26 meczów trwała przerwa Kyrie’ego Irvinga, w trakcie której Brooklyn Nets zanotowali bilans 13 zwycięstw oraz 13 porażek. Rozgrywający w niedzielę wrócił do gry mimo problemów z ramieniem i w ledwie 20 minut zdobył 21 punktów, zaliczając najlepszą w karierze skuteczność w jednym meczu. Nets z kolei łatwo rozprawili się z zespołem Atlanta Hawks.

Nie ma żadnych wątpliwości, że Kyrie Irving to jeden z najbardziej ekscytujących zawodników w całej lidze, który każdej nocy jest w stanie dostarczyć nam niesamowitych wrażeń. Jego ruchy to czasami prawdziwa poezja, choć oczywiście w koszykówce chodzi przede wszystkim o zwycięstwa, a tych na Brooklynie nie widzieli w tym sezonie wcale tak dużo. W niedzielę Irving zaserwował jednak zarówno ekscytujące zagrania, jak i wygraną Nets, którzy bez większych problemów poradzili sobie z drużyną Atlanta Hawks – ekipie z Georgii zabrakło siły w ataku, lecz to akurat nie dziwi, bo znów pauzował Trae Young, czyli motor napędowy Jastrzębi. Młody rozgrywający tym razem nabawił się urazu ścięgna udowego i choć zdaje się, że nie jest to nic poważnego to jednak Hawks obchodzą się ze swoją największą gwiazdą w dość ostrożny sposób.

Irving tymczasem w dobrym stylu wrócił do poważnego grania, bo choć zagrał tylko 20 minut to zdobył aż 21 punktów i trafił dziesięć ze swoich jedenastu rzutów. Tak dobrej skuteczności jeszcze w karierze nie miał. Po meczu nie krył emocji, wprost stwierdzając, że bardzo tęsknił za graniem w koszykówkę. 26-latek pojawił się w hali już kilka godzin przed meczem, by poddawać rzuty i przygotować się do spotkania. Nie było przy tym widać żadnych problemów, przez które Irving pauzował od połowy listopada. Wciąż zresztą nie wiadomo, czy konieczna będzie operacja, choć ostatnie dni – oraz sam występ w meczu – mogą być odbierane jako bardzo optymistyczne sygnały. To bardzo ważna wiadomość dla Nets, którzy właśnie wygrali drugi mecz z rzędu i wreszcie mogą się troszeczkę uśmiechnąć, bo wcześniej przegrali aż siedem kolejnych spotkań.

Pozostałe informacje z niedzieli w NBA:

  • To była noc powrotów, bo prócz Irvinga do gry wrócił też choćby Pascal Siakam i znakomicie rozpoczął starcie z San Antonio Spurs, już w pierwszej kwarcie zdobywając 12 punktów. Ale w drugiej połowie nie trafił ani jednego rzutu, a jego Toronto Raptors pozwolili rywalowi odrobić aż 18 punktów straty i koniec końców to Ostrogi cieszyły się z jednopunktowego zwycięstwa. Wciąż w znakomitej formie jest DeMar DeRozan, który zdobył 25 punkty i zaliczył niezwykle efektowny wsad nad Chrisem Boucherem.
  • Niedziela w NBA zaczęła się jednak kilka godzin wcześniej od dwóch spotkań o całkiem dobrej dla europejskiego fana porze. Pierwszy taki pojedynek zakończył się sensacyjnym zwycięstwem New York Knicks, którzy odrobili straty do Miami Heat i po zaciętej końcówce zaserwowali rywalowi drugą porażkę z rzędu. To pierwsza taka seria przegranych dla Heat w tym sezonie. Najwięcej w meczu 26 oczek zapisał na konto Julius Randle, który zadedykował ten występ swojej zmarłej kilka dni temu babci.
  • Mniej więcej w tym samym czasie Utah Jazz wygrywali dziewiąte spotkanie z rzędu, choć Washington Wizards postawili twarde warunki i dopiero na samym finiszu opadli z sił. Drużynie z Salt Lake City nie przeszkodził nawet brak Donovana Mitchella, który nie zagrał z powodu choroby. Pod jego nieobecność świetnie spisał się m.in. Bojan Bogadanović, który zdobył 31 punktów. Jazz wskoczyli tym samym na trzecie miejsce w konferencji zachodniej .
  • Spore emocje w Kolorado, gdzie spotkały się dwie czołowe drużyny z Zachodu. Górą byli ostatecznie Denver Nuggets, którzy zafundowali tym samym kolejną frustrującą porażkę ekipie Los Angeles Clippers. Siedmiu graczy gospodarzy zdobyło dziesięć lub więcej punktów – najwięcej miał Nikola Jokić – podczas gdy LAC musieli radzić sobie bez Paula George’a. Przegrana oznacza, że zespół z Miasta Aniołów spadł na piąte miejsce w konferencji.