Wszystko wskazuje na to, że nowa formuła NBA All-Star Game spodobała się na tyle, że zostanie zastosowana także w przyszłym roku. Takie informacje przekazał Byron Spruell, jeden z członków zarządu ligi, w rozmowie z portalem ESPN. Jednym z powodów ma być wzrost oglądalności, choć NBA nadal rozważa wszystkie opcje.

NBA od lat eksperymentuje z Meczem Gwiazd, czyli corocznym świętem koszykówki, które jednak jakiś czas temu przestało być aż tak ekscytujące. Najpierw odrzucono więc podział na konferencje, a zamiast tego składy obu drużyn wybierane są w specjalnym drafcie przez kapitanów. W tym roku liga poszła o kolejny krok i skorzystała z tzw. Elam Ending, czyli gry do określonej liczby punktów. Została ona określona poprzez dodanie 24 punktów (numer, z jakim Kobe Bryant grał przez drugą połowę swojej kariery) do ilości oczek prowadzącej po trzech kwartach drużyny. W ten sposób w niedzielnym pojedynku gwiazd zespoły grały w myśl zasady “kto pierwszy do 157”, co koniec końców dało kibicom fantastyczne emocje, jako że w czwartej kwarcie zarówno Team LeBron, jak i Team Giannis zdecydowanie podkręciły intensywność spotkania. Dzięki temu mieliśmy sporo dobrej obrony, a nawet narzekanie na decyzje sędziów.

Ostatnia kwarta spowodowała, że tegoroczny All-Star game zebrał więc bardzo dobre recenzje. Sporo pochwał zebrał Chris Paul, prezydent związku zawodników, który już na początku tego sezonu zaproponował skorzystanie z tzw. Elam Ending w Meczu Gwiazd. Pomysł spodobał się władzom ligi, ale też zawodnikom. Warto dodać, że przy okazji całego przedsięwzięcia w czwartej kwarcie zrezygnowano także całkowicie z przerw na reklamy telewizyjne. Ogółem ostatnia kwarta miała więc 15 minut czasu gry i trwała niecałe 40 minut “w realu”. Na ten moment nie ma jednak planów, aby korzystać z tzw. Elam Ending w normalnych meczach czy nawet w G-League, gdzie NBA ma swego rodzaju poligon doświadczalny. Liga nadal planuje jednak organizację w trakcie sezonu turnieju na modłę europejskich rozgrywek piłkarskich i być może wtedy Elam Ending znów znajdzie swoje zastosowanie.

Garść innych informacji z NBA:

  • Tak jak informowaliśmy w środę, John Beilein ustąpił ze stanowiska trenera Cleveland Cavaliers. Jak się jednak okazało, 67-latek nie rozstaje się z Cleveland na dobre, gdyż Cavs mają zamiar znaleźć dla niego inną rolę w klubie.
  • Złe informacje dla fanów Atlanta Hawks, którzy chcieliby zobaczyć wreszcie w akcji Clinta Capelę. Pozyskany przed trade deadlinde środkowy wciąż nie jest jednak gotowy do gry z powodu kontuzji pięty i opuści co najmniej kolejne dwa tygodnie.
  • Niedobre wiadomości usłyszeli również kibice Minnesota Timberwolves, gdyż przedłuży się absencja Karla-Anthony’ego Townsa. Podkoszowy wypadł z gry tuż przed All-Star Game, a powodem była kontuzja nadgarstka. Na ten moment nie wiadomo ile dokładnie meczów opuści największa gwiazda Wolves. Nie jest to udany sezon dla Townsa, który wcześniej opuścił 15 spotkań z powodu urazu kolana. Warto dodać, że środkowy wcześniej zagrał we wszystkich możliwych spotkaniach od początku kariery!