Oklahoma City Thunder polegli po raz drugi przeciwko Houston Rockets. W tym momencie znajdują się w dość ciężkiej sytuacji, bo w obu spotkaniach widać było brak wsparcia dla Russela Westbrooka ze strony jego kolegów. Pytanie: czy będą w stanie pomóc zespołowi osiągnąć zwycięstwo, czy znowu zawiodą? 

(2) Houston Rockets vs Oklahoma City Thunder (0) 115:111

Mimo genialnej linijki statystycznej: 51 punktów (17 na 43 z gry), 13 asyst, 10 zbiórek, 4 przechwyty, Westbrook nie był w stanie doprowadzić swojego zespołu do końcowego triumfu.

Dziś objawił nam się też ten zły Russell, który był jednym z powodów, dla których OKC Thunder z Kevinem Durantem w składzie nie zdobyli mistrzostwa NBA – ten, który forsuje rzuty, gra pod siebie i nie zwraca uwagi na swoich kolegów z zespołu.

Przez pierwsze trzy kwarty Thunder zagrali zdecydowanie lepiej: zdominowali deski (zanotowali 17 zbiórek w ataku), bronili dobrze Jamesa Hardena (świetna robota ze strony Andre Robersona), a Westbrook grał fenomenalny mecz. Przez pierwsze 3 kwarty miał naprawdę fantastyczny występ, a Thunder pod koniec czwartej kwarty prowadzili jeszcze +12. Jednak w ostatniej części wrócił stary, nieskuteczny Westbrook i cały czar prysł.

W czwartej kwarcie trafił tylko 4 z 18 rzutów, forsując mocno rzuty i próbując wygrać spotkanie w pojedynkę. Jest czwartym (od 1984 roku) zawodnikiem, który oddał minimum 35 rzutów z gry i 15 osobistych (poza Jordanem, Lebronem i Carmelo Anthonym).

Jednak na koniec dnia nie można obwiniać Russela, że starał się wygrać ten mecz sam. Jeśli Twoi partnerzy Cię zawodzą, to jakie masz wyjście? On zrobił wszystko, co mógł, a nawet więcej, żeby wygrać to spotkanie.

Poza Westbrookiem tylko 3 zawodników miało ponad 10 punktów, a najwięcej z nich (12) miał Andre Roberson. Zawodnik, który jest bardzo mocno ograniczony rzutowo (łagodnie mówiąc) i w trakcie sezonu regularnego zaliczał niespełna 7 punktów.

Jeśli Roberson jest drugim strzelcem w Twoim zespole, to musisz zweryfikować plany na przyszłość jako zespół, może od razu pojechać na wakacje. Po co się męczyć, wylewać pot – lepiej rzucić biały ręcznik i poddać serię.

Zespół jeszcze jakoś funkcjonuje, gdy ich lider jest na parkiecie. Wszystko sypie się, gdy Westbrook siada na ławkę. W 7 minut bez swojego lidera zespół Thunder był gorszy od Rockets o 15 punktów. I to jest sytuacja, która powtarza się przez cały sezon: Westbrook schodzi z parkietu, a podopieczni Billy’ego Donovana zostają jak takie małe, biedne owieczki, które nie wiedzą, co mają robić.

Brakuje im pewności siebie, Victor Oladipo dostał 21 mln dolarów za sezon i co? Po pierwszym meczu, kiedy trafił 2 z 11 rzutów, teraz kończy z 4 na 14. Nie takich występów oczekuje się od zawodnika, który ma być Twoją drugą opcją.

To, jak dominuje piłkę i mecze Russell Westbrook, momentami odbija się negatywnie na jego partnerach. Problem jest taki, że nie czyni swoich kolegów z drużyny lepszymi graczami (w odróżnieniu od Jamesa Hardena). Pomyśl o tym: gdy Twój lider, który jest bogiem w zespole, w Ciebie nie wierzy, to jak masz uwierzyć sam w siebie. Rola innych-niż-Westbrook ogranicza się do stania w rogu, stawiania zasłon i oddania rzutu, kiedy akurat lider poda im piłkę.

Takie mecze jak ten eksponują to, że za duża odpowiedzialność spoczywa na kandydacie do MVP i w tych decydujących momentach brakuje mu wsparcia.

Russell!

Musisz sprawić, żeby Twoi koledzy czuli się potrzebni, musisz w nich uwierzyć i nie próbować w pojedynkę wygrać meczów w końcówce. To nie jest sezon regularny, kiedy takie rzeczy działały; to są playoffygrasz przeciwko bardzo dobremu zespołowi, którego nie pokonasz sam. Wiem, że patrzysz z zazdrością na Jamesa Hardena i jego zespół. Widzę w Twoim wzroku, że chciałbyś mieć tyle miejsca, tylu dobrych strzelców wokół. Jednak rzeczywistość jest jaka jest. Postaraj się w następnym meczu zaangażować od początku partnerów podaniami, a może akurat rzuty zaczną wpadać. Pamiętaj, że gracie u siebie, a to daje Wam niewątpliwy handicap. Nie pozwól zwątpić kumplom w ich umiejętności; jako lider nie graj sam, tylko poprowadź ich do zwycięstwa. Wierzę, że sobie poradzisz.

Koledzy Russella!

Czy nie jest Wam przykro, kiedy po raz kolejny zawodzicie? Spójrzcie tylko na swojego lidera – biedny Russell dwoi się i troi, a Wy nie potraficie mu pomóc. Uwierzcie w siebie, w swoje umiejętności. Przecież jesteście zawodowymi koszykarzami, zarabiacie miliony dolarów, robiąc coś, co kochacie! Nie musicie być gorsi od tych wszystkich Andersonów, Williamsów czy Gordonów. Pokażcie im trochę fizycznego basketu – przecież jesteście wielcy i silni, a oni tylko rzucają za trzy. Po dwóch porażkach wracacie do domu i mecz nr 3 to dla Was must-win. Wszystko spoczywa w Waszych rękach, bo na Russella możecie liczyć – przecież on zawsze przychodzi do gry. Pozwólcie, żeby Wam zaufał, a ta seria może się jeszcze odwrócić. Przecież w 2016 roku też przegrywaliście 0-2 z San Antonio Spurs i potrafiliście wygrać. Nie możecie zawieść swojego MVP, a przede wszystkim swoich wiernych kibiców. Keep fighting!

 

Mecz nr 3 z piątku na sobotę o 3:30 w Oklahoma City.

 

  • Tagi