Buczenie rozległo się tym razem pod koniec trzeciej kwarty, kiedy to 21-punktowe prowadzenie Philadelphia 76ers wyparowało. Przed rozpoczęciem ostatniej odsłony to Atlanta Hawks prowadzili jednym punktem, na co fani Sixers zareagowali w znany im już sposób – w trwających rozgrywkach sporo już na swoich ulubieńców buczeli. We wtorek była to jednak bardzo potrzebna motywacja dla Joela Embiida, który ledwie kilka dni temu proklamował się „najlepszym graczem na świecie” i w czwartej kwarcie starcia z Hawks rzeczywiście tak zagrał.

Sezon problemów w Filadelfii trwa. Drużyna ma ogromne problemy z wygrywaniem na wyjeździe, a postawa zespołu zostawia ogólnie sporo do życzenia. Na domiar złego co chwila ktoś wypada z gry – teraz kibice martwią się o Bena Simmonsa, który ma problem z plecami i choć nie wiadomo jeszcze na ile wypadnie to jednak pewne jest, że to dość poważne kłopoty. We wtorek pierwsze skrzypce musiał więc zagrać Joel Embiid, ale po tym jak Sixers oddali 21-punktowe prowadzenie kameruński skrzydłowy usłyszał znajomy odgłos: buczenie fanów w Wells Fargo Center. Po raz kolejny odpowiedział jednak w najlepszy możliwy sposób, rozgrywając chyba najlepsze 12 minut w karierze. W samej czwartej kwarcie zdobył więcej punktów niż cały zespół Hawks (22-20) i poprowadził tym samym 76ers do zwycięstwa, notując rekordowe w swojej karierze 49 oczek, do których dołożył jeszcze czternaście zbiórek, trzy asysty oraz trzy przechwyty. Jak podkreślał po meczu trener Brett Brown, podkoszowy dał statystykom sporo pracy, ale to jego energia odegrała tutaj kluczową rolę.

To już trzeci kolejny bardzo dobry występ Embiida w Filadelfii – jeszcze przed przerwą na All-Star Game zapisał na konto 26 punktów przeciwko Los Angeles Clippers, a w ubiegłym tygodniu zaliczył występ na 39 oczek oraz 16 zbiórek. W międzyczasie był oczywiście fatalny występ w Milwaukee, gdzie Sixers przegrali z kretesem – historia dobrze im w tym sezonie znana – ale w Filadelfii zespół Browna jakby zmienia się w inną drużynę. Szóstki nadal pozostają najlepszym zespołem w całej lidze pod względem domowych spotkań: na 29 meczów przegrali zaledwie dwa razy. W czwartej kwarcie starcia z Hawks dobrze bawił się więc nie tylko Embiid, ale również kibice, których Kameruńczyk dodatkowo „podkręcał” różnego rodzaju gestami czy pozami, a po zdobyciu punktów na rekord kariery Embiid nawet zatańczył. Kibice odwdzięczyli się m.in. skandowaniem „M-V-P” w kierunku Embiida, który po spotkaniu stwierdził, że kocha kibiców Sixers za ich pasję. Philly z pewnością będzie potrzebować dużo więcej tego typu występów, tym bardziej jeśli uraz Simmonsa miałby okazać się poważniejszy.

Pozostałe informacje z wrotku w NBA:

  • Los Angeles Lakers oraz cały świat NBA pożegnały Kobe Bryanta oraz jego córkę Giannę i pozostałe ofiary katastrofy helikoptera, do której doszło pod koniec stycznia. W specjalnej ceremonii udział wzięły największe gwiazdy i legendy NBA, a głos zabrali m.in. Vanessa Bryant, żona Kobe, jak również Shaquille O’Neal czy Michael Jordan.
  • Osiem dogrywek wygrali w tym sezonie Miami Heat, ale we wtorek nie udało się dopisać kolejnego zwycięstwa. Heat dość niespodziewanie przegrali na wyjeździe z Cleveland Cavaliers i od czasu transferu Andre Iguodali mają bilans 2-5. We wtorek nie pomógł im nawet znakomity mecz Bama Adebayo, który otarł się o triple-double (22 punkty, trzynaście zbiórek, dziewięć asyst). Ekipa z Florydy roztrwoniła 22-punktowe prowadzenie. Dla zwycięzców najwięcej oczek (30) zdobył Kevin Porter Jr.
  • Sporo emocji dostarczyli nam we wtorek również koszykarze Washington Wizards i Milwaukee Bucks. W stolicy Stanów Zjednoczonych do wyłonienia zwycięzcy także potrzebna była dogrywka, w której to popisał się przede wszystkim Khris Middleton (40 punktów). Skrzydłowy uratował Bucks pod nieobecność Giannisa Antetokounmpo, który nie mógł zagrać w dodatkowych pięciu minutach z powodu sześciu fauli. Najlepszym strzelcem meczu był jednak Bradley Beal, który po zdobyciu rekordowych w karierze 53 oczek w poniedziałek dzień później poprawił rekord i zaliczył 55 punkty! Został tym samym pierwszym graczem od czasu Kobe Bryanta w 2007 roku, który zdobył 50 lub więcej oczek w dwóch kolejnych dniach.
  • Niespodzianka w Salt Lake City: Ricky Rubio był o klasę lepszy od Mike’a Conleya i poprowadził Phoenix Suns do efektownego zwycięstwa nad swoim byłym klubem. Na nic zdały się 38 punkty, jakie dla Utah Jazz zdobył Donovan Mitchell.
  • Serię trzech kolejnych porażek przerwali we wtorek gracze Los Angeles Clippers, wygrywając u siebie z zespołem Memphis Grizzlies. To nie koniec dobrych wiadomości dla fanów LAC: do gry wrócili w tym meczu Paul George oraz Patrick Beverley, dzięki czemu kibice mogli zobaczyć jak ogromnym potencjałem dysponują Clippers kiedy są w pełni zdrowi.