– Sądzę, że KSW ma teraz takie zaplecze zawodników, że mogą pozwolić sobie na takie właśnie kroki. Ludzie wykupujący dostęp dla tych dużych nazwisk, zauważają również na galach te mniejsze nazwiska, jak np. moje – mówi serwisowi Zagranie.com Filip Stawowy, który jest jednym z nowych nabytków federacji KSW, a także zawodnik, który będzie miał okazję zaprezentować się w klatce już 18 czerwca w Arenie Toruń.

fot. filip_stawowy_mma_/Instagram

Kamil Piłaszewicz: Kiedy w zeszłym roku pokonywał Pan Marcina Sianosa wydawało się, że przyjdzie czas na kolejne wyzwania w Babilonie, a tymczasem Filip Stawowy znalazł się w KSW. Jak do tego doszło?

Filip Stawowy: Mam z Babilonem dobry kontakt i pozwolili mi zawalczyć na Aresie we Francji o pas. Jednak walkę tę odwołano z powodu wpadki dopingowej mojego przeciwnika – Marsela, a ja zostałem na lodzie bez zastępstwa, czyli bez walki. Mój menedżer – Artur Gwóźdź wstawił się za mną do wielu organizacji i udało się załatwić właśnie występ na KSW.

Czasami dochodzi do wypożyczenia, a czasami do „przejęcia” zawodnika przez daną federację, jak było tym razem?

– Dowodzący Babilonem zgodzili się również na walkę dla organizacji KSW i na podpisanie kontraktu. Najbliższym terminem walki u nich był ósmego lipca, a nie mogłem się na to zgodzić, ponieważ w tym terminie zostanę ojcem.

Serdecznie gratuluję! Czyli, jak rozumiem, występ 18 czerwca na toruńskiej gali był pierwszym możliwym terminem, do którego mógł wskoczyć Filip Stawowy, by się zaprezentować kibicom największej polskiej federacji MMA?

-Nie, miałem być w gotowości na potencjalne zastępstwo na galę z numerem 70.

Filip Stawowy - zdjęcie numer 4
fot. filip_stawowy_mma_/Instagram

Tak się złożyło, że jednego dnia będziemy mieli i KSW w Toruniu, i FEN w Ostródzie, i Armię Fight Night w Łodzi. Kto zgarnie największą widownię wydaje się oczywiste, natomiast ciekaw jestem tego, czy zawodnicy walczący do tej pory w mniejszych federacjach, jak Pan, mieli propozycje od innych federacji, by zawalczyć jeszcze przed lub w trakcie wakacji?

– Nie miałem żadnych ofert z innych organizacji w tym terminie. Dla mnie najlepszym terminem do pojedynku jest właśnie tak przed wakacjami i cieszę się, że zawalczę właśnie pod szyldem KSW.

Martin Lewandowski w wywiadzie dla kanału myMMA.pl zdradził, że kiedy tylko KSW ogłosiło, że Artur Szpilka zawalczy w formule MMA w Arenie Toruń, od razu kibice wykupili przeszło połowę biletów na to wydarzenie. Otrzymaliśmy właśnie najlepszą odpowiedź, potwierdzenie tego, że znowu to KSW rozdaje karty i rządzi na rynku?

– Sądzę, że tak, ponieważ dzięki podpisaniu umowy z Viaplay i organizowaniu dwunastu gal rocznie, KSW długo w Polsce nie będzie miało konkurencji.

Wiemy, że jeszcze nie do niedawna na rynku pojawiały się dosłownie, jak grzyby po deszczu federacje freak’owe. Tymczasem KSW przechodzi właśnie do VIaplay, organizuje eventy, jak Pan mówi, bierze dosłownie kogo chce na swoje rozpiski, więc możemy powiedzieć, że historia zatacza koło i do łask fanów zaczął wracać sport, a nie jego mniej lub bardziej cyrkowe odsłony?

– Myślę, że można tak powiedzieć. Jak widać, organizacje freakowe dobrze sobie radzą, ale sport od zawsze się bronił, co pokazuje właśnie KSW, czy Babilon.

Filip Stawowy pojawił się w nowej federacji
fot. filip_stawowy_mma_/Instagram

Jarosław Świątek z kanału myMMA, z czym się zgadzam, zauważył że pierwotnie były plany, by duże gale, rozumiane jako te z hitowymi nazwiskami, wyprzedażą hal, nie występowały jedna po drugiej; że miały rozdzielać je gale studyjne. Tymczasem chwilę po Łodzi mamy event w Toruniu. Co Pan o tym sądzi?

– Sądzę, że KSW ma teraz takie zaplecze zawodników, że mogą pozwolić sobie na takie właśnie kroki. Ludzie wykupujący dostęp dla tych dużych nazwisk, zauważają również na galach te mniejsze nazwiska, jak np. moje.

Nie ma co ukrywać, że karta walk na 18 czerwca jest naprawdę kozacka, bo i Marian Ziółkowski stoczy bój z Sebastianem Rajewskim, który kandyduje już teraz w oczach fanów do tytułu, heraklesa za „Walkę roku”, wraca Marcin Różalski, w końcu pojawi się Artur Szpilka z Radczenko, Borys Mańkowski z Danielem Torresem i tak można wymieniać i wymieniać… Jakie uczucia, emocje towarzyszą, kiedy znajduje się na karcie obok takich person?

– Ciężko odnieść się, co do tego, ponieważ nigdy nie miałem możliwości zawalczyć na takiej karcie. Na pewno jest to dla mnie w pewnym sensie prestiż, ale także ogromna motywacja, abym to ja kiedyś był tym wielkim nazwiskiem

Nie odnosząc się do kwestii finansowych, bo nienawidzę zaglądać sportowcom do kieszeni, to faktycznie jest tak, że KSW się po prostu nie odmawia, kiedy się kontaktują, by przedstawić swoją ofertę?

– Dla mnie najważniejsze było zawalczyć przed wakacjami ze względu na to, że w lipcu przyjdzie na świat moja córeczka; a finansowo nie mogę narzekać na tę ofertę.

Bez fałszywej skromności mogę przyznać, i to nie tylko ja, że jest Pan jednym z tych zawodników, na których się najbardziej czekało odnośnie tego, kiedy będą się bić pod szyldem większych federacji. Kiedy ogłosili Pana starcie, z jakimi reakcjami, wiadomościami, komentarzami się Pan spotkał? Pokrywają się one z moją tą tezą?

– Spotykam się z różnymi komentarzami. Również pojawiają się te negatywne, ale bardziej się skupiam i chcę podkreślić, że jest ich bardzo dużo i większość stanowią te pozytywne. Generalnie odnoszę wrażenie, że wielu ludzi jest właśnie zadowolonych z tego, że związałem się z nimi.

Odnośnie Pana zestawienia, to po reakcjach w Internecie widać, że fani ciepło, a nawet jeszcze bardziej pozytywnie odebrali zarówno Pana angaż, jak i zestawienie. Dzięki temu pojawia się większa mobilizacja, czy stres związany z występem?

– Nie czuję jakiegoś większego stresu. Wiadomo, że mówimy o KSW, czyli o dużo większej organizacji niż Babilon, dla którego stoczyłem ostatnie pojedynki, więc zobaczymy, jak to będzie dopiero w Toruniu.

W ostatnim czasie modne stało się liczenie ile biletów na galę „sprzedają” poszczególni zawodnicy, więc tak podpytam: ilu kibiców od Filipa Stawowego wybiera się na najbliższe KSW?

– Trudno mi odpowiedzieć, ponieważ wiem, że na pewno będą moi bliscy i rodzina, a także że sporo znajomych wybiera się do Torunia.

A skoro już tak dopytuję, to kto pojawi się w narożniku Filipa Stawowego na gali?

– W narożniku, jak zwykle będą obecni moi trenerzy, czyli Mateusz Juskowiak i Sławomir Iracki oraz przyjaciel, jak i sparingpartner Michał Domagalski.

Filip Stawowy
fot. filip_stawowy_mma_/Instagram

Wiadome jest, że ani o game-planach, ani ewentualnych – czego nie życzę – kontuzjach się nie dowiemy, więc zapytam inaczej: zakładając, że to Pana ręka powędruje w górę po pojedynku, jawi się plan świętowania sukcesu gdzieś na mieście?

– Nie będę świętował nigdzie na mieście. Od razu po gali wracam do domu do mojej narzeczonej i na pewno odwiedzi nas rodzina i znajomi.

Jeśli już o triumfie mowa, to jakaś podpowiedź, sugestia od samego fightera na temat tego, jakie zakończenie jego walki warto obstawić u bukmacherów?

– Nigdy nie nastawiam się na kończenie przed czasem. Podpowiem, że zawsze jestem gotowy na pełny dystans.

Na moment rozmowy, która odbywa się 4 czerwca, to Pana starcie ma najrówniejszy kurs w tym sensie, że i na zwycięstwo Stawowego, i Martinka mamy kurs ustabilizowany na stronie Fortuny na poziomie 1.90. Faktycznie to właśnie to starcie może być najrówniejszym, a zarazem najmniej oczywistym z całej karty?

– Bardzo trudno odnieść mi się do tego. Jest tak, bo mamy podobne doświadczenie i bardzo podobne rekordy, ale kto zwycięży? Zobaczymy 18 czerwca w Toruniu.

Z perspektywy kibica zasiadającego na trybunach, czy przed telewizorem: na jakie zestawienie Pan by zwrócił/zwracał uwagę na tej gali?

– Myślę, że pojedynek Borysa Mańkowskiego z Danielem Torresem może być bardzo ciekawy.

Filip Stawowy podpisujący kontrakt
fot. filip_stawowy_mma_/Instagram

Toruń jest pięknym miastem ze śliczną, klimatyczną starówką, a i rozpoczynamy okres wakacyjny, więc chyba trudno o lepszą chwilę, by napawać się nastrojem, urokiem, nie tylko samej gali i pojedynków, jakie się na niej odbędą?

– Mieszkając niecałe 200 km od Torunia jest mi trochę wstyd, że nigdy tam nie byłem… Na pewno trochę pozwiedzam w trakcie pobytu i czasu wolnego.

Kiedy pojawiła się wieść, że właśnie w tym mieście Pan zawalczy, jakie pojawiły się przemyślenia?

– Bardzo dobre. Jest niedaleko, więc na pewno bliscy pojawią się na gali. Nie mam na co narzekać.

Co jeszcze chciałby Pan przekazać toruńskim fanom KSW, czy podróżnym zmierzającym na ten event z innych stron Polski, a o czym jeszcze nie wspomnieliśmy w tym materiale?

– Chciałbym przekazać, aby głośno kibicowali, bo dla nas – zawodników to coś pięknego, będąc w klatce i polecam nie mrugać za dużo! Dziękuję ślicznie i do zobaczenia w Toruniu!

  • Tagi

Zaloguj się aby dodawać komentarze