Gdy przed laty – w drafcie 2014 – do ligi wchodził Andrew Wiggins to wielu widziało w nim nawet następcę LeBrona Jamesa. Kanadyjczyk trafił przecież do NBA z jedynką w drafcie, choć koniec końców w barwach Cleveland Cavaliers u boku LeBrona nie zagrał, bo drużyna z Ohio oddała go do Minnesota Timberwolves. Ale przez lata Wiggins nie pokazał nic, co stawiałoby go w jednym rzędzie z największymi gwiazdami ligi. Czyżby to się teraz zmieniało?

To nie jest tak, że Andrew Wiggins był i jest słabym graczem. Z pewnością potrafi robić dobrze jedną rzecz: zdobywać punkty. To udowodnił na przestrzeni lat w barwach Wolves, za to też otrzymał od drużyny z Minneapolis ogromny kontrakt. Ba, w poniedziałek dobił do granicy 8000 punktów jako 11. najmłodszy gracz w historii NBA. Sęk w tym, że Wiggins od lat jakby zatrzymał się w swoim koszykarskim rozwoju, przez co zaczął bardzo mocno frustrować swoją postawą. Przy okazji był też jednym z najmniej efektywnych graczy w lidze. Początek tego sezonu nie wskazywał na to, aby cokolwiek miało się zmienić, ale kanadyjski skrzydłowy w kilku ostatnich meczach znów dał kibicom nadzieję.

Jego cztery ostatnie spotkania to świetne występy:

  • 30 punktów, 6 asyst, 11/21 z gry przeciwko Memphis Grizzlies
  • 40 punktów, 5 zbiórek, 7 asyst, 17/33 z gry przeciwko Golden State Warriors
  • 25 punktów, 4 zbiórki, 5 asyst, 10/22 z gry przeciwko Denver Nuggets
  • 33 punkty, 6 zbiórek, 5 asyst, 12/20 z gry przeciwko Detroit Pistons

Wiggins przede wszystkim zmienił swoje podejście w ataku i nie decyduje się już tak często na rzuty z półdystansu, często nazywane w NBA tymi najbardziej nieefektywnymi. 24-latek dużo częściej dostaje się pod kosz, na co pozwala mu dużo lepsze panowanie nad piłką. Dzięki temu Wiggins stał się także dużo lepszym na rozegraniu, co potwierdzają jego statystyki asyst. Otwarte pozostaje jednak pytanie, czy to tylko chwilowa zwyżka formy, czy jednak Kanadyjczyk wreszcie zacznie grać na miarę potencjału. Wydaje się, że obecny system Wolves bardzo mu odpowiada, dlatego też fani Minnesoty z pewnością mogą bardzo optymistycznie patrzeć w przyszłość – Wilki to bowiem teraz już nie tylko Karl-Anthony Towns, ale także coraz skuteczniej i lepiej grający Wiggins.