W środę znów byliśmy blisko – a dokładniej mówiąc o asystę Inglesa i dwie asyst Rubio (który już do przerwy rozdał ich siedem, a potem… jedną) – by cieszyć się wygraną. Czwartek w NBA to z kolei tylko cztery mecze, ale przed nami kilka ciekawych pojedynków. Największe emocje zdaje się dostarczy nam pojedynek w Bostonie, gdzie naprzeciwko siebie staną dwa topowe drużyny ze Wschodu. Prócz tego nasza uwaga będzie także w… Meksyku, gdyż to właśnie tam odbędzie się drugi z analizowanych spotkań. Sprawdźcie więc, co dla Was dziś przygotowaliśmy! Dołączajcie także do naszej facebookowej grupy!

Odbierz pakiet powitalny w PZBuk!

Bonus od depozytu do 500 PLN + 100 PLN w punktach + voucher 1500 PLN!

Typomania – wygraj wyjazd na mecz ukochanej drużyny!

Załóż konto z kodem: 600PLN

Szukasz typów na NBA? Dołącz do naszej grupy NBA!

Skuteczność typów NBA w tym sezonie: 61/107

Profit: -882

Zdarzenie: Boston Celtics – Philadelphia 76ers

Typ: Boston Celtics

Kurs: 1.95

Pierwsze dzisiejsze starcie to pojedynek między Boston Celtics a Philadelphia 76ers. Wielu upatruje tutaj zwycięstwa Szóstek, ale nie ja – stawiam na Celtics. Zapowiada się bardzo ciekawy pojedynek dwóch topowych drużyn na Wschodzie, które po prostu za sobą nie przepadają, co by tutaj nie owijać w bawełnę. Celtowie w fazie play-off w 2018 roku sprawili Sixers prawdziwe lanie i przez lata znacząco dominowali w bezpośrednich pojedynkach (a tych było sporo ze względu na to, że Boston i Filadelfia są niedaleko siebie, przez co obie drużyny grają w jednej dywizji). W poprzednim sezonie obie drużyny zakończyły udział w playoffs w drugiej rundzie, choć dużo bliżej awansu byli gracze 76ers.

Latem zaszła jednak jedna, bardzo duża zmiana – z Bostonu do Filadelfii właśnie przeniósł się Al Horford, wcześniej jeden z filarów Celtics. Horford to właśnie w Mieście Braterskiej Miłości zobaczył większą szansę na tytuł niż w Bostonie, gdzie grał od 2016 roku. Tym samym przeszedł na stronę wroga, a Celtics stracili znakomitego defensora na Joela Embiida. W pierwszym pojedynku obu drużyn w trwających rozgrywkach – zaraz na otwarcie sezonu – to 76ers byli więc górą. Teraz spodziewamy się, że Celtowie się zrewanżują, tym bardziej że w czwartek zagrają przed własną publicznością, a w TD Garden wygrali już jedenaście kolejnych spotkań.

Prawdą jest, że zagrają drugi dzień z rzędu, ale porażka w środę w Indianapolis powinna ich mocno zmotywować, by szybko wrócić na zwycięskie tory. Na dodatek niemal cała drużyna gra po prostu dużo lepiej u siebie niż na wyjazdach, począwszy od Kemby Walkera (choć on akurat w Indianapolis zaliczył przełamanie i zdobył aż 44 punkty), przez Jaylena Browna czy Jaysona Tatuma. Własne ściany mocno pomagają Celtom w tym sezonie. Nie wiadomo jeszcze czy w spotkaniu tym zagrają Marcus Smart oraz Gordon Hayward. Ten pierwszy zmagał się ostatnio z wieloma różnymi urazami i opuścił trzy z  czterech poprzednich meczów. Ten drugi zdołał natomiast rozegrać półtora meczu po powrocie do gry i znów dopadł go pech (uraz głowy).

Wszystko wskazuje jednak na to, że obaj będą do dyspozycji trenera Brada Stevensa – małą wskazówką od Celtics jest fakt, że zdecydowali się dziś odesłać do swojego filialnego klubu Romeo Langforda oraz Carsena Edwardsa. Ta dwójka spędzi więc najbliższe dni w barwach Maine Red Claws, a skoro Celtowie odesłali zdolnych do gry zawodników to Hayward i Smart (albo przynajmniej jeden z nich) powinni pojawić się w czwartek na parkiecie. [UPDATE: Celtics kilkadziesiąt minut temu podali, że Smart nie zagra, ale za to występ Haywarda jest „prawdopodobny”.] Osłabieni mogą być za to 76ers, którzy na kilka godzin przed meczem podali do wiadomości, że zagrożony jest występ Ala Horforda – dla niego byłby to pierwszy mecz w Ogródku od czasu odejścia (ciekawe więc jak zostanie przywitany przez kibiców, którzy wybuczeli już Kyrie Irvinga, choć tego nawet nie było wtedy w hali), lecz problemy z kolanem oraz ścięgnem udowym mogą uniemożliwić mu grę. To dodatkowy powód, by postawić na Celtów w tym starciu.

Na koniec jeszcze garść statystyk. Oczywiście trzeba raz jeszcze wspomnieć, że Bostończycy wygrali jak do tej pory wszystkie jedenaście spotkań tego sezonu granych przed własnymi kibicami. 76ers też u siebie są niepokonani (bilans 13-0), ale za to na wyjazdach spisują się dużo gorzej (jako jedyni z czołówki konferencji wschodniej mają ujemny bilans na wyjeździe: pięć wygranych oraz aż siedem porażek). Bostończycy są także 4-0 ATS w ostatnich czterech meczach u siebie, a mierzyli się przecież z takimi rywalami jak mocni Denver Nuggets czy Miami Heat, a do tego mają bilans 5-1 ATS w meczach, w których nie są faworytem. Wszystko to sprawia, że skłaniamy się właśnie ku Bostończykom – czwartkowe starcie to dla nich idealna okazja, by przypomnieć 76ers o ich sile.

Zdarzenie: Detroit Pistons – Dallas Mavericks

Typ: Dallas Mavericks -5

Kurs: 1.74

I drugie spotkanie na czwartek, czyli pojedynek bardzo wyjątkowy, gdyż… meksykański. Dallas Mavericks oraz Detroit Pistons zagrają przeciwko sobie w Meksyku, a dokładniej mówiąc w stolicy, czyli jednym z największych miast świata. Wszystko to w ramach corocznej akcji NBA Global Games. Będzie to już dwunasty w historii mecz w Meksyku, a w sobotę kibice z Ameryki Południowej będą mogli zobaczyć kolejne starcie – wtedy w roli  głównej wystąpią San Antonio Spurs oraz Phoenix Suns. Na razie jednak skupmy się na czwartkowej nocy, a czeka nas prawdopodobnie ekscytujące starcie – tak przynajmniej każe sądzić historia (trzy poprzednie mecze między Mavs a Pistons kończyły się w bardzo emocjonujących okolicznościach, w tym jeden dopiero po dodatkowych pięciu minutach).

A kto wróci do Stanów Zjednoczonych ze zwycięstwem? Stawiamy na Mavericks, z jednej strony dlatego, że doskonale radzą sobie na wyjazdach, a z drugiej strony dlatego, że ich rywalem będzie mocno przeciętny w tym sezonie zespół Pistons. W teorii to gracze z Detroit są gospodarzami tego spotkania, ale w praktyce oba zespoły należy potraktować jako przyjezdnych. Mavs to tymczasem jedna z najlepiej spisujących się na wyjazdach drużyn w całej lidze – lepsi pod tym względem są tylko Los Angeles Lakers oraz Milwaukee Bucks, a więc w tej chwili dwie topowe drużyny w NBA. Drużyna z Teksasu w dziesięciu wyjazdowych meczach osiem razy wygrywała, tak więc granie w Meksyku nie powinno robić na nich żadnego wrażenia.

Liczymy tutaj także na to, że Mavs odbiją się po słabszym meczu jaki zdarzył im się w niedzielę w Teksasie – przed własną publicznością (gdzie idzie im dużo gorzej niż na wyjazdach) ulegli dość zaskakująco drużynie Sacramento Kings. Wcześniej mieli jednak imponującą serię pięciu kolejnych zwycięstw, w trakcie których dominowali i wygrywali różnicą nawet 30 lub więcej oczek. Luka Doncić będzie miał więc w czwartek idealną okazję do tego, by zaprezentować się meksykańskim kibicom z bardzo dobrej strony – przy okazji warto dodać, że Mavericks mieli aż trzy dni przerwy na to, by w spokoju się w Meksyku zadomowić i zaaklimatyzować. Pistons dostali od NBA o jeden dzień mniej.

Należy także wspomnieć o tym, że drużyna z Dallas bardzo dobrze radzi sobie w tym sezonie w roli faworyta – w ostatnich dziesięciu meczach w takiej roli mają bilans 9-1 ATS, doskonale radząc sobie w starciach z tymi słabszymi zespołami. Wpadkę z Kings należy potraktować jako właśnie wypadek przy prac. Co do Pistons to trzeba nadmienić, że drużyna z Mo-Town wygrała swoje dwa poprzednie spotkania, ale wciąż w kratkę gra jeden z liderów zespołu – Blake Griffin. W poniedziałek w Nowym Orleanie potrzeba było dopiero heroicznych wyczynów Derricka Rose’a w czwartej kwarcie, by Tłoki mogły ograć Pelikany, a wspomniany Griffin mocno zawiódł, zapisując na konto zaledwie pięć oczek (tylko jedno trafienie z gry) i cztery zbiórki w 34 minuty gry.

Kupon NBA 12.12Chcesz więcej typów bukmacherskich? Dołącz do Grupy Zagranie!

Konto w PZBuk ✅

Konto na Typomanii- jeszcze nie ❗❓

Załóż już teraz konto na Typomanii i walcz o świetne nagrody!