To był jeden z tych momentów, gdzie nie wiedziałem, co się właśnie stało. Rzadko coś w NBA jest w stanie mnie zaskoczyć, ale to była właśnie ta chwila. O czym mowa? Blake Griffin został wymieniony do Detroit Pistons, co jest olbrzymią niespodzianką. Zarówno miejsce, do którego trafił, ale i sam fakt, że Los Angeles Clippers zdecydowali się na ten ruch. Kto moim zdaniem wygrał ten deal? Odpowiedź znajdziecie poniżej.

Blake Griffin miał być Clipperem do końca życia. Tak to przedstawiał klub. Tak czuł się sam Blake. Niestety, kiedy była okazja, został od razu wymieniony. To w krótkiej perspektywie może odstraszyć wolnych agentów. W końcu podpisując kontrakt z klubem, chcesz w nim być. Tym bardziej, jeśli zapewniano Cię, że jesteś fundamentem klubu. Cóż, to pokazuje jedno: NBA to biznes i nie ma miejsca na sentymenty.

Blake był jednym z najlepszych graczy w historii organizacji, w której spędził 9 lat. Jest drugim strzelcem, trzecim zbierającym i piątym przechwytującym w dziejach Clippers. Wydaje się, że jego numer zostanie zastrzeżony w przyszłości. I powinien. W końcu to on wyciągnął ten zespół z dna. To jego wsady i efektowne akcje zwróciły w ogóle uwagę na ten team. Nikogo nigdy nie interesował ta brzydsza siostra Lakers, a Griffin był w stanie w pewnym stopni obrócić losy swojego klubu. Te 9 lat to na pewno najlepszy okres w historii Los Angeles Clippers.

Przejdźmy teraz do wymiany. Kto za kogo i dlaczego?

O całym dealu doniósł nam oczywiście niezawodny Adrian Wojnarowski z ESPN:

Do Pistons: Blake Griffin, Willie Reed, Brice Johnson

DO Clippers: Avery Bradley, Tobias Harris, Boban Marjanović, wybór w I rundzie draftu 2018 (zastrzeżony w top 4) i wybór w drugiej rundzie draftu 2019

Sam bohater był ewidentnie zaskoczony:

Detroit Pistons

Na pierwszy rzut oka ta wymiana to zwycięstwo Detroit Pistons. Dostać Blake’a Griffina tak tanio?! Przecież to steal! Hej, to przecież gwiazda, a za kogo on został oddany? Harris, Bradley, Boban + picki. Tylko tyle? Co Wy narobiliście, Clippers?! Wydaje się, że Pistons pozyskali Blake’a niesamowicie tanio, oddając niewiele w zamian. Każdy medal ma dwie strony. I tak też jest w tym przypadku.

Problemem jest olbrzymi kontrakt Griffina i jego kontuzjogenność. W minione lato podpisał umowę opiewającą na aż 172 miliony dolarów, co od razu uważano za zły ruch. Mówimy o graczu, który przez ostatnie 3 lata opuścił odpowiednio 15, 47 i 20 spotkań, a w tych rozgrywkach już 16 (+ nieobecność w playoffach). Zdrowie jest tutaj dużą czerwoną flagą. Wiesz, że coś mu się stanie, ale nigdy nie wiesz kiedy.

To nie wygląda optymistycznie. Pomyśl o tym. Załóżmy, że w Andre Drummond podejmie opcję w swoim kontrakcie na sezon 20/21. W tej sytuacji Pistons będą płacić 65.5 milionów dolarów za dwóch podkoszowych. Spójrzmy jeszcze na to z perspektywy salary cap. W obecnych rozgrywkach jest to niecałe 100 mln dolarów. Nie widać na horyzoncie żadnych wielkich zmian na tym polu. W 2021 aż 2/3 limitu wydatków na pensje zawodników Tłoki przeznaczą na odpowiednio 31-letniego Griffina i Drummonda.

Ta wymiana wygląda na ruch typu tonący brzytwy się chwyta. Stan Van Gundy czuje, że pali mu się grunt pod stopami. Jak na razie jego pozycja w klubie jest silna, ale właściciele nie będą wiecznie znosić przeciętności. Jego przyjście miało wprowadzić ten zespół na wyższy poziom, a do tej pory jest tylko coraz gorzej – mogą po raz drugi z rzędu nie awansować do playoffów. Nie ma nic gorszego niż ruchy generalnych menadżerów/prezydentów, w celu uchronienia swojej posady.

Pistons są zdesperowani, żeby wygrywać i nie patrzą długoterminowo. W tym sezonie mogą być lepsi, ale to w dużej mierze zależy od postawy reszty graczy. Bo Griffin i Drummond są zawodnikami na poziomie Meczu Gwiazd i będą w stanie dopasować się do siebie. Problem jest inny. Żeby zmaksymalizować umiejętności tego duetu, potrzebujesz strzelców, a w Tłoki straciły właśnie Bradleya (średnio 1.9 trójki w każdym pojedynku przy skuteczności 38.1%) i Harrisa (2.4/40.9%). To właśnie ta dwójka oddawała najwięcej prób zza łuku w całym teamie. Ktoś będzie musiał przejąć tę rolę. Pistons po cichu są na 5. miejscu w NBA w celności trójek, jednak teraz mówimy o zupełnie innym składzie i utrata shootingu może być zabójstwem dla tego zespołu.

W takiej sytuacji umiejętności Blake może nie mieć miejsca na pokazanie swojego warsztatu. Wiemy, że jest jednym z najlepszych podających wysokich w historii ligi, ale w obliczu braku strzelców zza łuku obrona może być skupiona na nim, a reszta zawodników będzie zwyczajnie olewana. Skoro nie grożą rzutem, to po co ich kryć? Dlatego olbrzymia odpowiedzialność będzie teraz leżeć na barkach Stanleya Johnsona, Luke’a Kennarda, czy Reggiego Bullocka. Jeden z nich będzie musiał stać się kozacki, żeby projekt Pistons w takim kształcie miał sens.

Dodanie Griffina na pewno poprawi postawę Detroit na deskach. Logiczne, w miejsce Harrisa, czyli bardziej trójkę niż czwórkę, wstawiasz Blake’a, czyli nominalnego silnego skrzydłowego. Dodając wzrost, możesz być pewien progresu na bronionej tablicy. Bo Pistons mimo posiadania jednego z najlepszych zbierających w historii ligi (Drummonda), zajmują dopiero 24. lokatę w NBA pod względem zbiórek w obronie. Teraz powinno być dużo lepiej pod tym względem.

Nie sądzę, żeby postawa defensywna uległa dużej poprawie. Blake nie jest szybki na nogach i ma kłopoty z utrzymaniem szybszych zawodników przed sobą. Jordan jest lepszym obrońcą niż Drummond i w większym stopniu mógł przykrywać jego błędy po tej stronie parkietu.

Według mnie to bardziej ruch marketingowy niż realne wzmocnienie zespołu. Bo hala w Detroit świeci pustkami i nikt się nimi nie interesuje. Spójrz tylko na te puste siedzenia. Nie wygląda to dobrze. Sprowadzenie Griffina na pewno przyciągnie kibiców. Każdy zna jego podniebne akrobacje. To nazwisko, które sprzeda więcej biletów.

Ewaluacja tego dealu będzie zależała głównie od zdrowia byłego reprezentanta Clippers. Im starszy, tym powinien być bardziej podatny na kontuzje, a wiemy, że Griffin zawsze miał tendencje do łapania urazów. Jego kontrakt w ciągu kilku lat może wyglądać naprawdę fatalnie. Może, ale nie musi. Pistons dostali stosunkowo młodą gwiazdę i to na pewno należy uznać na plus. Czy ten eksperyment wypali? Ja mam duże obawy odnośnie do tego. Boję się o resztę zespołu, bo brakuje dobrych graczy na obie strony parkietu. Brak spacingu może ich zniszczyć. Pożyjemy, zobaczymy. Van Gundy postawił wszystko na jedną kartę. Nie jestem jednak, czy w tej partii dopisze mu szczęście.

Los Angeles Clippers

W oczach wielu kibiców to właśnie Clippers są przegranymi tej wymiany. Ja mam na ten temat inne zdanie. To jeden z niewielu ruchów zarządu godny pochwały. Chociaż nie powinni proponować tak wysokiego kontraktu dla kontuzjogennego Griffina w pierwszej kolejności.

Teoretycznie zespół z Los Angeles dostał mało: Avery Bradley i jego schodzący kontrakt, Tobias Harris, olbrzymi Boban Marjanović i wybory w drafcie. Te wybory mogą okazać się najważniejsze w całej tej wymianie, szczególnie wybór I-rundowy. Ten pick jest zastrzeżony na miejscach 1-4 przez kolejne 3 lata. Co to oznacza? Że jeśli wypadnie poza top 4, to automatycznie zostaje przekazany do LA. Przy takich restrykcjach pozwoli to na otrzymanie go tego wyboru już na zbliżający się draft. Nie wiadomo, czy Pistons z Griffinem w składzie awansują do playoffów. Jak na razie brakuje im trochę i walka o czołową ósemkę może trwać do samego końca sezonu regularnego. Przy dobrych okolicznościach (czyli jeśli Griffin w Detroit nie wypali), to Clippers mają szansę na wybór w loterii. To na pewno dobry materiał na start przebudowy.

Ale to nie jest tak, że Doc Rivers będzie miał teraz dużo gorszy zespół. Bradley (swoją drogą, Rivers trenował go w Bostonie) i Harris mogą być dużo lepszym fitem do Jordana niż Blake. Bo zapewniają realne zagrożenie zza łuku, a duet Harris/Gallinari na pozycjach może być całkiem sensowny na parkiecie. Przynajmniej ofensywnie. Co do Bradleya to jego kontrakt można ponownie wymienić, a na pewno znajdą się chętni na tego defensywnego specjalistę. Bo nie sądzę, żeby jego przyszłość związana była z tym klubem. A jeśli zostanie, to w parze z Lou Williamsem mają szansę stworzyć dopasowaną parę na obwodzie.

No i warto docenić zarząd Clippers. Mogli stracić Blake’a Griffina i Chrisa Paula za darmo. W zamian za to otrzymali m.in. dwa wybory w pierwszej rundzie draftu, Harrisa, Bradleya, Beverleya, Harrella. Może nie dostali gwiazdy, ale mają chociaż podstawy do rozpoczęcia przebudowy. Lepsze to niż zostanie z pustymi rękami. Każdy z nich może zostać dalej wymieniony i za każdego można pozyskać coś wartościowego.

W tej sytuacji playoffy nie są już raczej celem w Los Angeles. Chociaż to [przegrywanie] nie leży w naturze Steve’a Ballmera (właściciela), to będzie musiał on pogodzić się pogorszeniem drużyny. Wojnarowski donosi o kontynuacji ofensywy transferowej. Do wzięcia cały czas dostępni są Williams i Jordan.

Jeszcze tak na koniec. Czy to nie jest ironia losu, że ten, który pierwszy chciał odejść (Jordan), został jako jedyny na pokładzie, a ci, którzy przekonywali go do pozostania (Paul, Griffin, Redick), są już poza klubem? Cóż, życie potrafi pisać najróżniejsze scenariusze.

Los Angeles Clippers to przez ostatnich kilka lat mieli szansę na coś wielkiego, ale zawsze brakowało im tego czegoś. Ten eksperyment nie wypalił i teraz podjęto decyzję o przebudowie. Według mnie ta wymiana to niespodziewany, lecz dobrych ruch. Teoretycznie dostali mało, jednak kontrakt Griffina i obawy co do jego zdrowia, to zbyt duża ujemna wartość, żeby pozyskać coś równie wartościowego. Najwidoczniej nie było chętnych na przejęcie talentu połączonego z balastem. Clippers stawiają się w sytuacji, gdzie mogą rozpocząć wszystko od nowa. Jak to wyjdzie? Zobaczymy.

A Twoim zdaniem kto wygrał ten deal?