fot. Frans Mlambo/Instagram

– Widzowie i telewizja pamięta kogoś, kto jako underdog zniszczył wizje faworyta. Właśnie w taki sposób chcę zostać zapamiętany – mówi serwisowi Zagranie.com Frans Mlambo, który już na najbliższej edycji FEN zawalczy o mistrzowski pas.

Kamil Piłaszewicz: Już w tym tygodniu wystąpisz na gali FEN 34. Skupiasz się już wyłącznie na wizualizacji tego, jak po pojedynku to Tobie zakładany jest mistrzowski pas?

Frans Mlambo: Patrzę tylko w przyszłość i na walki, jakie mnie czekają.

W jaki sposób się koncentrujesz na postawionym zadaniu?

– Myślę tylko o tej walce. Koncentruję się wyłącznie na tym, co mam zrobić.

Czujesz presję związaną z medialnością i stawką waszego pojedynku?

–  Nie, niejednokrotnie mierzyłem się z medialnością, które swego czasu zrujnowały moją karierę. Natomiast to będzie nowe, mam nadzieję, lepsze miejsce.

Jesteś jedną z twarzy promujących gale, więc ciekaw jestem, jak podchodzisz do medialnego zamieszania związanego z Twoją osobą?

– Nie, nie raz walczyłem w bardzo medialnych pojedynkach. To oczywiście jest nowe miejsce, nowi ludzie itp., więc jest inaczej, ale jest okej.

Wchodzisz na zastępstwo za Taylora Lapilusa, więc od kiedy wiesz o tym, że zawalczysz na tej gali?

– O tej walce dowiedzieliśmy się zaledwie kilka tygodni temu, jakoś na początku maja.

fot. Frans Mlambo/Instagram

Jak wyglądał Twój obóz przygotowawczy?

– Był bardzo dobry, zrealizowałem to, co chciałem. W ostatnich koncentrowałem się na tym, by utrzymać swoją dyspozycję.

W przypadku, gdy wygrywasz w piątek z Norwegiem, chciałbyś w pierwszej obronie pasa zmierzyć się ze wspomnianym Lapilusem?

– Tak naprawdę, to nie patrzę na nikogo i na czyjąś ochotę walki ze mną. Nikt mnie nie zatrzyma!

W jaki sposób doszło do Twego podpisania umowy z federacją Fight Exclusive Night?

– Po prostu przyszedłem, żeby zobaczyć i doświadczyć całkiem nowych rzeczy. Nie mogę się tego doczekać!

Dlaczego to właśnie na kontrakcie z ich logiem zdecydowałeś się złożyć podpis?

– Podpisując kontrakt, zobaczyłem, że mają ciekawe nazwiska, z którymi chciałem się zmierzyć. Już niedługo zawalczę z pierwszym zawodnikiem, którego jestem wielkim fanem.

Na jaki okres masz podpisaną umowę?

– Mam kontrakt na cztery lub pięć walk, ale szukam jednocześnie innego projektu, by móc wziąć udział w czymś jeszcze. Patrzę w przyszłość i już planuję, co się wydarzy, gdy skończy się umowa z FEN.

fot. Frans Mlambo/Instagram

Ostatni pojedynek toczyłeś we wrześniu 2020 roku, kiedy to decyzję sędziów wygrałeś z Corym Taitem. Dlaczego tyle czasu czekaliśmy na powrót „Black Mamby” do klatki?

– Odejście z Bellatora tak naprawdę nie była moją decyzją. Choć starcie z Corym Taitem było moją ostatnią walką na kontrakcie, to chciałem przedłużyć umowę. Nie zgodzili się, nie przedłużyli umów z wieloma bardzo dobrymi zawodnikami. Na szczęście teraz mogę zaprezentować swoje umiejętności w Fight Exclusive Night i skupiam się tylko na tym.

Swego czasu w KSW w jednym starciu kiedyś również wystąpiła „Black Mamba”. Wówczas zwycięstwo odniósł Damian Janikowski, ale zmierzam do tego, że Twój pseudonim jest dobrze znany. Wszystko dzięki temu, że Yannick Bahati bardzo szumnie zapowiadał walkę i prowokował medialnie swojego rywala. Można powiedzieć, że i Ciebie zapamiętamy z głośnych występów w mediach?

– Zdecydowanie trash-talk nie jest czymś, co robię ani czymś, co chcę kiedykolwiek robić. To jest sprzeczne z całym moim charakterem. Jak próbuję gadać bzdury, to tylko… Nie wydaje mi się, żeby ktokolwiek to zobaczył w najbliższym czasie. Zawsze szanuję swoich rywali, bo są zawodnikami. Zawsze chcę czuć się swobodnie w kontaktach z ludźmi. Nigdy nie lubiłem konfliktów, jestem wojownikiem. Walczę w klatce i nie ma powodu, bym musiał to robić na zewnątrz. Jeśli ktoś to robi, to cóż… Nie zabronię mu. Jeśli wymagałoby tego show, musiałbym, to też bym z tego korzystał, ale nie chcę gadać bzdur.

W jaki sposób chciałbyś zostać zapamiętany przez kibiców Fight Exclusive Night?

– Widzowie i telewizja pamięta kogoś, kto jako underdog zniszczył wizje faworyta. Właśnie w taki sposób chcę zostać zapamiętany.

Można powiedzieć, że podejmując rękawicę z Jonasem Magardem, będziesz toczyć pojedynek z wymarzonym rywalem?

– Nie powiedziałbym, że jest to jakieś spełnienie snu, ale zdecydowanie jest to bardzo interesujące starcie pod względem ambicji. Co zrobię, gdy wygram tę bitwę? To będzie kolejna rzecz, która… Będzie w mojej kolekcji.

fot. Frans Mlambo/Instagram

Zdobycie pasa mistrzowskiego będzie sięgnięciem po marzenia, czy przedsionkiem do namieszania na europejskiej, a może i światowej scenie MMA?

– Lubię być aktywny, więc chciałbym walczyć co dwa-trzy miesiące. Im bardziej jestem aktywny, tym bardziej czuję, że mogę pokazać swoje umiejętności. Chcę walczyć z taką regularnością. Oczywiście nie zawsze to zależy ode mnie, ale jeżeli tylko otrzymam możliwości, będę gotowy.

Magard jest stawiany w roli faworyta przez bukmacherów i kibiców. Jak się czujesz w roli underdoga?

– Cóż, na papierze to rzeczywiście tak wygląda, że jestem w słabszej pozycji. Jednak sugerowałbym lepsze przyjrzenie się nagraniom i tym podobnym rzeczom. Nie wiem zbyt wiele o jego karierze i tym, co jego dotyczy. To jest dla mnie trochę zaskakujące, że jestem stawiany w roli underdoga, ale w sumie dzięki temu zwycięstwo będzie jeszcze lepiej smakowało.

I na koniec oddaję Ci mikrofon, byś czytelnikom tego wywiadu powiedział, co chcesz, zachęcając ich do oglądania Twojej walki i obstawiania Ciebie jako zwycięzcę.

– Jestem bardzo podekscytowanym wojownikiem. Robię show, które kocha każdy fan i jestem pewny, że każdy będzie chciał zobaczyć to, jaką dam walkę, a przyszykowałem coś specjalnego. Zapewniam Cię, że nikt nie chce przegapić tego, co się wydarzy, gdy rozlegnie się gong rozpoczynający starcie. Poradziłbym jeszcze ludziom, żeby nie mrugali, bo będzie szybko i agresywnie.

Zaloguj się aby dodawać komentarze