Krzysztof Włodarczyk był mistrzem świata wagi cruiser. Przez kilka lat uznawano go za jednego z najlepszych polskich pięściarzy. W wielu pojedynkach popisywał się swoimi umiejętnościami w ringu, będąc w pewnym momencie jedynym zawodowym mistrzem świata z kraju. Jego sen w 2014 roku zakończył Grigory Drozd. Od tego czasu został trochę zapomniany przez kibiców. Po stracie tytułu Diablo rozpoczął kolejną drogę po glorię. Stawka najbliższego pojedynku jest większa, bo może dać przepustkę do wielkiego, milionowego turnieju w Monaco.

Już w tę sobotę, w Poznaniu, przed Włodarczykiem ważna walka. Dzięki wygranej zostanie oficjalnym pretendentem do mistrzowskiego tytułu. Od przegranego pojedynku z Drozdem Diablo wygrał trzy kolejne walki. Jednak prawdziwe wyzwanie jest dopiero przed nim. Niektórzy eksperci twierdzą, że batalia z Gevorem może być dla naszego rodaka ostatnią szansą. Polak ma zdecydowanie większe doświadczenie od swojego najbliższego rywala. Krzysztof Włodarczyk stoczył 56 zawodowych pojedynków, z czego 52 wygrał. Noel Gevor może pochwalić się perfekcyjnym bilansem 22-0. Walka odbędzie się w Polsce, co stanowi atut Diablo. Niemiec tylko dwukrotnie walczył poza granicami swojego kraju. W batalii o stawkę może to mieć znaczenie. Mateusz Masternak w rozmowie dla SuperExpressu opisywał Gevora jako technicznego pięściarza mającego problemy z głową. Po czterech rundach schodzi z intensywnością swojej pracy. Sam Master mówił, że w przeszłości miał okazję pojedynkować się na treningu z Niemcem i poobijał Gevora. Panuje stereotyp pięściarza, który, pisząc kolokwialnie, ma mało w głowie. Warto przytoczyć jako ciekawostkę, że najbliższy rywal Włodarczyka skończył studia prawnicze. Diablo jest faworytem. Niemiec nie jest rozpoznawalną postacią mimo dobrego rekordu. Takich sportowców nie można lekceważyć, bo zdarza się, że ich brak w mediach przenosi się na niedocenienie jako atlety. Widoczne atuty pięściarza pochodzącego z Armenii to przewaga wzrostu i młodość.

Można założyć, że ta walka będzie w tym roku najważniejszą na polskiej ziemi. Wszystko ze względu na stawkę. Pojedynek otworzy drzwi do mistrzostwa świata IBF. Posiadaczem pasa tej organizacji aktualnie jest Murat Gassijew. Obecnie wśród mężczyzn nie mamy żadnych mistrzów świata. Ostatnim był Krzysztof Głowacki. Waga junior ciężka jest przyjazna dla kraju nad Wisłą. Rosjanin będzie zdecydowanie o wiele trudniejszym zadaniem. Najpierw jednak trzeba przejść sobotnią przeszkodę w postaci Gevora.

Wydaje się, że stawka pojedynku jest jeszcze większa niż sam eliminator. Wygrany miałby dostać przepustkę do wielkiego turnieju z milionową pulą nagród. Zawody miałyby rozpocząć się we wrześniu od ćwierćfinałów. Zamysłem pomysłodawców jest zebranie ośmiu najlepszych pięściarzy z danej kategorii wagowej i stworzenia drabinki niczym w tenisie. Jest to dosyć pionierski pomysł w dyscyplinie, jednak gdyby wypalił, może nawet zrewolucjonizować boks. Sam rozgłos dla atletów powinien być duży. Koniec końców, każdy walczy dla pieniędzy. W tym turnieju proponowane sumy są przeogromne. Pula ma wynieść 23,5 miliona dolarów. Organizatorzy starają się o udział mistrza świata każdej organizacji. Dodatkowo ich celem jest jak największe zainteresowanie, więc chcą, żeby w Super 8 znaleźli się reprezentanci z różnych części globu. Oznacza to, że w tym wielkim przedsięwzięciu może zabraknąć miejsca dla jednego z naszych dwóch świetnych sportowców – Krzysztof Głowackiego lub Krzysztofa Włodarczyka. Andrzej Wasilewski podaje, że zwycięzca sobotniego pojedynku, Diablo z Gevorem, dostanie przepustkę do tego wielkiego przedsięwzięcia. Ostatnia waga przed kategorią ciężką nie jest finansowo najbardziej atrakcyjna dla pięściarzy. Jednak taki turniej to wielka szansa dla tych atletów na zarobienie pieniędzy, jakich wcześniej nie widzieli. Przy rozgłosie poszłaby za tym rozpoznawalność na świecie i szacunek. Sobotni eliminator można również uznać jako 1/8 o wejście do ćwierćfinału ciekawej inicjatywy.