Bayern Monachium bez najmniejszego problemu sięgnął po piąte z rzędu krajowe mistrzostwo. Dominacja na krajowym podwórku trwa w najlepsze, jednak odkąd zdobyli najważniejszy z europejskich pucharów minęły aż cztery sezony. Jak na klub z tak okazałą historią i takimi możliwościami finansowymi wydaje się to nieprawdopodobne. Patrząc całościowo na ostatnie kilka lat w wykonaniu Bawarczyków, łatwo jest doszukać się powodu takiej sytuacji.

Najlepsi piłkarze nie zapominają nagle jak się gra w piłkę. Jednak gdy zawodnik ma do rozegrania około 50 meczy na najwyższym poziomie to w końcu nie wytrzyma. Zawsze coś im ucieknie, czegoś zabraknie i najgorzej, jeśli przydarzy im się kontuzja. Gdy wszystko idzie po ich myśli potrafią jeszcze zagrać dobry mecz, ale to jedynie przebłysk. Bo zmęczenie nie pozwala na to, by takich meczy w końcówce sezonu zagrać cztery lub pięć z rzędu. Jesteśmy świadkami starzenia się mistrza. Mistrza, który nadal potrafi zaskoczyć, ale nie jest już tak regularny jak kiedyś. Oczywiście, mogą oni trafić na gorszy dzień przeciwnika i wtedy wydaje się, że powracają do najlepszych lat. Ale to tylko złudzenie, które powoduje, że nadzieje odżywają.

Trzy sezony temu winą za niepowodzenie w Europie obarczono Guardiolę i jego taktykę, która zakładała totalną dominację. Dwa lata temu Bayernowi zabrakło zmienników wobec kontuzji kluczowych graczy. Przed rokiem zawiódł Thomas Muller, który nie wykorzystał karnego i Alaba, który w meczu wyjazdowym był o włos od zdobycia bramki. W tym roku winnym porażki jest Vidal, który zmarnował rzut karny, a w drugim meczu sędzia, który za wszelką cenę chciał zostać największą gwiazdą na boisku. Takie tłumaczenia można przyjąć raz czy drugi. Ale jeśli takie porażki przytrafiają się wielkiemu zespołowi już czwarty raz z rzędu, to oznacza, że wina kryje się gdzieś indziej niż w przypadku czy pechu.

Trzeba przyznać, że po każdej porażce wyciągano pewne wnioski i korygowano błędy. Jednak plaga kontuzji wciąż wykluczała zespół z najważniejszych rozgrywek. Najpierw więc wzięto się za sztab medyczny, który wywrócono do góry nogami, by potem ściągnąć odpowiednie posiłki. Przyszli więc Mehdi Benatia czy Serdar Tasci, którzy byli typowymi zmiennikami. Potem, gdy zabrakło walki w środku pola sprowadzono Arturo Vidala. Koniec końców winę i tak zrzucono na Guardiolę. To on wykańczał zespół grając wciąż tymi samymi zawodnikami, doprowadzając do tego, że po kilku miesiącach nie byli już sobą. Zła była taktyka, złe było wszystko co robił. Więc znaleziono zmiennika również dla trenera. Carlo Ancelotti miał tylko jedno zadanie jako menadżer Bayernu. Znów zawojować Europę. W końcu to człowiek z patentem na Ligę Mistrzów.

Jednak po roku pracy Włocha wszystko jest tak samo. Bawarczycy znów w kluczowej fazie sezonu przegrali z kontuzjami. Tyle, że widać to jakby mocniej. Drużyna nie dostała się nawet do półfinału LM, również finał Pucharu Niemiec okazał się dla nich zbyt wybujałą fantazją. Nie ma się co oszukiwać. Kontuzje są nie tylko efektem źle prowadzonych treningów czy pecha, ale też najzwyklejszego wyczerpania zaawansowanych wiekowo organizmów piłkarzy. Przez tyle lat gry na najwyższym, światowym poziomie musieli w końcu zwolnić. Przecież nie są robotami.

W ćwierćfinale tegorocznej Ligi Mistrzów skład Bayernu wiekowo zbliżył się do 29 lat. Starsi jedynie okazali się zawodnicy Juventusu Turyn. W Monachium wymagana jest wymiana pokoleniowa. Mówiono o niej już od dawna, jednak nikt nie pali się do tego, by jej dokonać. Niestety ten sezon pokazał, że nie ma już na co czekać, jeśli nadal myślą o kolejnych triumfach zarówno w europejskich pucharach, jak i tych krajowych.

Jednakże, aby wymiana się dokonała należy przeprowadzić serię transferów. A te zawsze wiążą się z pewnym ryzykiem. Wiadomym jest, że nie od razu zaczną się spłacać i zanim na stałe wejdą do drużyny i zgrają się zresztą zawodników minie przynajmniej jeden sezon, ale Robben czy Ribery nie robią się młodsi. Od kilku sezonów próbują ich zastąpić. Ale nie można liczyć na to, że od początku będą grali na takim samym poziomie co wymieniona dwójka. Kingsley Coman, Renato Sanches czy Douglas Costa dostają zbyt małą ilość minut na to, by wejść na wysokie obroty. Z jednej strony widać napływ młodych, ale z drugiej nadal stawia się na doświadczonych, sprawdzonych zawodników. Niestety ci weterani okazują się za słabi na to, by walczyć z klubami, które sprawnie wprowadzają młodych do swoich składów.

Bayern ma dwie drogi. Albo ściągnąć już ukształtowanych i sprawdzonych zawodników z innych silnych klubów, albo sprowadzać dobrze rokujących licząc na to, że rozwiną się i dadzą nową jakość. Niestety ta druga droga w przypadku klubu z Monachium jest mało prawdopodobna. Ribery, którego pozyskano licząc na to, że się rozwinie jest w niemieckim klubie już 10 lat. Od tamtego czasu ciężko o porządnego zmiennika. Nie ma co ukrywać, że nie jest on nawet specjalnie poszukiwany. Ściągnięto Douglasa Costę, Kingsleya Comana, ale przez większość sezonu oglądają mecze z ławki rezerwowych.

Aktualnie na gracza z najwyższej półki trzeba wydać 60-80 milionów euro. Uli Hoeness nie zwykł wydawać takich kwot na piłkarzy. Tym bardziej, że aktualnie Gwiazda Południa potrzebuje czterech albo pięciu zawodników takiego formatu. Zostaje więc ryzykować sprowadzając kogoś z niższego szczebla. Jednym z kandydatów do zastąpienia Xabiego Alonso jest Julian Brandt. Niewątpliwie utalentowany, ale nie testowany jeszcze na poziomie rozgrywek europejskich. Goetze czy Sanches też posiadali talent, ale w Bayernie uznano, że za mały by reprezentować klub z Bawarii.

Kolejnym problemem jest to, że z akademii klubu nie wychodzą piłkarze wystarczająco dobrzy. Dodatkowo Uli Hoeness chce, aby zespół opierał się na reprezentantach Niemiec. Takie myślenie również nie pomoże uzyskać oczekiwanych rezultatów. Aktualnie, aby osiągać sukcesy należy wzmocnień szukać po całym świecie. Nie da się zbudować dobrego klubu jedynie na wychowankach, czy zawodnikach z jednego kraju. Barcelonie się udało, ale trwało to krótko, a potem ściągnięto Neymara i Suareza.

Przed Monachijczykami intensywne i ciężkie lato. Skończył się czas na zrzucanie winy na innych. Teraz przyszedł czas na działanie i poważne roszady w składzie. Aktualni reprezentanci klubu najlepsze czasy mają już za sobą. Teraz przyszedł czas na świeżą krew. Nie można dłużej opierać się temu, co i tak jest nieuniknione.