Sobotnie konkursy stały pod znakiem niespodzianek. Tym razem dwa z trzech najgorszych klubów ostatnich lat miały powód do radości. W końcu każdy powinien mieć coś z życia, nawet Brooklyn Nets i Phoenix Suns. To właśnie koszykarze z tych klubów zwyciężyli odpowiednio w Skills Challenge i Konkursu rzutów za trzy: Spencer Dindwiddie i Devin Booker. W Konkursie Wsadów triumfował gracz Utah Jazz, Donovan Mitchell. Czy wydarzyło się coś historycznego? Czy zawodnicy wyskoczyli z ekranu? O tym, przeczytasz w relacji z soboty podczas Weekendu Gwiazd.

Obstawianie tego wydarzenia graniczy praktycznie z cudem, co pokazały moje wczorajsze typy. Nie udało mi się trafić żadnego zdarzenia. Niespodzianki były większe, niż się spodziewałem. Ale to tylko pokazuje, jak nieprzewidywalne są tego typu eventy. 

Ten dzień jest z reguły najbardziej wyczekiwany przez kibiców podczas All-Star Weekend. Kto nie lubi obejrzeć efektownych dunków i popisów najlepszych strzelców za trzy punkty? Jednak czy warto było zarwać minioną noc?

I tak i nie. Na pewno było lepiej niż rok temu, co do tego nie ma wątpliwości. Lecz oglądając, nie czułem, żebym był świadkiem czegoś niesamowitego. Okej, było fajnie, ale jeśli nie obejrzałeś tego na żywo, to nie straciłeś aż tak dużo. Wszystko możesz nadrobić dzięki highlightom.

Zacznijmy od pierwszego konkursu, czyli Skills Challenge:

Po dwóch latach dominacji wysokich (Karl-Anthony Towns, Kristaps Porzingis) w końcu mali byli górą, a mianowicie Spencer Dindwiddie. Na pewno na docenienie zasługuje Lauri Markkanen, który awansował do finału spośród podkoszowych.

https://www.youtube.com/watch?v=dEeXUcM1ZiY

Ta formuła sprawia, że istnieje duża losowość. Tylko 3 elementy to trochę za mało. Obejrzeć i zapomnieć. Wystarczy.

Przejdźmy teraz do Konkursu rzutów za trzy.

Wygrał najmłodszy, Devin Booker z Phoenix Suns. Ale to nie jest niespodzianka. Booker to w końcu jeden z sześciu zawodników, którzy w swojej karierze mieli występ na minimum 70 punktów. A ma… 21 lat.

Po dzisiejszej nocy jedno jest pewne: Paul George nie przyjdzie do Los Angeles. Mimo że przychodził jako drugi najlepszy strzelec pod względem procentowym, kompletnie nie mógł złapać rytmu i wypadł blado.

Warto docenić Tobiasa Harrisa z Clippers, który niespodziewanie wszedł do finału i gdyby udało mu się utrzymać świetną dyspozycję z pierwszych stanowisk, mógł zagrozić pozostałym finalistom.

Może i cały konkurs nie stał na najwyższym poziomie, ale Klay Thompspon, a przede wszystkim Devin Booker nie zawiedli.

Najpierw Booker był niesamowicie gorący (w końcu jest zawodnikiem Phoenix z Arizony) i wydawało się, że nie będzie miał żadnego pudła. Ostatecznie trafił aż 19 z 25 prób, w tym 9 z ostatnich 10 rzutów. 28 punktów to nowy rekord Three Point Contest w nowym formacie. Po nim do rywalizacji (jako ostatni) podszedł Thompson, który miał przed sobą niesamowicie trudne zadanie. Walczył, ale ostatecznie skończył z 25 punktami, co w innych latach wystarczyłoby spokojnie do triumfu.

Fani trójek nie powinni czuć się zawiedzeni.

https://www.youtube.com/watch?v=2vO6UOQ2qqc

Teraz to, na co czekali wszyscy. Czy oczekiwania zostały spełnione?

Niekoniecznie.

Zresztą zobaczcie sami.

https://www.youtube.com/watch?v=0EVO2ohrQtw

Na pewno nie był to konkurs, który zapamiętamy na lata. Według mnie może 2 wsady były kozackie, ale 50 punktów za alley-oopy od tablicy i skończenie wsadem jedną ręką. Serio? Członkowie jury nie wiedzieli, jakie oceny mają przyznać i po każdym dunku patrzyli się na siebie błagalnym wzrokiem. To nie tak powinno wyglądać. Rozumiem, że Los Angeles, Hollywood itd., ale ta piątka powinna składać się z ekspertów, którzy znają się na rzeczy.

Donovan Mitchell wygrał, bo zrobił show. Każda z jego prób miała jakiś dodatek, otoczkę – tu zmienił koszulkę, tu poprosił kogoś z publiczności, tu skorzystał z drugiego kosza. Wszedł w interakcję z publiką i to się ceni. Ale żaden z jego wsadów nie będzie wspominany po latach. No bo który? Wsad nad siostrą, 120-centrymtrowym Kevinem Hartem i jego synem? Każdy z nas mógłby przeskoczyć nad Hartem, to nie jest żadne wyzwanie.

Kiedy podejmujesz się naśladować Vince’a Cartera, musisz się postarać. Te dunk był dobry, ale przy Carterze każda próba wychodzi blado.

Podobało mi się, że zawodnik Jazz zaangażował w konkurs siostrę i po puchar wyszedł jeszcze mamą. Mitchell jest bardzo zżyty z rodziną i chwała mu za to, że się tego nie wstydzi.

Donovan Mitchell nie zrobił tego, co Zach Lavine, czy Aaron Gordon, jednak wykazał się kreatywnością i zrobił coś świeżego. Nie zmienił biegu historii i zostanie zapamiętany, jako jeden z wielu.

To, że Larry Nance Jr. z korzysta z pomocy ojca albo odtworzy jego wsad było pewne. Kurs na to był w okolicach 1.10. Pewniaczek – jak to się mówi. I to się oczywiście wydarzyło.

Nance zaprezentował się lepiej niż Mitchell, ale nie miał w sobie tego czegoś. Nie potrafił tego sprzedać. Jak ktoś ma się ekscytować, skoro Ty po swoim dunku nic nie robisz. Tak nie można. Slam Dunk Contest to show, tu trzeba porwać kibiców i gdyby Larry był trochę bardziej charyzmatyczny, to pewnie on wygrałby statuetkę.

Bo drugi wsad w jego wykonaniu to majstersztyk. Na pierwszy rzut oka nie było to nic specjalnego, ale na szczęście mamy powtórki.

https://www.youtube.com/watch?v=u8uzrKmQiko

Swoją drogą, postęp technologiczny pozwala jeszcze bardziej docenić nam dunki. Niektórych rzeczy nie widać na pierwszy rzut oka, a w slo-mo mamy szansę dojrzeć każdy, nawet najmniejszy szczegół.

Dużym przegranym jest na pewno Dennis Smith Jr. Zawodnik Dallas Mavericks był faworytem i w pierwszej próbie zrobił praktycznie to samo, co Aaron Gordon 2 lata temu. Gordon otrzymał 47 punktów, a Smith Jr. 42. Trzeba jednak zauważyć, że pomiędzy nimi jest aż… 16 centymetrów różnicy. Niższy zawodnik ma zdecydowanie trudniej i powinien zostać doceniony.

Szkoda, bo druga próba Dennisa była jednym z najlepszych w historii Slam Dunk Contest. Zwróć uwagę, jak trudny był to wsad. 360 pod nogą ze zmianą ręki.

Wow. To było lepsze niż każda z 4 prób wykonanych przez Donovana Mitchella.

Ten konkurs na pewno nie przyczynił się do powrotu magii Slam Dunk Contest. Było solidnie, ale tylko solidnie. To co: za rok powtórka? Budowanie napięcia, pompowanie balonika i na koniec dnia minimalny zawód? Oby nie.

A Ty jakie masz spostrzeżenia po minionej nocy podczas Weekendu Gwiazd?

Jeszcze krótko o dzisiejszym Meczu Gwiazd – Team Lebron kontra Team Steph.

Jak to widzą bukmacherzy? Kurs na poziomie 1.70 na zespół Jamesa i 2.30 na drużynę Curry’ego. Gdybym miał na coś stawiać, to wybrałbym ekipę lidera Golden State Warriors. Tutaj żadna analiza nie ma sensu, więc wybieram po prostu wyższy kurs, bo to większe value. To tak, jakbyś rzucał monetą i miał 50% szans.

 Totolotek bonus – dowiedz się więcej!

Ale mój typ to under punktowy. Totolotek wystawił linię 338.5 punktów, czyli końcowy wynik musiałby oscylować w granicach 170-170. Nowy format ma dodać temu spotkaniu rywalizacji i sami zawodnicy powinni starać się bardziej, szczególnie w defensywie.

A wy jaką macie propozycję na All-Star Game?