– Teraz skupiamy się bardziej na grapplingu, doszkalaniu wszelkich technik zapaśniczych, ponieważ zmierzę się z zawodnikiem, który lubuje się w tej odsłonie MMA. Dla porównania do walki z Salahdine’m szykowałem się bardziej ze stójki, bo był i jest najlepszym stójkowiczem z naszej kategorii – mówi serwisowi Zagranie.com Daniel „Rutek” Rutkowski, który już na KSW 73 zmierzy się z Lom-Ali Eskievem.

fot. daniel_rutkowski/Instagram

Kamil Piłaszewicz: Ponownie mamy okazję wymienić się myślami na temat pana występu na gali KSW, tym razem tej oznaczonej numerem 73. Odbędzie się praktycznie pod koniec wakacji w Warszawie. Termin i lokalizacja jest tą, którą Daniel Rutkowski może określić mianem „idealnej”, „wymarzonej”?

Daniel „Rutek” Rutkowski: Tak naprawdę to jest mi wszystko jedno odnośnie do miejsca i czasu walki. Jednak jeśli chodzi o kibiców, to faktycznie można by było jeszcze tak z tydzień później tę galę zorganizować. Wtedy wszyscy na spokojnie wróciliby już do domów po wakacjach, ale… Jest dobrze, nie ma sensu narzekać.

Ile czasu upłynęło, odkąd dowiedział się pan o możliwym występie na tej gali do czasu, kiedy wszystko zostało już zapięte na ostatni guzik?

– Identycznie jak zwykle, kiedy prowadzę rozmowy o następnym występie. Potrzebuję możliwości spokojnego przejścia całego okresu przygotowawczego, czyli tak około dwóch – trzech miesięcy. Dlatego tak, by móc wychodzić za każdym razem do walki w optymalnej dyspozycji.

Dopytuję, gdyż zastanawiam się, w jakim stopniu matchmakerzy KSW zepsuli panu wakacje przez wymóg robienia wagi do kategorii piórkowej…

– Nie, nie! W ogóle nie popsuli. Prawda jest taka, że u mnie nie ma takiego okresu jak „wakacje”. Na zmianę przygotowuję się do pojedynku, robię waleczkę i po niej odpoczywam. I wtedy rzeczywiście już mogę sobie zaplanować jakiś tam wyjazd. U mnie jest tak, że około po tygodniu po walce siadam do rozmów odnośnie do kolejnego występu i tyle.

Daniel Rutek Rutkowski na KSW 73
fot. daniel_rutkowski/Instagram

Względem ostatnich przygotowań idzie płynniej np. gubienie wagi, nauka, czy doszlifowanie danych technik pod Eskieva, a może jest odwrotnie?

– Nigdy nie patrzę na swoich przeciwników w trakcie kolejnych obozów. Trenerzy przygotowują tzw. treningi główne, w których trakcie szkolę się z technik pod konkretnego rywala i to tyle.

O terminie zdążyliśmy już co nieco powiedzieć, więc przejdźmy do tego, czy Lom-Ali Eskiev był jedynym zaproponowanym nazwiskiem do najbliższej pańskiej konfrontacji w klatce KSW?

– Tak, dokładnie. Znowu nie chcieli mi dać nikogo innego! (śmiech) Ponownie to mi się trafiła walka z kimś z topu, z kimś, kto mierzy w same najwyższe cele. Jak nie o pas, to występuję w walce, gdzie numer jeden mierzy się z „dwójką”, także… Tak to wygląda.

Dopytuję, gdyż wiemy, że przy jego nazwisku widnieją dwie flagi: niemiecka i rosyjska. A wiemy, jak właściciele federacji wypowiedzieli się odnośnie do startów rosyjskich, czy powiązanych z tamtym krajem zawodników pod szyldem KSW…

– Właśnie! Dla mnie to też jest dziwne, że nagle Rosjanin walczy na karcie. Znaczy, wiadomo, że wystąpi pod flagą niemiecką, ale jak dla mnie takie coś nie powinno mieć miejsca, skoro wcześniej coś innego zostało ustalone, czy powiedziane.

To, że Lom-Ali jest związany z Rosją, może nastawiać kibiców do Eskieva w… pewien sposób, że tak to ujmę. Dlatego też zapytam, czy nie obawia się pan, nie spędza snu z powiek myśl, jak kibice na trybunach mogą zareagować w trakcie gali na jego wyjście, wasz pojedynek?

– Tego niestety nie wiem. Wie pan, może być różnie. Sądzę, że zrozumiałe będzie, kiedy pojawiają się jakieś gwizdy, czy coś tego typu. Oczywiste jest, że nie chodzi tu o samego zawodnika. Do Loma-Aliego nikt nic nie ma. Chodzi o sam fakt i powód, dlaczego zostały podjęte takie decyzje.

Wracając już do mówienia wyłącznie o tematach sportowych, to patrząc na same numery z rankingu, to, jako że mówimy o starciu „jedynki” z „dwójką” i zakładając pana triumf, rewanż z Salahdine’m kwestią czasu?

– Odpowiem w ten sposób: jeżeli Lom-Ali Eskiev zwycięży, to jak najbardziej powinien być pierwszym do walki o pas. Z kolei, jeżeli ja wygram… Znaczy, federacja KSW ma „papiery”, by zrobić szybki rewanż między nami, ale… Wezmę każdego, kogo mi wystawią i jeśli to jednak znowu miałaby być konfrontacja o pas z Salahdine’m, to zapewniam, że będę się starać, by tym razem pokazać się już z dużo lepszej strony. I nie, nie zostałem zapewniony, że najbliższy mój występ miałby być jakimś eliminatorem do Salahdine’a. Po prostu jest kolejna robota do zrobienia i tylko na tym się skupiam.

Daniel Rutkowski w KSW
fot. daniel_rutkowski/Instagram

Po marcowym pojedynku, który zakończył serię 13 triumfów, zapowiadał pan w wywiadach, że przyszedł czas na przerwę i przemyślenie, rozważenie różnych możliwości odnośnie do dalszej kariery. Teraz wszystko jest już na swoim miejscu?

– Tak, dokładnie. Wszystko jest ogarnięte i teraz koncentruję się tylko na tym wyzwaniu. Walka z Parnasse’m zakończyła moją iluś letnią serię zwycięstw, ale to niczego nie zmienia. Jadę dalej i się nie zatrzymuję. Takim już jest ten sport, czyli MMA, że z konfrontacji może wyjść tylko jeden wygrany i cóż, tak po prostu jest.

Względem tamtego starcia, jakie zmiany zaszły w pańskich przygotowaniach do walki?

– Teraz skupiamy się bardziej na grapplingu, doszkalaniu wszelkich technik zapaśniczych, ponieważ zmierzę się z zawodnikiem, który lubuje się w tej odsłonie MMA. Dla porównania do walki z Salahdine’m przygotowywałem się bardziej ze stójki, bo jest najlepszym stójkowiczem z naszej kategorii. Teraz mamy przed sobą świetnego zapaśnika, grapplera. Oczywiste jest, że też rozwijamy moją stójkę, ale w większym stopniu na treningach poświęcamy uwagę tej dyscyplinie, z której wywodzi się najbliższy rywal.

Z którymi sparingpartnerami robi pan najwięcej rund?

– Nie ma takiego jednego, czy dwóch. Regularnie jeżdżę do Czerwonego Smoka, a jak wiadomo, mają tam świetnych zapaśników na pęczki. Także może nie tyle chciałbym tu nazwiskami wymieniać, ile zapewnić, że mam z kim robić parter.

Patrząc na dyspozycję po treningach, możemy już dziś ogłosić, że po siedemnastym pojedynku w karierze Daniel Rutkowski będzie cieszyć się z czternastego triumfu?

– Hehe! (śmiech) Z pewnością bardzo by chciał! Natomiast nie wybiegam w przyszłość. Jeżeli moja postawa, sportowy zapał pozwoli na to, bym zwyciężył, to się będę bardzo cieszył i będziemy szli naprzód. Jeżeli nie, to jak mówię: jestem sportowcem z krwi i kości i dla mnie przegrana, czy wygrana nie ma jakiegoś wielkiego znaczenia, bo zarówno ja, jak i każdy z moich rywali każdego dnia trenujemy, rozwijamy się i nie ma mowy o jakichś konfliktach, czy umniejszaniu swoich umiejętności. Szanujemy się, obaj mamy dać dobrą walkę i to też postaramy się zapewnić wszystkim fanom.

Zakładając, że to właśnie pana ręka powędruje w górę przy ogłaszaniu werdyktu w Warszawie oraz fakt 7 wygranych przez nokauty i 5 przez decyzje, jakie zakończenie wspominanej konfrontacji jest bardziej prawdopodobne?

– Sądzę, że bardzo realną opcją jest wygrana na punkty. Eskiev również jest bardzo dobrym zapaśnikiem, grapplerem, solidnym stójkowiczem. Chociaż przyznaję, że osobiście chyliłbym się ku nokautowi, tj. że może coś tam i wejdzie z mojej strony… (śmiech) Wspominam o tym, bo tym razem będę miał przed sobą gościa równego sobie, mówiąc o wzroście. Z Salahdine’m był ten problem, że był dużo wyższy i miał bardzo długi zasięg ramion. Z kolei tu „jakieś tam” machnięcie rękami, czy nogą jest bardzo możliwe, a zarazem nieoczywiste.

Nie, żebym podpytywał oto odnośnie do oznaczania u bukmacherów typu związanego z pana pojedynkiem… (śmiech)

– Hehe! (śmiech) Wiem, o co chodzi. Dlatego, jak mówię, istnieje duże prawdopodobieństwo, że moja najbliższa walka zakończy się właśnie na punkty, ale równie dobrze może skończyć się przed czasem i to w moją lub jego stronę.
Jednak na co bym zwrócił uwagę przed obstawieniem naszej walki? Na fakt, że mamy dwóch świetnych zapaśników, niezłych grapplerów, coraz lepszych stójkowiczów. Dlatego też, mimo że oczywiste jest, że chcę wygrać i widzę siebie w roli triumfatora, to jestem również przygotowany na to, że to on może zwyciężyć przed końcem ostatniej rundy. Najważniejsze, by nikomu nic poważniejszego się nie stało.

Chociaż w sumie może powinienem zapytać o to, czy szybciej dojdzie do konfrontacji z Francuzem, czy Marianem Ziółkowskim, który zapowiada, że jeśli już ma walczyć w super-fight’ie, to tylko w dywizji do 66 kilogramów…

– Właśnie też mnie to zdziwiło. I tak kurczę, nie wiadomo. Dla mnie może być i rewanż z Salahdine’m. Natomiast robię teraz tę walkę, a jakoś niedługo oni powinni się ze sobą zmierzyć. Tylko też właśnie muszą się dogadać, bo nie wiadomo, czy Parnasse w ogóle będzie chciał „przywitać” Mariana w kategorii do 66 kilogramów. Dla Salahdine’a byłoby łatwiej i lepiej, jakby poszedł do wyższej kategorii, do tej 70 kg. Nie musiałby zbijać za dużo do wagi, a jakby przegrał, to też nic by się nie stało, bo dalej byłby mistrzem.

Daniel Rutek Rutkowski foto 4 KSW
fot. daniel_rutkowski/Instagram

Swoją drogą, to co z perspektywy tak doświadczonego fightera, również pod kątem znajomości działalności mediów i dziennikarzy, co sądzi pan o otoczce medialnej odnośnie do tematu walki Ziółkowski vs Parnasse?

– W ostatnim czasie coraz mniej się o tym słyszy, ale kiedy już dojdzie do tego starcia, to będziemy mieli świetne show. Sądzę, że w przypadku ich konfrontacji promocja, jak i sama walka jest podobna do tej, kiedy Mamed Khalidov mierzył się z Roberto Soldiciem. Konfrontacja dwóch mistrzów z różnych kategorii zawsze jest bardzo ciekawa i elektryzująca.

Zakładając, czy to konfrontację z „Golden Boyem”, czy rewanż z Salahdinem, czy walkę z kimś innym; jak również, że żadna poważniejsza kontuzja po KSW 73 się nie przyplącze, to, za jaki czas do klatki chciałby pan wrócić?

– Oj nie wiem. Gdyby rzeczywiście było tak, że nie będzie większego urazu ani innej infekcji, to może i jeszcze pod koniec tego roku. Natomiast niczego nie obiecuję. Teraz zawalczę w sierpniu, wcześniej był marzec, więc jeżeli już, to właśnie tak celowałbym w powrót ewentualnie w listopadzie lub grudniu.

Tak skupiam się na tych dwóch nazwiskach, a być może to sam „Rutek” ma już kogoś na oku, z kim chciałby się pojedynkować po swym triumfie w sierpniu w Warszawie?

– Zdecydowanie teraz na fali jest Dawid Śmiełowski, czyli nasza „trójka” rankingowa. Sądzę, że to by było mega fajne zestawienie, bo miałbym konfrontację z niepokonanym, idącym jak burza zawodnikiem. Przyznaję, że nie spodziewałem się tego, w jaki sposób zakończył swój ostatni pojedynek, tj. ten w Kielcach. Dawid jest znany z tego, że dobrze kopie, świetnie uderza, ma wielki zasięg, więc w sumie wykorzystał swoje atuty. Dla mnie przed pojedynkiem był faworytem do zwycięstwa, lecz też nie dziwiłem się temu, że to Patryk Kaczmarczyk był stawiany w roli faworyta.

Oczywiste jest, że w tej chwili snujemy już jedynie domysły i pod koniec wywiadu rozważamy jeden z możliwych scenariuszów. Jednak kiedy już by doszło do konfrontacji z Dawidem, to co zadecydowałoby o tym, że to jednak pan by zwyciężył?

– Uważam, że bardzo słabo radzi sobie z zapaśnikami. Ogólnie z Dawidem Śmiełowskim miałem się już spotkać w walce o pas na jeden z gali Babilonu. Ostatecznie zawalczyliśmy ze sobą w boksie i wyszedłem z tamtej konfrontacji zwycięsko. Dlatego uważam, że teraz ta walka, kiedy byłaby już na zasadach MMA, miałaby sens pod każdym względem.

Realizacji tego celu, jak i tych związanych z walką z Lom-Ali Eskievem i wszystkich następnych serdecznie życzę, a tymczasem ostatnie pytanie brzmi: Co popularny Rutek chciałby przekazać swym fanom, a o czym nie wspomnieliśmy w tym wywiadzie?

– W sumie to tyle, że chciałbym, żeby wszyscy kibice obejrzeli moją najbliższą walkę, bo mówimy o starciu ze świetnym zawodnikiem, z którym z pewnością dam świetne show.

Czyli warszawska gala przebije tę toruńską i to, co się tam działo…? (uśmiech)

– Hah, mam nadzieję! (uśmiech) Chociaż i tak, jak dla mnie, patrząc pod kątem równie pojedynków, jakie mieliśmy oraz tego, co się działo na hali, to sądzę, że mimo wszystko to gala z Radomia jest numerem jeden w tym roku. Oczywiste jest, że zostało jeszcze pół roku i może któraś z gal wskoczy przed nią, ale to ta z Radomia jest w mojej opinii na prowadzeniu w tym zestawieniu.

  • Tagi

Zaloguj się aby dodawać komentarze