fot. Kuba Kamieniarz/Instagram

– Walczenie w studio mi średnio pasowało, ponieważ miałem wrażenie, że atmosfera była bardziej sztywna, przez co było też bardziej stresująco. Zawsze dobrze się czułem, kiedy występowałem na galach, gdzie były pełne trybuny, więc jestem szczęśliwy, że kibice wracają na swoje miejsce – mówi serwisowi Zagranie.com Kuba Kamieniarz, który będzie jednym z zawodników otwierających kartę walk gali KSW 61.

Kamil Piłaszewicz: Gala KSW 61 zbliża się coraz większymi krokami, więc w jakim momencie okresu przygotowawczego jest Kuba Kamieniarz?

Kuba Kamieniarz: Nadszedł czas końcowych przygotowań, więc schodzę z obciążeń. Treningi, chociaż o tej samej intensywności, to są coraz krótsze. Lepszy już nie będę, więc skupiam się na tym, by utrzymać formę i być może coś jeszcze doszlifować. Jednak takie główne przygotowania są już za mną.

Na co trenerzy zwracają największą uwagę w czasie treningów i sparingów?

– Adam jest świetnym parterowcem, wywodzącym się z brazylijskiego jiu-jitsu, także głównie kładliśmy nacisk na to, by różnymi metodami umieć utrzymywać, czy powracać do walki w stójce. Jeżeli już zejdziemy do parteru, to wtedy raczej będę szukać powrotu do stójki. Jeśli okaże się, że nie będzie to możliwe, to też jestem na to gotowy. Nie uważam bym musiał, mieć jakieś kompleksy z powodu tego, jak wyglądają moje umiejętności parterowe względem tych, które prezentuje Adam.

W czasie analizowania najbliższego rywala, szkoleniowcy najwięcej czasu poświęcili firmowej technice Adama Niedźwiedzia, czyli duszeniu trójkątnym rękoma?

– Mój trener od parteru jeździł swego czasu razem z Adamem na obozy, więc śmiało mówię, że wiemy doskonale, jak walczy w tej płaszczyźnie. Niczym nas nie zaskoczy. Wiadomo, że lubi złapać i zapiąć głowę rywala między swoimi rękoma, potem przechodzić do półgardy i następnie dusić, ale jak mówię, będę na to gotowy.

Jacy sparingpartnerzy pomagają Ci w przygotowaniach?

– Akurat w środę robiłem trening z Filipem Tomczakiem, a jeśli chodzi o parter, to tu pomagał mi Konrad i Albert Śmieszkowie. Zdecydowałem się na ich pomoc, bo też są posiadaczami czarnych pasów w brazylijskim jiu-jitsu. Wydaje mi się, że nawet są lepsi od Adama w tej płaszczyźnie. W przygotowaniach stricte pod walkę w formule MMA pomagali mi jeszcze Łukasz Radosz i Bartek Ratajczak.

Obaj nie macie na koncie jeszcze zwycięstwa w klatce KSW, więc pojawiały się informacje ze strony właścicieli, bądź dyrektora sportowego, że to walka o być albo nie być w federacji?

– Tak, potwierdzam, bo wiadomo, że jest, jak mówisz, czyli że przynajmniej na dziś obaj jeszcze nie zwyciężyliśmy pod szyldem KSW. Jesteśmy młodzi i dlatego jestem pewien, że to nie będzie nasze ostatnie słowo w karierze, ale też uważam, że przegrany z naszego starcia powinien się pożegnać z możliwością walczenia dla KSW, przynajmniej na jakiś czas.

fot. Kuba Kamieniarz/Instagram

Odnośnie wspomnianych osób, to jak wyglądały negocjacje dotyczące okresu starcia i przeciwnika?

– Wszystkimi formalnościami zajmuje się mój menedżer. Później dzwoni do mnie, mówi, jaki jest termin i rywal, a ja to przyklepuję. Za każdym razem tak działamy, więc o szczegóły ogarniania tego tematu, proszę pytać jego.

Adam Niedźwiedź to wymarzony rywal na ten moment kariery?

– Czy ja wiem… Ogólnie nie myślę o swoich przeciwnikach w takich kategoriach. Po prostu jest kolejny solidny zawodnik, więc chcę się z nim zmierzyć. Jak widać po moim rekordzie, nie unikam trudnych starć. Biorę każdą walkę, ponieważ chcę się bić, bez względu na to, czy jestem faworytem, czy nie. Adam jest kolejnym wymagającym konkurentem i tyle. Wcześniej miałem zmierzyć się z Kacprem Koziorzębskim, ale, jako że gala została przesunięta na wcześniejszy termin, a wtedy miałem drobny uraz, to Kacper dostał walkę z Ionem Surdu, a ja z Adamem.

Piątego marca dodałeś wpis w mediach społecznościowych, że zacytuję: „Za nami trupy, przed nami szczyty”. Już wtedy wiedziałeś o tym, kiedy i z kim wystąpisz na gali KSW?

– Wtedy chyba jeszcze był, dograny inny termin gali i inny przeciwnik, ale tak ogólnie to tak, już wiedziałem, że coś się zbliża.

Patrząc na to, że raz więcej pojawiłeś się w klatce KSW, a więc teoretycznie bardziej oswoiłeś się z wydarzeniem, medialnością eventu, spodziewasz się, iż to Ciebie kibice będą postrzegać w roli faworyta?

– Kurczę, ciężkie pytanie… Trudno mi tak siebie oceniać i to jeszcze stawiać się w roli faworyta. Jeśli chodzi o medialność, to pamiętajmy, że Adam też ma jakieś tam obycie przed kamerami, bo występował w „Top Model”. Jeśli chodzi o oswajanie się z medialnością wydarzenia, to sądzę, że Adam ma ostatecznie większe doświadczenie ode mnie. Nie uważam, że to, że o raz więcej walczyłem, miało decydować o tym, że zwyciężę i teraz. Po prostu wygra tego dnia lepszy, czyli ten, kto popełni mniej błędów, wstrzeli się idealnie w zaplanowaną wagę i tyle.

fot. Kuba Kamieniarz/Instagram

Wolisz być właśnie nim, czy raczej atakować z pozycji underdoga?

– Sam siebie zawsze oceniam jako underdoga i za każdym razem szykuję się tak, jakby mój przeciwnik był najlepszy na świecie. Nie lubię być faworyzowany, chwalony, bo jestem typem gościa, któremu pochwały nie pomagają w tak znaczący sposób, jak konstruktywna krytyka. Bardziej potrzebuję bata nad głową i świadomości, że im będę większym underdogiem w walce, tym lepiej.

Koncentrujesz się wyłącznie na tym starciu, czy pojawiają się myśli, kto może być następnym przeciwnikiem?

– Nie, nie, nie ma myśli tego typu. Nie wybiegam w przyszłość, bo umówmy się, że ta walka powie nam, kto się pożegna, przynajmniej na razie, z byciem zawodnikiem KSW. Być może będę to ja, więc w stu procentach koncentruję się wyłącznie na tym starciu. Wiadomo, że w kategorii do 77 kg jest dużo ciekawych nazwisk z Polski, więc na pewno byłoby się z kim bić, ale jak mówię, poczekajmy i po ewentualnej wygranej będziemy mogli wrócić do tego tematu.

Chciałbym zapytać jeszcze o zmianę lokalizacji i to, co sądzisz o przeniesieniu gali z gdańskiego Teatru Szekspirowskiego do Ergo Areny?

– Dla mnie to informacja na plus, bo będę mieć wreszcie swoich kibiców na trybunach. Pojechać ze mną może około stu osób, także na pewno będzie to potężne wsparcie. Nie ukrywam, że walczenie w studio średnio mi pasowało, ponieważ miałem wrażenie, że atmosfera była bardziej sztywna, przez co było też bardziej stresująco. Zawsze dobrze się czułem, kiedy występowałem na galach, gdzie były pełne trybuny, więc jestem szczęśliwy, że kibice wracają na swoje miejsce. W tym teatrze fajnie by było zawalczyć, bo jak patrzyłem, to wydaje się bardzo ciekawym miejscem. Natomiast jeśli mielibyśmy tworzyć jakiś ranking miejsc, w których chciałbym się pojedynkować, to Ergo Arena stoi zdecydowanie wyżej w tym zestawieniu. Poza tym gala KSW 61 będzie jednym z pierwszych wydarzeń, gdzie będzie tak dużo kibiców po poluzowaniu obostrzeń, więc tym bardziej się cieszę, że wreszcie będzie można poczuć atmosferę, za którą każdy tęskni.

Jeśli chodzi o gale w teatrze, to kroi się pewna gala we wrześniu w Chorwacji, więc jeśli byś wygrał i obyłoby się bez większych kontuzji, to być może pojawi się okazja zawalczenia we wspomnianym, niestandardowym miejscu?

– Też o tym czytałem w ostatnich dniach. Miejscówka robi kolosalne wrażenie! Wychodząc tam do pojedynku, naprawdę można poczuć się, jak prawdziwy gladiator. Kiedyś na pewno chciałbym w takiej lokalizacji zawalczyć, bo jednak od razu czuje się powiew tych wszystkich starożytnych walk. Klimat robi robotę! Natomiast nie skupiam się na tym, że muszę już teraz tam zawalczyć, bo myślę, że KSW będzie dość mocno atakowało Chorwację i ogólnie Bałkany, więc z pewnością będzie jeszcze okazja, by wystąpić w takiej miejscówce.

fot. Kuba Kamieniarz/Instagram

Pytam każdego sportowca o to, co sądzi o powrocie kibiców, ponieważ przez ostatni rok odwykliśmy od głośnych trybun i zastanawiam się, czy spodziewasz się większych emocji, większych ciarek na plecach, kiedy będziesz wychodzić do pojedynku, mając na sobie wzrok ponad siedmiu i pół tysiąca osób?

– Tak, na pewno! Właśnie o to chodzi, tego się pragnie, bo te gale w studio, to postrzegam jako taki plaster, substytut na okres pandemii. Brakowało tego klimatu i na dłuższą metę wszyscy by mieli dość wydarzeń w takim anturażu. Przyznam Ci się, że na takich studyjnych galach czułem się, jakbym był na sparingach. Odczuwałem zupełnie inne emocje i myślę, że obecność kibiców wpłynie tylko pozytywnie na magię eventu.

Tak filozoficznie kończąc wywiad, to spodziewasz się, że do powrotu fanów na trybuny będziemy się stopniowo przyzwyczajać, uświadamiać to sobie, tak jak ich brak na pierwszych eventach?

– Wydaje mi się, że nie. Sądzę, że kibice raz-dwa przypomną sobie, jaki był klimat przed pandemią i wrócimy w końcu do tej magii klimatu.

Zaloguj się aby dodawać komentarze