fot. Rafał Oleksiewicz

– Nie mam ciśnienia na dążenie do walki rewanżowej z obecnym mistrzem FEN-u w kategorii ciężkiej. Od tego są menadżerowie i organizatorzy. Moim celem jest nie zatrzymywanie się w ciągłym rozwoju – mówi serwisowi Zagranie.com Szymon Bajor, który wystąpi już 6 lutego na gali FEN 32.

Kamil Piłaszewicz: Dzień dobry. Skoro umówiliśmy się na wywiad kilkanaście dni przed galą FEN 32, to proponuję zacząć od sztampowego pytania, jak z formą i zdrowiem u Szymona Bajora?

Szymon Bajor: Witam serdecznie. Nad formą pracuję cały czas, to znaczy każdego dnia staram się być coraz lepszym zawodnikiem. Do walki będę w możliwie jak najlepszej formie. Jeszcze kilka rzeczy zostało mi do doszlifowania. Zdrowie dopisuje, więc pozostaje tylko trenować i każdego dnia być lepszą wersją samego siebie, tak jak to powtarza mój trener mentalny – Norik Koczarian, którego serdecznie pozdrawiam.

Od dnia ogłoszenia, że pierwsza gala Fight Exclusive Night w 2021 r. odbędzie się na początku lutego, fani wiedzieli, że będzie Pan jedną z gwiazd na karcie walk. I tak się zastanawiam, kiedy dopięto wszelkie szczegóły związane z pańskim występem?

– W kuluarach mówiło się, że stoczę kolejny pojedynek dla federacji FEN na pierwszej gali w 2021 r. Czekałem na potwierdzenie mojego udziału przez organizację, gdyż jak wszyscy wiemy, to do nich należy ostatnie słowo w takich sprawach. Czekałem, bo przecież zdarzają się sytuacje, w których organizatorzy muszą dostosować się do, np. rządowych restrykcji. Na szczęście moja walka okazała się niezagrożona i otrzymałem potwierdzenie występu tuż przed galą FEN 31.

Nazwisko Pana przeciwnika na razie nie jest ogłoszone, więc zapytam w inny sposób: co o swoim najbliższym rywalu może powiedzieć Szymon Bajor?

– Wysoki, dobrze pracujący na nogach, świetnie potrafiący wykorzystywać swój zasięg, a także znakomicie umie bronić obaleń i jest ciężkim przeciwnikiem do ustabilizowania po obaleniu. Ciężko jest coś powiedzieć o brakach mojego przeciwnika, gdyż MMA poszło na tyle do przodu, że zawodnicy potrafią się odnaleźć w każdej płaszczyźnie walki. Można się doszukiwać błędów bokserskich, zapaśniczych, czy parterowych, ale MMA to nie jest boks, zapasy czy bjj.

Niektórzy kibice zaczęli nawet sugerować, by już na początku roku pas FEN w wadze ciężkiej wrócił do gry. Pan miał okazję bić się już z Oli Thompsonem, więc może lada moment potwierdzą się przypuszczenia fanów i na gali zobaczymy dwie walki o pas?

– Oli dał mi lekcję życia. Obnażył moje braki, które nie powinny mieć miejsca na tym poziomie. To dzięki niemu stałem się innym, lepszym i bardziej naładowanym pozytywną energią zawodnikiem. To on, po części, stworzył nowego Szymona Bajora. Może to wydawać się trochę komiczne, ale jestem mu za to mega wdzięczny. Odnośnie pytania, nie mam ciśnienia na dążenie do walki rewanżowej z nim. Od tego są menadżerowie i organizatorzy. Moim celem jest nie zatrzymywanie się w ciągłym rozwoju. Tutaj nie ma większego znaczenia, kiedy ponownie wypracuję zaufanie organizatorów na tyle, by ponownie wstawili mnie do walki mistrzowskiej.

Na różnego typu forach fani zastanawiają się, czy tym razem doczekają się starcia polsko – polskiego, czy ponownie obejrzą, jak krzyżuje pan rękawice z kimś z zagranicy?

– Myślę, że nikt na mnie się nie obrazi, jak zdradzę mały szczegół… (uśmiech) Na chwilę obecną w moim pojedynku nie zanosi się na starcie Polaków. Ale jak mówię, na ten moment, gdyż nikt z nas nie wie, co może się wydarzyć do lutego.

tło

fot. Rafał Oleksiewicz

A może nazwiska Pana najbliższego przeciwnika należy wypatrywać na Sherdogu podsumowującego Pana wcześniejsze starty?

– To nie będzie walka rewanżowa z żadnym z moich wcześniejszych przeciwników. Nie czuję się ani niespełniony, ani nie mam urażonego ego, aby próbować wywierać presję i dążyć za wszelką cenę do rewanżowych walk. Oczywiście, fajnie by było stoczyć pojedynek z kimś z kim wcześniej przegrałem i zobaczyć, czy będę w stanie tym razem przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść, ale nie chcę się cofać i wracać do tego, co było. Czy wygrałem, czy przegrałem, zamykam drzwi i idę dalej.

Dopytując o przeciwnika, nie sposób nie dopytać o kwestię po części z nim związaną, a mianowicie jak wyglądają Pana przygotowania?

– Moje przygotowania wyglądają tak, jak do ostatniej walki. Stworzyliśmy z trenerami świetny team, za co im bardzo dziękuję. To oni dają mi wsparcie i czasami wierzą we mnie bardziej, niż ja sam. Otaczam się ludźmi, którzy bardziej chcą dołożyć cegiełkę do przygotowań i mi w nich pomóc, niż przeszkodzić. Spotykamy się w wąskim gronie i szlifujemy wybrane elementy, za co bardzo dziękuję szkoleniowcom oraz zawodnikom, którzy przyjeżdżają, aby mi pomóc.

Na ile zamieszanie związane z pandemią wywołaną przez Covid-19, wpłynęło na Pana przygotowania?

– Nie odczuwam tutaj większej przeszkody. Wiadomo, że gdyby nie było pandemii, to wszystkim nam żyłoby się lepiej. Moim sposobem jest branie od życia, to co daje i nie narzekać.

W jakim stopniu rzadsze sparingi wpływają na sposób przygotowywania się do pojedynków?

– W okres sparingowy, tak naprawdę, dopiero wchodzę i na chwilę obecną nie jestem w stanie stwierdzić, czy rzadsze sesje sparingowe, niż do wcześniejszych starć, przełożą się na walkę. Udało mi się dograć już dwa miejsca w kraju, które zamierzam odwiedzić, aby sprawdzić się z zawodnikami, którzy odpowiadają temu, jaki jest mój przyszły przeciwnik.

Miał Pan już okazję przygotowywać się do walki w czasie „panowania covidu”, a następnie poczuć smak triumfu, więc można przypuszczać, że to nabyte doświadczenie pomoże w odniesieniu kolejnego zwycięstwa?

– Tak jak już wcześniej napisałem. Każdego dnia staram się być lepszym zawodnikiem, lepszą wersją samego siebie. Mogę śmiało powiedzieć, że w czasie przygotowań, nie mam czasu na analizę sytuacji pandemicznej.

tło

fot. Rafał Oleksiewicz

Zakładając, że zwycięża Pan na gali FEN 32 i nie przyplączą się poważniejsze kontuzje, to jak chciałby Pan, by wyglądała dalsza część roku pod względem występów?

– To pytanie stwarza mi najwięcej trudności z jasną i klarowną odpowiedzią. Szczerze mówiąc nie jestem, na chwilę obecną, w stanie odpowiedzieć na to pytanie. Myślę, że po walce wiele sytuacji się wyklaruje. I wtedy będę w stanie na nie odpowiedzieć.

I na sam koniec nieco podchwytliwe pytanie, a mianowicie: Szymon Bajor szybciej sięgnie po mistrzowski pas wagi ciężkiej federacji FEN, czy podpisze kontrakt z którąś z większych federacji?

– Nie wybiegam, aż tak bardzo wprzód. Wspólnie z trenerami i klubowymi kolegami każdego dnia wykonujemy ciężką pracę na macie, a także poza nią. Wszystko po to, aby ciągle się rozwijać. Jeżeli inne federacje uznają, że mają dla mnie ciekawe zestawienia, z pewnością będziemy je rozważać. Na chwilę obecną w stu procentach skupiam się na nadchodzącym pojedynku.