Urodził się w Abidżanie, a jego gwiazda najjaśniej rozbłysła na Wyspach. Podobnie jak w przypadku Victora Mosesa przykre doświadczenia z dzieciństwa znacząco wpłynęły na charakter piłkarza. Jednak wróćmy do początku. Wilfried Zaha po przylocie wychowywał się w Londyńskiej dzielnicy Croydon. Do ośrodka treningowego Palace miał około dwóch mil drogi. Niby blisko, choć droga okazywała się bardzo długa, gdy musiał z tatą pchać samochód, by dostać się na trening.

W karierze każdego zawodnika są momenty, które decydują o jego dalszych losach. Tak też było w przypadku Wilfrieda. Pewnego dnia zaprosił swoją całą rodzinę na mecz w młodzieżówce Crystal Palace i nawet nie powąchał murawy. Cios wymierzony prosto w serce, nic tylko wrócić do domu i zamknąć się w sobie. Jednak jego charakter mu na to nie pozwolił. Wszedł do mieszkania, rzucił torbę ze sprzętem meczowym, po czym wziął piłeczkę tenisową i trenował tak ciężko jak nigdy dotąd. Zapewne w tym momencie macie ochotę spytać, dlaczego nie wybrał normalnej piłki. Odpowiedz jest prosta, żeby było trudniej. Na youtubie odpalił filmiki z zagraniami Ronaldinho. Naśladowanie zagrań legendy dryblingu znacząco podniosło jego umiejętności.

Doprowadził swą technikę do tak bajecznego poziomu, że koledzy na treningach grający przeciwko niemu, obawiali sie każdego zagrania. Nic w tym dziwnego, żaden piłkarz nie chce dostać „elastico” między nogami, czy też „sombrero” nad głową. Treningi to była dla niego zabawa. Ośmieszał swoich kolegów raz po raz, przez co nie był zbyt lubiany w drużynie. Jednak wszystko się zmieniło, gdy zadebiutował w pierwszym składzie. Kumple przekonali się do niego, gdy widzieli co robi z kryjącymi go obrońcami. W Championship brakuje miejsca dla miękkich, grają prawdziwi twardziele i właśnie z nimi Wilfried bawił się jak tylko chciał. Bardzo szybko został ulubieńcem kibiców. Fani przychodzą na stadiony, by oglądać kozaków i artystów, a nie zwykłych wyrobników nauczonych grać w myśl zasady „kick and run”.

Ten sezon stał się dla niego przepustką na salony. W zimowym okienku transferowym zaklepał go sobie Manchester United. Za tym zakupem stał sam Sir Alex Ferguson, jednak do drużyny miał dołączyć dopiero po zakończeniu rozgrywek. W głównej mierze dzięki temu, Crystal Palace awansowało do Premier League.

Fani United oglądając wyczyny Zahy oczekiwali kolejnego superszybkiego dryblera z ciągiem na bramkę. Kogoś jak piłkarz, który odszedł za 94 mln euro w 2009 roku – Cristiano Ronaldo.  Błyskotliwych zawodników kocha się najbardziej. Prasa na Wyspach pisała „nowy Ian Wright, takiego kozaka nie było od dawna”. Selhurst Park i Old Trafford to dwa inne światy. Niestety dla niego przenosiny do Manchesteru zbiegły się w czasie z przejściem na emeryturę Sir Alexa Fergusona. Młodego gracza musiało to zaboleć, ponieważ utytułowany Szkot widział w nim talent pokroju Ronaldo i pewnym jest, że dałby mu wymarzoną szansę.

Na stanowisku trenerskim zatrudniony został David Moyes. Tutaj właśnie zaczyna się robić ciekawie, gdyż młodemu skrzydłowemu trochę odbiło i zaczął zabiegać o córkę menedżera bardziej niż o pierwszy skład. Od tego momentu jego boiskowa fantazja, przeniosła się do łóżka Lauren Moyes i słuch po nim zaginął. Przebojowość i pewność siebie zaprowadziła go za daleko. W chwili, gdy trener przyłapał parę w jednoznacznej sytuacji pewne było, że kariera w Teatrze Marzeń dobiegła końca. Sam zawodnik z upływem czasu zaprzecza, że ta sytuacja nigdy nie miała miejsca, jednak co innego ma powiedzieć? Załóżmy, że szkoleniowiec nie mścił się na jednym z największych talentów jaki klub posiadał w tamtym czasie. Po prostu nie dawał mu grać, bo był na to za słaby. Podczas okienka transferowego odpalił młodego gracza na wypożyczenie. David to szczwany lis i nie pozwolił występować Wilfriedowi gdzieś w pobliżu, więc wysłał go do …Walii. Krótka przygoda w Cardiff City zakończyła się równie szybko jak i zaczęła. Latem 2015 roku Alan Pardew sprowadził go z powrotem na Selhurst Park, kończąc katusze piłkarza.

Powrót nie był tak kolorowy, jak mógł to sobie wyobrażać. Szczególnie na początku. Zaledwie dwie bramki przez cały poprzedni sezon ligowy dla piłkarza ofensywnego, to wstyd. Zaha ma silny charakter po przejściach z dzieciństwa, dlatego po porażkach odbija się wysoko do góry. Pewnie znowu wziął swoją piłkę tenisową i włączył zagrania Ronaldinho w wakacje, bo to co wyprawia w tym sezonie to czysta poezja. W obecnych rozgrywkach są spotkania, gdy dostaje futbolówkę ma przed sobą trzech rywali, a za chwilę widzą oni jedynie jego numer i nazwisko. Jakby tego było mało po drodze dostają siatkę.

Ten rok jest dla niego przełomowy. Nie dość, że genialnie prezentuje się w barwach Palace to jeszcze błyszczy w kadrze. Jednak nie Anglii, a Wybrzeża Kości Słoniowej, gdyż barw tej reprezentacji zdecydował się bronić. Tą decyzją złamał serca Anglików. Pretensje mogą mieć tylko do siebie, zawodnik nie chciał czekać kolejnych lat na prawdziwą szansę w seniorskiej drużynie, do której w ostatnim czasie powoływano znacznie gorszych skrzydłowych . Skoro nie było dla niego miejsca to postanowił wybrać kraj, w którym się urodził. Z tej decyzji z pewnością nie są zadowoleni również Rosjanie, z których w debiucie zrobił żywe pachołki.

https://www.youtube.com/watch?v=xtuBOENUbcI

Najpierw powycierał murawę reprezentantami Sbornej, a później postanowił sprawić, że powiedzenie „wszedł jak w masło” można równie dobrze zmienić na „wszedł jak Zaha w rosyjską obronę”. W taki sposób pozamiatał całą defensywę Rosji i aż dziwne, że chłopaki po tym golu nie udali się pod prysznic.

Siedem goli oraz dziewięć asyst w drużynie Crystal Palace, która miesiąc temu była bardzo blisko spadku to naprawdę dobry wynik. W obecnym sezonie jest czołowa postacią zespołu i to właśnie on wyciągnął podopiecznych „Big Sama” z ogromnych tarapatów.

Wilfried drybling ma opanowany do perfekcji. Znakomicie ogląda sie go z piłka przy nodze. Wielu zawodników biorąc udział w meczu jest zdenerwowana. Presja uniemożliwia im realizację potencjału. Jednak on, nie ma z tym żadnego problemu. Wychodzi na boisko, by pobawić się z rywalami, zupełnie jakby wziął do ręki pada i włączył Fife.

Czy to odpowiedni czas na kolejny duży transfer ?

Skrzydłowy podczas pobytu w Manchesterze dużo się nauczył. W obecnym sezonie wygląda naprawdę imponująco. Jakiś czas temu Yannick Bolasie, były kolega z drużyny stwierdził „Zaha ma umiejętności na poziomie Neymara i może zajść tak daleko jak tylko chce”. Zawodnik Evertonu przyznał, że początkowo jego opinia była wyśmiewana. Jednak obecnie ludzie zaczynają zauważać podobieństwo tych graczy. Statystycznie prezentuje się bardzo dobrze:

Celność podań – 79,2%                                            
Kluczowe podania na mecz- 1,1
Skuteczność dryblingów na mecz – 4,1

Sam Allardyce obecny trener Crystal Palace nawołuje, żeby Wilfried dorównał poziomem Hazardowi, ale powiedzmy sobie szczerze jak ma to zrobić grając w takiej drużynie. Z pewnością łatwiej byłoby mu dorównać najlepszym zawodnikom, gdyby występował w topowym klubie. Zakładam, że stanie się tak latem. Chrapkę na niego ma Tottenham. Ekipie z White Hart Lane brakuje prawoskrzydłowego, po tym jak kontuzje złapał Erik Lamela, a Moussa Sissoko to po prostu niewypał transferowy. Czterdzieści milionów funtów, bo o takiej kwocie mowa w kontekście transferu to ogromna suma i duży bagaż na plecy. Mimo to sadzę, że przejście do młodej drużyny Pochettino, który doskonale pracuje z młodzieżą to dla niego najlepsze wyjście. Kiszenie się przez następny rok na Selhurst Park to byłaby fatalna decyzja. Zaha ma już 24 lata i to ostatni dzwonek, by stać się kimś wybitnym. Po roku grania pod skrzydłami argentyńskiego trenera, może osiągnąć kosmiczny poziom, dzięki któremu świat o nim usłyszy. Jego losy do tej pory są bardzo podobne do Mosesa, obaj byli już skreślani, przyjechali na Wyspy w młodym wieku, zaczynali w Crystal Palace i mieszkali w tej samej dzielnicy. Przypadek? Być może, jednak kolejny sezon w wykonaniu Zahy może być równie wybitny, co obecna kampania w wykonaniu wahadłowego Chelsea.