LeBron James ma już 34 lata na karku i właśnie rozpoczął 17. sezon w karierze, ale nie zamierza słuchać o tym, że robi się coraz starszy albo coraz wolniejszy. Zamiast tego udowadnia, że nadal jest jednym z najlepszych zawodników na świecie. We wtorek jakby dla potwierdzenia tych słów zaliczył trzecie kolejne triple-double i dokonał tego jako najstarszy gracz w historii ligi. 

Los Angeles Lakers wygrali we wtorek w Chicago i było to szóste zwycięstwo z rzędu, a na dodatek w kapitalnym stylu, bo przyjezdni odrobili aż 19 punktów straty do Bulls. Pomógł powrót do gry Kyle’a Kuzmy oraz jak zwykle świetny LeBron James, który tym razem zapisał na konto 30 punktów, 10 zbiórek oraz 11 asyst. To jego trzecie kolejne triple-double: w historii NBA nie było starszego gracza, który by tego dokonał. James o niewiele wyprzedził więc pod tym względem Jasona Kidda, który również w wieku 34 lat miał trzy kolejne triple-double w 2008 roku.

Jakby tego było mało, po raz pierwszy od 1987 roku gracz Lakers w trzech kolejnych spotkaniach zanotował triple-double. Wtedy zrobił to Magic Johnson. James po meczu z Bulls zabawił się na twitterze, udostępniając posta z tą właśnie statystyką i sarkastycznym dopiskiem #WashedKing (luźne tłumaczenie: Król jest skończony).

34-latek udowadnia właśnie w tym sezonie, że jego dominacja w NBA wcale nie jest bliska końcowi – wręcz przeciwnie, LeBron to nadal jeden z najlepszych graczy na świecie, a na docenienie zasługuje w trwających rozgrywkach także bardzo dobra postawa skrzydłowego po bronionej stronie parkietu. Po siedmiu meczach jedna z największych gwiazd ligi notuje średnio 26.1 punktów, 8.3 zbiórek oraz 11.1 asyst – pod względem asyst to nie tylko najlepszy w karierze wynik LeBrona, ale w tej chwili także najlepszy wynik w całej lidze. Lakers z bilansem 6-1 zajmują tymczasem pierwsze miejsce w konferencji zachodniej i jak tak dalej pójdzie to James w swoim 17. sezonie w NBA powalczy o kolejną nagrodę dla MVP sezonu regularnego.