Obrazek wyróżniający: Oskar Jaśkiewicz/Facebook

– Myślę, że najcięższe mecze są przed nami. Słowacja, Białoruś i Austria to już hokejowa elita, ale pojedziemy tam walczyć o jak najlepszy wynik – mówi serwisowi Zagranie.com Oskar Jaśkiewicz, jeden z najlepszych polskich hokeistów, który w ostatnim czasie podpisał kontrakt z Niomanem Grodno.


Kamil Piłaszewicz: Korzystając z tego, że to ja zadaję pytania, a nie czytelnik tego wywiadu, to pierw zapytam, jak ze zdrowiem u Oskara Jaśkiewicza?

Oskar Jaśkiewicz: – U mnie ze zdrowiem wszystko dobrze, dziękuje, że pan pyta.

A jak sytuacja wygląda z utrzymywaniem formy?

– Po sezonie wiadomo było, że parę tygodni dostaliśmy na odpoczynek, później formę już utrzymywałem poprzez ćwiczenia w domu, a następnie po zdjęciu zaostrzeń bardziej aktywnie, czyli postawiłem na przejażdżki rowerem, wędrówki w góry i biegałem, ale od tego tygodnia właśnie z Krystianem zaczęliśmy już przygotowania do sezonu. Najpierw 3 razy w tygodniu, aby wdrożyć się, a od czerwca już ruszymy na większe obroty.

Wiemy, że przez pandemię dużo się zmieniło i tak się zastanawiam, co sądzi Pan o tym, że rozdano medale w Polskiej Hokej Lidze mimo braku możliwości dokończenia fazy play-off?

– Drużyny, które się znalazły się w parach półfinałowych powinny zostać sklasyfikowane według miejsc po sezonie zasadniczym, więc wydaje mi się, że rozwiązanie było dobre, ale czy ktoś czuje smak tego miejsca? Wątpię, bo miała być prawdziwa rywalizacja, ale przez wirusa się nie odbyła.

A może rozgrywki powinny być wznowione, jak np. w przypadku piłkarskiej Lotto Ekstraklasy?

– Hokej to inny sport, niż piłka nożna. Tak długa przerwa z treningami na lodzie mogłaby przynieść dużo kontuzji i mecze byłyby na znacznie słabszym poziomie.

Ale wracając już do Pana, to chciałbym dowiedzieć się, jak doszło do tego, że podpisał Pan kontrakt z Niomanie Grodno?

– Doszło do tego, gdy w listopadzie podpisałem umowę z Agencja Hockey Progress Management. Zaznaczyłem, że po sezonie będę chciał odejść i spróbować swoich sił zagranicą w lepszej lidze, ale najpierw chcieliśmy dokończyć sezon w GKS Katowice i osiągnąć tam jak najwięcej, ale Covid-19 nam to przerwał i zrobił trochę zawirowań nie tylko w świecie hokeja, ale także w innych dyscyplinach. Ale Krzysztof z Przemkiem nie odpuszczali i dzwonili do mnie pytając się jakie mam plany, a ja powiedziałem, że nadal chcę wyjechać za granicę i zrobili kawał dobrej pracy. Zostałem poinformowany dwa tygodnie temu, że pojawił się temat z Grodnem i zapytali, co o tym sądzę. Od razu zgodziłem się na ten kierunek i potem już Agencja się wszystkim zajęła i podpisaliśmy umowę.

A może Pan zdradzić, jakie jeszcze były oferty transferowe?

– Mogłem zostać w Katowicach, ale były jeszcze oferty z Francji i kilku innych krajów, ale oferta z Grodna było najbardziej przekonująca.

Z jakich powodów postanowił Pan opuścić rodzinny Nowy Targ?

– Nie była to łatwa decyzja, ale opuściłem Nowy Targ między innymi dlatego, że chciałem współpracować z tak wybitnym szkoleniowcem, jak Risto Dufa, który ma w swoim CV trenerskim udział w olimpiadzie i prowadzenie drużyn w fińskiej Ligga i chciałem zdobyć coś więcej, niż brązowy medal w polskiej lidze.

Oskar Jaśkiewicz - GKS Katowice
Oskar Jaśkiewicz/Facebook

Jeśli mielibyśmy przekonać malkontentów do tego, dlaczego Nioman Grodno jest najlepszym kierunkiem do dalszego rozwoju umiejętności dla Oskara Jaśkiewicza, to co moglibyśmy powiedzieć?

– Większy poziom profesjonalizmu i organizacja na lepszym poziomie, zarówno klubu jak i ligi. Do tego jeszcze regularnie występują w Hokejowej Lidze Mistrzów… Więcej powiem, jak już rozegram parę meczów.

Nie bez kozery pytam o fanów, ponieważ niektórzy sugerują, że podpisanie umowy z klubem z Grodna przez Krystiana Dziubińskiego ułatwiło Panu podjęcie tej decyzji transferowej. Ile w tym stwierdzeniu mamy prawdy?

– Szczerze mówiąc to dopiero w zeszłym tygodniu dowiedziałem się, że Krystian też tam podpisuje umowę, więc postanowiłem się z nim skontaktować i omówić to, jak on widzi przejście do zespołu z Grodna. Żaden z nas się nie zawahał, gdy padło pytanie, czy dobrze robimy. Wcześniej jeszcze rozmawiałem z Grześkiem Pasiutem, który występował tam przez dwa sezony i bardzo namawiał, bym spróbował swych sił w tym zespole.

Odnośnie przechodzenia do klubów z innych lig, chciałbym dopytać, co sądzi Pan o tym jaka krytyka spadła na zespół Podhala Nowy Targ, który postawił na sprowadzanie obcokrajowców, a nie jak dotychczas – wychowanków?

– Moim zdaniem władze za bardzo zaufały trenerowi, który dostał wolna rękę i sprowadzał obcokrajowców, których znał z przeszłości albo z polecenia swoich kolegów. Ale polecani gracze nie podnieśli poziomu ligi. Może dwóch lub trzech wyróżniało się, ale na tle osiemnastu obcokrajowców to słaby wynik. Uważam, że to był błąd. Podhale zawsze słynęło z dobrych wychowanków i z drużyny opartej na nich. W moich pierwszych sezonach w Ekstralidze Marek Zietara właśnie budował drużynę opartą na wychowankach, gdzie w drużynie było osiemnastu chłopaków… z samego Nowego Targu. Wszyscy się znali i drużyna była młoda, a wyniki były również, np. sięgnęliśmy po brązowe medale w lidze i graliśmy w finałach pucharu Polski, a obcokrajowców było kilku i na bardzo dobrym poziomie takim jak Joni Haverinen czy Jarmo Jokila czy Elivis Biezais i świętej pamięci Sergie Ogrodnikov. To byli zawodnicy, od których można się było bardzo dużo nauczyć. Ale mam nadzieję, że wszystko wróci do normalności w Nowym Targu i skupią się na wychowankach oraz na tym, aby sięgnąć po dwudziesty tytuł mistrza Polski.

A jak zapatruje się Pan na sam taki model transferowy?

– Tak jak powiedziałem, jeśli mają być obcokrajowcy, to muszą być o dwie klasy lepsi od naszych najlepszych zawodników. Wtedy wszyscy wzajemnie się szanują i chcą dorównać im umiejętnościom. Lepiej żeby to było dwóch – trzech świetnej klasy zawodników z profesjonalnym podejściem do uprawianego zawodu, niż piętnastu klasy takiej, że przyszli sobie pozwiedzać Europę, Polskę i nic nie wnoszą do jakości drużyny oraz zabierają tylko miejsce wychowankom.

Oczywiście bardziej teoretyzując, niż zapewniając teraz naszych czytelników, ale jeśli miałby Pan powiedzieć, gdzie widzi siebie za pięć lat, to powiedziałby Pan, że w…

–  Za pięć lat widzę się zajmującego nadal hokejem, ale ciężko myśleć, co będzie za tyle lat. Na razie żyję tym, co jest teraz. Nigdy nie patrzę tak daleko w przyszłość.

Przechodząc ze świata hokeja klubowego do reprezentacyjnego, należy przypomnieć, jak duży sukces odnieśliście awansując do ostatniej fazy kwalifikacji do Igrzysk Olimpijskich. Rzeczywiście to Kazachstan może się od nas uczyć gry, a może pomógł łut szczęścia?

– Myślę, że zagraliśmy bardzo dobrze taktycznie i każdy wiedział co ma robić oraz od czego jest w tej drużynie. Atmosfera była świetna i to był jeden z najlepszych meczów w moim życiu i wiadomo, że mieliśmy też dużo szczęścia, bo to Kazachstan prowadził grę, ale dobrze się broniliśmy i świetną pracę w bramce wykonał John Murray.

Spodziewał się Pan właśnie takiego przebiegu spotkania?

– Zawsze myślę o zwycięstwie. Jak już wychodzisz na lód, to po to, aby wygrać.

Najcięższe wyzwanie już za reprezentacją Polski na drodze do Igrzysk Olimpijskich?

– Myślę, że najcięższe mecze są przed nami. Słowacja, Białoruś i Austria to już hokejowa elita, ale pojedziemy tam walczyć o jak najlepszy wynik.

Patrząc na to, jaką siłą dysponuje kadra narodowa w tej chwili, to w jakiej dywizji Mistrzostw Świata widziałby Pan reprezentację Polski?

– Powinniśmy być dywizję wyżej. Tam już z każdym gra się o być albo nie być i mecze są na styku, a tego potrzebujemy.

Tomasz Valtonen to właściwa osoba ku temu, by doprowadzić polski zespół do wystąpienia na najważniejszym wydarzeniu sportowym odbywającym się co cztery lata?

– Tomasz Valtonen to świetny trener. Nadal go widzę na tym stanowisku przez najbliższe dwa lata. Myślę, że wykonał kawał dobrej roboty i zmienił trochę tok myślenia zawodników, tzn. poukładał to bardzo dobrze i tak jak mówiłem, każdy wie po co jest w tej reprezentacji, a także co ma robić dla niej. A czy uda nam się awansować na olimpiadę, to się okaże. Wiadomo, że to marzenie każdego zawodnika, ale realia trzeba znać i skupić się na tym, co mamy robić, a czas zweryfikuje, czy się nam uda zagrać na igrzyskach.

I tak już na koniec zapytam, co jeszcze chciałby przekazać naszym czytelnikom Oskar Jaśkiewicz?

– To, że ich pozdrawiam i życzę wszystkim dużo zdrowia.