Wszyscy żyjemy eliminacjami do Mundialu w Rosji, ale to nie koniec przygód, jakie czekają europejskie reprezentacje w 2018 roku. Zaraz po zakończeniu turnieju, który wyłoni najlepszą drużynę globu, będziemy świadkami startu nowego projektu, jakim jest Liga Narodów UEFA. Jak będzie przebiegać i co będzie można dzięki niej zyskać?

Zacznijmy przede wszystkim od tego, skąd wziął się pomysł i czym jest projekt dodatkowych meczy reprezentacji. Pierwszy raz to hasło padło w 2001 roku i miało na celu zwiększyć częstotliwość spotkań drużyn narodowych i urozmaicić te mecze. Pierwszym konceptem było stworzenie mini turnieju 8 najlepszych drużyn Starego Kontynentu. Druga myśl była podobna do pierwszej, ale obejmowała zespoły z miejsc 8-51. Dopiero trzeci pomysł wyłonił to, co nazwano Ligą Narodów. Obejmować będzie wszystkie reprezentacje z Europy, a podział na grupy dokonany zostanie bazując na aktualnej pozycji w rankingu UEFA. Pomysł powrócił w 2013 roku i wtedy zaczęto rozważać go coraz poważniej. Największym entuzjastą był ówczesny przewodniczący Michel Platini, który zresztą znany jest z zamiłowania do wprowadzania innowacji w piłce nożnej. W 2014 w Astanie zostało przegłosowane powstanie Ligi Narodów. Od tamtego czasu trwały prace nad zaplanowaniem każdego szczegółu, czego efektem jest inauguracja projektu w 2018 roku.

Więcej chleba, igrzysk… i pieniędzy!

Projekt ten ma na celu wyeliminowanie meczy o tak zwaną pietruszkę i zwiększenie dochodów z transmisji w TV. UEFA musiała się nieźle wysilić, żeby przekonać do swojego planu wszystkie europejskie federacje. Wśród profitów, o które zawalczą drużyny, są między innymi: dzikie karty na Mistrzostwa Europy dla zwycięzców grup oraz bonusy pieniężne za osiągane sukcesy. Podział na 4 mini ligi oraz system premiowania i degradacji ma zapewnić maksymalną ilość emocji oraz szansę dla niżej notowanych na wywalczenie sobie prawa do walki o najwyższe trofeum – tytuł mistrza ligi. Ma to zmotywować zespoły zaczynające z niższych szczebli oraz zmusić najlepsze 12 zespołów do tego, by dawały z siebie wszystko, a tym samym zapewniły jak najlepsze widowisko i jak najwyższe dochody z transmisji takich spotkań. Wydaje mi się, że pierwszą edycję rozgrywek zespoły z czołówki potraktują jako serię spotkań towarzyskich, bo nie powinno być dla nich problemem zakwalifikowanie się do turnieju, a też kwoty, które proponuje UEFA, nie są tak wysokie, żeby dla nich starać się o jak najlepszy wynik. Dla przykładu, maksymalny zysk, jaki można osiągnąć z wygrania wszystkich meczy w LN, wynosi około 30 mln złotych, gdzie za sam awans do EURO Polska federacja otrzymała właśnie 30 mln złotych.

Napięty harmonogram

Terminarz pierwszego turnieju przewiduje wyłonienie finałowej czwórki z każdego z koszyków jeszcze w 2018 roku (co w połączeniu z MŚ w Rosji da piłkarzom łącznie około 5 miesięcy dodatkowego obciążenia). Następnie w kolejnym roku rozegrane między tymi czterema państwami play-offy wyłonią zwycięzce całej grupy, co zapewni mu awans do turnieju finałowego EURO 2020. Jest to dobry pomysł, bo gdyby 12 państw miało grać każdy z każdym to musielibyśmy zastąpić rozgrywki klubowe właśnie Ligą Narodów. Co nie zmienia faktu, że w roku 2018 gracze zostaną pozbawieni możliwości odpoczynku. Ledwo skończy się Mundial, a już zacznie się kolejny turniej, po czym trzeba będzie rozgrywać spotkania ligowe. Na pewno przełoży się to na formę i w sezonie 2018/2019 fani piłki nożnej będą czuli pewien niedosyt związany z oglądaniem swoich ulubionych klubów.

Co to oznacza dla nas?

Ale co to tak naprawdę oznacza dla Polski? Jest to szansa dla drużyny, która aktualnie znajduje się w niesamowitym gazie i wydaje się to być świetną okazją do nawiązania walki z czołówką Europy. Będzie to też szansa dla kilku nowych piłkarzy na grę z orzełkiem na piersi. A przede wszystkim możliwość pokazania się na arenie międzynarodowej, co może skutkować sytuacją jak po EURO 2016, kiedy to nasi zawodnicy byli rozchwytywani przez czołowe kluby. Co więcej, jeśli nic by się nie zmieniło do czasu oficjalnego ogłoszenia rozmieszczenia zespołów, to Polacy mieliby spore szanse na wygranie swojej grupy, co dałoby im awans do final four i możliwość zarobienia jeszcze większych bonusów.

Rosja, Chorwacja, Polska, Islandia – tak wyglądałby nasz koszyk, gdyby ogłaszano go już dziś. Myślę, że w najwyższej formie nasza reprezentacja byłaby w stanie spokojnie wygrać i znaleźć się wśród topowej czwórki grupy A. Ale czy byłoby to warte zachodu? Jasne, mamy generacje piłkarzy głodnych sukcesu, a co najważniejsze zdolnych osiągnąć najwyższe cele. Ale czy to oznacza, że mamy ich zajechać każdym pomysłem, jakim uraczy nas UEFA czy FIFA? Moim zdaniem lepiej będzie skupić się na wykręceniu jak najlepszego wyniku na MŚ 2018 i EURO 2020, a LN potraktować z przymrużeniem oka.

Całość tego przedsięwzięcia wydaje mi się jedynie skokiem na kasę w wykonaniu największych spośród krajowych federacji i samego pomysłodawcy. Wiadomo, że przed telewizorami więcej ludzi skupi spotkanie Francji z Niemcami niż na przykład Kazachstanu z Litwą. Stąd pomysł na takie a nie inne rozmieszczenie zespołów. Jednym z powodów, dla których powstała Nations League jest zwiększenie liczby meczy reprezentacji ku ogólnej uciesze gawiedzi. Chciałoby się powiedzieć: więcej chleba i igrzysk, ale weźmy pod uwagę i tak dość napięty terminarz lig krajowych i spotkań na szczeblu reprezentacyjnym. Co więcej, jeśli w jednym roku miałyby się rozgrywać eliminacje do MŚ lub ME oraz Liga Narodów, to plaga kontuzji i ogólne zmęczenie zawodników zabiłoby piękno tego sportu. Nie oglądalibyśmy już najlepszych zawodników tylko zmienników, bo grając z taką częstotliwością nie tylko zamęczy się nawet piłkarską śmietankę, ale jeśli weźmiemy jeszcze pod uwagę rozgrywki klubowe, to piłkarskie kariery kończyć się będą o kilka lat wcześniej, niż dzieje się to obecnie. W 2013 roku do rewelacji na temat stworzenia takiego turnieju odniósł się Zbigniew Boniek, nazywając to „chorą ideą gorszą od EURO z Brazylią”. W pełni zgodzę się z prezesem. Taka presja i intensywność gry mogą zabić piękno futbolu i doprowadzić do tego, że wiele talentów zmarnuje się wyłącznie przez chęć wzbogacenia się ludzi zza biurek.