Przez lata byłem zafascynowany filmem 300.

W Batié, Kamerunie nic nie szło po mojej myśli. Miałem 22 lata i pracowałem od kiedy skończyłem 12. rok życia – na początku w kamieniołomie, zbierałem skały za pomocą łomu i pchałem taczki wypełnione kamykami pod strome wzgórze. Jednak nie ważne jak ciężko pracowałem albo jak dużo godzin w to włożyłem, to na koniec dnia ledwo co starczało mi na jedzenie.

Przez te wszystkie lata pracy nigdy nie dostałem podwyżki. Nowi, starzy, wszyscy zarabiali tyle samo – tak właściwie to prawie nic.

Próbowałem iść do innych kamieniołomów. Miałem nową pracę przy rozładowywaniu ciężarówek. Jednak każde miejsce było takie samo. Było dużo pracy, ale nigdy wystarczająco pieniędzy.

Byłem w pułapce. Byłem otoczony tylko przez skały, ciężarówki i głodujących ludzi.

Kiedy pierwszy raz założyłem rękawice miałem 22 lata. Kiedy je założyłem to wiedziałem, że moim przeznaczeniem jest bycie zawodowym fighterem. Jednak wiedziałem również, że nie miałem pieniędzy – to oznaczało zero okazji. Nie wiedziałem jak zacząć, żeby zmienić sytuację. Wtedy zobaczyłem 300 – film o 300 spartańskich wojownikach, którzy walczyli z 300 tysięczną armią. Gdy widziałem ten film za pierwszym razem, to było niemal jak duchowe doświadczenie. Po tym już nic dla mnie nie było takie same.

Tak, to tylko film. Wiem to. Jednak nauczył mnie czegoś ważnego: jeżeli walczysz przeciwko szansom powodzenia, musisz wierzyć w swoją wygraną.

To wszystko.

Ta jedna myśl stała się dla mnie bardzo ważna. To pomagało mi się skupić, kiedy czułem porażkę. Dawało mi energii, kiedy byłem zmęczony. To obudziło coś we mnie w środku. Zmotywowało mnie najbardziej ze wszystkich rzeczy, które dotychczas widziałem.

Oglądałem ten film przy każdej okazji. W telewizji, nielegalnym DVD albo czyimś komputerze – jeżeli bym musiał to na telefonie. Wielkość ekranu nie miała znaczenia. Jakość się nie liczyła. Widziałem ten film jakieś 20 albo 30 razy.

Miałem obsesje.

Zawsze wiedziałem, że walczę przeciwko małym szansom powodzenia. Jednak nagle, bardziej niż kiedykolwiek byłem gotowy, żeby to pokonać.

To właśnie zrobiłem. Trenowałem tak często, jak mogłem, kiedy nie pracowałem. Na własną rękę, z gośćmi z sąsiedztwa albo samemu. Przez miesiące oszczędzałem każdy pens, który zarobiłem. Aż do momentu, kiedy mogłem pozwolić sobie na bilet w jedną stronę do Paryża.

Nie do Paryża z filmów. Nie dla jedzenia. Nie dla romansu. Nie dla nieba.

Nie chciałem nieba. Chciałem po prostu salę treningową. Miejsce, do którego bym należał. Chciałem trenować, ponieważ jedyna rzecz, która miała dla mnie znaczenie to zostanie mistrzem. Więc wyjechałem do Francji. Samemu.

Miałem 26 lat i nadal nic nie miałem. Byłem w miejscu, gdzie nikogo nie znałem. Szansa na sukces była większa niż w Kamerunie. Jednak teraz było inaczej.

Wygrana albo powrót do domu.

Wszystko było z moich pieniędzy. To było wszystko co miałem. Jeżeli nie wykorzystałbym z tego wszystkiego, to nigdy nie byłbym kimś więcej niż kolesiem, który łamał skały w gorącym słońcu. Odrzuciłem tą opcję. Wiedziałem, że jest coś więcej.


Przez trzy miesiące byłem bezdomny.

Przez trzy miesiące trenowałem w sali treningowej, gdzie mogłem wchodzić za dnia, a noce spędzałem samemu na ulicach.

W końcu zaprzyjaźniłem się z właścicielem jednej z sal treningowych, gdzie trenowałem. Miał na imię Ferdinand. Na początku spytałem go, czy mogę zostawić w środku torbę z rękawicami, bo wiedziałem, że nie są bezpieczne na zewnątrz. Gdy dowiedział się, że nie miałem gdzie iść był na tyle miły, że pozwolił mi spać w środku.

Ostatecznie dostałem pracę ochroniarza w nocnym klubie na weekendy. To oznaczało, że mogłem trenować każdego dnia w tygodniu. Było idealnie. Po raz pierwszy w życiu czułem, że widzę przyszłość.

Nie przestawałem trenować. Nie przestawałem pracować… i oglądać 300.

To zabawne, wiem. Jednak jestem tutaj. Walczę i wierzę. Częścią tego jest film, który miałem okazje zobaczyć lata temu.

Oglądałem również na Youtube filmiki z najlepszych walk Mike’a Tysona, a byłem za młody, żeby widzieć go w najlepszej formie. Patrzyłem i dziwiłem się jego szybkości i sile. Zawsze próbowałem podglądać, czego mogę się nauczyć z jego sposobu poruszania się. Nawet jeżeli jakość filmików nie była zawsze za dobra.

Tak, spędzałem dużo czasu na komputerze i oglądając filmy.

Jednak zawsze oglądałem właściwie rzeczy.


Aktualnie moją jedyną obsesją jest sukces.

Jeszcze nie przegrałem w UFC, ale doznałem już porażki.

W mojej drugiej zawodowej walce MMA przegrałem przez decyzję… i nauczyłem się z tego starcia więcej, niż z każdej dotychczas wygranej. Przegrywanie jest częścią tego sportu. Zawsze będzie coś do poprawienia, ponieważ zawsze będą nowe wyzwania – i nowi, głodni zawodnicy, którzy zrobią wszystko, żeby zostać mistrzem.

Teraz wiem, że muszę osiągnąć sukces bardziej niż kiedykolwiek, żebym mógł pomóc nie tylko sobie. Żyłem obok mężczyzn którzy pracowali całe życie, ale nadal nie byli w stanie wysłać swoich dzieci do szkół. Ludzie, którzy nigdy nie mieli prawdziwej okazji do lepszego życia.

Muszę osiągnąć sukces, aby pomóc mojej rodzinie. Jedyną rzeczą, której boję się w życiu jest zawieść ze względu na to, co to może dla nich oznaczać. Chcę być filmem, który ich zainspiruje. Chcę być filmikiem na Youtube, który pomoże im stać się lepszymi. Chcę, żeby uwierzyli w swoją pasję.

Nic nie miałem. Każdego dnia pracowałem, żeby być w tym miejscu, ale wiedziałem, że jest wielu innych, którzy nigdy nie będą tak szczęśliwi jak ja. Nigdy nie będą mieli okazji zajść tak daleko jak ja.

Sukces dla mnie, będzie sukcesem dla nich i teraz mam obsesje na tym punkcie.

Zaszedłem już za daleko, żeby martwić się o szanse powodzenia. Wiem o tym, wygrana lub przegrana, będę dalej odnosił sukces.

Nic nie miałem, ale to już nie ja. Teraz jestem kimś.

Jestem gotowy, żeby walczyć – i kontynuować walkę.


Tekst „This Is Obsession” przetłumaczony z portalu theplayerstribune