Tego nie spodziewał się nawet sam bohater. Po meczu przyznał zresztą, że myślał, iż w czwartej kwarcie na parkeicie już się nie pojawi – tymczasem Caris LeVert pomógł odrobić Brooklyn Nets kilkanaście punktów straty i poprowadził swój zespół do bardzo efektownego zwycięstwa nad Boston Celtics. Dość powiedzieć, że obrońca Nets w czwartej kwarcie i dogrywce samemu zdobył więcej punktów niż cała bostońska drużyna!

Boston Celtics prowadzili we wtorkowym pojedynku z Brooklyn Nets różnicą nawet 21 oczek, a na czwartą kwartę wychodzili z 17-punktowym prowadzeniem. Zdawało się więc, że będzie to udany powrót do gry Kemby Walkera, który po pięciu meczach absencji znów mógł pokazać się bostońskim kibicom. Przewaga Celtów była na tyle duża, że Caris LeVert wprost myślał, że trener Kenny Atkinson wystawi do gry rezerwy, a co za tym idzie jego noc jest już skończona. Ale coach Nets nie zdecydował się jeszcze kapitulować, zostawił LeVerta na parkiecie, a ten odwdzięczył się w najlepszy możliwy sposób. Nets odrobili straty, doprowadzili do dogrywki w szalonych okolicznościach (jeszcze na mniej niż minutę przed końcem Celtics mieli sześć punktów przewagi), a dodatkowe pięć minut to była kontynuacja dominacji LeVerta. Nets skorzystali na fakcie, że niemal jak muchy padali kolejni zawodnicy Celtics – kontuzji doznali Gordon Hayward i Jaylen Brown, na limicie minut był wspomniany Walker, a za faule z gry wypadł też Marcus Smart. Wszystko to złożyło się na katastrofę Celtów.

Dało też najlepszy wieczór w karierze 25-letniego LeVerta, który najpierw zdobył 26 punktów w czwartej kwarcie, a potem jeszcze jedenaście oczek w dogrywce (czyli wszystkie punkty swojego zespołu w tym dodatkowym czasie). To najlepszy od dwudziestu lat wynik punktowy w czwartej kwarcie i dogrywce jednego gracza. Ostatecznie obrońca zakończył zmagania z dorobkiem aż 51 punktów i został drugim w trwających rozgrywkach graczem Nets z co najmniej 50 punktami na koncie – wcześniej dokonał tego Kyrie Irving, który w tym sezonie już nie zagra z powodu operacji barku. LeVert nie pomylił się w ważnych momentach, trafiając wszystkie trzy rzuty wolne na 0.2 sekund przed końcową syreną, doprowadzając tym samym do remisu. Nic więc dziwnego, że po meczu wszyscy zgodnie zachwycali się występem 25-latka, a sam Kevin Durant określił ten występ jako „arcydzieło”. Ogółem nowojorski zespół wygrał czwartą kwartę wynikiem 51-34! To najgorsza kwarta Celtów od pół wieku, kiedy to w lutym 1970 roku San Diego Rockets zdobyli aż 54 oczka w 12 minut gry.

Pozostałe informacje z wtorkowej nocy w NBA:

  • Na koncie ma setki zwycięstw i kilka mistrzostw NBA, ale we wtorek po raz pierwszy wygrał w roli głównego szkoleniowca. Tim Duncan zastąpił na jeden mecz Gregga Popovicha i zaliczył swoje pierwsze zwycięstwo w roli trenera, a jego San Antonio Spurs jednym punktem pokonali Charlotte Hornets. 21 oczek dla zwycięzców zdobył Dejounte Murray.
  • W ten sposób do playoffs New Orleans Pelicans nie awansują – podopieczni Alvina Gentry’ego ulegli we wtorek na własnym parkiecie drużynie Minnesota Timberwolves, pozwalając rywalom zdobyć aż 139 punktów. 28 punktów zdobył Malik Beasley, który bardzo dobrze odnajduje się w Minneapolis. Na nic bardzo dobry mecz Ziona Williamsona (25 punktów, osiem zbiórek i cztery przechwyty) czy triple-double Jrue Holidaya.
  • Spora niespodzianka w Kolorado, gdzie Denver Nuggets na własnym parkiecie przegrali z Golden State Warriors. Dla Wojowników to dopiero siódme w tym sezonie zwycięstwo na wyjeździe. 22 punkty oraz dziesięć asyst zaliczył Andrew Wiggins, a już niedługo kibice Warriors powinni znów zobaczyć w akcji Stephena Curry’ego.
  • Na wyjeździe wciąż nie potrafią za to wygrać koszykarze Philadelphia 76ers, którzy przegrali właśnie dziewiąte kolejne spotkanie w hali rywala. Tym razem ulegli Los Angeles Lakers, a aż 37 punktów oraz trzynaście zbiórek zapisał na konto Anthony Davis.
  • Trwa bardzo dobry okres Sacramento Kings, którzy od końcówki lutego mają bardzo dobry bilans 12-5 i nadal dają sobie szansę na powrót do fazy play-off po kilkunastu latach nieobecności. We wtorek do wygranej nad Washington Wizards poprowadził ich De’Aaron Fox, zdobywca 31 oczek.