fot. pawel.pawlak.mma/Instagram

–  Jedyną propozycją, jaką otrzymałem, była ta związana z walką z Damianem Janikowskim. Sądzę, że czekali do ostatniej chwili, by przekonać się, gdzie odbędzie się event. Ostatecznie stanęło na gali w studio w Warszawie – mówi serwisowi Zagranie.com jeden z zawodników, który wystąpi w co-main evencie gali KSW 63.

Kamil Piłaszewicz: Już na początku września w klatce KSW zobaczymy popularnego „Plastinho”. Jak do tego doszło, że związał się pan właśnie z nimi?

Paweł Pawlak: Po kwietniowej obronie pasa w Babilonie, stałem się wolnym zawodnikiem na rynku. Szukałem mocnej walki. Od czerwca byłem w treningu, bo cały czas liczyłem, że może w sierpniu lub wrześniu uda się zawalczyć. Tak się stało, a samą propozycję otrzymałem na początku sierpnia. Od razu się na nią zgodziłem. Zapewne szukali dobrego rywala, skrojonego pod Damiana Janikowskiego i przyznaję, znaleźli idealnego.

W ostatnim czasie walczył pan pod szyldem Babilonu, a, jako że Martin Lewandowski w niejednym wywiadzie podkreśla, iż mogą następować rotacje zawodników między Babilonem, a KSW, możemy spodziewać się oglądania Pawła Pawlaka na galach obu federacji?

– Aktualnie jestem zawodnikiem KSW i z tego, co mi wiadomo, mogę walczyć tylko u nich.

fot. pawel.pawlak.mma/Instagram

Od początku oferowanym starciem było to z Damianem Janikowskim?

– Tak, dokładnie. Już we wstępnych rozmowach wiedziałem, że szukają fightera do walki z Damianem. Oficjalną ofertę, jak mówiłem, otrzymałem niecałe pięć tygodni przed datą pojedynku i od razu się na nią zgodziłem.

Do wiadomości publicznej pańskie starcie zostało anonsowane stosunkowo niedawno, a od kiedy pan znał wszelkie szczegóły, ale nie mógł się nimi dzielić?

– Komunikaty o niej przekazali zaraz po weekendzie, przed którym samemu się o niej dowiedziałem, więc bardzo szybko poinformowali fanów.

Odnośnie do planowania, to jak wygląda pański obóz przygotowawczy?

– Po kwietniowym pojedynku byłem cały czas w przygotowaniach. Jedynie na początku czwartego miesiąca roku wyskoczyłem na krótki urlop. Poza tym odpoczywałem wyłącznie w weekendy. Jednak w mocnym treningu byłem cały czas.

Którzy zawodnicy pomagają „Plastinho” w czasie sparingów?

– Musiałbym wymienić całą klubową ekipę! (śmiech) Jednak jeśli miałbym podać nazwiska takich najbardziej znanych, to pomagali mi: Marcin Krakowiak, Adrian Bartosiński, a także nasz trener, Dawid Pepłowski.

fot. pawel.pawlak.mma/Instagram

Kiedyś Damianowi Janikowskiemu przypisywano łatkę o nazwie „zapaśnika w świecie MMA”. Jednak ostatnie walki pokazują, że zapasy to tylko jedna z płaszczyzn, w której umiejętnie sprawdza się zawodnik z Wrocławia. Także, nad jakimi technikami przede wszystkim koncentruje się pan w swych przygotowaniach?

– Skupiam się przede wszystkim na swoich mocnych stronach, które zaprezentuję czwartego września. Jestem tak samo mocny w zapasach, parterze, jak i stójce.

Analizował pan poprzednie starcia swojego przeciwnika?

– Na pewno wynika z nich, że jest bardzo atletyczny. Lubię takich przeciwników, ponieważ wiem, jak z nimi walczyć.

Gdyby miał pan powiedzieć, w jakim stopniu zmienił się Damian Janikowski od momentu wkroczenia do KSW?

– Z pewnością stał się mądrzejszym zawodnikiem, który nie leci już od razu na sto procent. Jednak to nic nie zmieni w naszej potyczce, bo czuję się świetnie i w oktagonie, i przygotowany.

Patrząc na kursy bukmacherskie, to jest pan faworytem tego starcia. Jakie to uczucie, kiedy debiutuje się w KSW i już jest się stawianym jako jeden z tych, którzy, że zacytuję internetowe komentarze: „Ma przywitać się z hukiem, a potem zdobyć mistrzowski pas”?

– W ogóle na to nie patrzę. Mam przed sobą bardzo trudne wyzwanie, którym jest Damian Janikowski. To bardzo silny facet, który dysponuje mocnym uderzeniem i charakterem. Właśnie tacy rywale są najgroźniejsi, dlatego w starciach z nimi zawsze trzeba być czujnym.

Kiedy pojawiło się ogłoszenie starcia panów, pojawiły się liczne komentarze, że to doskonałe starcie. Z jednej strony doświadczony zawodnik, a z drugiej próbujący się odbudować po chwilowym kryzysie fighter. Ile prawdy kryje się w słowach fanów?

– Trzeba przyznać, że kibice bardzo ciepło przyjęli nasze zestawienie. Jesteśmy zawodnikami z dużymi osiągnięciami w różnych dyscyplinach, ja w MMA, on w zapasach. To starcie, jak i jego zakończenie po prostu musi się podobać i ciekawić każdego widza MMA.

Porównując doświadczenie zawodników walczących w drugiej walce wieczoru, wiadomo, że to pan będzie uznawany za tego bardziej doświadczonego. Jednakże rzeczywiście powinniśmy tylko w takim aspekcie rozpatrywać starcie Pawlak vs Janikowski?

– Jestem bardziej doświadczonym fighterem, jeżeli mówimy o MMA. Jednak pamiętajmy, że to jest walka we wszech stylowej walce wręcz, więc wszystko może się zdarzyć. Dlatego też ten sport jest tak piękny i nieprzewidywalny.

fot. pawel.pawlak.mma/Instagram

Wiemy, że zarządzający federacją KSW musieli modyfikować kartę walk z tego powodu, że jednak nie odbędzie się ona w Chorwacji, a we warszawskim studio. Dlatego podpytam, czy gdyby udało się jednak podtrzymać event w Puli, to również oglądalibyśmy wówczas Pawła Pawlaka w akcji?

– Nic mi nie wiadomo na ten temat. Jedyną propozycją, jaką otrzymałem, była właśnie ta związana z walką z Damianem. Sądzę, że czekali do ostatniej chwili, by przekonać się, gdzie odbędzie się event. Ostatecznie stanęło na gali w studio w Warszawie.

Co sądzi pan o zmianie lokalizacji?

– Jest mi to kompletnie obojętne, ponieważ wychodzę do tej samej walki. Czy odbędzie się ona w Chorwacji, czy w warszawskim studio, to cały czas jest to to samo starcie z tym samym zawodnikiem. Skupiam się wyłącznie na nim, a nie na miejscu, bo nie ono jest w tym momencie najważniejsze.

Zakładając, że obejdzie się na początku września bez większych kontuzji, to ile jeszcze chciałby pan stoczyć pojedynków w tym roku?

– Chciałbym zrobić tak, jak w tamtym roku, czyli trzy walki. Jeżeli będzie taka możliwość, z przyjemnością zawalczę raz jeszcze pod koniec roku.

Wstąpienie do federacji jest doskonałym miejscem na zakończenie sportowej kariery, czy przystankiem przed powrotem do UFC?

– Jeżeli chodzi o me aspiracje w KSW, to są one na bardzo wysokim poziomie. Aktualnie skupiam się wyłącznie na jak najlepszych występach w tej federacji i jeżeli będzie taka możliwość, to chcę w niej zajść najdalej, jak tylko to będzie możliwe.

Na pańskim koncie znajduje się obecnie pięć nieprzegranych z rzędu, w tym jeden remis i tak się zastanawiam, że być może pojawiały się propozycje dotyczące ponownego występowania pod szyldem amerykańskiego giganta?

– Wybrałem na ten moment najlepszą propozycję, jaką otrzymałem. Jestem z tego wyboru bardzo zadowolony. Jeżeli chodzi o ofertę z UFC, to jej nie było.

W kwietniu mówił pan Polsatowi Sport, że zacytuję: „Miałem pecha w UFC. Wtedy się spaliłem, teraz pokazałbym się z dużo lepszej strony”. Jakie rady przekazałby pan sobie młodszemu o kilka lat, kiedy wychodził pan do starcia z Peterem Sobottą?

– Przede wszystkim powiedziałbym mu, żeby nie wychodził do tej walki, bo lepiej będzie, jeżeli zawalczy, będąc w stu procentach zdrowym i przygotowanym; a nie tylko po to, żeby tak po prostu się pojedynkować.

Wtedy pojawiły się co prawda dwie przegrane, ale też odniósł pan wiktorię. Bilans jeden do dwóch nie wygląda najgorzej, więc dlaczego po trzecim pojedynku dla UFC zdecydował się pan wrócić do kraju?

– Zdecydowałem się wrócić, ponieważ zostałem zwolniony z UFC. Wtedy, kiedy ze mną nie przedłużyli oferty, były gigantyczne cięcia zawodników. Z tego, co pamiętam, zwolnili wtedy osiemdziesiąt osób. W moim przypadku było tak, że przegrałem jedną walkę, co prawda z mocnym Leonem Edwardsem, ale nadal tylko jedną, a i tak postanowili mnie zwolnić z kontraktu.

Na samym końcu oddaję mikrofon, tak by przekazał pan fanom, co tylko chce.

– Zapraszam serdecznie do oglądania mojej walki na KSW 63. Obiecuję, że dam z siebie wszystko w tym pojedynku, tak by zaprezentować się kibicom najlepiej, jak to będzie możliwe.

Zaloguj się aby dodawać komentarze