Burzliwy był poprzedni tydzień w krakowskiej Wiśle. Światło dzienne ujrzały informacje ukrywane przez klubowych włodarzy. Jednocześnie pojawiła się informacja o rzekomym odejściu z klubu dyrektora sportowego Arkadiusza Głowackiego i całkowitym pożegnaniu szefa skautingu Marcina Kuźby, a także wcześniejszym rozstaniu z Martyną Góral. Dział sportowy Białej Gwiazdy w ciągu zaledwie kilkunastu dni zupełnie przestał istnieć. W klubie jak na razie pozostał jedynie skaut Kamil Moskal.

O ile Głowacki faktycznie złożył na biurko prezesa pisemną rezygnację z dyrektorskiej funkcji, tak z Kuźbą sprawa jest bardziej skomplikowana i nadal nie złożył formalnej rezygnacji ze swego stanowiska, a jedynie dość jednoznacznie zakomunikował chęć odejścia z klubu. Kiedy nie wiadomo, o co chodzi, chodzi o…

Pieniądze, jakich domaga się były skaut od obecnych władz klubu. Otóż po zmianach w pionie sportowym przeprowadzonych przez poprzedni niechlubny zarząd i głośnym awansie byłego napastnika na szefa skautingu pojawił się zapis, o którym nikt nie wspominał. Na mocy tego zapisu z transferów wychodzących z klubu byłemu już szefowi klubowego skautingu, który poza nim notabene tworzyła jedna osoba, należał się jednocyfrowy procent od zysku dla klubu.

Potwierdza to także cytat z tekstu „Sportu” autorstwa Mateusza Migi o zmianach w pionie sportowym: „jednak do rozwiązania pozostaje jeszcze kwestia końcowych rozliczeń, którymi są rzekome kwoty wynikające z aneksu do umowy Kuźby podpisanego przez poprzedni zarząd. Jak nie trudno się domyślić po transferze Kostala i Imaza (~650 tyś. euro) upomniał się o swoją formalnie należną dolę. Jak ustaliłem, z zupełną premedytacją o zapisie poinformował dopiero 28 lutego, czyli ostatniego dnia okienka transferowego. Władze klubu mają poważny zgryz. W obecnej sytuacji klubu nie wyobrażają sobie, żeby dodatkowo wynagradzać pracownika, który na dobrą sprawę z transferami Kostala i Imaza nie miał za wiele wspólnego. Podjęte będą działania wyjaśniające w celu unieważnienia aneksu parafowanego przez poprzedni zarząd. Coraz mniej wątpliwości jest także przy wątku, jakim podzieliłem się w jednym z poprzednich tekstów, gdzie się podziały wpływy do klubu z transferu Petara Brlka do Genoi. Transfer Brlka i przekonanie do tego ruchu jednego ze sponsorów, a także ówczesnego właściciela klubu Bogusława Cupiała to duża zasługa Kuźby, niestety nie poszedł za tym odczuwalny zysk finansowy dla klubu. Jak powszechnie wiadomo, za transferem Jesusa Imaza stał poprzedni dyrektor sportowy Manuel Junco, a także trener Kiko Ramirez. Natomiast słowacki skrzydłowy Martin Kostal zaoferowany został przez agenta Pavola Juhása, zawodnik był tak zdeterminowany, żeby trafić do naszej ligi, że zgodził się na ponad tygodniowe testy i udział w grach kontrolnych. Właśnie po jednym ze sparingów Kostal wzbudził entuzjazm wśród kibiców klubu, którzy wpisami w mediach społecznościowych zabiegali o podpisanie kontraktu. Skończyło się to wyzwaniem rzuconym przez byłego wiceprezesa Damiana Dukata, gdzie za zakup danej liczby karnetów życzenie kibiców zostało spełnione. Tym bardziej trudno w transferach młodego Słowaka i przebojowego Hiszpana doszukać się kluczowych zasług działu skautingu.

Byłemu już skautowi klubu (docierają stanowcze głosy, że w klubie nie wyobrażają sobie dalszej współpracy) nie spodobały się także wymagania, jakie względem niego stawiają nowe władze. Nadal chciałby pracować „na luzie” bez rzetelnego raportowania obserwacji i wyjazdów. Tych wyjazdów i pobieranych delegacji za poprzednich władz miało być bardzo wiele, niezbyt wiele jest natomiast dokładnych raportów i dokumentacji, większość stanowią wymieszane notatki.

Dla przebywającego w ostatnim czasie na zasłużonym urlopie Arka Głowackiego klub ma przynajmniej dwie propozycje i czynione będą starania, żeby pozostał w klubie. Być może jako dyrektor klubowej Akademii. Na tym stanowisku zastąpiłby obecnego prezesa Rafała Wisłockiego. Głowackiemu miała nie odpowiadać rola często jedynie wizerunkowa, dodatkowo w ostatnim czasie zablokowane – oficjalnie przez względy medyczne – zostały dwa transfery formalnie pilotowane przez nadzorowany przez niego dział. Zaniedbał także sprawy związane ze swoją autorską „Akademią Futbolu z ‘Głową’ ‘’.

W ostatnim czasie współpraca działu sportowego z władzami klubu delikatnie to ujmując nie układała się zbyt dobrze. Zarzewiem sporu był zablokowany przez klubowe władze transfer Davida Tijanicia (według medycznych diagnoz zawodnik w obrębie kręgosłupa ma wadę określaną złamaniem zmęczeniowym, a także stenozę kanału kręgowego) dolegliwości te nie stanowią obecnie dla zawodnika problemu i regularnie występuje w słoweńskim NK Triglav, jednak istniało duże ryzyko. Tym bardziej, że koszt transferu miał pokryć jeden ze sponsorów klubu licząc na obopólny zysk. Dobrze poinformowane źródła twierdzą, że także możliwość podpisania kontrakt Michaelem Essienem przesunęły Tijanica na bocznicę, zawodnik kilka dni spędził w hotelu oczekując na decyzję. Pomysł na pozyskanie byłego zawodnika Chelsea całkowicie upadł po ustaleniu ostatecznej kwoty, jaką oczekiwał były reprezentant Ghany. Podpis pod kontraktem złożyłby tylko wtedy, gdyby zagwarantowano 30 tysięcy euro miesięcznie w ramach półtorarocznego kontraktu.

Ewentualne pozyskanie Tijanicia pilotował Kuźba. Intrygujący fakt stanowi sprawa autoryzacji na transfer tego zawodnika, co za tym idzie zysk z prowizji miałby otrzymać niezbyt znany w środowisku agent, z którym to według dobrze poinformowanych źródeł były skaut w najbliższym czasie ma rozpocząć oficjalną współpracę… Doszło nawet do absurdalnej sytuacji, gdzie agent upierał się przy wersji znalezienia i zaoferowania zawodnika do klubu.

Jak już jesteśmy przy prowizjach za ruchy transferowe to kolejne wątpliwości budzi kwestia wynagrodzenia za wypożyczenie Sławomira Peszko. W środowisku pojawiły się dość głośne głosy, że reprezentujący byłego reprezentanta Tomasz Hajto otrzymał sowite wynagrodzenie za ten ruch. Pozostaje mieć jedynie nadzieję, że w całości ową prowizję pokryje jeden ze sponsorów, opłacający kontrakt skrzydłowego.

Z Reymonta docierają sygnały, że w najbliższych dniach Maciej Stolarczyk ma otrzymać propozycję nowej umowy. Ustalone zostaną także szczegóły rozszerzenia zakresu kompetencji i wzmocnienia roli trenera. Jak udało mi się ustalić, trener ma mieć większy wpływ na politykę transferową klubu, co za tym idzie „mocny” głos w będącym w planach komitecie transferowym. Nie mają nic wspólnego z prawdą plotki, jakoby posada Stolarczyka w ostatnich dniach miała być zagrożona, potwierdził to także jednym z wpisów Jarosław Królewski – gwarantując, że nawet w przypadku serii porażek trener pozostaje nietykalny.

Po spektakularnym zwycięstwie z Koroną plotki odnośnie zagrożonej posady „Stolara” wydają się całkowicie absurdalne. Wisła złapała mocny oddech i podejmie się szarży na górną ósemkę. Pierwszy cel ku temu wydaje się idealny, prestiżowe derby z będącą w ostatnim czasie w dobrej dyspozycji drużyną Pasów.  Po przegranym 2-3 meczu z Pogonią w jednym z krakowskich lokali urządzono głośną integrację z tradycyjnym wkupnym nowych zawodników. Głośne dysputy do późnych godzin, jak pokazał mecz w Kielcach, w jakimś stopniu pomogły scalić drużynę.

Jak na razie nie są czynione nerwowe ruchy w celu poszukiwań nowego dyrektora sportowego. Wbrew pojawiającym się plotkom nie było nigdy pomysłu powierzenia tej posady Dominikowi Ebebenge, nie byłoby jednak zaskoczeniem, gdyby został cichym doradcą z tylnego fotela. Przypomnę tylko, że dzięki jego pomocy dopięto transfer do Jagiellonii wspomnianych wcześniej Kostala i Imaza.

Całkowicie autorskim pomysłem Kuźby było, chociażby pozyskanie francuskiego skrzydłowego Hugo Vidémonta, który trafił pod Wawel po rozwiązaniu kontraktu z AC Ajaccio. Otrzymał sowity roczny kontrakt z opcją przedłużenia o kolejne dwa lata. Wiosną 2017 roku rozegrał zaledwie 264 minuty w 8 meczach i po sezonie w niezbyt przyjemnej atmosferze pożegnał się z klubem. Trenerem był wtedy Kiko Ramirez, który w wielu wywiadach starał się unikać tematu współpracy z działem sportowym, ale w jednym z nich wyraźnie zasugerował, że ze strony Kuźby były naciski na wystawianie francuza i przy pierwszych niepowodzeniach to właśnie głównie Kuźba optował za stanowczym pożegnaniem szkoleniowca. Z klubu po tamtym transferze docierały głosy, że Videmont był pewny swego i po zderzeniu z rzeczywistością nie rozumiał, dlaczego nie ma miejsca w składzie. Widocznie przed transferem ktoś zagwarantował francuskiemu zawodnikowi miejsce w składzie… Sprawa Videmonta była zarzewiem konfliktu pomiędzy Kuźbą, a Ramirezem. Nie jest tajemnicą, że będący wtedy dla zarządu głównym recenzentem zawodników, zdecydowanie negował i był przeciwny możliwości pozyskania Carlitosa, który przez swój poprzedni niski kontrakt w rezerwach Villarreal miał być postrzegany jako „piłkarski amator”. Autorskimi transferami miały być także takie ruchy jak pozyskanie Rafael Crivellaro czy Witalija Bałaszowa.

Z klubem rozstała się także Martyna Góral, którą miały przerosnąć obowiązki i odpowiedzialność na niej spoczywająca w stosunku do wynagrodzenia, jakie otrzymywała. Przejęła w ostatnich tygodniach obowiązki nagle pożegnanego za porozumieniem stron Daniela Gołdy. Poprzedni wiceprezes po zmianach właścicielskich pozostał w klubie i pomagał w sprawach organizacyjnych, zajmował się przede wszystkim techniczno-administracyjną stroną spraw transferowych. W jednym z wywiadów dla „Przeglądu Sportowego” Jarosław Królewski stanowczo podkreśli, że niektórzy pracownicy pozostaną klubie, żeby przekazać swoją wiedz. Jak czas pokazał Gołda był kluczową z tych osób.

Niezbyt zrozumiała była także sytuacja z kontynuowaniem zatrudnienia w pionie sportowym tajemniczej postaci – Marcina Kempistego. Będący rzekomo cichym skautem i doradcą, poza klubem posiadał oficjalnie zarejestrowaną agencję menedżerską. Reprezentującą chociażby zawodnika klubu Wojciecha Słomkę. W głównej mierze to właśnie on przyczynił się do nagłego odejścia z klubu Łukasza Stupki, aktualnie pełniącego obowiązki dyrektora sportowego pierwszoligowego Bruk-Betu Termaliki Nieciecza.

************************************************************************************

Janekx89 korzysta z oferty bukmachera LV BET – odbierz kod promocyjny: 1500PLN

Wyjątkowa spokojnie w czasie wiosennej rundy rozgrywek Ekstraklasy jest na trenerskiej karuzeli. Stanowczo można stwierdzić, że jej tryby zaczęła pokrywać rdza.

Gorący był ostatni tydzień dla otoczenia białostockiej Jagiellonii. W poniedziałkowym magazynie Ekstraklasy, dziennikarz „Przeglądu Sportowego” Łukasz Olkowicz przekazał informację o zagrożonej posadzie trenera Ireneusza Mamrota. Jak to zwykle bywa, klub wydał stanowcze dementi, tym razem poprzez wywiad z prezesem Cezarym Kuleszą. Wcześniej doniesieniom starała się zaprzeczyć wiceprezes Jagi, Agnieszka Syczewska. Nie bez powodu jednak zawodnicy podbiegli do ławki trenerskiej po bramce zdobytej z rzutu karnego przez Guilherme. Dodatkowo prezes klubu, a zarazem jeden z udziałowców obawiał się reakcji pozostałych właścicieli, zaskoczonych całą sytuacją.

Obserwowałem całą sytuację z zaciekawieniem, gdyż przypominała bardzo podobną, w którą byłem bezpośrednio zamieszany. Dokładnie przed dwoma laty opublikowałem wpis o odejściu trenera Michała Probierza i jego sztabu z klubu. Podobnie jak teraz było wielkie zaskoczenie społeczności śledzącej ligowe rozgrywki, bo niby jak to możliwe, że walczący wtedy o mistrzostwo trener miałby odejść z klubu i skąd moja pewność do tego już na początku rundy wiosennej. Pojawiła się fala dyskredytujących tę informację komentarzy, a także artykuły dementujące z wypowiedziami prezesa Kuleszy i wiceprezes klubu Agnieszki Syczewskiej. Jeszcze w maju prezes klubu stanowczo przekazywał w jednym z wywiadów o rozmowach z trenerem Probierzem odnośnie nowej umowy. Jak czas pokazał, tamte informacje się potwierdziły, a mający najwięcej do powiedzenia w tej sprawie kibice Jagiellonii tworzący portal kibiców całkowicie zamilkli, by po jakimś czasie wyprzeć się dementujących te doniesienia ataków.

Według moich informacji wiadomość przekazana przez redaktora Olkowicza była jak najbardziej prawdziwa. Po porażce z Cracovią atmosfera w klubie z Podlasia zaczęła gęstnieć. Dla prezesa Kuleszy ujmą na honorze było przegranie w bardzo słabym stylu meczu z drużyną dowodzoną przez Probierza. Wcześniejsze wymęczone zwycięstwo z walczącą o ligowy byt Wisłą Płock i remis z Górnikiem Zabrze zaczęły budzić wątpliwości klubowych władz. Dodatkowo trener Mamrot miał się stanowczo sprzeciwić pozyskaniu 27-letniego napastnika Juniora Tallo. Ten pochodzący z Wybrzeża Kości Słoniowej piłkarz niespodziewanie pojawił się w klubie w poprzedni poniedziałek. Ostatni mecz rozegrał we wrześniu poprzedniego roku, skutecznością od wielu lat delikatnie to ujmując, nie grzeszył. Ciekawy jest fakt, że zawodnika, jako pośrednik transakcyjny zaoferował do klubu Marek Jóźwiak. Były obrońca poprzedniego dnia gościł jako ekspert w ligowym magazynie Liga+Extra, gdzie wygłaszał swoje wywody odnośnie braku szans dla młodych polskich napastników…

W ostatnich jedenastu kolejkach Jaga wygrała zaledwie trzy mecze i w tabeli za ten okres plasowałaby się w dolnej połówce tabeli. W przegranym 0-2 meczu ze Śląskiem nie było widać ze strony podopiecznych trenera Mamrota determinacji w dążeniu ku poprawie wyniku.

Mizernie wygląda Stefan Scepović. Ten zawodnik w czasie trzech sparingów rozegranych w Turcji, oddał zaledwie jeden strzał w światło bramki rywala. Trener Mamrot upierał się na transfer tego zawodnika. Przypomnę tylko, że jesienią za wszelką cenę zabiegał o to, żeby klub rozstał się z Sheridanem i Bezjakiem. Doszło do absurdalnej sytuacji, że Słoweniec poleciał na obóz z drużyną wbrew woli trenera wyłącznie, dlatego że włodarze klubu liczyli na ofertę za tego piłkarza i możliwość odzyskania zainwestowanej kwoty w pozyskanie go z Darmstadt. Taka oferta na szczęście się pojawiła i Bezjak został sprzedany do cypryjskiego APOEL-u.

Przed Jagą w najbliższy wtorek bardzo ważny mecz pucharowy z Odrą w Opolu. W mojej opinii jak na razie zaskakująca cisza panuje w mediach odnośnie tego meczu. Podopieczni Mariusza Rumaka z bardzo dobrej strony zaprezentowali się w starciu z Chojniczanką, rozstrzygając spotkanie w drugiej połowie poprzez zaaplikowanie mocnemu rywalowi aż trzech bramek.

Morale w ekipie dowodzonej przez trenera Mamrota zdecydowanie opadły. Ivan Runje w pomeczowym wywiadzie we Wrocławiu zasugerował, że potrzebny całej drużynie jest odpoczynek. Nie postawiłbym obecnie złotówki, że w przypadku niepowodzenia we wtorkowej pucharowej batalii, a także braku zwycięstwa – w ważnym w kontekście walki o zapewnienie miejsca w górnej ósemce – sobotnim meczu z Koroną, trener Mamrot w czasie reprezentacyjnej przerwy pozostanie na stanowisku…