Po bezbarwnym początku serii w Oakland byliśmy świadkami meczu, który godnie wpisywał się w istotę Finałów NBA. Oba zespoły stworzyły niesamowite widowisko, w którym Golden State Warriors okazali się górą, pokonując Cleveland Cavaliers 118-113. Tym samym podopieczni Steve’a Kerra objęli prowadzenie 3-0 w serii i są na najlepszej drodze do odzyskania tytułu mistrzowskiego. Cavaliers zagrali zdecydowanie najlepsze spotkanie w tej serii, ale to nadal nie wystarczyło, żeby odnieść zwycięstwo. 

Ależ to było fantastyczne spotkanie!

Mecz nr 3 miał być świetnym widowiskiem i zdecydowanie sprostał swoim oczekiwaniom. Jeśli zarwałeś noc, żeby oglądać ten mecz, to na pewno jesteś dzisiaj spełnionym człowiekiem. Możesz być szczęśliwy jako kibic Warriors albo smutny jako fan Cavaliers, ale na pewno jako kibic koszykówki powinieneś czuć się usatysfakcjonowany tym widowiskiem.

Można było poczuć się jak na Meczu Gwiazd, tylko granym na poważnie.

Od początku spotkania można było poczuć, że to będzie dobry mecz koszykówki.

Lebron James od razu wszedł w swój beast mode. Byliśmy świadkami tej najbardziej agresywnej wersji Króla. James rozpoczął mecz, trafiając 10 z 11 rzutów z gry i w samej pierwszej połowie rzucając 27 punktów. Czuć było, że Król nie jest skłonny oddawać korony. Nawet takie akcje, udawały się Jamesowi.

https://www.youtube.com/watch?v=OA-SjVN-xkY

W ekipie Golden State niesamowicie gorący od początku meczu był Klay Thompson, który 16 punktów(w tym 4/5 za trzy) rzucił w pierwszej kwarcie. Do tego Kevin Durant od początku był agresywny i zdobywał punkty. Cały zespół Warriors był en fuego od pierwszego gwizdka, ustanawiając rekord Finałów w ilości celnych rzutów zza linii 7.24 m w pierwszej kwarcie (9) i pierwszej połowie (12).

Po pierwszych 24 minutach gry to goście prowadzili 67-61.

Działo się!

Ale gospodarze nie zamierzali się poddawać.

W trzeciej kwarcie fantastyczne zawody rozgrywał Kyrie Irving. Rozgrywający Cavs rzucił w tej części gry 18 punktów, pokazując cały wachlarz różnych, ekwilibrystycznych rzutów spod kosza. Takiego repertuary rzutów od tablicy nie ma żaden zawodnik. Sposób, w jaki Kyrie rzuca piłkę pod odpowiednim kątem, jest naprawdę ekscytujący. Może wydać się to dziwne, ale Irving sprawia, że nawet takie z pozoru nieistotne rzeczy, mogą porywać.

https://www.youtube.com/watch?v=TxblPxh7M8c

Kevin Durant po bardzo dobrym początku meczu, w trzeciej kwarcie był niewidoczny, nawet mimo swojego wzrostu. Były akcje, że KD nawet nie dotykał piłki. Ale wszystko miało się zmienić.

Cavaliers objęli prowadzenie pod koniec trzeciej kwarty i przez całą czwartą utrzymywali się na prowadzeniu. Wydawało się, że nie pozwolą sobie wypuścić tej wygranej z rąk. Po trójce JR’a Smitha na 3 minuty do końca gospodarze mieli 6 punktów przewagi.

I wtedy wszystko się posypało. Przyszłość pokazała, że były to ostatnie punkty gospodarzy w tym spotkaniu.

Na niecałą minutę do końca otwartej trójki, która dałaby Cavs pięciopunktowe prowadzenie, nie trafił Kyle Korver. I wtedy Kevin Durant rozegrał akcję, która praktycznie zapewniła Warriors wygraną w meczu, a może nawet w całej serii.

https://www.youtube.com/watch?v=LzNvbV7cDCI

Trójka w 4. sekundzie akcji na niecałą minutę do końca meczu przy stracie dwóch punktów, wydaje się złym, a nawet głupim rzutem. Gdyby Durant nie trafił, w Internecie widzielibyśmy zapewne nagłówki o tym, że po raz kolejny zawiódł. Wyobraź sobie tę radość hejterów Golden State (a może nawet Twoją), gdyby ten rzut nie wpadł do kosza. Przy takim obrocie spraw, Warriors mieliby bardzo trudne zadanie pod koniec meczu.

Ale Durant trafił.

KD pokazał, że ma jaja. Ten rzut zostanie zapamiętany na długie lata. Takie chwile pokazują, kto jest stworzony, żeby grać na największej scenie. I Durant pokazał, że nie ma stalowe nerwy.

Ale to nie był przypadek. Durant sam mówił po meczu, że tego typu rzut po koźle ćwiczył przez całe życie. Ciężka praca się opłaciła i to w najważniejszym momencie.

Gospodarze mieli jeszcze czas na rzut, ale rozegrali to fatalnie. Tyronn Lue nie wziął przerwy na żądanie i to był błąd. Kyrie Irving kozłował całą akcję, po czym, oddał kontestowany rzut z odskoku, który praktycznie nie miał prawa wpaść. Zamiast próbować rozegrać szybką akcję, żeby mieć jeszcze czas na potencjalną odpowiedź, to na zegarze zostało ok. 25 sekund i Cavs musieli faulować. Błąd, który prawdopodobnie kosztował nadzieję na tytuł.

Po niecelnym rzucie Irvinga piłkę zebrał Durant i przypieczętował mecz na linii wolnych. Cavaliers jeszcze próbowali odpowiadać, ale Andre Iguodala wybił piłkę Jamesowi, pozbawiając Cavs jakichkolwiek złudzeń. Warriors skończyli mecz serią 11-0, wygrywając ostatecznie 118-113.

Koniec. 3-0. Król, a raczej jego podwładni zawiedli.

Durant skończył ostatecznie z 31 punktami, 30 punktów dołożył Klay Thompson. Warto zwrócić uwagę na występ Stepha Curry’ego. Dwukrotny MVP nie rzucił najwięcej punktów, ale moim zdaniem był najbardziej wartościowym graczem na boisku. 26 punktów wygląda normalnie, ale Steph zanotował dodatkowo 13 zbiórek, w tym 5 na atakowanej tablicy! Tristan Thompson, czyli jeden z lepszych zbierających ligi, nie zaliczył nawet w całej serii. Curry zagrał fantastyczny mecz po obu stronach parkietu.

W ekipie Cavs James i Irving zagrali genialne spotkania, rzucając odpowiednio 39 i 38 punktów, a Królowi zabrakło tylko jednej asysty do kolejnego triple double. Grając cały mecz na tak wysokim poziomie pod koniec meczu zabrakło im sił. Irving grał 44 minuty, a James aż 46 minut i w tym czasie gospodarze byli lepsi o 7 punktów od Warriors. W 2 minuty, kiedy siedział na ławce, byli gorsi aż o 12 punktów.

Czego zabrakło Cleveland?

Cavs zabrakło skuteczności zza łuku. Gdyby te parę trójek więcej wpadło, to pewnie mówilibyśmy o triumfie gospodarzy. Przy 12/44 za trzy, w tym 0/6 Irvinga i 1/7 Love’a trudno wygrać z Warriors.

Po raz kolejny Cavaliers przegrali walkę na tablicach z Golden State. Gwoździem do trumny było 8 zbiórek Wojowników na atakowanej desce.

Do tego poza JR’em Smithem po raz kolejny nie można było liczyć na wsparcie graczy drugiego planu. Tristan Thompson po raz kolejny kompletnie zawiódł (tylko 3 zbiórki, czyli o 10 mniej niż Curry), a tylko Kyle Korver dał wartościowe minuty z ławki.

Można mieć pretensje do trenera Cavs, że kiedy Draymond Green złapał piąty faul na 10 minut do końca meczu, nie grał cały czas pod niego. Praktycznie nie było akcji, w której to zawodnik Warriors broniłby w akcji pick&roll. Dzięki temu  Golden State mogli kończyć swoim najlepszym ustawieniem, czyli line-upem śmierci. Ostatecznie Green dotrwał do końca meczu, mając najwyższy wskaźnik +14, kiedy był na parkiecie.

Warriors mają szansę jako pierwszy zespół w historii zaliczyć perfekcyjnie playoffy. 16-0. Pomyśl o tym. Możemy być świadkami jednego z najbardziej dominujących zespołów w dziejach koszykówki, przy którym nawet tak silny zespół, jak Cleveland Cavaliers wygląda blado. A widzieliśmy, z jaką łatwością Kawalerzyści przeszli się po Konferencji Wschodniej.

I można łudzić się, że Cleveland odrobią tę stratę, że raz już tego dokonali itd. W końcu, skoro w zeszłym roku się udało, to czemu miałoby się nie udać teraz? Ale nie ma co liczyć na cud. Nie tym razem. Podopieczni Steve’a Kerra są po prostu zbyt kompletną, a przede wszystkim zbyt dobrą drużyną, żeby prowadzić z nimi wyrównaną walkę. Nauczeni zeszłorocznym Finałem nie pozwolą sobie na utratę przewagi. I nawet Lebron James nie jest w stanie przeciwstawić się drużynie, jaką są Warriors.

Mecz nr 4 z piątku na sobotę o 2:00 w Cleveland. To może być ostatni mecz tego sezonu.