fot. Rafał Kijańczuk/Facebook

–  Każdy będzie chciał narzucić swoją mocną presję, bo obaj tak walczymy, przez co może dochodzić do mocnych wymian na przełamanie i zaznaczenie swojej przewagi. Myślę, że stójka będzie decydująca – mówi serwisowi Zagranie.com Rafał Kijańczuk, który wystąpi w jednej z głównych walk na gali FEN 33.

Kamil Piłaszewicz: Już za chwilę ruszy gala Fight Exclusive Night, a, jako że jest Pan jednym z głośniejszych nazwisk na karcie wspomnianego wydarzenia, to nie sposób nie zapytać, jak się Pan czuje z tym że po raz kolejny jest Pan jedną z twarzy promujących wydarzenie?

Rafał Kijańczuk: Jestem jednym z bardziej doświadczonych zawodników na tej karcie walk, ale daleko mi do bycia twarzą tej gali. W każdym razie to żaden problem, bo już nie raz miałem nawet walki wieczoru, więc to nic nowego dla mnie.

Zdążył się Pan już przyzwyczaić do tego typu popularności, a może nadal stanowi to miłe wyróżnienie?

– Myślę, że do sensownej  popularności jeszcze mi daleko. Nazwałbym to dobrą rozpoznawalnością w środowisku MMA i wśród kibiców naszego sportu.

Pytam, gdyż Pana starcie z Marcinem Filipczakiem zostało ogłoszone jako jednych z pierwszych i ciekaw jestem, w jaki sposób takie medialne promocje gal, Pana pojedynków, wpływają na Rafała Kijańczuka?

– Z tego, co mi wiadomo, to było tak, ponieważ nasze starcie jako jedno z pierwszych zostało dopięte i zakontraktowane przez organizację FEN. Obowiązki medialne są elementem pracy i po tylu walkach nie jest to  czymś nowym dla mnie; wręcz mogę stwierdzić, że w obecnych czasach zostało to dość mocno ograniczone z racji epidemii i nie odbywa się wiele takich wydarzeń jak na przykład trening medialny.

fot. Rafał Kijańczuk/Facebook

Poprzednia gala odbyła się 20 lutego, ta ma odbyć się 27 marca, więc pojawia się pytanie, dlaczego właśnie na marzec zdecydował się Pan zaplanować swój kolejny występ w klatce FEN-u?

– Wstępnie ta walka miała odbyć się właśnie na gali 20 lutego i na taki termin się przygotowywałem. Jednak z powodów bliżej mi nieznanych zostało to przesunięte, w związku z czym musiałem przedłużyć okres przygotowań.

Patrząc, że w tym miesiącu ujrzymy Pana w klatce, to ile razy do roku chciałby Pan wystąpić?

– W tym roku planuję stoczyć co najmniej trzy walki.

A może jest tak, że pytam o starty w formule MMA, a tu już Rafał Kijańczuk podpisał lub na dniach ma złożyć podpis pod kontraktem na kolejną walkę na gołe pięści?

– Na ten moment nie mam żadnych informacji o kolejnej gali GENESIS. Inne organizacje raczej bym wykluczył.

Swoją drogą, to jeżeli, by się pojawiła okazja, to chciałby Pan wystąpić np. na drugiej edycji gali GENESIS?

– Jeśli byłaby taka możliwość i nie kolidowałoby to z żadnymi planami na walki MMA ani na przygotowania do nich, to czemu nie.

Wracając do tematów związanych z Pana występem na gali FEN 33, to jak wyglądają przygotowania?

– Treningi na macie odbywałem standardowo w WCA (Warszawskie Centrum Atletyki – przyp. red.) i w Fabryce Sportu. Dodatkowo na początku lutego wyjechaliśmy klubem WCA na obóz do Zakopanego.

W jakiś sposób różnią się od poprzednich?

– Ostatnie przygotowania do walki na FEN 28 były mocno utrudnione z racji ograniczeń wprowadzonych na samym początku epidemii. Wtedy trzeba było kombinować gdzie ćwiczyć i z kim, szukać miejsca do treningu. I termin walki/gali był mocno elastyczny i tak naprawdę decyzje zapadały w ostatnich chwilach. Teraz od początku był porządek i sztywny plan.

Patrząc na wnioski po analizie najbliższego przeciwnika, to, czego spodziewa się Pan w czasie pojedynku?

– Każdy będzie chciał narzucić swoją mocną presję, bo obaj tak walczymy, przez co może dochodzić do mocnych wymian na przełamanie i zaznaczenie swojej przewagi. Myślę, że stójka będzie decydująca.

fot. Rafał Kijańczuk/Facebook

Przeciwnikiem będzie Marcin Filipczak, do którego publiczność zaczęła się przekonywać, kiedy w swoim debiucie na FEN już w 21. sekundzie pokonał przez techniczny nokaut Saeeda Younsi. Sposób walki Marcina zrobił na Panu wrażenie?

– W swojej karierze miałem cztery walki zakończone nokautami poniżej dwudziestu sekund, więc nie robi to na mnie wrażenia. Z drugiej strony fajnie jest zakończyć tak szybko i widowiskowo walkę, bo masz pewną wygraną i dużo zdrowia nie stracisz, ale z drugiej strony po takiej walce zysk doświadczenia i cennej ringowej wiedzy jest praktycznie zerowy.

Sądzi Pan, że tytuł rekordu najszybciej skończonej walki na gali FEN będzie należał do Marcina tylko do czasu, kiedy staniecie panowie naprzeciwko siebie?

– Raczej nie. W przypadku dwóch mocno bijących zawodników obaj zawodnicy są ostrożni i początek zazwyczaj jest dość asekuracyjny do momentu wyczucia się nawzajem. Ale wykluczyć tego nie można mimo wszystko.

Wiadomo, że każdy zawodnik sportów walki marzy o szybkim i widowiskowym nokaucie, ale ciekaw jestem, czy tego typu skończenia walki można wytrenować? Czy po prostu znaczącą rolę musi odegrać łut szczęścia?

– Nawet jeśli można wytrenować to po bardzo długim czasie, gdyż to jest zależne od stylu walki, jaki reprezentuje zawodnik. Jednym przychodzi to naturalnie, a inni potrzebowaliby wielu lat treningów, żeby przestawić się na taki styl walki. Oczywiście przy takich nokautach pierwiastek szczęścia odgrywa decydującą rolę już na samym końcu.

I tak na sam koniec przyszedł czas chyba na najbardziej sztampowe pytanie, jakie można zadać zawodnikowi sportów walki, a mianowicie: dlaczego sądzi Pan, że zwycięży właśnie Rafał Kijańczuk?

– Wygram tę walkę swoim doświadczeniem, którym znacznie góruje nad swoim rywalem. Jednocześnie nie uważam, że Marcin jest w stanie zagrozić mi swoją najmocniejszą bronią.

Zaloguj się aby dodawać komentarze