Francusko-duńska „wojna” pozycyjna

Przed pierwszym gwizdkiem sędziego pewne było, że Duńczycy i Francuzi nie podejdą do tego meczu na 100%. Tezę potwierdzili nam trenerzy, Didier Deschamps desygnował do gry odmienioną drużynę, ponieważ w pierwszym składzie pojawiło się aż sześć nowych postaci. Z kolei Age Hareide zdecydował się na zagęszczenie środka pola poprzez wystawienie w tym miejscu Andreasa Christensena, który miał opiekować się Griezmannem i wspierać szyki obronne. Co możemy napisać o tym meczu? Jedni sobie podawali, a drudzy nie chcieli przegrać. Najgorszym momentem dla tej rywalizacji, była bramka dla Peru, która sprawiła, że oba zespoły miały pewny awans. W pierwszej połowie zupełnie nie funkcjonowała współpraca na linii Griezmann i Giroud, ponieważ obaj panowie nie wymienili ze sobą żadnego podania. Natomiast Duńczycy oddali jeden strzał w początkowych 45. minutach gry, autorstwa Eriksena w doliczonym czasie. Co ciekawe jest to ich najsłabszy wynik od 2002 roku, kiedy to również zmierzyli się z Francją.

Po zmianie stron obraz gry się nie zmienił, a gwóźdź do trumny dla wszystkich kibiców zgromadzonych na stadionie wbił Paolo Guerrero w równolegle rozegranym meczu. Od tej pory skończyło się jakiekolwiek udawanie grania w piłkę. Oba zespoły były zadowolone z obrotu spraw. Trójkolorowi wygrywali grupę, natomiast Duńczycy mieli pewny awans. Szczerze mówiąc dziwiłem się drużynie Hareide, że nie chciała zaatakować w końcówce, ponieważ nie mieli zupełnie nic do stracenia, nawet w przypadku porażki, a mogli zyskać pierwsze miejsce i uniknąć prawdopodobnie Chorwacji. Boiskowe wydarzenia starał się odmienić Nabil Fekir, który przy wejściu z ławki chyba nie usłyszał, że ma grać na 0:0 i dwukrotnie mocno zagroził bramce Schmeichela. Końcówka meczu to całkowita żenada, Dania grała sobie na czas podając do bramkarza, a cały stadion buczał. Myślę, że mamy już zwycięzcę w kategorii na najgorszy mecz turnieju, a oba zespoły straciły wielu neutralnych kibiców. Swoją drogą, szkoda że za takie ustawki nie ma ujemnych punktów, bo zdecydowanie wolałbym zobaczyć w 1/8 finału walczące Peru niż spacerującą Danię. Jest to pierwszy bezbramkowy remis Gangu Olsena w dotychczasowych występach tego zespołu na mundialach. Niechlubnie zapisze się również w historii obecnych mistrzostw świata, ponieważ do tej pory nie było żadnego spotkania bez goli.

Kangury wykopane z turnieju

W drugim spotkaniu była zapowiadana walka od pierwszych minut. Kangury wciąż miały szansę na wyjście z grupy, natomiast Peruwiańczycy chcieli godnie pożegnać się z turniejem. Do tej pory nie zdobyli żadnej bramki, mimo dobrej gry, więc motywacja była podwójna. Inkowie przystąpili do rywalizacji bez swojej gwiazdy, ponieważ Jefferson Farfan leży w szpitalu z podejrzeniem wstrząśnienia mózgu. Początek meczu należał do Australijczyków, którzy atakowali, jednak nie potrafili skierować piłki do siatki. Mile Jedinak potwierdził, że zdecydowanie lepiej wykonuje rzuty karne, niż uderzenia zza pola karnego. W 18. minucie mieliśmy pierwszy groźny atak Peru i od razu zakończony bramką. Po dobrym podaniu z głębi pola piłkę otrzymał Paolo Guerrero, napastnik utrzymał futbolówkę i doskonałym dośrodkowaniem obsłużył Carrillo, a ten wolejem z powietrza pokonał Matthew Ryan’a. Gol wywołał jeszcze mocniejszy napór ze strony Kangurów, ale Rogić spudłował w bardzo dobrej sytuacji. Kolejne zagrożenie było w 33. minucie, gdy z piłką do pustej bramki mógł wjechać Leckie, ale znowu zabrakło im szczęścia.

Po zmianie stron widowisko zakończyło się w przysłowiowe pięć minut. Właśnie tyle potrzebowali piłkarze Ricardo Gareci na zdobycie drugiej bramki. Tym razem autorstwa Paolo Guerrero, który do fantastycznej asysty dołożył również gola. Peru mogło i powinno wygrać nawet 3:0, ale po dobrej kontrze całego zespołu Cueva trafił w słupek. Warto odnotować, że trafienie Carrillo z 18. minuty, było pierwszym golem Peru na mundialu od 1982 roku. Oba zespoły po tym spotkaniu pożegnały się z turniejem i trzeba przyznać, że ekipy Inków jest naprawdę szkoda, bo pokazali się z bardzo dobrej strony.

Messi powrócił, komedia sędziego

Przed pierwszym gwizdkiem sędziego w meczu Argentyny z Nigerią, oczy całego świata były zwrócone na Leo Messiego. Gwiazdor do tej pory nie pokazał nic na tegorocznym mundialu poza spacerowaniem po boisku i zmarnowanym karnym z Islandią. Dzisiejszy mecz miał być kolejną próbą wielkości. Trzeba przyznać, że w pierwszej połowie argentyński crack wziął sprawy w swoje ręce. Warto odnotować, że Argentyna przeprowadziła kilka zmian w ustawieniu, przede wszystkim przeszli z formacji 3-4-3 na 4-3-3 i różnicę było widać od pierwszych minut. Na boisku zameldował się Banega, ale także zaszła korekta w bramce czy ataku. Nie wiemy czy za skład odpowiedzialny był Sampaoli czy duet „trenerski” Messi&Mascherano – w każdym bądź razie wypaliło. Pierwsze 45. minut to przewaga Albiceleste ukoronowana kapitalną bramką kapitana. Leo dostał podanie od Evera Banegi, kapitalnie zgasił piłkę na kolano, następnie stopę, a później prawą nogą nie pozostawił złudzeń młodemu Uzoho.

Trafienie Messiego było 100. golem na Mistrzostwach Świata w Rosji. Było to jednocześnie przełamanie passy 662. minut bez gola na mundialu w wykonaniu tego piłkarza. Wcześniej trafił do siatki w 2014 roku w starciu z…Nigerią. Na przerwę Argentyńczycy schodzili z prowadzeniem, ale wynik spotkania nadal pozostawał sprawą otwartą. Mimo wszystko Diego Maradona nie był zachwycony pierwszą połową i urządził sobie drzemkę…

Po zmianie stron rozpoczęło się od mocnego uderzenia. Główną gwiazdą meczu został Cuneyt Cakir, który podyktował miękki rzut karny dla Nigerii. Bramkę dla Super Orłów zdobył z jedenastu metrów Victor Moses i wtedy zaczęły się emocje. Albiceleste poczuli nóż na gardle, jednak z ich gry nic nie wynikało. W okolicach 80. minuty sędzia powinien wskazać na wapno, ale po  obrońcy Argentyny się upiekło. W tym momencie można było współczuć piłkarzom Rohra, bo zasłużyli na ten rzut karny. Mercado przez cały mecz wrzucał niczym ślepakami, ale w 83. minucie stał się cud i wrzucił celnie, sytuację wykorzystał prawą nogą Marcos Rojo – tak dobrze widzicie, prawą! Argentyna po mękach wygrała ten mecz, ale prawdziwy test w 1/8, gdzie zmierzą się z Francją.

Koniec pięknej bajki debiutanta

W tym meczu było tylko jedno pytanie. Czy Islandia jest w stanie pokonać pewny awansu zespół Dalića? Początek spotkania o dziwo należał do piłkarzy z Bałkanów, jednak z każdą kolejną minutą do głosu dochodzili „Nasi chłopcy” jak powszechnie są nazywani przedstawiciele najmniejszego kraju na tegorocznym mundialu. Podopieczni Hallgrimssona stworzyli sobie dwie bardzo dobre sytuacje, który nie zamienili na bramkę.  Chorwacja nie oddała w pierwszych 45. minutach nawet jednego celnego strzału, a to doskonale obrazuje ich stosunek do tej rywalizacji. Trener dokonał kilku zmian i różnica w jakości była odczuwalna, ale nie był to problem Islandii, która ciągle walczyła o awans.

Islandczycy po zmianie stron chyba poczuli się zbyt pewnie i zostali w szatni, ponieważ w 53. minucie Chorwaci zdobyli bramkę na 1:0. Takiego otwarcia nie spodziewał się nikt, szczególnie mając w pamięci obraz pierwszej połowy. W 78. minucie rzut karny wykorzystał Sigurdsson i znowu wlał nadzieję w serca fanów. Dzielni Islandczycy walczyli o awans, jednak decydujący cios zadał Ivan Perisić w doliczonym czasie gry. Chorwacja awansowała z pierwszej pozycji w grupie D.