Zbliżająca się wiosna to nie tylko ładniejsza pogoda za oknem. Dla fanów sportów motorowych to wyczekiwany początek sezonu. W miniony weekend pierwsze oficjalne wyścigi odbyły się w Australii – Formuła 1, Katarze – MotoGP oraz Polsce – mistrzostwa par na żużlu. Silniki w końcu zawarczały i po kilkumiesięcznej przerwie znowu będzie można ekscytować się rywalizacjami na torach wyścigowych na całym świecie.

Formuła 1

Fani wyścigów bolidów wiedzą, że od lat swoją dominację konsekwentnie zaznacza Mercedes. Wydaje się, że po zakończeniu kariery przez Nico Rosberga, Lewis Hamilton jest bezsprzecznym faworytem do zdobycia mistrzostwa. Jednak już w pierwszym wyścigu Anglik musiał uznać wyższość Sebastiana Vettela. Ferrari pokazuje, że w tym sezonie tak łatwo nie odpuści. Za nami dopiero inauguracja w Melbourne, lecz już się mówi o tym, że ten sezon będzie stał pod znakiem rywalizacji: Lewis Hamilton kontra Sebastian Vettel. Sam Toto Wolff (szef Mercedesa) przyznał, że tego dnia włoska stajnia dysponowała szybszymi bolidami. Decydująca okazała się strategia. Tym razem wygranym w tej „partii szachów” był Niemiec. Na trzecim miejscu zameldował się Valtteri Bottas. Fiński kierowca zastępujący w zespole zeszłorocznego mistrza świata w F1 może być zadowolony ze swojego występu.

Rywalizacja pomiędzy Anglikiem i Niemcem zapowiada się bardzo ciekawie i jako kibice możemy mieć nadzieję, że będzie trwała do ostatniego wyścigu sezonu. Lewis Hamilton posiada trzy tytuły mistrza świata, natomiast Sebastian Vettel cztery. W ubiegłym sezonie fani emocjonowali się walką dwóch zawodników reprezentujących ten sam zespół. Bywało gorąco. Jednak tym razem pojedynek będą ze sobą toczyć nie tylko dwie indywidualności, ale także dwie wielkie marki – Mercedes oraz Ferrari. W każdych kolejnych zawodach to detale będą decydować o wygranej jednego lub drugiego. Kolejny wyścig odbędzie się za dwa tygodnie w Szanghaju.

MotoGP

Inauguracyjna runda mistrzostw świata na motorach miała miejsce w Katarze. Wydawałoby się, że na pustyni pogoda nie może pokrzyżować planów, a jednak przez cały weekend były obawy czy wyścig dojdzie do skutku. Z powodu deszczu sobotnie kwalifikacje musiały zostać odwołane. Zawodnicy zostali rozstawieni na starcie według wyników z treningów. Wydawało się, że w niedzielę już nic nie stanie na przeszkodzie. Jednak przed wyścigiem w najwyższej klasie motocyklowej spadł deszcz. Runda ostatecznie się rozpoczęła, lecz z kilkudziesięciominutowym opóźnieniem. Walka na motorach musiała odbywać się na wilgotnym i śliskim torze. Rywalizacja została także skrócona i zakończona po dwudziestu okrążeniach.

Zwycięzcą okazał się Maverick Viñales. Dla 22-letniego motocyklisty była to druga wygrana w karierze. Na podium poza Hiszpanem stanęli Włosi, kolejno – Andrea Dovizioso oraz Valentino Rossi. Tuż za nimi na mecie zameldował się obrońca tytułu Marc Márquez. Zwycięzca wyścigu debiutował w barwach Yamahy. Fabryczny team już na początku pokazuje, że dysponuje dobrymi motocyklami. Trzecie miejsce to także ich reprezentant. Legendarny „The Doctor” mimo 38 lat startuje tylko w jednym celu – kolejne mistrzostwa świata. W przeciwieństwie do Formuły 1, w MotoGP jest więcej faworytów do zgarnięcia najważniejszej nagrody. Marc Márquez, Jorge Lorenzo, Valentino Rossi, a może wmieszają się nawet Maverick Viñales czy Andrea Dovizioso? Żeby poznać odpowiedzi na te pytania pozostaje nam emocjonować się kolejnymi rundami MotoGP. Już za dwa tygodnie wyścig w Argentynie.

Żużel

Przez lata „Kryterium Asów” było turniejem inaugurującym sezon żużlowy w Polsce. Aktualnie na pierwsze oficjalne zawody w sezonie wyrasta runda mistrzostw świata par na żużlu odbywająca się na Motoarenie w Toruniu. Ze względu na stawkę zawodów przyjmuje się nawet, że jest to impreza rozpoczynająca żużlowy rok w Europie. Drugi rok z rzędu pary reprezentują zespoły sponsorskie, a nie jak to miało miejsce prędzej, reprezentacje kraju. Formuła okazuje się sukcesem nie tylko ekonomicznym, ale przynosi także wiele emocji fanom.

25 marca był szczęśliwy dla pary dwóch przebojowych, młodych Polaków – Bartosza Zmarzlika oraz Piotra Pawlickiego. W samym finale zawodów dokonali nieprawdopodobnej rzeczy, zmieniając na dystansie rezultat biegu z 1:5 na 4:2, co dało triumf dla Fogo Power. Przegranymi w tym biegu, kończąc turniej na drugiej pozycji, byli Jason Doyle oraz Max Fricke jako Boll Team. We wcześniejszej fazie zawodów dwa biegi odjechał Grigorij Łaguta. Jednak Rosjanin był jeszcze daleki od swojej optymalnej formy i młody Australijczyk zastępował go już w każdym kolejnym wyścigu. Trzecią pozycję zajęli bukmacherscy oraz miejscowi faworyci – ekipa Monster Energy Speedway Team. W ich barwach startowali zawodnicy na co dzień reprezentujący miejscowy klub w rozrywkach ligowych. Znajomość nowej geometrii toru nie pomogła. Aktualny mistrz świata, Greg Hancock, nie wytrzymał presji w biegu barażowym, dotykając taśmy, czym pogrzebał szansę swojego trio na triumf. W kratkę jeździł drugi jeździec tej pary – Chris Holder. Australijczyk zdobył siedem punktów i bonus, jednak dwukrotnie na metę dojeżdżał na końcu stawki. Teraz czas na kolejne sparingi, testy sprzętu i objeżdżanie się całej stawki. W niedzielę i poniedziałek wielkanocny wystartuje polska Ekstraliga. Natomiast 29 kwietnia na torze w Krško rozpocznie się cykl Speedway Grand Prix.

  • Tagi