Lewy jest nie do zastąpienia, a Królewscy mogą czuć niedosyt. Ronaldo bije kolejny rekord, a Bayern bije w ścianę. Uczeń wygrywa pierwszą rundę ze swoim nauczycielem.

Real Madryt pokonał na wyjeździe Bayern Monachium 1:2 i jest w zdecydowanie lepszej sytuacji przed rewanżem na Bernabeu. Brak Roberta Lewandowskiego na szpicy był aż nadto widoczny. Thomas Muller potwierdził, że obecny sezon jest dla niego jednym z gorszych. Przeciwko silnej defensywie z Sergio Ramosem na czele był po prostu bezradny. Odbijał się od wspomnianego Hiszpana, od Nacho, czy nawet gorzej zbudowanych Carvajala i Marcelo. Szybkościowo też im ustępował. Cały Muller, wszystkie osiągnięcia zawdzięcza sprytowi i świetnej grze zespołowej. Jednak dzisiaj brakowało mu partnera, Roberta Lewandowskiego.

Królewscy przed meczem w Monachium braliby to zwycięstwo w ciemno. Do końca pierwszej połowy pewnie też. W końcu Arturo Vidal rozpoczął starcie od potężnej główki, która dała prowadzenie właśnie Bayernowi. Później po karnym, o którego słuszności nie będziemy dyskutować, ten sam zawodnik mógł wyprowadzić podopiecznych Ancelottiego na dwubramkowe prowadzenie, ale uderzył piłkę za mocno, a ta poszybowała ponad bramką. Po rozpoczęciu drugiej połowy bramkę na 1:1 strzelił Ronaldo, kilka minut później drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną dostał Javi Martinez. Real w sytuacji 11 na 10 jest bezbłędny i całkowicie zamknął Bayern na własnej połowie. 13 minut przed końcem meczu Ronaldo dołożył drugą bramkę, a jego zespół dalej atakował. Niski wymiar kary to zasługa genialnego Manuela Neuera i słabej skuteczności piłkarzy Zinedine’a Zidane’a.

Strzelec obu bramek dla Realu Madryt, Cristiano Ronaldo, pobił kolejny rekord. Gol na 1:2 był jego 100. W Lidze Mistrzów dokonał tego jako pierwszy piłkarz w historii tych rozgrywek. Strzelił ich 16 w barwach Manchesteru United, a 84 w obecnym klubie. Tym sposobem zawodnik, który według wielu ekspertów i kibiców rozgrywa swój najgorszy sezon w ostatnich latach, zapisuje się na kartach historii. Choćby mówili tak i przez każde kolejne sezony, aż do końca kariery Portugalczyka, to nikt mu tego nie zabierze. Ronaldo nie gra już tak jak dwa, trzy czy nawet sezon temu. Nie często zdarza mu się ogrywanie 3-4 rywali i kończenie akcji golem. Cristiano w wielu spotkaniach zamienia się w typową „9” i korzysta z podań kolegów. Zmiana stylu gry zapewni mu zachowanie sił na następne lata i wydłużenie kariery. My się cieszymy i każdy kibic futbolu też powinien.

Bayern Monachium będzie musiał zaatakować w rewanżu, a Real przecież kocha grać z kontry. To oznacza bardzo trudne zadanie dla Bawarczyków. Nie ma rzeczy niemożliwych i tak dalej, ale z pewnością na niemieckim klubie będzie ciążyć ogromna presja. Dominacja w rodzimej Bundeslidze stała się normą, pewnie kogoś jeszcze cieszy, ale wygranie ligi nie jest dla Bayernu sukcesem, jest wykonaniem zadania. Na sukces na arenie europejskiej czeka się w Bawarii zbyt długo. Ostatnie zwycięstwo w Lidze Mistrzów miało miejsce w 2013 roku, mijają więc już 4 lata. Dla klubu, który jest firmowany jako potęga, ten okres ciągnie się w nieskończoność. Tylko czy obecny Bayern jest potęgą na skalę europejską? Ancelotii stoi przed ciężkim zadaniem, które oczywiście nie jest niewykonalne.

Zinedine Zidane w pierwszym sezonie za sterami Realu Madryt wygrał Ligę Mistrzów. Wspaniały sukces na starcie zapewnił mu kredyt zaufania u prezesa klubu, Fiorentino Pereza. Francuz nie zrewolucjonizował stylu gry Królewskich, złośliwi mówią, że Real gra sam i ktokolwiek by ich nie trenował, będą grać tak samo. Cóż, Benitez nie dał rady. Zizou zaczynał jako asystent wspaniałego trenera, nikogo innego jak Carlo Ancelottiego, którego w pojedynku ucznia z mistrzem dzisiaj pokonał. Jest to oczywiście dopiero wygrana bitwa, kolejna odbędzie się na własnym terenie, gdzie korzystniej będzie rozstrzygnąć wojnę na swoją stronę. Tym bardziej, że następne starcie będzie można przegrać w taki sposób, by wygrać wojnę.