–  Nie miałem już ważnego kontraktu ani z Babilonem, ani z FEN-em. Dlatego też nie było żadnego konfliktu, czy innych trudności związanych z przejściem do KSW – mówi serwisowi Zagranie.com były mistrz Babilonu MMA i FEN-u, a obecnie najnowszy nabytek federacji KSW, Daniel „Rutek” Rutkowski.

fot. daniel_rutkowski/Instagram

Kamil Piłaszewicz: Tym razem na łamach serwisu Zagranie gościmy Daniela „Rutka” Rutkowskiego. Jednak myliłby się ten, który sądziłby, że rozmawiamy tym razem z powodu kontynuowania pełnej dominacji w swojej kategorii wagowej w Babilonie i FEN-ie… Jak do tego doszło, że wspominany dwukrotny czempion trafił do największej polskiej federacji MMA?

Daniel Rutkowski: Po prostu dogadaliśmy sprawy finansowe i od dziś mam nowego pracodawcę.

Kiedy wyżej wspominana informacja trafiła do wiadomości publicznej w poniedziałkowy ranek, w sieci, aż zawrzało! To, że tak, w dużej mierze pozytywna, ekspresywna będzie reakcja fanów, było do przewidzenia. Jednak od kiedy pan wiedział, że dołącza do KSW?

– Jeśli chodzi o wskazanie przestrzeni czasowej, to na tydzień przed ogłoszeniem zaczęliśmy rozmawiać.

Do tej pory zdecydowana większość kibiców była pewna, że będzie pan bronił pasa Babilonu lub albo i FEN-u w jednej walce, więc nie sposób nie zapytać, jak wygląda pańska sytuacja kontraktowa?

– W tej chwili jestem związany umową tylko z federacją KSW.

Nie od dziś wiemy do ilu i o jakiej intensywności konfliktów dochodziło niegdyś między polskimi promotorami, więc pojawia się kwestia, jak wyglądały rozmowy z osobami decyzyjnymi z FEN-u i Babilonu na temat zakończenia współpracy?

– Nie miałem już ważnego kontraktu ani z Babilonem, ani z FEN-em. Dlatego też nie było żadnego konfliktu, czy innych trudności związanych z przejściem do KSW.

Jeżeli mówimy o warunkach oferowanych w kontraktach, to rzeczywiście KSW oferuje najwyższe wypłaty i najdogodniejsze warunki?

– Nie ma sensu ukrywać, że faktycznie tutaj można zarobić największe stawki.

Kiedy pojawił się temat współpracy z KSW, to Daniel Rutkowski nie wahał się ani sekundy, by złożyć podpis na umowie sygnowanych ich logiem?

– Było dokładnie tak, jak mówisz. Kiedy usiedliśmy do rozmów, dograliśmy tylko najmniejsze szczegóły w umowie i tyle.

fot. daniel_rutkowski/Instagram

W mediach długo i głośno mówiło się o tym, że może pan trafić nawet do UFC. O ile to medialne spekulacje, a o ile prawdziwe informacje?

– Pojawiały się oferty, a także rozmowy z UFC, ale kiedy przechodziliśmy do szczegółów, okazywało się, że nie mieli dla mnie pasującego terminu. Dlatego też zdecydowałem się przejść do KSW.

Być może KSW to swego rodzaju „przystanek” przed dołączeniem do amerykańskiego giganta na światowej scenie MMA?

– Wszystko się może zdarzyć. Niewykluczone jest, że będzie, jak mówisz.

Nie, żebym jakoś pana podpuszczał, ale byłby pan pierwszym Polakiem w historii, który dołączył do UFC, legitymując się pasami kategorii piórkowej, zarówno Babilonu, FEN-u, jak i KSW… (śmiech)

– Fakt, byłbym, ale w sumie jeszcze nic straconego… (śmiech)

Odnośnie do kontraktu, ale już przechodząc do najbliższego pana występu, to od początku było jasne, że to Filip Pejić „przywita” popularnego „Rutka” w największej polskiej federacji MMA?

– Tak, wiedziałem, że to właśnie z nim się zmierzę w swoim debiucie w tej federacji. Nie było żadnych negocjacji na temat ewentualnego rywala. Przedstawiono mi propozycję konfrontacji z Filipem Pejiciem, a ja od razu zaakceptowałem ten pomysł.

Co, na ten moment, może pan powiedzieć na temat swojego najbliższego rywala?

– Na pewno jest wymagający, solidny i spodziewam się, że dzięki temu, że zawalczę właśnie z nim, będziemy świadkami wielkiej bitwy.

Czego dowiedział się pan o Filipie Pejiciu z prowadzenia analiz jego poprzednich walk?

– To pytanie nie do mnie, gdyż tym zajmuje się mój trener.

Wracając do tematów kontraktowych, to od początku było wiadome również to, że wystąpi pan właśnie na gali KSW z numerem 64?

– Tak, tu też było jasne, że wystąpię właśnie na tym evencie.

Październikowa gala to ten termin, w którym dokładnie chciał się pan zaprezentować kibicom?

– Najpierw w tym terminie miałem bronić pasa Babilonu, ale ostatecznie stanęło na tym, że choć zawalczę w tym miesiącu, to już na gali KSW. Także wszystko się pięknie ułożyło!

fot. daniel_rutkowski/Instagram

Zakładając, że na tej gali zwycięży pan w efektownym stylu i bez większej kontuzji, to możemy się spodziewać, że Daniel Rutkowski raz jeszcze wystąpi w klatce KSW w tym roku?

– Myślę, że w tym roku już nie wystąpię, ponieważ będę musiał odpocząć po długich i żmudnych przygotowaniach.

Odnośnie do planów, a także ewentualnych następnych pojedynków, to zakładając, że to pańskie nazwisko zostanie wyczytane jako zwycięzcy, to następnym rywalem będzie mistrz kategorii piórkowej?

– Co będzie dalej, to się okaże po tej walce. Ze swej strony mogę zapewnić, że jestem otwarty na konfrontację z każdym przeciwnikiem.

Nie ma co ukrywać, że na ten moment jest pan najlepszym polskim zawodnikiem w tej dywizji, więc w sumie… Kto, jak nie pan miałbym sięgnąć po wspominany tytuł? (śmiech)

– Zwieńczeniem moich startów, a zarazem kariery będzie stoczenie pojedynku o mistrzowski pas KSW.

Jednak, jako że już obiegamy już daleko od głównych tematów tego wywiadu, to proponuję, by w tym miejscu postawić kropkę. Proszę, by w ostatniej odpowiedzi zachęcił pan do wykupu transmisji do gali KSW 64 i wspierania właśnie pana.

– Moi drodzy, już niedługo najlepszy polski zawodnik w kategorii do 66 kg zaprezentuje się w największej polskiej federacji MMA, czyli dokładnie tam, gdzie jego miejsce. Dlatego też serdecznie zapraszam Was do oglądania gali KSW 64.

Zaloguj się aby dodawać komentarze