Pewnie wielu z Was na perspektywę czwartych finałów z rzędu w takim samym składzie kiwało głową w geście rozczarowania, ale… mecz numer 1 na pewno nie zawiódł. Wow, co to było za widowisko! Golden State Warriors pokonali Cleveland Cavaliers dopiero po dogrywce. Niewiele zabrakło, żeby to goście wywieźli zwycięstwo z Oakland. James był fantastyczny, Curry bardzo dobry, ale obie strony nie wystrzygły się błędów. Oto 5 moich spostrzeżeń po pierwszym spotkaniu Finałów NBA.

Polowanie na najsłabsze ogniwo

,,Jesteś najsłabszym ogniwem, odpadasz.”

Pewnie wielu z Was pamięta program prowadzony przez Kazimierę Szczukę, w którym najsłabsze ogniwo (według uczestników) odpadało. W przypadku Finałów NBA może nikt nie zostaje wyrzucony, lecz szuka się tego ,,rodzynka”. Wszystko po to, aby zaatakować.

Strategie ofensywne przez lata przechodziły wiele transformacji. Od gry tyłem do kosza, przez akcje jeden na jeden, aż po trójki praktycznie z każdej pozycji. Przy obecnej taktyce obrony, czyli switchowaniu, mamy kolejną alternatywę, coś w rodzaju hybrydy tych taktyk. Teraz, poluje się na to najsłabsze ogniwo. Chcesz, żeby Twój najlepszy zawodnik grał izolację przeciwko – Twoim zdaniem – najsłabszemu obrońcy w drużynie rywali. Ale nie są to takie same akcje jeden na jeden jak na końcu poprzedniego wieku lub na początku tego. Teraz pomoc przy penetracjach jest praktycznie niemożliwa, gdyż kozłujący jest otoczony przez strzelców. Pick your poison – albo stracisz punkty spod kosza, albo oddasz otwartą trójkę. Zespoły dążą do posiadania atletycznych i wszechstronnych defensorów, lecz nie zawsze jest to możliwe. I tak jest choćby w przypadku tegorocznych Finałów.

Warriors polują na Kevina Love’a, a Cavaliers próbują doprowadzić do sytuacji, w której Lebrona Jamesa kryje Steph Curry.

Przewaga Jamesa nad Currym jest widoczna gołym okiem. Podwoisz? Król ma tak świetny przegląd pola, że z łatwością dostrzeże niepilnowanego partnera. Nie pomożesz? Tracisz na 99% punkty spod kosza.

Z drugiej strony Warriors próbują ukarać Cavs na dwa sposoby. Jednym z nich są akcje Curry’ego jeden na jeden, po których Steph miał wczoraj łatwe penetracje pod obręcz, w tym jedną kluczową w ostatniej minucie meczu.

Innym rozwiązaniem jest znalezienie Duranta tyłem do kosza przeciwko niższemu obrońcy. Patrząc na wzrost KD, nie jest to trudne, ale we wczorajszym spotkaniu Durant nie mógł trafić kompletnie nic i był po prostu fatalny, oddając dużo głupich rzutów.

Kevin nie będzie miał drugiego tak słabego występu w tej serii. Nie masz wrażenia, że Cavaliers stracili swoją szansę na nawiązanie walki o tytuł?

JR i jego dyskalkulia

Będąc w temacie głupoty, nie możemy nie wspomnieć o JR Smithie. To, co zrobił Junior, jest poniżej krytyki. Zresztą, zobaczcie sami:

https://www.youtube.com/watch?v=LgzhCXsBdpA

Reakcja Lebrona chyba najlepiej oddaje to, co się stało.

JR zarzekał się, że wiedział o remisie, tylko czekał, aż James weźmie przerwę na żądanie. Mhm. A ja jestem Michael Jordan. Jak można nie znać wyniku w końcówce wyrównanego meczu? Abstrahując od tego, czy to Finały NBA czy I runda playoffów w amatorskiej lidze w Katowicach, to po prostu nie może się wydarzyć. Ale się wydarzyło i to w kluczowym momencie.

Nie oszukujmy się, Smith od zawsze miał łatkę gracza o wątpliwym ilorazie inteligencji. Jednak coś takiego? To już cios poniżej pasa. Szkoda, że tak świetny występ Lebrona Jamesa został zaprzepaszczony przez kompletną ignorancję JR’a i to o nim teraz wszyscy będą mówić, nie o 51 punktach w wykonaniu Króla. Jasne, możemy też obwiniać za to George’a Hilla (i powinniśmy) za niecelny rzut wolny. JR miał jednak szansę i tę szansę zmarnował.

Boję się, co James zrobił z nim po tym błędzie. Wolałbym nie być w skórze Juniora. Co jak co, ale zasłużył na każdą karę.

Czy teraz zdziwisz się, jeżeli Lebron James opuści Cleveland Cavaliers? Bo ja nie. Z kimś takim (Smithem) nie da się zwyczajnie pracować.

Masa, siła, rzeźba

Różnica talentu pomiędzy Warriors a Cavaliers widoczna jest gołym okiem. Jedni mają w swoim składzie czterech graczy formatu All-Star (w tym trzech świetnych strzelców), a drudzy opierają się jedynie na fenomenie Lebrona Jamesa (chociaż wczoraj swoje dodał jeszcze Kevin Love). Mówiąc o szansach Cavs w tej serii, zwróciłem uwagę na jedną rzecz – jeżeli James i spółka mają zwyciężyć, najlepszym sposobem na to będzie spowolnienie tempa i twarda, fizyczna gra. I tak też się stało i niewiele zabrakło, aby goście wywieźli wygraną z Oakland.

Pierwsza kwarta stała pod znakiem świetnej skuteczności ze strony Cavaliers, którzy byli on fire. Ostatecznie skończyli, trafiając 44.9% swoich prób z gry, o 5.6% mniej niż Warriors. Do tego Cleveland popełniło więcej strat, miało mniej celnych rzutów wolnych. Jak zatem trzymali się w meczu i byli o krok od triumfu?

Wszystko dzięki zbiórkom w ofensywie. Wraz z powrotem Kevina Love’a Cavs wyszli wysokim składem, z Lovem i Thompsonem pod koszem, co dodało im atletyzmu i wzrostu. W całym spotkaniu goście zebrali aż 18 piłek w ataku, co pozwoliło im na ponowienia akcji. Doceńmy tutaj Jamesa, który miał aż 4 zbiórki w ofensywie. Świetną zmianę dał też Larry Nance Jr. i w zaledwie 19 minut miał aż 11 zebranych piłek.

Cavaliers muszą dominować fizycznie, chcąc nawiązać walkę z Warriors. Oni nie mają tyle talentu w ataku, jednak potrafią sprawić, że gra przeciwko nim staje się wyjątkowo nieprzyjemna. Doszło do tego, że Steve Kerr wpuścił na początku trzeciej kwarty Javale’a McGee, co samo w sobie było już sukcesem dla Cleveland. W serii z Rockets McGee był na parkiecie tylko… 3 minuty. We wczorajszym starciu zagrał lepiej, jednak Kerr powinien unikać jak ognia wrzucania go na boisko.

Swoją drogą, Javale nie mógł zawieść swoich fanów i zrobił to:

MVP Shaqtin A Fool jak zwykle w formie.

Lebron James jest genialny

Nic dodać, nic ująć.

Król był fantastyczny, zaczynając mecz od 6 celnych prób z gry.

Końcowa linijka Jamesa: 19 na 32 z gry, 10 na 11 z wolnych, 51 punktów, 8 zbiórek, 8 asyst, 1 blok i 1 przechwyt.

To była najwyższa zdobycz punktowa Lebrona w historii jego występów w Finałach. W wieku 33 lat. W 15. sezonie gry na parkietach NBA. Przeciwko jednemu z najlepszych zespołów w dziejach koszykówki.

Wow. On jest po prostu niesamowity.

51 punktów Jamesa było szóstym występem na co najmniej 50 oczek w historii NBA. Pozostała piątka? Elgin Baylor (61), Rick Barry (55), Michael Jordan (55), Jerry West (53), Bob Petit (50).

Niestety, Król jako pierwszy z tego grona zaliczył tak świetną linijkę i … przegrał. Nie powinno to umniejszać jego osiągnięć.

Czy Lebron zagra lepiej? Może tak być. Warriors, bójcie się.

Szybko, szybciej, Warriors  

Grając atak pozycyjny, mistrzowie NBA ewidentnie nie mieli tego flow w ofensywie. Curry jeszcze jako tako dawał radę atakować wyższych graczy, ale Durant był tragiczny, oddając nieprzygotowane rzuty przez ręce, które ze zdrowym rozsądkiem mają niewiele do czynienia. Zabawa zaczynała się dopiero, kiedy Warriors zaczynali biegać do kontry. A gdy złapią swój rytm w transition, to nikt ich nie zatrzyma. Tym bardziej nie zrobią tego Cleveland Cavaliers, ze swoją – delikatnie mówiąc – średnią defensywą w kontratakach.

Jeżeli pozwolisz Wojownikom na ich grę, jest już po Tobie. Dlatego szczególnie ważne jest to, aby nie tracić piłki i wracać szybko do obrony. Były momenty dobrych powrotów Cavs, ale były też te złe, w których czy to Klay Thompson, czy to Stephen Curry mieli otwarte trójki.

Najlepszym przykładem będzie ostatnia akcja drugiej kwarty.

Komu ten rzut zepsuł kupon?

JR Smith niepotrzebnie zaryzykował, szukając przechwytu, przez co Curry był kompletnie niepilnowany. Co z tego, że stał kilka metrów za linią. Przecież to Steph.

Podsumowując, Cavaliers stracili olbrzymią szansę. Mogli wyjść na prowadzenie 1-0, co dałoby im niesamowity zastrzyk pewności siebie, stawiając Warriors pod ścianą. Cavs mogą jedynie zwyciężyć na poziomie mentalnym, spychając rywali do narożnika. W pierwszym pojedynku mieli już go na deskach, sędzia zaczął odliczać, lecz mistrz nie dał za wygraną, wstał i potwierdził swoje panowanie.

Czy jeden niecelny rzut wolny i jedna głupia decyzja zadecydują o wyniku tej rywalizacji? Wszystko na to wskazuje. Mecz numer 2, który zostanie rozegrany w niedziele, będzie meczem o życie dla Cavaliers. James już potwierdził swoją wielkość, teraz pora, aby ktoś mu pomógł.

Ciekawostka bukmacherska: we wczorajszym starciu byliśmy świadkami dość niecodziennej sytuacji. Nie dość, że w regulaminowym czasie gry była dogrywka, to do połowy też był remis. Kurs na to zdarzenie w Fortunie wynosił aż… 105. Przyznać się, czy ktoś z Was trafił tego ,,pewniaczka”?