fot. Rafał Oleksiewicz

O zwolnieniu Jerzego Brzęczka, o nowym selekcjonerze Paulo Sousie, o problemach i szansach Lokomotivu, o nowej pasji, jaką jest pisanie felietonów – o tych i kilku innych ciekawych rzeczach opowiedział nam Grzegorz Krychowiak, który w tym czasie przygotowuje się do startu kolejnej rundy Premier Ligi. Zapraszamy do lektury!

Kamil Piłaszewicz: Zapowiadając dzisiejszy wywiad, mógłbym powiedzieć, że mam przyjemność rozmawiać z jednym z piłkarzy z podstawowej jedenastki reprezentacji i Lokomotivu Moskwy, ale głos niektórych malkontentów jest tak dobitny, że aż prosi się, by powiedzieć: przed nami wywiad z utalentowanym felietonistą! (śmiech)

Grzegorz Krychowiak: Cóż, wszystko, co Pan napisał to prawda! (śmiech) W tym roku pojawił się mój pierwszy felieton i jestem z niego naprawdę zadowolony. Kolejny, bardziej merytoryczny jest już wysłany do redakcji. Co nie przeszkadza mi w żadnym stopniu być piłkarzem z podstawowej jedenastki reprezentacji i Lokomotiv Moskwa.

Ale tak poważnie, to tekst naprawdę się udał i to nie tylko ze względu na posiadanie szerokiej z wiedzy z tematu tam opisywanego. I ciekaw jestem, jak Grzegorzowi Krychowiakowi podoba się paranie słowem?

– Będąc właścicielem Balamonte i tworząc własne kolekcje garniturów szytych na miarę, wiele się nauczyłem, więc merytorycznie jestem przygotowany. Sam pomysł bardzo mnie ucieszył, ale prawdę mówiąc, przelewanie myśli na papier w formie na tyle dobrej jakości, żeby nadawało się do druku, jest dość trudne. Mam nadzieję, że z każdym kolejnym felietonem nabiorę więcej wprawy. W tym roku, jeżeli COVID pozwoli, kilka stron moich wypowiedzi pojawi się też gościnnie w pewnej książce, więc można powiedzieć, że 2020/2021 będę dość płodnym twórcą. (śmiech)

W jaki sposób zrodził się pomysł na to, by stał się Pan jednym z felietonistów w Gentlemanmagazine?

– Kasia Paskuda, redaktor naczelna Gentleman, która od dawna pomaga nam w wielu projektach, zaproponowała taką formę współpracy, a ja uznałem, że to bardzo dobry pomysł. Korzystając z okazji, bardzo dziękuje Kasi, że dała mi szansę.

Jak rozumiem, felietony będą pojawiać się cyklicznie, ale może po zakończeniu kariery przyjdzie czas na znalezienie się za biurkiem w którejś z redakcji?

– Mam takie dość trywialne powiedzenie, że: „tego co ma się wydarzyć w przyszłości, dowiemy się w przyszłości” i ono idealnie pasuje do odpowiedzi na takie pytania. Na tę chwilę jeszcze wiele lat grania przede mną. Robię to, co kocham od dziecka. Codziennie jadę na trening z uśmiechem na ustach i nie mogę doczekać się kolejnego meczu. Tak długo, jak będzie to możliwe, będę grał w piłkę, a jak mówiłem, myślę, że potrwa to jeszcze wiele lat. Wszystkie pozasportowe próby są dywersyfikacją ryzyka na nieokreśloną przyszłość. Każdy piłkarz powinien o tym myśleć, według mnie, im wcześniej, tym lepiej.

Ale przejdźmy już do tematów stricte sportowych, gdyż jak sam Pan napisał w swych social media: „Jestem w stu procentach skupiony na piłce”. A tak serio, to po prostu nie chcę zostać wygryziony z roli zadawacza pytań! (śmiech)

– Proszę uważać, bo kibice na Facebooku nie wybaczają takich błędów! (śmiech)

tło

fot. MB MEDIA

Jak wyglądają przygotowania do następnej rundy wśród piłkarzy Lokomotivu?

– Mieliśmy dwa zgrupowania w Hiszpanii. Ciężko pracujemy, żeby grać lepiej i piąć się w tabeli. Pierwsza runda nie do końca wyglądała tak, jakbyśmy chcieli. Najważniejsze, że COVID-19 nie zakłócił przygotowań, dzięki czemu będę odpowiednio przygotowany na ligę, a potem EURO2020.

Czym różnią się przygotowania w tym czasie, tj. covidowym, od wcześniejszych?

– W zasadzie to niczym. Jest reżim sanitarny, maseczki itd., ale sama praca wygląda tak samo.

Ledwo odbyło się spotkanie z Krasnodarem-2, a już czas na starcie z Krasnodarem, a na zakończenie cyklu dwa mecze czternastego lutego; co reasumując, daje nam cztery mecze w ciągu sześciu dni. Patrząc na tempo wynikające z terminarza, to można powiedzieć, że jest ono szalone, czy mordercze?

– To pomysł trenera, tak żeby każdy z nas zagrał po dziewięćdziesiąt minut. Łącznie mamy cztery mecze, ale każdy zawodnik zagra dwukrotnie, więc przygotowania są optymalne, aby dobrze wejść w sezon.

Do grania w zasadzie, co drugi dzień, można się przyzwyczaić?

– Można się przygotować. Kiedy masz odpowiednio ustalone priorytety, poznasz swoje ciało, masz odpowiednią dietę, to można grać do trzech razy w tygodniu. Jeżeli wiele lat grasz na najwyższym poziomie, to możesz się też przyzwyczaić. Dla wielu zawodników granie w każdym sezonie, co trzy dni to norma.

A jak ocenia Pan swoją rolę i prezentowany poziom w Lokomotivie?

– Dobrze. W ostatniej rundzie grałem niżej, w związku z czym na razie mam gorsze statystyki indywidualne. Ale to dlatego, że mam dużo więcej zadań defensywnych. Trener wymaga ode mnie innych rzeczy. Problemem jest to, że jako drużyna też gramy gorzej. Doszły kontuzje graczy, którzy odeszli nie udało się zastąpić jeden do jednego. Jest wiele detali, które powodują, że to nie była dobra runda. A jak drużyna gra gorzej, to i poszczególni zawodnicy są niżej oceniani.

Zajmowana lokata przez Lokomotiv w Premier Lidze jest według Pana satysfakcjonująca?

– Lokomotiv w dwóch ostatnich sezonach kończył rozgrywki na drugim miejscu, a trzy lata temu był pierwszy, więc oczywiście nie. Ten klub powinien bić się o mistrzostwo, a nie o środek tabeli. Mam nadzieję, że wrócimy na właściwą ścieżkę w następnej rundzie.

Patrząc, że za mniej więcej pół roku odbędą się mistrzostwa Europy, zastanawiam się, czy w takim okresie, to trener zespołu częściej decyduje o składzie, czy konsultuje się z piłkarzami, którzy występują w kadrach narodowych, która jedzie na tak duży turniej, by już teraz mogli zacząć się przygotowywać do mistrzostw?

– O wszystkim decyduje trener, ale czasu jest mało, więc komunikacja jest bardzo ważna. Sztab nas ogląda i jest z nami w kontakcie. Każdy szkoleniowiec wie czego i kogo chce. Piłkarze, którzy grają w kadrze, są monitorowani od lat. Do tego, żeby się optymalnie przygotować fizycznie do turnieju, będzie zgrupowanie przed EURO. Oczywiście optymalną pracę trzeba też wykonać w klubie.

Wiadomo, że selekcjoner przygotuje powołania dopiero pod koniec wiosny, ale umówmy się, że EURO 2020 bez udziału Grzegorza Krychowiaka, to jak granie w piłkę nożną bez piłki. Zgodzi się Pan?

– Nie dopuszczam innej myśli niż ta, że pojadę na EURO.

tło

fot. Łukasz Sobala

Odnośnie selekcjonera, to jak ocenia Pan decyzję o zmianie szkoleniowca na pół roku przed tak istotnym turniejem, jak mistrzostwa Europy?

– Decyzje związane z selekcjonerem należą do kompetencji prezesa Bońka, a piłkarze są od grania.

Z Paulo Sousą na pokładzie kadra jest w stanie osiągnąć więcej na EURO, niż z Jerzym Brzęczkiem?

– Tego się już nie dowiemy. Zobaczymy ile kadra jest w stanie osiągnąć z Paulo Sousą. Bardzo modne i łatwe jest krytykowanie byłego selekcjonera Brzęczka, ale wygrywaliśmy i przegrywaliśmy razem. To wszystko, co mam do powiedzenia w tej sprawie publicznie. Resztę powiedziałem ex-selekcjonerowi w czasie prywatnej rozmowy.

Co Pan sądzi o Paulo Sousie?

– Był świetnym piłkarzem i wierzę, że okaże się dobrym selekcjonerem. W marcu kiedy się spotkamy, zaczniemy współpracować, poznamy oczekiwania i jego wizję. Wtedy będę wiedział coś więcej.

I tak już na koniec, może tak nieco wybiegając za bardzo w przyszłość, ale może to kiedyś Grzegorza Krychowiaka ujrzymy w roli selekcjonera reprezentacji Polski, gdzie u boku asystentem będzie Wojciech Szczęsny? (uśmiech)

– Może kiedyś tak będzie… (śmiech) Na pewno opcja stania się trenerem jest jedną z wielu do rozważenia, jak będę kończyć karierę.