– Jestem w doskonałej dyspozycji, naprawdę w sztosie treningowym. Cały czas wyjeżdżam do innych klubów, dzięki czemu jeszcze bardziej się rozwijam. Mam okazję przygotowywać się pod okiem najlepszych zawodników w Polsce i zarówno widzę, jak i czuję, że moja dyspozycja z dnia na dzień jest coraz lepsza – mówi serwisowi Zagranie.com Robert Ruchała, czyli zawodnik KSW, który już niebawem stoczy piąty pojedynek dla największej federacji MMA w Polsce.

fot. robert_ruchala/Instagram

Kamil Piłaszewicz: Tym razem mam okazję przepytać jedną z bardziej rozpoznawalnych gwiazd młodego pokolenia KSW. Jednak zanim pierwsze pytanie stricte do Ciebie, to zacznijmy od podsumowania KSW 73. O samej gali możemy mówić godzinami, więc proszę o ocenę wyłącznie pojedynków Likusa z Hintzena oraz Rutkowskiego z Vieirą.

Robert Ruchała: Jeśli chodzi o warszawską galę KSW i właśnie te pojedynki, to spodziewałem się, że Pascal może wygrać. Chociaż należy też przyznać, że Likus ładnie trafiał go w stójce. Jednak okazało się, że fizyczność i zapasy zrobiły swoje. Walka zakończyła się przed czasem, przez duszenie zza pleców i przyznaję, że spodziewałem się, że tak ten pojedynek mógł wyglądać. Jeśli chodzi o drugi pojedynek, to trzeba przyznać, że wrócił stary, dobry „Rutek”! Obalał, kontrolował i zamęczał przeciwnika.

W ogóle, jak zmieniły się Twe myśli odnośnie do zastępstwa Loma-Aliego Eskieva, od momentu kiedy dowiedziałeś się, że wchodzi Reginaldo na zastępstwo, do czasu zakończenia ich konfrontacji?

– Właśnie tu się nie spodziewałem, że będzie w tak doskonałej dyspozycji! Tak naprawdę miał tydzień na zbicie wagi. Nie wiem, w jakich był przygotowaniach, ale pokazał się ze świetnej strony. Zwłaszcza w dwóch pierwszych rundach kapitalnie się zaprezentował. W pierwszej doskonale trafiał. W trzeciej już faktycznie zabrakło kondycji, ale wiesz, też trzeba spojrzeć, że miał tydzień na przygotowanie się do walki. Patrząc całościowo, to zaprezentował się świetnie i w pełni zasłużył na kolejną szansę. Z resztą sam powiedział po pojedynku, że chciałby walczyć w kategorii do 61 kg, a tam ma przecież dużo wyzwań.

Robert Ruchała przed walką na KSW dzień 5
fot. robert_ruchala/Instagram

Przed galą w wywiadzie powiedział mi, że był w dobrej formie, bo do dnia gali była ewentualność, że może wskoczyć do jednej z walk na evencie ACA. I tak się zastanawiam, patrząc na jego słowa i dyspozycję w klatce, co byś odpowiedział na propozycję konfrontacji z Reginaldo?

– Ogólnie to miałem już okazję bić się z zawodnikami zza granicy, choćby w ostatniej walce. Tam też miałem bardzo, bardzo mocnego przeciwnika. Michele Baiano to młody, utalentowany zawodnik, do konfrontacji ze mną miał rekord 7 zwycięstw i zero porażek. Także jeżeli teraz postawiliby przede mną Reginaldo, to też raczej przyjąłbym takie wyzwanie. Natomiast w tej chwili celuję w konfrontację z kimś z TOP 5.

Odnośnie do KSW 73, to na Strefie Fana pojawiła się Anita Bekus i wiemy, że wystąpi w Ostrowie Wielkopolskim we wrześniu. Tak samo jest w przypadku Damiana Janikowskiego. Skoro już tak wymieniamy, to ile prawdy jest w moim stwierdzeniu, że Roberta Ruchałę również zobaczymy na wrześniowej karcie?

– Hah! Na ten moment to, co mogę powiedzieć to to, że będę walczyć już po wakacjach. Niestety nie mogę powiedzieć, kiedy dokładnie; ale… Już naprawdę bardzo, bardzo niedługo. Sądzę, że niektórzy się domyślają… (uśmiech)

Po gali w Warszawie zaczęły pojawiać się informacje, że pod koniec roku np. w grudniu może dojść do gali w Krakowie. Możemy być pewni, że wtedy będziesz jedną z twarzy reklamujących galę?

– O tym akurat nie słyszałem, ale jeżeliby rzeczywiście doszło do eventu KSW w Tauron Arenie, to jasne, że chciałbym znaleźć się na takiej karcie. W ogóle moim marzeniem jest, by kiedyś zawalczyć właśnie tam! Pierwsze KSW, na jakim byłem, odbywało się właśnie w Krakowie. Pamiętam, że wtedy też powiedziałem mamie, że chcę kiedyś zawalczyć na KSW, kiedy gala będzie w Tauron Arenie. Jeżeli by się udało to zrealizować, to byłoby to coś niesamowitego! Znowu by się okazało, że marzenia się spełniają. Jak byłem na gali High League, to wszystkie miejsca były zajęte. Jak zauważyłem, jaki szedł wówczas doping… To naprawdę czymś przepięknym byłoby zawalczyć przed taką publicznością.

Patrząc, że jesteśmy już praktycznie po ósmym miesiącu roku to, jak rozplanowujesz swoje starty na 2022 rok?

– Na razie na pewno jest dograna ta walka, o której mówiłem. Zobaczymy, jak ona pójdzie. Wiadomo, że skoro mówimy o konfrontacji, to oczywiste jest, że mogą być jakieś kontuzje. Jeżeli udałoby się dać łatwą, szybką walkę, to w sumie mogę jeszcze dwa razy pojawić w klatce KSW w tym roku.

Chyba, że ja tu tak dopytuję, snuję scenariusze, a wszystko jest albo rozpisane, „co do joty” albo uzależnione od woli i propozycji matchmakerów KSW? (uśmiech)

– Kurczę, ciężko mi odpowiedzieć na to pytanie, bo tak naprawdę wszystko zależy od tej najbliższej konfrontacji. Czasami po pojedynkach wychodzi się z klatki i nic nie boli. Znaczy, zawsze są jakieś mikro urazy, ale generalnie nie przeszkadzają w funkcjonowaniu i wtedy można myśleć o szybkim kolejnym pojedynku. Natomiast też przytrafiają się trudne, wyczerpujące starcia, czy właśnie takie, po których przychodzą kontuzje i wtedy trzeba odpuścić, zregenerować siły. Także ponownie mogę Ci odpowiedzieć, że wszystko jest uzależnione od tego, jak zakończy się najbliższa walka.

Robert Ruchała przed walką na KSW dzień 2
fot. robert_ruchala/Instagram

Skoro już rozważamy przeróżne scenariusze, to… dlaczego po najbliższej walce w rekordzie w KSW będziesz miał wpisane 5-0-0, a nie np. 4-1-0?

– To, że tak się stanie, to jest oczywiste! (śmiech) Natomiast „dlaczego”? Otóż jestem w doskonałej dyspozycji, naprawdę w sztosie treningowym. Cały czas wyjeżdżam do innych klubów, dzięki czemu jeszcze bardziej się rozwijam. Mam okazję przygotowywać się pod okiem najlepszych zawodników w Polsce i zarówno widzę, jak i czuję, że moja dyspozycja z dnia na dzień jest coraz lepsza. Dzięki temu wiem, że z walki na walkę będę mógł pokazywać coraz więcej.

Swoją drogą, to kiedy patrzysz, że w wieku 24 lat masz 7 wygranych na koncie i 0 porażek, to jakie myśli pojawiają się w Twym umyśle?

– Wiesz, od kiedy trenuję, walczę, poświęcam się profesjonalnemu sportowi, to do tej pory nie zwracałem uwagi na to „zero z tyłu”. Doskonale obaj wiemy, że są tacy zawodnicy, którzy boją się przegrać ten pierwszy raz; którzy ciągle zwracają uwagę na to „zero z tyłu”, ale nie zaliczam się do nich. Po prostu walczę, rozwijam się i z pojedynku na pojedynek chcę stawać się coraz lepszą wersją siebie. A to, że wygrywam? To zwyciężam! (śmiech) Jednak nie mam obsesji na punkcie obawy o przegraną. Jeśli tak się stanie, że przyjdzie i na mnie kolej, to powiem, że trudno, tak musiało być i tyle. Nie zakładam, że „zero z tyłu” muszę koniecznie utrzymać do końca kariery.

Odwołując się do przedostatniego pytania, przynajmniej jak na razie, to co byś jeszcze radził, podpowiedział fanom, którzy chcą typować dane zdarzenia z Twojej walki na kuponie u bukmachera?

– Jeszcze trudniej teraz mi odpowiedzieć! (śmiech) Nienawidzę tego, jak fani piszą mi na mediach społecznościowych, że na mnie stawiają pieniądze. Czasami też dopisują, że najlepiej by było, gdybym wygrał jeszcze w określony sposób… To jest takie… Wiesz. Proszę, by kibice zrozumieli, że to jest sport. W walce naprawdę może zdarzyć się wszystko.

Miałem nawet taką sytuację, że zadzwonił do mnie znajomy o 17-stej, gdzie ja o 18-stej miałem być już na hali i pyta mnie: „Robert, a Ty będziesz nokautował, czy poddawał dziś…? Bo nie wiem na postawić”. Odpowiedziałem: „Gościu, czy Ty jesteś normalny… Powiedz mi, czy Ty mnie serio o to pytasz? Przecież to jest walka, tu naprawdę się wszystko może zdarzyć, więc wiadomo, że Ci teraz nie powiem” i się rozłączyłem.

Nie ukrywam, wtedy się wkurzyłem, bo wiesz, naprawdę bardzo ciężko jest przewidzieć, co się wydarzy w klatce. Jedyne, co mogę zapewnić to to, że naprawdę jestem w sztosie treningowym. Jeszcze trochę mam do walki, więc jestem pewien, że wyjdę wtedy z mega, mega formą.

Śmiechem żartem, ale to może wcale nie był tak głupi telefon, na jaki może wyglądać? Może celowo chciał Cię bardziej zdenerwować, podkręcić, pobudzić, bo miał konkretny typ na oku… (śmiech)

– Może… (śmiech) Tylko wiesz, żeby zrozumieć, to co teraz mówię, to czytelnik wywiadu musiałby przejść ten proces i na końcu wejść do klatki. To są takie emocje, że głowa zupełnie inaczej myśli. Wtedy liczy się właśnie odcięcie od jednego i drugiego, przejście w tryb „fighterskiego IQ”. Nie myśli się wtedy, że: „A, muszę znokautować”, czy że: „A, muszę poddać”, bo są atrakcyjne kursy na to. Uważam, że wtedy nie ma miejsca na takie pytania, podejście.

Pełna zgoda. O tym, jak nieprzewidywalne jest MMA najlepiej niech poświadczy walka Piwowarczyka z Gnidko na ostatniej gali KSW. Kursy były tak rozstrzelone, że momentami było nawet 1.12 do 4.85 na Damiana, a tymczasem mieliśmy pięć sekund i…

– Właśnie! Przecież to tak samo, jakby jaki jakiś fan zadzwonił do któregoś z piłkarzy FC Barcelony i powiedział: „Słuchaj, musicie wygrać trzy do zero, bo ja na to postawiłem pięć tysięcy”. I co oni mieliby wtedy odpowiedzieć? Coś w stylu: „Spoko, tak zrobimy”…? (śmiech) Wiadomo, że te kursy są po coś i fajnie czasem sobie postawić, by później bardziej się emocjonować danym wydarzeniem, zawodami. Natomiast też nie można się gniewać na swojego, czy zawodnika, czy klub, że akurat tym razem coś nie poszło po Twojej myśli.

Robert Ruchała przed walką na KSW
fot. robert_ruchala/Instagram

Odnośnie do typów bukmacherskich, to zwróćmy jeszcze uwagę na to, że dotychczas dwa razy zwyciężyłeś przez poddanie, a później przez jednogłośne decyzje. Zwycięża się jeszcze przez jeden sposób, więc… czas na dwa nokauty? (śmiech)

– Fajnie by było! (śmiech) Tylko to też wiesz, działa tak, że kończysz walkę przed czasem wtedy, kiedy dostrzegasz ku temu okazję. Jeżeli jej nie ma, to wtedy ciągnie się do decyzji. Takie walki też mają swoją wartość, bo spędzasz więcej czasu w oktagonie. Dzięki temu też zbierasz więcej doświadczenia, bo możesz przekonać się, jak reagujesz na wszystkie bodźce wokół Ciebie przez kwadrans lub dwadzieścia pięć minut walki. Tylko też chciałbym zostać dobrze zrozumianym. To, że lubię spędzać czas w oktagonie, nie znaczy, że jak widzę okazję do skończenia przed czasem, to nagle odpuszczam i stwierdzam: „Nie, dobra, nie nokautuję, fajnie będzie do decyzji poczekać”. (uśmiech)

Wiemy też, że nie powiesz nam nazwiska rywala, więc zagrajmy w grę: zerkamy do rankingu Twojej kategorii i mamy tak: mistrza Parnasse’a, Rutkowskiego, Eskieva, Śmiełowskiego, Stasiaka i Ciebie. Pierwsza czwórka odpada, bo albo dopiero, co walczyli, albo mamy problemy zdrowotne, więc… Twym rywalem będzie Damian Stasiak, czy ktoś spoza rankingu? (śmiech)

– Nie mogę, nie mogę, naprawdę nie mogę powiedzieć. Nawet narodowości przeciwnika nie mogę zdradzić. Chciałbym, ale pierwszeństwo ogłoszenia ma federacja KSW.

Odnośnie do Twej kategorii wagowej, odwołajmy się jeszcze do mistrzowskiego pojedynku. Marian zapowiadał, że zejdzie do dywizji 66, ale już Salahdine nie jest na to chętny i on chce walki w 70. Jako, że mówimy o Twej dywizji, to wiesz coś więcej w tym temacie?

– Sam jestem ciekawy tego pojedynku. Też nie mam pojęcia, w jakiej wadze rozegra się ich konfrontacja. Tak naprawdę, to nawet my, czyli zawodnicy dywizji do 66 kg nie mamy od kogo się tego dowiedzieć. Jest taka nutka tajemnicy, niepewności, czy Marian zejdzie, czy Salahdine wejdzie do wyższej kategorii. Jeżeli Marian faktycznie byłby w stanie zejść do mojej kategorii, to z miejsca do rankingu wskakuje kolejne naprawdę świetne nazwisko!

Jak zapatrujesz się na te zamieszanie między „Golden Boyem” a Parnassem i na to, jak może się to skończyć?

– Jako, że Marian jest z wyższej kategorii wagowej, to na pewno będzie silniejszy. Jednak kiedy Parnasse wejdzie do jego dywizji, to też pytanie, czy zachowa swoją szybkość, dynamiczność. Dlatego też właśnie tak elektryzujące jest to zestawienie.

Moim zdaniem, jeżeli ta walka odbędzie się w limicie do 70 kg, to wtedy większe szanse na zwycięstwo ma Marian. Jednak jeżeli już w niższej kategorii wagowej, to wtedy większe szanse na triumf ma Parnasse. Tylko wiesz, też zawsze jest pytanie o to, ile dana osoba zbija kilogramów do swojej kategorii. Też ciekawe jest to, czy jeśli doszłoby do ich pojedynku, to czy by się sprowadzali do parteru, czy stawiali na zapasy, czy samą stójkę.

Na pewno ich walka jest szalenie ciekawa i z chęcią ją obejrzę, ale bardzo ciężko jest tak powiedzieć, kto ma większe szanse na bycie double champ’em. Na razie mogę powiedzieć jeszcze tyle, że też jestem fanem tego zestawienia i chciałbym móc oglądać je na żywo.

Wracając do mówienia o Tobie, to zwróćmy uwagę, że dwukrotnie biłeś się w limicie do 65.8 kg, a także do 68, więc jaki limit mamy tym razem?

– Chcę się pojedynkować w limicie do 66 kg. W przypadku catchweightu do 68 kg jest tak, że mamy niby tylko te dwa kilogramy więcej zapasu, ale to naprawdę robi różnicę. Znacznie lepiej walczy mi się w kategorii do 66 kilogramów. Zauważmy pewną ciekawostkę, że w catchweight’ach do 68 kg walczyłem dwukrotnie i zawsze z zawodnikami zza granicy…

Robert Ruchała przed walką na KSW dzień 3
fot. robert_ruchala/Instagram

Jeżeli mówimy o Tobie, to też zaznaczmy, z jaką regularnością dajesz pojedynki. Kolejność gal, na jakich występowałeś, to: 56, 58, 64 i 69. Istnieje możliwość wypracowania sobie tak szybkiej regeneracji organizmu?

– Tak naprawdę to mógłbym walczyć więcej razy, tylko też zwróćmy uwagę na to, jak jest w KSW. Tam masz naprawdę duże wyzwania przed sobą, do których trzeba się należycie przygotować. Pojedynkowanie się pod ich szyldem nie działa w ten sposób, że z miesiąc sobie potrenujesz i nagle cyk: wchodzisz do walki. Bawię się tym sportem i mówię: mógłbym walczyć jeszcze częściej, ale jednocześnie do każdego pojedynku chcę się przygotowywać zawsze na sto procent. Nie chcę mieć takiego stanu, myśli, przy wyjściu do pojedynku, że: „Kurczę, a mogłem jeszcze z miesiąc, czy dwa poćwiczyć, bo coś tam…”. Jak się w pełni przygotujesz, to wtedy takich myśli nie ma. Poza tym, czy to też tak często? Wychodzi, że walczę dwa razy w roku. W sumie mogłyby być trzy pojedynki w roku, ale patrząc na jakim poziomie jestem i jakich rywali dostaję, to też może zostać tak, jak jest teraz.

A właśnie skoro zaczynasz swą karierę i to już mając zaplanowany piąty pojedynek w KSW, to gdzie kreślisz sobie swój sufit możliwości?

– Oczywiste jest, że chciałbym zawalczyć o pas. I myślę, że może się to spełnić, bo po drodze już się kilka zmieniło w rzeczywistość. Przykładowo chciałem zawalczyć na KSW, potem przed dużą publiką. Dostałem okazję w Łodzi na walce z Patrykiem Kaczmarczykiem. Wiesz, to było mega przeżycie, bo przyjechali moi kibice. Miałem naprawdę bardzo duży doping! Kiedy to sobie przypominam, mam bardzo mocną gęsią skórkę. To trzeba odczuć na własnej skórze, by zrozumieć, jak wiele znaczy to, że Twoi kibice za Tobą jeżdżą, wspierają Cię… A przecież do tego dochodzi rodzina, bliscy… Tylko, że to już się spełniło. Teraz czas na pas! I jeszcze odpowiadając, to cieszę się, że marzenia zaczęły stawać się kolejnymi celami.

Sięga on jeszcze KSW, czy już zaczynasz się rozglądać za wyjazdem za wielką wodę, i mam tu na myśli nie samo UFC, co sam powód ewentualnego wyjazdu?

– Aż tak się nad tym nie zastanawiałem. Mam tak samo, jak mówi Mariusz Pudzianowski, że: „Jeść należy łyżeczką”. Nie ma co wybiegać przed szereg. Nie chcę snuć takich planów, jak właśnie możliwy wyjazd za ocean, bo teraz będę mieć piątą walkę w KSW. Co z resztą wcale jeszcze nie jest też jakimś wielkim wynikiem. Także mogę zapewnić, że kroczę od celu do celu na spokojnie, a tym najbliższym jest sięgnięcie po mistrzowski pas.

Spełnienia wspomnianych marzeń, celów Ci serdecznie życzę, a na razie ujmijmy w klamrę to, co zostało powiedziane. Dlaczego to Twój pojedynek, galę, na jakiej jeszcze wystąpisz w tym roku, będzie rozpamiętywana przez fanów bardziej, częściej niż np. radomska, toruńska, warszawska?

– Myślę, że dlatego, bo reprezentuję styl walki, który podoba się fanom. Jak zaglądam na różne forma internetowe, to właśnie kibice doceniają to, w jaki sposób prowadzę swoje pojedynki. Cieszę się, że dostrzegają, że mamy w nich nie tylko parter, stójkę, czy zapasy, ale wszystko razem. Właśnie dlatego ludzie tak lubią oglądać MMA, tj. że tak wiele może się wydarzyć w walce.

Wiele osób pisze mi też, że dostrzegają, że z walki na walkę prezentuję coraz wyższy poziom, a nie że np. prezentuję kilka ogranych akcji, jak, choćby prawy lowkick. Przykładowo ostatnio wybroniłem się przed zajściem zza plecy. Staram się z każdym pojedynkiem wchodzić na coraz wyższy level, tak by moje walki się coraz bardziej podobały kibicom; a zarazem bym umiał zachować chłodną głowę i potrafił odciąć się od oczekiwań, bym mógł skrupulatnie realizować swój game plan na daną walkę.

  • Tagi

Zaloguj się aby dodawać komentarze