjonuje w ataku i w obronie. Trudno znaleźć lepszą rzecz do oglądania w tej chwili w NBA. Zaufaj mi i racz swoje oko fantastyczną koszykówką.

#2 Czy Durant będzie zdrowy?

Wydaje się, że w tym roku nic nie może stanąć na przeszkodzie Warriors w drodze po tytuł mistrzowski (no może Lebron James i jego Cavaliers). Jednak tak jak rok temu, teraz znaczenie mogą mieć kontuzję.

Kevin Durant pierwszego marca nabawił się kontuzji kolana, która wyłączyła go prawie do końca sezonu regularnego. KD wrócił, jednak już podczas playoffów nie grał w 2 z 4 spotkań, tym razem z kontuzją łydki. Mógłby być to spowodowane tym, że minuty Duranta po powrocie były zbyt duże, a ciało po kontuzji nie było dostosowane do takich obciążeń. Wydaje się, że był to zabieg czysto profilaktyczny, bo i tak Warriors z dosyć dużą łatwością pokonali Portland Trail Blazers.

Co, jednak jeśli Durant nie jest do końca zdrowy i jego nieobecność to nie jest zasłona dymna tylko realny problem?

#3 Intrygujący Jazz

Utah Jazz to nie jest ten seksowny zespół, który chciałbyś pokazać swojej dziewczynie, żeby jej zaimponować. Pierwsza randka nie odbyłaby się na pewno w Salt Lake City, tylko w Los Angeles, czy Miami. Jednak, mimo że samo miasto nie należy do najbardziej interesujących, udało stworzyć się bardzo ciekawy zespół, który może patrzeć z nadzieją na przyszłość.

Jazz to połączenie młodych, utalentowanych zawodników z weteranami, którzy mają bardzo bogate doświadczenie na ligowych parkietach. Mieszanka, który doprowadziła klub z Salt Lake City do 51 zwycięstw. Jeszcze rok temu musieli obejść się smakiem w walce o playoffy, a w tym sezonie udało się zająć piąte miejsce w konferencji zachodniej.

W I rundzie uporali się w siedmiu meczach z osłabionymi Clippers. Ktoś w ogóle pamięta, kiedy Utah Jazz wygrali serię w playoffach? Coś nie widzę za dużo rąk w górze… ale czemu tu się dziwić. Dużo czasu minęło od ostatniej, zwycięskiej serii. Minęło już 7 lat od czasu, kiedy w Utah można poczuć było zapach wygranej serii playoffowej.

Głównym ogniwem podopiecznych Quina Snydera jest Gordon Hayward. Wychowanek uczelni Butler z każdym rokiem robił duże postępy, aż w końcu stał się prawdziwym liderem, prowadząc Jazz do awansu do kolejnej rundy. Hayward może seryjnie zdobywać punkty, jest dobrym obrońcą, więc warto zwrócić uwagę na tego gracza.

Młode pokolenie Jazz dopełniają Rudy Gobert, Rodney Hood, Alec Burks, Dante Exum. Każdy z tych graczy dokłada swoją cegiełkę do końcowego sukcesu: Gobert to fundament obrony, Hood to zawodnik na obie strony parkietu, Burks to bardzo dobry rezerwowy, a Exum swoim atletyzmem i dobrą obroną wnosi energię z ławki.

Młodość to jedna strona medalu, ale nie byłoby końcowego sukcesu bez wkładu weteranów. Joe Johnson słynie ze swojej zimnej krwi w końcówkach i spokojnie można mu przypisać minimum jedno ze zwycięstw w poprzedniej serii. Boris Diaw swoją umiejętnością rozgrywania potrafi ułatwiać grę swoim kolegom.

Na pierwszy rzut oka trudno podniecić się Utah, ale mimo wszystko warto przyjrzeć się temu zespołowi. Grają dokładną koszykówkę, z naciskiem na detale, do których bardzo dużą wagę zwraca Quinn Snyder. W końcu chyba każdy z nas kibicuje Kopciuszkom w starciach z dużymi faworytami, prawda?

Trudno wyobrazić sobie inny wynik niż zwycięstwo w tej serii Warriors. Jednak warto oglądać tę serię i zwracać uwagę na ustawienia Warriors, usprawnienia trenerskie po obu stronach. Może za parę lat będziesz mógł się pochwalić, że to podczas serii zobaczyłeś w Jazz ten potencjał, dzięki któremu w ciągu paru lat zawojują ligę.

Mój typ: Warriors 4-1