Już 29 kwietnia rozpocznie się to, na co czekali fani żużla na całym świecie około pół roku – Speedway Grand Prix. Pierwsza z dwunastu rund odbędzie się już w tą sobotę. Żużlowcy rywalizację o indywidualnego mistrza świata rozpoczną w Krsko. W tym roku wydaje się, że obsada jest najmocniejsza od lat. Już dawno nie było aż tylu realnych faworytów do złota. Jak wyglądają szanse poszczególnych sportowców na starcie sezonu w Słowenii?

Najgorszy przeciwnik czarnego sportu dający się we znaki w naszym kraju od dwóch tygodni znowu atakuje. Tym razem za cel obrał sobie cykl Speedway GP. Rundy są tak rozłożone, aby w danym kraju aura pozwalała na rozegranie zawodów bez problemu. Jednak w piątek przez słoweńskie Krsko przeszedł deszcz, który uniemożliwił trening wszystkim uczestnikom. Jednak trzeba uspokoić kibiców, ponieważ prognozy na sobotę są obiecujące i prawdopodobnie tym razem deszcz nie powinien mieć swojego negatywnego udziału w żużlowym święcie.

Jak już jesteśmy przy Krsko, skupmy się na jego torze oraz kto czuje się na nim najlepiej. Runda w tej miejscowości odbywa się już od 2002 roku. Z aktualnych uczestników najwięcej zwycięstw tego turnieju na swoim koncie ma Nicki Pedersen. Duńczyk triumfował w słoweńskiej rundzie 2-krotnie, jednak są to odległe czasy, bowiem ostatnio w 2007 roku. Żużlowiec ma już 40 lat i jego przedsezonowa forma nie może napawać kibiców talentu Powera optymizmem. Mimo, że wygląda na to, że nie jest tak źle, jak zwiastowano jeszcze parę tygodni temu, to nadal ciężko upatrywać byłego mistrza świata jako faworyta tych zawodów.

Tylko raz zawody w Krsko wygrał Emil Sajfutdinov, lecz był to jego jedyny występ na tym torze. Zwyciężył we wspaniałym stylu, ponieważ w każdym z siedmiu wyścigów przywoził za plecami swoich rywali. Żużlowiec powracający do cyklu SGP jest upatrywany jako faworyt do wywalczenia najwyższego larum w całym sezonie. Warto wziąć pod uwagę jego osobę, bo powrót po latach nie oznacz, że nie zgarnie w turnieju glorii jak przed kilkoma laty.

Kto ma nie lubić tej pierwszej rudny, jak nie miejscowy matador – Matej Zagar, który dzierży rekord toru. Jednak trzeba przyznać szczerze, że zeszły sezon nie należał do udanych dla Słoweńca. Jego dyspozycja jest wielką niewiadomą. Nie zdziwi mnie jego udział w finale, jak i zdobycz na poziomie poniżej 4 punktów. Mimo, że mogłoby się na logikę wydawać, że Zagar powinien czuć się na tym torze jak ryba w wodzie, to statystyki mówią co innego. Na dziesięć występów przed własną publicznością zaledwie raz zajął miejsce na podium. Może to dodatkowa presja startowania w swoim kraju? W każdym bądź razie koniec końców wysoka lokata raczej nie dla miejscowego.

Teraz przyjrzyjmy się losowaniu numerów startowych. Kto tutaj z atutem? Tai Woffinden jeden z głównych faworytów do złota wylosował numer, z którym dwukrotnie będzie startował z pierwszego pola, które teoretycznie powinno dawać najlepszy start. Nie było jeszcze okazji ocenić formy Brytyjczyka w oficjalnych startach. Jednak pokuszę się o wytypowanie, że mistrz świata z 2015 roku będzie miał mocne wejście w sezon. Jeszcze przebywając w Australii nie leżał tylko na plaży, radując się po swoim ślubie. Uważam, że jego przygotowanie fizycznie jest na bardzo wysokim poziomie. Mimo, że sam przyznaje czasami o nienajlepszych nawykach żywieniowych, to jestem spokojny, że trening odbył sumiennie za kilku. Tajski nie wygrywał jeszcze w Krsko, ale za każdym razem meldował się w finale. Z takim samym  przywilejem podwójnego startu w rundzie zasadniczej z pierwszego pola będzie Patryk Dudek. Co do formy Polaka możemy nie mieć najmniejszy zastrzeżeń. Gdyby brać pod uwagę te dwa aspekty, to spokojnie byśmy stawiali debiutanta na podium zawodów. Jednak z pewnością się o to nie pokusimy. Dlaczego? Jest to jego debiutancki sezon w SGP, każdy zawodnik reaguje inaczej na ciągłą walkę. Rywalizacja w lidze, a o indywidualne mistrzostwo świata to inna para kaloszy. Pytanie – czy Patryk Dudek z marszu bez respektu wmiesza się w czołówkę niczym przed rokiem Bartek Zmarzlik? Wszystko zależy od jego psychiki.

https://twitter.com/yodazib/status/857959826130948101/photo/1

Ostatnim wątkiem w którym spróbuje przeanalizować szansę poszczególnych zawodników to ich aktualna forma. Wydaje się – wątek najważniejszy. Sezon w Polsce nie zdążył na dobre wystartować, więc nadal to może być trochę prognoza niż ocena. Wnioski można wyciągnąć z formy Chrisa Holdera. Australijczyk przed sezonem był przewidywany nawet do walki o medal. Ostatnie dwa tygodnie to diametralnie zmieniły. Z pewnością wynika to z osobistych problemów mistrza świata 2012 roku. Wpływają one na psychikę żużlowca oraz nie pozwalają na skupienie się w stu procentach na treningach i pracy nad silnikami. Mocnymi kandydatami do walki o wygraną rzecz jasna są czołowi żużlowcy z zeszłego sezonu – Jason Doyle, Bartosz Zmarzlik i sam mistrz świata minionego roku, Greg Hancock. Pierwsza dwójka na starcie sezonu prezentuje raczej równą formę i pierwsza ósemka zawodów powinna być dla nich formalnością. Wątpliwości mogą budzić występy Amerykanina. Chociaż kibice żużla od lat wiedzą, że Kalifornijczyk potrafi zmienić swoje silniki i dyspozycje z dnia na dzień, w związku z czym aż tak głośno nie komentowano jego słabszego występu w Zielone Górze.

Pierwsze zawody to zawsze dodatkowe emocje pod znakiem, kto przepracował solidnie zimę na sali treningowej oraz warsztacie. Będąc na końcu kwietnia typowanie pierwszej rundy Grand Prix, nie jest wróżeniem z fusów, jednak z pewnością z dużą liczbą znaków zapytania. Ja pokuszę się o wytypowanie finalistów na podstawie tego co napisałem.

  1. Tai Woffinden
  2. Emil Sajfutdinov
  3. Jason Doyle
  4. Bartosz Zmarzlik