Nie było „prawie”, „szkoda”, „eh, „niestety” czy „znowu jedna pozycja”. Był za to trafiony kupon – wygraliśmy 423 PLN! Łączna skuteczność typów to 6/8 i tylko czterech punktów zabrakło nam do perfekcyjnego startu sezonu NBA. Jest nieźle, ale chcemy, żeby było jeszcze lepiej. Dzisiaj dużo spotkań i ode mnie trzy propozycje – łącznie do zgarnięcia mamy 513 PLN. Co gramy? Tego dowiesz się w poniższej analizie. Zapraszam do lektury.

Do analizy użyłem Skarb Typera NBA, czyli darmowy PDF zawierający ponad 120 stron statystyk, aktualnych składów, analiz, ciekawostek i wszystkich niezbędnych informacji o NBA.

Odbierz bonusy powitalne przygotowane specjalnie dla czytelników Zagranie!

Kod rejestracyjny: 1250

Zdarzenie: liczba punktów gości w meczu  Toronto Raptors – Boston Celtics poniżej/powyżej 102.5

Typ: powyżej

Kurs: 1.80

Dla mnie mecz nocy. Dla Ciebie mam nadzieję też.

Boston Celtics i Toronto Raptors to zespoły, które się nie lubią i rywalizują od dobrych kilku lat, chociaż ani razu los nie sprawił, że zobaczyliśmy tę parę w playoffach. Kibice Raptors napinają muskuły, oburzają się i mówią o swojej wyższości nad Celtics, lecz ani razu tego nie udowodnili.

Analiza bezpośrednich pojedynków przynosi bardzo interesujące wnioski.

W 11 ostatnich starciach aż 10 razy wygrywał gospodarz, a jedyny przypadek złamania tej serii był pod koniec 2016 roku. Od tego czasu, czyli od siedmiu spotkań, za każdym razem zespół, który gra u siebie, wygrywa.

Czy dzisiaj też tak będzie?

Nie wiem i nie podejmuje się osądu. W tym spotkaniu będzie tyle talentu, tyle gwiazd, tyle fantastycznych graczy, że każdy może rozstrzygnąć wynik na korzyść jednej ze stron. Ale nie łudź się, że koszykarze będą się zabijać o zwycięstwo – nie, to dopiero ich drugi występ w fazie zasadniczej. Na to jeszcze przyjdzie czas, oby w potencjalnej serii playoffowej.

Większość pojedynków Celtics i Raptors jest underowych. Mamy do czynienia ze świetnymi teamami w defensywie, zatem niskie wyniki nie dziwią nikogo. Ja jednak pójdę trochę na przekór statystkom, przede wszystkim ze względu na potencjał w ataku, jakim dysponują dzisiejsi rywale.

Boston mimo tego, że Kyrie Irving i Gordon Hayward trafili tylko 6 z 26 swoich rzutów, zdobył 105 punktów i pewnie wygrał. Goście są underdogiem i linia została wystawiona bardzo nisko. 102.5 punktów najlepszego zespołu w Konferencji Wschodniej? Biorę over, bo liczę na to, że 17-krotni mistrzowie NBA potwierdzą swoje aspiracje w tym sezonie. Tatum, Brown, Hayward, Irving, Horford, Morris, Smart, Rozier – czy oni są w stanie zdobyć więcej niż 102 punkty? Tak. Czy to zrobią? Tak sądzę.

Zdarzenie: liczba punktów gości w meczu  Orlando Magic – Charlotte Hornets poniżej/powyżej 109.5

Typ: powyżej

Kurs: 1.80

O rewolucji ofensywnej w Północnej Karolinie pisałem już kilka razy i pewnie macie już dość tego tematu. Trudno, musicie to jakoś przeżyć, bo po raz kolejny przeanalizuję spotkanie z udziałem Charlotte Hornets. Tym razem rywalem drużyny, której właścicielem jest sam Michael Jordan, będą Orlando Magic.

Archaiczny atak, mała liczba trójek, mało gry z kontrataku – o tym już było, ale przypomnę tylko tym, którzy nie są do końca w temacie.

Hornets latem zmienili trenera – Steve Clifford został zastąpiony przez Jamesa Borrego. Clifford był solidny, ale nic ponad to. Udało mu się wprowadzić poukładaną koszykówkę, jednak bez błysku, a mając takiego zawodnika, jakim jest Kemba Walker, można więcej. I to więcej ma wnieść Borrego, który wychowywał się u Grega Popovicha w San Antonio, więc nie jest to koleś z przypadku.

Szerszenie grały szybko, lecz nie przekładało się to na punkty z kontry czy trójki, czyli rzeczy, które w obecnej NBA są najbardziej poszukiwane. Już w preseason było widać zmiany. Ale co tam sparingi – pierwszy mecz sezonu potwierdził.

112 punktów przeciwko Milwaukee Bucks nastraja optymizmem. Hornets oddali 38 rzutów za trzy, z których trafili 16 prób, co daje świetną skuteczność na poziomie 42.1%. Aż siedem z nich należało do Walkera, który w środę był kapitalny, zdobywając 41 punktów. Charlotte traciło już ponad 20 oczek w pewnym momencie, jednak za sprawą świetnej postawy Kemby udało im się nawet wyjść na prowadzenie. Ba, mieli szansę, żeby wygrać to spotkanie, ale najpierw Walker nie trafił spod kosza, a później Nicolas Batum rzucił taką cegłę za trzy, że prawie zrobił dziurę w tablicy.

Takie porażki bolą najbardziej kibiców, jak i samych graczy. Bo nie po to odrabiasz dużą stratę, żeby przegrać w ten sposób.

Orlando Magic akurat wygrali po zaciętej końcówce z Miami Heat, ale było blisko do wpadki. Magic byli tymi, którzy prawie stracili swoją przewagę, jednak Heat nie byli w stanie wykorzystać ich błędów. Mecz zakończył się wynikiem 104-101, czyli stosunkowo niskim, jak na obecne standardy w lidze. Zespół z Miami nie mógł się kompletnie wstrzelić, trafiając jedynie 39.2% swoich prób z gry, 27.3 % za trzy (9 na 33) i pudłując sześć rzutów osobistych.

Czy to zasługa defensywy? Nie wydaje mi się.

Typuję, że Hornets będą mieli dużo lepszy występ w ataku niż Heat. Szerszenie poprawiły zdecydowanie ofensywę i przeciwko przeciętnej obronie z Orlando powinno być to widoczne. To jest zupełnie inna drużyna niż jeszcze sezon wcześniej. Magic nie mają nikogo, kto mógłby zatrzymać Walkera. Moim zdaniem po raz kolejny zobaczymy dużą liczbę punktów w wykonaniu Szerszeni. Kolejna propozycja na mój kupon to więcej niż 109.5 punktów w wykonaniu Charlotte Hornets – kurs 1.80.

Zdarzenie: liczba punktów gospodarzy w meczu  New Orleans Pelicans – Sacramento Kings poniżej/powyżej 120.5

Typ: powyżej

Kurs: 1.80

New Orleans Pelicans byli fatalni w preseason, przegrywając każde z pięciu spotkań. Co nie działało? Obrona. 128, 116, 106, 140 i 134 stracone punkty to coś, co się nie powinno wydarzyć, nawet w sparingach. Zwiastowało to katastrofę w meczu z Houston Rockets, ale… Pelicans wyszli z tego obronną ręką w dość interesujący sposób. Zamiast poprawiać defensywę, zaprezentowali się fantastycznie w ataku.

131 punktów, 53.1% z gry, 10 trójek przy skuteczności 40% i aż 36 asyst. To był zdecydowanie najlepszy ofensywie występ, jaki od dawna widziałem. A wszystko to zostało zrobione w starym stylu, bo to podkoszowi punktowali najwięcej.

Anthony Davis tylko potwierdził, że w tym sezonie będzie faworytem do zdobycia nagrody MVP, notując linijkę 32 punkty, 16 zbiórek, 8 asyst, 3 przechwyty i 3 bloki: B.E.S.T.I.A. Nikola Mirotic pokazał swoje idealnie dopasowanie do Davisa, bombardując Rockets trójkami: 30 punktów, 6/8 za trzy i 10 zbiórek. Julius Randle dołożył do tego 25 punktów. Podkoszowi Pelicans złożyli się na 77 punktów, co jest czymś, co nie zdarza się często. Inny nowy nabytek, Elfrid Payton, zanotował minimalistyczne triple double: 10 punktów, 10 zbiórek i 10 asyst.

I to nie tak, że Pelicans grali przeciwko jakimś ogórkom, bo Houston Rockets mają (lub przynajmniej mieli) świetną obronę (6. efektywność defensywna w minionych rozgrywkach). Pamiętasz ich serię z Golden State Warriors? Właśnie.

Dominacja ofensywna ekipy z Nowego Orleanu nie jest czymś nowym, bo sezon 2017/18 zakończyli na trzeciej lokacie pod względem zdobywanych punktów i średniej asyst na mecz.

Sacramento Kings – nic dodać, nic ująć. Ostatnio starali się za bardzo i zepsuli nam kupon, przegrywając tylko sześcioma punktami. Królowie poszli na wymianę ciosów z Utah Jazz, zdobywając 117 punktów, ale też tracąc aż 123. Zwróć uwagę, że Jazz sezon wcześniej zdobywali tylko 104.1 punktów w każdym pojedynku, co było dopiero 19. wynikiem w lidze. Pelicans? Wspomniałem – trzecie miejsce.

Nie był to wypadek przy pracy obrony Kings. Choćby w preseason podopieczni Dave’a Jorgera w czterech z pięciu meczów przeciwko zespołom z NBA stracili co najmniej 118 oczek. Była to swego rodzaju kontynuacja tego, co działo się w sezonie 2017/18, kiedy to Sacramento było dopiero na 28. lokacie pod względem efektywności defensywnej, wyprzedzając jedynie Phoenix Suns i Cleveland Cavaliers. A nie muszę chyba mówić, że każdy z tej trójki był po prostu fatalny po bronionej stronie boiska.

Środowy występ New Orleans Pelicans był czymś wspaniałym. Według mnie Davis, Mirotic i spółka powtórzą to, co zrobili w Houston, tylko że na własnym parkiecie. Skoro ich rywalem jest tak słaba defensywa, jak ta, którą mają Sacramento Kings, to takie coś wydaje się dla mnie oczywiste. Linia jest bardzo wysoka, ale Pelicans spokojnie mogą ją pokryć i typuję, że to zrobią.

Trzy typy, trzy takie same kursy, stawka 100 PLN, co łącznie daj nam 513 PLN do wygrania. Szczęście się do nas uśmiechnęło – oby i tym razem było podobnie.

Piszcie w komentarzach swoje propozycje i przemyślenia.

Powodzenia!