AS Monaco pewnie awansuje do półfinału Ligi Mistrzów, pokonując w dwumeczu Borussię Dortmund 6:3! Ten dwumecz pełen był emocji, również tych pozasportowych. Ale w ostatecznym rozrachunku to drużyna z Francji okazała się lepsza.

Rozpoczynając mecz rewanżowy, Francuzi mieli jednobramkową zaliczkę. Jednak to im nie wystarczyło i już w 3. minucie mogliśmy oglądać kolejne trafienie. Młody Kylian Mbappe ponownie udowodnił, że drzemie w nim wielki talent. Był tam, gdzie być powinien. Mimo że to zawodnicy z Niemiec częściej i dłużej utrzymywali się przy piłce, to nic z tego nie wynikało. Każdy atak rozbijany był przez defensywę, na czele której stał Kamil Glik. Jego koledzy z zespołu potrafili jednak wykorzystać te krótkie momenty, kiedy to posiadali piłkę i stwarzali niemałe zagrożenie pod bramką Romana Burkiego. 17 minut – tylko tyle potrzebowali gospodarze, aby praktycznie pogrzebać marzenia Dortmundczyków o awansie. Kropkę nad i postawił Germain, który zaliczył dziś prawdziwe wejście smoka. Kilkadziesiąt sekund na boisku wystarczyło mu na to, aby zdobyć bramkę, która przesądziła o tym, kto awansuje dalej. Zespół Leonardo Jardima był dziś lepszy pod wieloma względami, co udowodnili drugi raz triumfując nad BVB.

Piłkarze z Niemiec z kolei nie byli dziś sobą. Nie wychodziły im podania ani akcje indywidualne. Najbliżej szczęścia w pierwszej połowie był Nuri Sahin, którego strzał z rzutu wolnego zatrzymał się na słupku. Po nim próbowali jeszcze Reus i Aubameyang, ale równie nieskutecznie. Nie pomogła szybkość Aubameyanga. Reus w swojej najlepszej sytuacji z pierwszej połowy trafił w bramkarza. Całej drużynie brakowało dokładności. Niecelne podania były jedynie wodą na młyn dla kontrataków gospodarzy. Po kwadransie ataki przyjezdnych ucichły. Zabrakło pomysłu na grę. Dopiero wejście Ousmane Dembele ożywiło ją. To po jego asyście Reus dał nadzieję na to, że jeszcze nie wszystko stracone. Niestety jeden piłkarz nie jest w stanie wygrać meczu. Tym bardziej tak trudnego meczu. Zawodnicy Tuchela próbowali, ale było to bicie głową w mur.

W obu drużynach wystąpili Polacy, ale tylko jeden z nich może zapisać swój występ jako udany. Środkowy obrońca Monaco – Kamil Glik rozegrał dziś bardzo dobre spotkanie, poprawnie się ustawiał i nie pozwalał zawodnikom drużyny przeciwnej na zbyt wiele. Gorzej w dzisiejszym spotkaniu wypadł Łukasz Piszczek, który bardziej chciał być skrzydłowym niż obrońcą. Przez co nie zawsze zdążył wrócić na swoją pozycję.

Mnóstwo akcji, ładne bramki. Czyli wszystko to, co fan piłki nożnej chce oglądać. Tym razem obyło się bez ingerencji sędziego w wynik spotkania, co pozwoliło nam cieszyć się z meczu dwóch silnych drużyn, które zaprezentowały naprawdę niezłe widowisko. Niewątpliwie największymi zwycięzcami tego pojedynku są kibice. Kibice, których połączyły wydarzenia sprzed tygodnia i którzy pokazali, że nie liczy się to, kto za kim jest, ale wspólne podziwianie swoich ulubieńców i dobra zabawa.

Dla zespołu z Monako to był czwarty mecz z rzędu w Lidze Mistrzów, w którym zdobyli 3 gole. Pewnie zmierzają po tytuł mistrza Francji. Czy w tym sezonie cokolwiek jest w stanie ich zatrzymać? Nie dał rady Manchester City, poległa Borussia, kto następny spróbuje swoich sił z zespołem rozpędzonym niczym TGV?