Cleveland Cavaliers i to, co się dzieje wokół nich, jest tematem numer jeden tego sezonu w NBA. Skąd ten cały szum? Wszystko przez najlepszego koszykarza na świecie, czyli Lebrona Jamesa, który od 7 lat dominuje w Konferencji Wschodniej. Jednak czy ten sezon jest pierwszym, w którym to ktoś inny niż Król awansuje do finałów NBA?

We wczorajszym wpisie przeanalizowałem szanse Houston Rockets na zdobycie tytułu mistrzowskiego. Jednak o ile Rockets mogą być (i zapewne są) lepszą drużyną od naszych dzisiejszych bohaterów, o tyle mogą mieć mniejsze szanse na awans do finałów niż Cleveland Cavaliers. Wszystko przez podział na konferencję. Houston, prędzej czy później będzie musiało pokonać głównych faworytów, czyli Golden State Warriors, ponieważ oba te teamy są na Zachodzie. Cleveland nie mają tego problemu – ich rywale nie są tak groźni jak mistrzowie NBA, Rakiety i może nawet OKC Thunder czy San Antonio Spurs.

Czy obecna wersja Cleveland Cavaliers może awansować do finałów, a w nich odnieść sukces?

Konferencja Wschodnia od 7 lat nazywana jest Konferencją Lebrona Jamesa. W 2010 roku ostatni raz (Boston Celtics) Król został pokonany w serii playoffowej na Wschodzie. To nie tak, że nikt nie próbował i nie był blisko. Indiana Pacers ze swoją żelazną pierwszą piątką deptali po piętach Miami Heat (bo akurat tam grał wtedy Lebron), Boston Celtics próbowali zrzucić Lebrona z tronu i byli blisko. Na tyle blisko, że dopiero jeden z najlepszych występów w historii koszykówki (45 punktów w meczu nr 6 Finałów Konferencji Wschodniej w 2010 roku), uchronił Heat przed porażką. Za każdym razem, kiedy zespół go potrzebował, The Chosen One wchodził na wyższy poziom. Kiedy trzeba było, po prostu był i robił swoje.

Po powrocie do Cleveland nie miał już tak wymagających rywali i żadna z drużyn nie dała mu się szansy nawet spocić. W trzech finałach konferencji od tego czasu (w serii do 4 zwycięstw) Cavs doznali zaledwie 3 porażek i dominacja Wschodu de facto nigdy nie była zagrożona. Za każdym razem to James był najlepszym zawodnikiem na parkiecie i to wystarczało. Czy wystarczy w tym sezonie?

Przekonamy się za 3/4 miesiące. Wydawać się może, że pozycja Króla dawno nie była tak niepewna, jak to jest obecnie. Cavaliers nie są już tak silni jak przez poprzednich kilka lat. Nie mają tyle talentu w ofensywie i ich sufit leży na pewno tak wysoko. Pokonanie Warriors jest praktycznie poza ich zasięgiem, ale żeby zmierzyć się z mistrzami NBA, najpierw trzeba wygrać trzy serie w swojej konferencji.

Ten rok w Cleveland stoi pod znakiem prawdziwej rewolucji kadrowej. Najpierw do Bostonu trafił Irving, który chciał opuścić Ohio, bo miał już dość bycia w cieniu Jamesa. W drugą stronę trafili Isaiah Thomas i Jae Crowder, co wtedy wydawało się solidnym zwrotem za 25-letniego rozgrywającego. Cóż, rzeczywistość okazała się inna. Thomas zmagał się z kontuzją biodra i kiedy grał, było to ze szkodą dla zespołu. Mając w perspektywie wolną agenturę Króla w nadchodzące lato, Koby Altman (generalny menedżer) postanowił działać. Wszystko po to, żeby pokazać swojej gwieździe, że my, jako zespół, chcemy wygrywać tu i teraz. W ten sposób młody GM dokonał 3 wymian w ciągu zaledwie 30 minut, na mocy których do Cleveland przyszło czterech nowych zawodników (Hill, Nance Jr., Hood, Clarkson), a pozbyto się m.in. Thomasa, Crowdera i Wade’a. Tabula rasa. Dodając fakt, że poza grą cały czas pozostaje Kevin Love, widzimy, jak niewiele czasu pozostało temu Tyronnowi Lue na przygotowanie swoich podopiecznych do walki o najwyższe cele.

Jak na razie Cavs zajmują trzecią pozycję na Wschodzie z bilansem 34-22. Wyżej już na pewno nie awansują – strata do drugich Boston Celtics to 4.5 meczu, a trzeba pamiętać, że do końca fazy zasadniczej pozostało około 25 starć. Nawet jeśli James i spółka będą grali świetnie, to może im zwyczajnie zabraknąć czasu na wyprzedzenie Celtics. Z drugiej strony ich przewaga nad czwartymi Washington Wizards wynosi tylko 1.5 spotkania. Jednak w barwach Wizards poza grą jeszcze przez około miesiąc będzie John Wall, więc oni nie będą liczyć się w walce o czołową trójkę. Kolejne ekipy w tabeli: Indiana Pacers, Milwaukee Bucks, Philadelphia 76ers będą walczyć bardziej o czwarte miejsce niż o trzecie.

Wszystko wskazuje na to, że po sezonie regularnym ekipa Jamesa zajmie trzecią lokatę. Nie jest to może pole position, jednak mogło być gorzej. Rozstawienie z trójką zapewnia przewagę parkietu jedynie w pierwszej serii playoffów. Oczywiście, pewne okoliczności mogą zmienić tę sytuację (np. jeśli pierwszy lub drugi zespół przegra swoją rywalizację), ale tego nie zakładamy. Żeby zdobyć tytuł mistrzowski, Cavaliers będą musieli najprawdopodobniej wygrać 3 z 4 pojedynków, w których potencjalny mecz nr 7 zostanie rozegrany w hali rywala. Wiem, że triumfowali w Oakland w trakcie finałów w 2016 roku, tylko że to był zupełnie inny zespół niż obecnie. Nie ma przede wszystkim Kyriego Irvinga, który w najważniejszych momentach potrafił wziąć i wziął na siebie odpowiedzialność. Kto ma go teraz zastąpić? George Hill? Rodney Hood? Jordan Clarkson? Serio?

Z tamtych finałów pozostało zaledwie 4 zawodników: James, JR Smith, Kevin Love, Tristan Thompson. O fenomenie tego pierwszego wiemy. Pozostała trójka albo zawodzi (Smith, Thompson) albo nie jest w stanie dobrze grać przeciwko mistrzom ligi. Nikt tak, jak Warriors nie potrafi wyeksponować brak umiejętności Love’a w defensywie. Chociaż trzeba mu oddać, że poczynił duże postępy po bronionej stronie parkietu.

Obecny skład nie ma tego toughness, co tamten team. Odrobienie straty 1-3 przeciwko jednemu z najlepszych zespołów w historii NBA zbliża. Sprawia, że jesteście czymś więcej niż sumą talentów. Ale to już jest historia.

Skupmy się na teraźniejszości.

Czy Cavaliers mogą pokonać Golden State w siedmiomeczowej serii?

Moim zdaniem nie. Nawet mimo ruchów transferowych te szanse nie zmieniły się diametralnie. Wojownicy mają po prostu za dużo talentu. Kevin Durant jest jednym z dwóch graczy (on i Kawhi Leonard), którzy mogą wyjść z Jamesem na pojedynek. Problem jest taki, że Lebron nie jest już tym samym atletą, co kiedyś (chociaż nadal jest atletycznym świrem) i nie może bronić KD przez całą serię. Wymieniając Crowdera do Utah Jazz, Tyronn Lue stracił tak naprawdę jedyną opcję na spowolnienie Duranta.

W tym momencie nie widzę nic innego niż sweep lub gentelmański sweep: 4-0 lub 4-1 dla Golden State Warriors w potencjalnych finałach NBA.

Ale żeby Cleveland się tam znalazło, najpierw musi przebrnąć przez Wschód, który po cichu nie był tak dobry od wielu lat.

Toronto Raptors są objawieniem tegorocznych rozgrywek i to oni aktualnie znajdują się na fotelu lidera. Raptors są w czołówce ligi po obu stronach parkietu, zajmując odpowiednio 4. i 3. miejsce w efektywności ofensywnej i defensywnej.

Boston Celtics mimo utraty Gordona Haywarda spisują się świetnie i mają najlepszą defensywę w lidze. Istnieje szansa, mała, ale zawsze, że Hayward wróci (nie róbcie sobie nadziei, kibice Celtics), co byłoby olbrzymim zastrzykiem dla kulejącej ofensywy tego zespołu. Jednak w playoffach, kiedy gra zwalnia i rotacje są węższe, atak może nie mieć takiego znaczenia.

Washington Wizards to zespół, który w playoffach jest niesamowicie groźny i duet Wall-Beal może być praktycznie najlepszą parą na boisku przeciwko każdej innej drużynie (no, może poza Cavs). A jak wiemy, to talent przesądza w kluczowych momentach o losach rywalizacji.

Jest jeszcze Giannis Antetokoumpo i jego Milwaukee Bucks, którzy mogą pokonać praktycznie każdego. Miami Heat z ich obroną, szeroką rotacją i geniuszem Spoelstry są niebezpieczni, a dużą niewiadomą jest postawa Philadelphii 76ers, czyli drużyny utalentowanej i doświadczonej jednocześnie.

Jak widzimy, Konferencja Wschodnia jest wyrównana i trudno wskazać zdecydowanego faworyta.

Ale czy na pewno?

Lebron w playoffach wchodzi na wyższy poziom. Kiedy włączy swój beast mode, jest nie do zatrzymania. Widzieliśmy to w finałach w 2015 roku, kiedy to praktycznie w pojedynkę zdobył tytuł. Nadal to James będzie najlepszym zawodnikiem na boisku i żaden team nie ma na niego odpowiedzi. Najlepszym obrońcą na niego jest najprawdopodobniej Marcus Morris (Celtics), ale Król 1.5 tygodnia temu pokazał, co może zrobić i gdzie ma defensywę Bostonu (domyśl się).

Serca mówi: przegra, rozum mówi: w życiu. Czemu zaufać?

Zaufam rozumowi, bo serce już nie raz zawodziło. Lebron James to najlepszy koszykarz na świecie i dopóki nie zawiedzie, nie stawiajmy przeciwko niemu. Playoffy to zupełnie inna gra, w której decydują wielcy gracze i właśnie takim jest James. Cleveland ma jeszcze ponad 2 miesiące na rozgryzienie, jakim zespołem są i jakim zespołem chcą być. Rywale są teoretycznie groźni, ale na koniec dnia każdy z pozostałych teamów ma zbyt dużo potencjalnych wad: brak doświadczenia, talentu, ofensywnej mocy, czy też posiadanie słabego trenera.

To co: do 8 razy sztuka? Moim zdaniem tak.

A może Ty już zwątpiłeś i jesteś gotów na przekreślenie szans Cavaliers w tym sezonie?