Za nami oba spotkania Biało-Czerwonych podczas pierwszej przerwy reprezentacyjnej z Jerzym Brzęczkiem w roli selekcjonera. W związku z tym warto na chłodno podjąć się analizy, co wiemy i czego dowiedzieliśmy się po rywalizacji z Włochami i Irlandią. Kto może określić się mianem wygranego na zgrupowaniu, a kto będzie musiał mocno popracować na kolejne powołanie?

Obiecujące 45 minut z Włochami

Analizę tego okresu pod wodzą Jerzego Brzęczka trzeba rozpocząć od pierwszej połowy meczu w Bolonii. Mogliśmy zauważyć drużynę, która nie bała się grać w piłkę, przyjechała po zwycięstwo i przede wszystkim tworzyła sobie sytuacje podbramkowe – w przeciwieństwie do tego, co widzieliśmy na mundialu. Dodatkowo potrafiliśmy zagrać wysoko pressingiem oraz zdominować środkową strefę grając z reprezentacją Włoch. Przyznam szczerze, że po tym, co zobaczyłem byłem mocno zbudowany i z nadzieją czekam na kolejne spotkania o punkty.

Dominujące ustawienie? 4-2-3-1

Trener już w wywiadach zapowiadał, że formacją, z której zamierza korzystać w głównej mierze, jest 4-2-3-1. Właśnie w takim ustawieniu rozpoczęliśmy mecz z Włochami i trzeba przyznać, że zdało sprawdzian. Dopóki na boisku był Piotr Zieliński, nasza gra wyglądała bardzo dobrze, a Robert Lewandowski miał niezłe połączenie z resztą drużyny. Przez kontuzję, trener był zmuszony do przemeblowań, które sprawiły, iż kończyliśmy mecz w formacji 4-5-1 z osamotnionym Lewym, odciętym od reszty zespołu. Dodatkowo mecz z Irlandią, który zaczęliśmy w taktyce 4-4-2 lub 4-4-1-1 – pokazał, że czasy świetności tego ustawiania bezpowrotnie minęły. Eksperyment nie wypalił i wątpię, że wrócimy do niego za kadencji tego selekcjonera podczas meczu o punkty.

Wygrani zgrupowania

Piotr Zieliński – od początku eksplozji jego talentu kolejni selekcjonerzy zastanawiali się, jak mogą zbudować tego piłkarza. Zielek w poprzednich latach regularnie grał w klubie, jednak zazwyczaj ogony. Teraz po odejściu Sarriego i przyjściu Carlo Ancelottiego stał się fundamentalną postacią w układance Napoli. Było to widać w rywalizacji ze Squadra Azzurra. Piotr Zieliński w tym meczu pokazał się ze znakomitej gry, jednak nie bierzemy pod uwagę jedynie gola. Spełniał bardzo istotną funkcję w pressingu, gdzie wyłączył Jorginho. Pomocnik Chelsea nie mógł sobie znaleźć przestrzeni, dzięki temu gra przeciwnika była tak słaba do czasu zejścia z murawy naszego rozgrywającego. Jerzy Brzęczek, kierując się w stronę formacji 4-2-3-1, wyraźnie liczy, że to właśnie Zielek będzie główną postacią zespołu, zaraz po Lewandowskim.

Bartosz Bereszyński – w poprzednich latach był w cieniu Łukasza Piszczka. Po zakończeniu kariery przez defensora BVB w końcu stał się pierwszym wyborem. Nie zawiódł trenera podczas meczu z Włochami. Bereś spełnia wszystkie cechy, które powinien mieć dobry boczny obrońca. Po raz drugi w ciągu tygodnia wyłączył z gry Lorenzo Insigne i ogólnie jego stroną nie było większego zagrożenia. Myślę, że kolejne lata na pozycji prawego obrońcy będą należały do gracza Sampdorii.

Kamil Glik – generał i skała w naszej obronie. Myślę, że można śmiało powiedzieć, iż jego brak na mundialu był najważniejszym wydarzeniem tego turnieju dla naszej reprezentacji. Owszem, wszedł z Kolumbią i zagrał z Japonią, jednak mówimy o graniu w pełni formy i przygotowaniu na 100% od pierwszego meczu. W starciu ze Squadra Azzurra pokazał się ze znakomitej strony. Ile znaczy lider w środku obrony, nie trzeba nikomu mówić. W Bolonii po raz kolejny przypomniał się włoskim kibicom, u których ma wyrobioną określoną markę. Mario Balotelli, zapewne do dziś siedzi w jego kieszeni, ponieważ został zgaszony niczym zapałka i nie pokazał zupełnie nic. Dodatkowo wprowadził wielki spokój do naszej gry defensywnej, przez co Jan Bednarek w pierwszym meczu i Marcin Kamiński w drugim, pokazali się z dobrej strony.

Przegrani zgrupowania

Karol Linetty – moim zdaniem największy przegrany tego zgrupowania. Karol Linetty przyjeżdżał na kadrę z nadzieją na otworzenie nowej karty. Na rosyjskim mundialu był jedynym piłkarzem z pola, który nie powąchał murawy w naszym zespole. W weekend rozegrał kapitalne spotkanie w Serie A, przeciwko Napoli. Wszyscy ostrzyli sobie ząbki na jego współpracę z Krychowiakiem i Zielińskim, w meczu z dobrze znanym rywalem. Ostatecznie trener zdecydował się na inny wariant, a Karol wszedł z ławki. Po wejściu zagrał kiepsko, a podobnie było we wtorek z Irlandią i na pewno nie przybliżył się do składu, który wyjdzie na Portugalię. Moim zdaniem, jak ktoś nie spełnił oczekiwań, to właśnie pomocnik Sampdorii. Mimo wszystko miejmy nadzieję, że w końcu przełoży dobre występy klubowe na kadrę w najbliższym czasie.

Kuba Błaszczykowski – powołanie wielkiej postaci polskiej piłki było kwestionowane od samego początku – wujek w roli selekcjonera, brak gry w klubie. Niestety, Kuba na murawie nie zamknął ust krytykom. Głupi faul, który kosztował nas bramkę w meczu z Włochami oraz słaba gra przeciwko Irlandii. U tego piłkarza widać brak ogrania. Myślę, że w najbliższym czasie będzie musiał powalczyć o powrót do LOTTO Ekstraklasy lub zmianę klubu, bo nie zanosi się, żeby jego sytuacja w Wolfsburgu miała ulec zmianie.

Arkadiusz Milik – snajper Napoli może nie tyle przegrał ze sobą, ile raczej z taktyką, której będzie używał nowy selekcjoner. Jerzy Brzęczek wyraźnie podkreślił, że formacją dominującą będzie 4-2-3-1, w sparingach mogą zdarzyć się rotacje, jak podczas rywalizacji z Irlandią. Milik w meczu z reprezentacją Italii nie wszedł nawet na minutę. Z pewnością było to dla niego bolesne doświadczenie, bo ma niezłą renomę w Serie A. Mimo wszystko, przy rywalizacji z Robertem Lewandowskim jest przegrany już na starcie. Chyba jedyną opcją dla tego piłkarza, pozostaje walka o pozycję na skrzydłach, gdzie mamy deficyt. W meczu z Irlandią zagrał od początku i skończył mecz z asystą. Mimo to, pozostaje niedosyt, bo nic więcej nie pokazał, a do tego zmarnował setkę przy strzale głową.

Zlikwidować mecze towarzyskie

Podsumowując tę przerwę reprezentacyjną najlepiej określić słowami, że jej największym wygranym jest osoba, która wpadła na pomysł Ligi Narodów. Rywalizacji Polski z Irlandią powinna być puszczana jako kara, ponieważ oglądanie tego spotkania było katorgą. W przeciwieństwie do emocji, które mogliśmy odczuwać podczas starcia o punkty z Włochami. Kibice, którzy zapłacili minimum 70 zł, żeby obejrzeć „Stojanova” w wykonaniu reprezentacji Polski i Irlandii, z pewnością w następnym przypadku przemyślą zakup biletów.

Dodatkowo warto zauważyć, że spotkanie towarzyskie z Irlandią po raz kolejny pokazało nam, jak istotnym piłkarzem jest Robert Lewandowski. Przy jego braku jakość naszej gry spada o spory procent. We wtorkowym meczu brakowało przede wszystkim zaangażowania, jednak mam wrażenie, że z Lewym na boisku byłoby zupełnie inaczej.